Sama kiedyś zrobiłam sobie taki mały eksperyment - na grupie 40 znajomych par sprawdziłam, kiedy się rozeszli. Październik i listopad razem dały ponad połowę przypadków. Styczeń też wysoki. Wiosna minimalnie. To nie jest astrologia, to już bardziej statystyka - ale astrologia może to w ciekawy sposób wytłumaczyć.
Słońce w Wadze i potem w Skorpionie to dokładnie ta kolejność - najpierw "dom partnerski" zodiaku (Waga = 7 dom), potem "dom transformacji i końców" (Skorpion = 8). Człowiek najpierw ocenia relację, potem tnie. Mechanika sezonowa zodiaku.
Dodałbym do tego prozaiczny element, o którym astrolodzy często zapominają - wakacje. Pary spędzają ze sobą przez dwa tygodnie 24/7, widzą się w kontekście, w którym zwykle się nie widzą. Wracają we wrześniu i nagle nie dają rady udawać, że wszystko gra. Astrologia to obudowuje, ale pierwotny zapalnik bywa bardzo ziemski.
Ciekawe jest też to, że sezon zaćmień często wypada w okolicach kwietnia/października. Zaćmienia są w tradycji "odkrywaczami" - to co ukrywane wychodzi na jaw. Jeśli trafi w oś relacyjną (Waga-Baran), zwłaszcza blisko 7 domu natalnego, efekt bywa spektakularny. Nie zawsze rozstanie, ale zawsze konfrontacja.
Moje rozstanie przyszło dokładnie w końcówce października. Myślałem, że to przypadek. Sprawdziłem tranzyty - Saturn akurat wchodził na mój natalny Zstępujący. Dziewczyny nie można było już oszukać, że "wszystko będzie dobrze". Saturn w 7 to koniec iluzji.
Nie zgadzam się z jesienną dominacją. W mojej praktyce klienci rozchodzą się równie często w styczniu-lutym. Po świętach ludzie zostają sami z myślami, widzą rok wstecz, podejmują decyzje. Styczeń jest statystycznie bardzo mocny dla rozstań. Jesień to nie monopol.
Wenus w tym roku robiła bardzo specyficzne ruchy jesienią - to są detale, które trzeba patrzeć rok po roku. Ale ogólna zasada: Wenus zbliżająca się do Słońca, szczególnie przed combustą, osłabia zdolność do utrzymywania relacji. A Wenus co rok ma swój cykl widoczności wieczornej i porannej, który zazwyczaj przypada jesienią lub wczesną wiosną.
Trochę się uśmiecham, bo to wszystko brzmi logicznie, ale ja sama rozstawałam się trzy razy w życiu i wszystkie przypadały na jesień - od października do grudnia. Pierwsze w wieku 22, drugie 28, trzecie 35. Wzorzec na tyle wyraźny, że zaczęłam się bać jesieni.
Dorzucę obserwację z zupełnie innej beczki. W mojej rodzinie wszystkie trzy małżeństwa kuzynostwa rozpadły się w październiku - w różnych latach, ale każde w tym samym miesiącu. Mama mówi, że to "klątwa rodu", ja myślę że raczej wspólny październikowy wzorzec biologiczny. Nie wiem co prawdziwe.
Jesień pod względem psychologicznym to też spadek serotoniny, krótsze dni, gorszy sen, więcej alkoholu. To wszystko wpływa na relacje. Nie trzeba nawet astrologii - sama biologia tłumaczy dużo.
