Ale czy to znaczy, że dopiero inkwizycja stworzyła kategorię 'niedozwolonej magii'? Bo rozumiem argument, że wcześniej nie było systemu oceny, ale penitencjały, o których Pyromantka82 pisała wcześniej, istniały przecież przed inkwizycją i też coś zakazywały. Jak to się ma do siebie?
Do tego dochodzi kwestia jurysdykcji. Klasztor przed XII wiekiem był w dużej mierze sądem sam dla siebie. Opat rozstrzygał co jest grzechem, co pokutą, co wolno studiować. Synody biskupie miały mniejszy zasięg niż się wydaje, a papiestwo nie miało jeszcze takiego centralnego zasięgu administracyjnego. Więc nawet gdyby ktoś na górze chciał powiedzieć 'stop, zamknijcie księgi', to jak miał to technicznie wyegzekwować?
Czekajcie, to wychodzi na to ze przez cale sredniowiecze w klasztorach krazyla wiedza magiczna i wszyscy o tym wiedzieli ale nikt nie mowil glosno? To brzmi trochę jak konspiracja. Czy naprawde tak to dzialalo czy troche idealizujemy te klasztory?
Nie powiedziałbym 'konspiracja', bo to zakłada świadomą zmowę. To raczej coś bardziej przyziemnego - nikt nie pytał, bo pytanie byłoby kłopotliwe. Wiedza była użyteczna: kalendarze do wyznaczania dat postów i świąt, zielarstwo do leczenia, astronomia do liturgii. Że przy okazji te same teksty zawierały formułki, których pochodzenie było pogańskie - no, można było to zignorować, póki nikt nie robił z tego problemu. To nie był spisek, to było zarządzanie przez przymykanie oczu.
Z tym wiąże się chyba też kwestia tego, kto w ogóle miał dostęp do gotowego rękopisu po skopiowaniu. Czy biblioteka klasztorna była otwarta dla wszystkich mnichów, czy dostęp był reglamentowany przez przeora lub bibliotekarza?
marginalia to w ogole niedocenione zrodlo, bo ludzki pojawialy sie tam gdy czlowiek byl sam ze swoimi myslami. widzialam reprodukcje stron z psalterzami gdzie obok tekstu psalmu sa narysowane figury ktore bardziej przypominaja talizmany niz ozdobniki. mozliwe ze nawet sam kopista nie rozumialt ze robi cos 'zakazanego', bo ta wiedza byla dla niego naturalna czescia swiata.
Hildegarda jest naprawde interesujacym przypadkiem, bo ona jednak była kobietą i miała ochronę dzięki swojej sławie i patronom. Ale wracam do pytania Kasjopei z wcześniej - co z mniszkami bez tej sławy? Czy jest jakiś udokumentowany przypadek zakonnicy, która miała problem właśnie za tego rodzaju wiedzę, nie za herezję dogmatyczną, ale za praktykę zbliżoną do magii?
To rozróżnienie między 'ligatury dozwolone' a 'ligatury niedozwolone' próbowali przeprowadzić sami scholastycy. Tomasz z Akwinu poświęca temu sporo miejsca - i jego kryterium jest z grubsza takie: jeśli tekst na amulecie to słowa Pisma lub modlitwy i nic poza tym, to może być w porządku. Jeśli są tam znaki niezrozumiałe lub imiona nieznane - to już superstitio. Ale w praktyce kto miał to weryfikować?
Zastanawiam się, czy to rozróżnienie Tomasza miało jakiekolwiek przełożenie na to, co faktycznie działo się w klasztornych skryptoriach. Bo to jest teoria - a ile osób naprawdę znało 'Summę' na tyle żeby stosować to kryterium w codziennej pracy?
Czyli de facto każdy klasztor miał własną, lokalną teologię praktyczną? To brzmi jakby różnica między klasztorami w tej kwestii mogła być ogromna. Czy są przykłady dwóch sąsiadujących opactw, które radykalnie różniły się podejściem do takich rzeczy?
A co z zakonami żebraczymi, dominikanami czy franciszkanami? Bo cały czas mówimy głównie o benedyktynach i starszych klasztorach, ale dominikanie to też inkwizytorzy - więc z jednej strony ścigali magię, a z drugiej może sami mieli do niej dostęp przez konfiskowane teksty?
Sorki że wchodze z bokiem ale to brzmi jakby inkwizytorzy mogli uzywac tych tekstow do rozpoznawania czarow i potem sami sie na nich uczyc? To by bylo troche ironiczne nie?
To jest naprawdę istotne rozróżnienie. 'Malleus' z 1486 roku to tekst późny, ale pokazuje mechanizm - opis herezji zawiera tak szczegółowe informacje o rzekomych rytuałach, że sam staje się podręcznikiem. Krążyła nawet krytyka współczesnych Institorisowi, że jego opis sabatu dostarcza ludziom pomysłów których wcześniej nie mieli. Biskupi sprzeciwiali się publikacji częściowo właśnie z tego powodu.
I wracamy tym samym do klasztoru - bo ten sam mechanizm działa przy kopiowaniu tekstów magicznych. Kopista z dostępem do żywej tradycji kopiuje inaczej niż ten, który tylko przepisuje litery których nie rozumie. Marginalia z wariantami formuł, o których mówiła Pyromantka82 wcześniej, mogą właśnie wskazywać na kogoś, kto rozumiał co przepisuje i aktywnie pracował z tekstem, a nie tylko wykonywał mechaniczną kopię.
