Hej, wracam do tego co Fela73 napisała o poziomie pośrednim między prawem a miłością - bo chyba właśnie tam dzieje się największa akcja jeśli chodzi o współistnienie religii w jednym kraju. Mam na myśli przestrzeń publiczną, szkoły, miejsca pracy. I zastanawiam się - czy tantryzm na przykład, który w Polsce jest totalnie niszowy, w ogóle ma tam swoje miejsce? Jak ktoś jest praktykującym tantrykiem to gdzie to lokuje w tej przestrzeni?
dobre pytanie i faktycznie wróciłeś do tematu, bo trochę odpłynęliśmy w stronę rodziny. Ale właśnie tantryzm to jest ciekawy przypadek do tego co pisałam, bo to jest tradycja która w Polsce jest praktycznie niewidoczna instytucjonalnie. Nie ma tantryckich świątyń, nie ma oficjalnych wspólnot które by się rejestrowały. Więc jak tantryzm ma się do tej przestrzeni publicznej? Chyba głównie przez brak - czyli tolerancja przez niewidzialność?
Zatrzymajcie się chwilę bo mi się wydaje że mamy tu dwa różne pytania. Jedno to czy tantryzm ma miejsce w przestrzeni publicznej jako religia albo filozofia. A drugie to dlaczego tantryzm w Polsce jest kojarzony prawie wyłącznie z erotycznymi warsztatami i seksem tantrycznym. I te dwa pytania są ze sobą powiązane właśnie dlatego że tantryzm nie zaistniał u nas jako poważna tradycja filozoficzna, tylko jako produkt na rynku wellness. To w jakiś sposób odpowiada na pytanie o przestrzeń publiczną.
Mnie tu uderza coś innego niż ta sprzeczka o definicje. To że tantryzm jest kojarzony głównie z seksem w Polsce ma konkretny efekt w kontekście tolerancji religijnej - bo taka tradycja jest od razu wypchnięta na margines debaty o współistnieniu religii. Nikt nie traktuje jej serio jako partner dialogu. I to jest ciekawe bo pokazuje że tolerancja ma jakiś próg przyzwoitości - akceptujemy buddyzm bo jest postrzegany jako spokojny i filozoficzny, a tradycje związane z ciałem i seksualnością są już podejrzane. Czy to komuś jeszcze rzuca się w oczy?
Ta hierarchia bierze się z bardzo konkretnych historycznych mechanizmów. Zachodnia nauka religioznawcza przez długi czas stosowała kategorię 'religii światowych' i ta kategoria faworyzowała tradycje które miały teksty, hierarchię, instytucje. Tantryzm był w tych katalogach na końcu albo wcale, bo jest głównie tradycją inicjatyczną i oralną. I ten akademicki bias przeniknął do kultury popularnej. Więc kiedy media szukają eksperta od buddyzmu to go znajdą, a eksperta od tantryzmu kaszmirskiego... no to już trudniej.
Właśnie, i to jest ten moment gdzie współistnienie religii w jednym kraju robi się naprawdę skomplikowane. Bo tolerancja zakłada jakiś poziom widoczności - tolerujesz coś co widzisz. Jak tradycja jest z założenia ukryta, to jak ją tolerować albo z nią dialogować? Zresztą nie tylko tantryzm ma ten problem, wicca i inne tradycje magiczne też są na tej zasadzie - część z nich nie chce być widoczna.
Przepraszam że się wtrącam bo jestem tu dość nowa w temacie, ale te ukryte tradycje to znaczy że one się nie spotykają z innymi religiami? Chodzi mi o to czy te ukryte grupy w ogóle wchodzą w dialog z kościołem albo z buddystami czy po prostu żyją osobno i wszyscy udają że ich nie ma?
Słuchając tej rozmowy o ukrytych tradycjach myślę że to jest lustrzane odbicie tego co mówiłyśmy z Wiolką o rodzinie. Tam omijamy tematy żeby nie było konfliktu, tu tradycje są ukryte żeby nie było konfliktu. Efekt jest podobny - pozorny spokój. Ale to mnie prowadzi do pytania: czy w Polsce w ogóle jest przestrzeń gdzie te różne tradycje mogłyby się spotkać i szczerze porozmawiać? Nie na akademickiej konferencji, ale tak... normalnie?
Ilonka, to co napisałaś jest ważniejsze niż wygląda. Forum ma jedną zasadniczą zaletę - anonimowość albo przynajmniej pseudonimowość. Mogę napisać że interesuję się tantrą albo że chodzę do kościoła i moje sąsiadki tego nie wiedzą. Ta wolność od społecznej kontroli to jest może jedyna przestrzeń gdzie ludzie mówią co naprawdę myślą o swojej duchowości. Ale czy to zastąpi dialog w realnym świecie?
Och, to co Lucyda napisała o anonimowości to jest naprawdę ciekawe spostrzeżenie! Ja też mam wrażenie że tutaj ludzie są bardziej szczerzy niż w realu. Ale chciałam zapytać bo trochę zagubiłam się w tej rozmowie o tantrze - czy to że tantryzm jest kojarzony z seksem w Polsce to jest jakaś celowa akcja, czy to po prostu tak wyszło? Bo gdzieś czytałam że są ludzie którzy celowo promują takie uproszczenie żeby zdyskredytować tę tradycję.
ta dyskusjia jest naprawde wciągającą! mam pytanei trochę z boku ale do tematu - jeżeli tantryzm jest tak zniekształcony na zachodzie, to czy jest sens mówić o jego tolerancji albo miejscu w polskim społeczeństiwe skoro większość ludzi i tak toleruje coś zupełnie innego niż to co naprawdę jest? to trochę jak tolerowanie fałszywego obrazu czegoś
Właśnie i tu się pojawia ciekawy problem z tolerancją. Jeśli mamy tradycję gdzie jest i bardzo zaawansowana kosmologia, i rytualna seksualność, i filozofia niedwoistości - to co tolerujemy? Całość? Czy wybrane fragmenty? Bo to drugie to już nie jest tolerancja tylko selekcja. Mam wrażenie że polskie społeczeństwo jest gotowe tolerować 'oczyszczoną' wersję tantryzmu a nie całość.
Słuchajcie, czytam tę wymianę między Jackiem a Dzikitaurusem i mam pytanie które może zabrzmi naiwnie, ale naprawdę chcę zrozumieć. Czy w przypadku tych tradycji gdzie seksualność jest częścią rytuału, to jest coś co w Polsce podlegałoby ochronie jako praktyka religijna? Czy jest jakaś granica prawna? Pytam serio, nie prowokacyjnie.
Ale Jacek, czy to nie jest właśnie ten problem o którym cały czas mówimy? Że ramy prawne i instytucjonalne są zbudowane pod konkretny model religii - hierarchia, tekst, zbiorowe nabożeństwa. I wszystko co nie pasuje do tego modelu jest albo ignorowane, albo traktowane podejrzliwie. To nie jest neutralne prawo, to jest prawo z wbudowanym wzorcem.
Hej, przepraszam że się wtrącam w ten konkretny moment, ale chcę zapytać coś do Wiolki. Mówisz o ukrywaniu jako wyborze - ale czy ty sama nigdy nie ukryłaś żadnej swojej praktyki przed kimś bliskim? Bo ja tak robię cały czas i to nie jest kwestia wyboru, to jest kwestia tego że wiem jaka będzie reakcja. I wtedy co, nie mogę mówić że czuję się nietolerowana?
Ta wymiana między Wiolką a Ilonką dotknęła czegoś ważnego dla całego tematu. Mówimy o tolerancji na poziomie społecznym i prawnym, ale tolerancja zaczyna się w prywatnych rozmowach, w rodzinie, w pracy. I tam jest często trudniej niż w prawie. Prawo w Polsce formalnie chroni wolność wyznania. Ale co z tego kiedy nie możesz powiedzieć mamie że interesujesz się tantrą bo ona zrozumie jedno słowo i rozmowa skończy się krzykiem?
Ooo, to co Stellina zapytała jest super trafne! Bo ja właśnie się zastanawiam jak to wygląda w praktyce. Czy ktoś z was próbował rozmawiać z rodziną o czymś z tych tematów i jak poszło? Przepraszam że pytam o prywatne rzeczy, po prostu te wszystkie mądre rozważania o tolerancji są fajne ale ciekawi mnie jak to wygląda kiedy siądzie się przy stole z rodzicami.
u mnie w domu jak wspomniałam o karatch tarota to tata powiedział że to jest satanistyczne. tantryzm to chyba bym już w ogóle nie próbowała wymówić 🙂 ale serio - to co lucyda napisała o tolerancji od rodziny jest dla mnie ważniejsze niż to co jest w prawie. prawo mnie bezpośrednio nie dotyka, mama i tata tak.
Właśnie dlatego zacząłem ten wątek, bo mnie interesuje co się dzieje poniżej poziomu oficjalnego współistnienia religii. W Polsce formalnie mamy tolerancję. Ale nieformalna mapa tego co jest akceptowalne a co nie jest zupełnie inna. I zastanawiam się czy synkretyzm - mieszanie tradycji - jest w ogóle możliwy w środowisku gdzie każda z tych tradycji jest sprowadzona do jednego skojarzenia. Jak możesz synkretyzować karykaturę?
To co Tymek napisał na końcu to jest chyba sedno całej tej rozmowy. Ta nieformalna mapa akceptowalności. I mam wrażenie że ona się zmienia szybciej niż cokolwiek w prawie czy instytucjach. Sprzed dziesięciu lat do teraz - buddyzm jest już prawie mainstreamowy w miastach, tarot leży w sieciówkach obok kalendarzy. Czy to znaczy że synkretyzm wygrał na tym poziomie codziennym? Nie wiem, bo tantryzm nadal jest egzotyczny i podejrzany.
Ale to jest bardzo ciekawy punkt - skąd ta różnica? Tarot 'wygrał' społecznie bo stał się produktem. Pozbawiono go kontekstu, wziął go lifestyle. Buddyzm 'wygrał' bo jest kojarzony ze spokojem i mindfullness, bez bóstw i bez wymagań doktrynalnych. Tantryzm nie wygrał bo nie dało się go tak samo spacyfikować. Czy nie o to chodzi?
Dodam tylko że dokładnie to samo stało się z runami. Są na biżuterii, w tatuażach, w sklepach z 'wikińskim klimatem'. Czy to tolerancja tradycji nordyckiej? Raczej nie. To jest dekoracja. Nikt nie pyta co Fehu znaczy poza estetyką.
Stellina ma rację i to jest moje własne doświadczenie z runami właśnie. Zaczęło się od tego że mi ktoś podarował zestaw kupiony w galerii. Ale mam takie uczucie że ta dekoracyjna wersja i ta głęboka wersja to są dwa różne światy i między nimi jest spora przepaść. I wracając do tematu - czy ta przepaść jest problemem dla tolerancji i współistnienia? Bo może właśnie ta uproszczona, wyjęta z kontekstu wersja jest tym co jest 'tolerowane', a głęboka pozostaje niewidoczna?
Tymek dotknął czegoś istotnego. Ta mechanizm działa na zasadzie: tolerujemy estetykę, nie tolerujemy treści. Buddyjski posążek w domu - proszę bardzo. Medytacja vipassana z mnichami przez tydzień - dziwne. Tantryczny symbol w tatuażu - git. Praktyka rytualna z użyciem tych symboli - pytania o satanizm. Czy to jest tolerancja czy jest to oswajanie przez pozbawienie sensu?
Renia, ja to znam doskonale. Przez lata tłumaczyłam i zazwyczaj się kończyło albo na 'aha, ciekawe' bez żadnego realnego otwarcia, albo na kłótni. Teraz raczej nie poruszam tematu jeśli nie widzę prawdziwej ciekawości po drugiej stronie. Ale to jest właśnie ta prywatna nietolerancja o której pisała Lucyda wcześniej - ona nie jest agresywna, jest po prostu zamknięta.
Oj dziękuję za tę wymianę, bo to jest naprawdę coś co mnie dotyczy w codziennym życiu! Ale chciałam zapytać - czy może jest tak, że łatwiej rozmawiać z obcymi ludźmi o takich rzeczach niż z rodziną? Bo ja na forum mogę pisać co chcę, w domu to zupełnie inna historia. Czy to nie jest trochę smutne?
Ballen to mnie uderzyło. bo to jest jak z szafą. możesz być 'inny' ale tylko jeśli nie wychodzisz. i to się nazywa tolerancja? wybaczcie literówki jestem na telefonie ale to jest ważne i nie chciałam nie napisać
