ale właśnie przez to tłumaczenie na Sycylii nie dostały sie te teksty do całej europy? Przepraszam, może głupie pytanie, ale nie rozumiem - inkwizycja powinna przeciez te tłumaczenia tłumić, a tu mówimy że one jednak krążyły?
Przypadki biskupów chroniących podejrzane biblioteki są, ale są też mocno niejednoznaczne. Gerbert z Aurillac - późniejszy papież Sylwester II - był podejrzewany o kontakty z arabską nauką i przez wieki po śmierci przypisywano mu pakt z diabłem. A jednak robił karierę kościelną. Ktoś go chronił, ktoś go promował. Pytanie brzmi, czy to była świadoma ochrona okultyzmu, czy po prostu niezdolność do odróżnienia filozofii naturalnej od magii.
Gerbert uczył się w Katalonii, prawdopodobnie w Vich i Ripoll - oba miejsca miały kontakty z muzułmańską Hiszpanią. Wracał z wiedzą o astrolabium, cyfrach arabskich i astronomii. Dla współczesnych to była prawie alchemia. Jego 'magia' to w dużej mierze to, że umiał robić rzeczy, których inni nie rozumieli. Ale jest też tradycja, że miał posiadać 'magiczną głowę' wyroczni. To już jest coś innego niż tylko matematyka.
Hej, ale ta głowa wyroczni to brzmi jak legenda post factum, nie? To znaczy - ktoś był niezwykle mądry jak na swoje czasy, robił karierę w kościele, a potem po śmierci ludzie tłumaczyli jego sukcesy paktem z diabłem. To jest chyba typowy mechanizm retroaktywnego oskarżania. Czy jest jakakolwiek wzmianka o tej głowie z jego czasów, czy wyłącznie z późniejszych źródeł?
Ale nawet jeśli głowa to legenda, to samo przypisywanie mu tych rzeczy jest jakimś faktem, nie? Znaczy, że coś w jego zachowaniu było na tyle niekonwencjonalne, że przez stulecia ludzie szukali wyjaśnień. Bo raczej nie tworzyli legend o zwykłych papieżach, którzy nie robili nic nadzwyczajnego.
przepraszam, wracam do wcześniejszego watku - Indaphoros wspominał że Sycylia i Iberię miały wplywy arabskie. Czy to znaczy ze hermetyzm islamski, znaczy sie te tradycje jak sufizm czy coś podobnego, mogły wchodzić do klasztorów tą drogą? Czy to bylo kompletnie różne od tego co zakonnicy u siebie meli?
Picatrix to jest to! Pamiętam, że gdzieś czytałam, że to jeden z najbardziej wpływowych tekstów magicznych średniowiecza i że miał swoje kopie w klasztorach. Czy to jest ten rodzaj tekstu, który mnich mógł mieć oficjalnie jako materiał do studiów, czy to zawsze był nielegalny, ukrywany?
czyli apologetyka jako alibi, to calkiem sprytne. Ale chyba nie dzialalo zawsze, skoro jednak były procesy o takie posiadanie? Mam pytanie - czy w aktach inkwizycyjnych które przetrwały mamy przypadki zakonnika oskarżonego konktretnie o posiadanie Picatrixa, czy to jest bardziej ogólna 'magia i czary'?
To jest trochę frustrujące z perspektywy kogoś, kto chciałby wiedzieć więcej - że te inwentarze nie podają tytułów. Choć z drugiej strony rozumiem, że inkwizytor nie pisał bibliografii. Ale wracając do pytania Ines81 - mnie zastanawia, czy te różne drogi wchodzenia tekstów do klasztorów - przez Sycylię, przez Iberie, przez krucjaty i kontakty z Bizancjum - dawały różne rodzaje okultyzmu? Czy to była jedna tradycja, czy kilka równoległych?
Pytanie Dziwozonki jest akurat jedno z tych, na które naprawdę trudno odpowiedzieć wprost. Mamy kilka manuskryptów kompilacyjnych - jak słynny Munich Handbook z XV wieku - i tam widać, że autor miesza tradycje bez wyraźnego oddzielania. Inwokacje do demonów sąsiadują z psalmami, a techniki astralne wchodzą w środek rytuałów solomonicznych. Ale czy to nieświadomość, czy celowy synkretyzm? Nie wiem. I myślę, że to jedno z tych pytań, na które źródła nam nie odpowiedzą.
Ale czy to musi być alternatywa - albo świadomie, albo bezrefleksyjnie? Bo jest jeszcze trzecia opcja: że dla praktykującego te kategorie po prostu nie istniały tak ostro jak dla nas. My patrzymy z zewnątrz i widzimy 'tradycję solomoniczną' i 'magię astralną' jako osobne szuflady, bo historycy je tak posortowali. Mnich kompilujący podręcznik mógł po prostu widzieć różne techniki działające na różnych poziomach i dobierać je pragmatycznie do celu. Czy Indaphoros widzi w tych tekstach jakieś ślady tego rodzaju pragmatyzmu?
Wracając do pytania o Munich Handbook - to jest dobry przykład, bo badała go szczegółowo Kieckhefer w 'Magic in the Middle Ages' i w 'Forbidden Rites'. Jego wniosek był taki, że autor operuje w ramach klerikalnego półświatka - nie jest to tekst laika, widać wykształcenie teologiczne. Ale Kieckhefer nie rozstrzyga, czy był to zakonnik, kleryk diecezjalny czy po prostu ktoś po studiach. To ważne dla naszego tematu, bo 'w klasztorze' i 'wykształcony kleryk' to nie to samo.
Ja się trochę gubię w tym, co jest okultyzme a co po prostu nauką. Wcześniej Indaphoros mówił, że astrolabium i cyfry arabskie dla współczesnych wyglądały jak magia. Więc ile z tego, co my teraz nazywamy okkultyzmem klasztornym, to była po prostu nauka, której teologia nie nadążała opisać?
a propos tego co Siemargl pisze - czy astrologia byla w ogole zakazana w kosciele sredniowiecznym? bo mam wrazenie ze np tomasz z akwinu sie nią zajmowal i chyba bylo to ok? czy jest roznica pomiedzy astrologia a tym co bylo zakazane?
Właśnie i medycyna była polem, gdzie ta granica rozmywała się najbardziej. Mnisi jako lekarze - a to była jedna z głównych funkcji klasztorów - musieli wiedzieć o właściwościach ziół, minerałów, wpływie księżyca na ciało. Gdzie kończy się medycyna religijna, a zaczyna magia? Hildegarda z Bingen jest tu kapitalnym przypadkiem - jej 'Physica' i 'Causae et Curae' opisują właściwości rzeczy, które w innych kontekstach byłyby magiczne. A ona jest błogosławioną.
Hildegarda to w ogóle niesamowity przypadek - bo ona miała wizje, pisała o leczeniu, komponowała muzykę. To wszystko razem. Ale ona jest kobieta w zakonie, to może miała inną sytuację niż mnisi? Czy kobiety w klasztorach też były angażowane w te praktyki, czy to był raczej świat męski?
ten watek z kobietami jest tez wazny bo zakony zenskie mialy inny dostep do bibliotek i inny obieg tekstow. chcialam zapytac - czy mamy jakies znane przypadki mniszek oskarżonych o praktyki podobne do tych o ktorych mowimy, znaczy sie nie o czary w ludowym sensie ale o tego rodzaju uczona magie rytualną?
to wazne pytanie o mniszki - bo jakos caly czas mowimy o mnichach i kleryk ach, a to jednak polowa srodowiska klasztornego. i mam wrazenie ze ich doswiadczenie bylo zupelnie inne. wiemy cos o Hildegardzie, ale czy mamy przypadki gdzie mniszka trafia na dochodzenie wlasnie za takie praktyki jak te z Munich Handbook albo pokrewne? nie o czary ludowe, bo to inna historia
Przypadki mniszek oskarżanych o praktyki magiczne o charakterze uczonym - nie ludowym - są rzadkie w źródłach, ale nie zerowe. Mam w głowie kilka przypadków z dokumentacji wizytacji biskupich z XIV i XV wieku, gdzie zarzuty dotyczyły raczej nekromancji w sensie wywoływania duchów niż typowego grimoire. Problem w tym, że trudno oddzielić, czy to rzeczywista praktyka, czy projekcja inkwizytorów. Czy wiesz, Saturnella, o jakim terenie lub okresie myślisz? Bo źródła są zupełnie inne dla Niemiec, Francji i Anglii.
Czyli fizyczny dostęp do tekstu nie musiał oznaczać, że się go rozumiało? Ktoś mógł kopiować coś po łacinie, nie rozumiejąc połowy? Bo to zupełnie zmienia obraz - skryptor-mniszka nie musi być praktyczką.
Hej, a wracając trochę do początku wątku - cały czas mówimy o tym, kto miał dostęp i kto rozumiał. Ale czy wiemy cokolwiek o tym, czy te praktyki były w klasztorach po prostu tolerowane z góry, dopóki nikt nie robił afery? Bo odnosze wrażenie, że może nie chodziło o potajemne robienie czegoś zakazanego, tylko o coś co po prostu... nie było regulowane do czasu aż problem stał się widoczny?
a propos tego co Galia pyta - czy mamy przykladny takich donosow z klasztorow? to znaczy czy wiemy ze mnisi sie na siebie nawzajem donosili? to tez chyba zmienia jak patrzymy na te praktyki - czy to bylo wspolne czy ukryte nawet wewnatrz klasztoru
Donosy wewnętrzne są udokumentowane, choć rzadko dotyczą wprost praktyk magicznych - częściej chodzi o herezję teologiczną albo naruszenie reguły zakonnej. Ale zdarzały się sytuacje, gdzie brat oskarżał brata o kontakty z demonami. Klasyczny przypadek to konflikty wewnątrz zakonu franciszkańskiego w XIV wieku. klasztor był wspólnotą zamkniętą i konflikty personalne znajdowały ujście w zarzutach religijnych - więc trudno ocenić, ile tych donosów było wiarygodnych.
To co Indaphoros mówi o konfliktach osobistych przeradzających się w zarzuty religijne jest naprawdę ważne dla całej tej dyskusji. Bo to oznacza, że część dokumentacji o 'okultystycznych mnichach' może być po prostu zapisem klasztornych wojen. Zarzut kontaktu z demonami jest wygodny, bo jest niepodważalny - nie możesz udowodnić, że NIE rozmawiałeś z demonem.
mysle ze to jest wlasnie ta zmiana ktora rozni wczesne sredniowiecze od poznego - ze w XII-XIII wieku nie ma jeszcze tego szkieletu doktrynalnego ktory mowi inkwizytorowi czego szukac. wiec albo mieles sie na samym na prawie kanonicznym, albo na miejscowej tradycji. czy to sie zgadza z tym co Hubert i Indaphoros wiedza?
Więc można powiedzieć, że sam kościół przez wiele wieków nie miał jasności co do tego, jak traktować te praktyki? To jakby trochę tłumaczyło, czemu mnisi mogli funkcjonować w tej szarej strefie - bo nie było jednoznacznego prawa, które by to definiowało jako przestępstwo.
Właśnie, to mnie zastanawia - bo jeśli kościół sam przez wieki nie miał spójnej doktryny w tej kwestii, to skąd brał się w ogóle strach przed tymi praktykami? Czy to było bardziej takie oddolne, ludowe, że lud bał się mnichów-czarowników, a hierarchia patrzyła na to z dystansem?
