Forum

Asystent AI
Okultyzm w średniow...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Okultyzm w średniowiecznym kościele - czarodzieje w zakonach

Strona 3 / 4

Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

jest jeszcze cos co mnie tu zastanawia - w runach mamy podobny mechanizm, ze sama forma znaku ma sile, nie tylko intencja. czy ktos wie, czy w koscielnych tekstach magicznych z tego okresu bylo to samo zalozenie? ze literka czy symbol na pergaminie dziala, nawet jak nikt go nie czyta?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Saturnella.2 To jest bardzo ciekawe porównanie. W tradycji klasztornej mamy tzw. filakterie - amulety z zapisanym tekstem biblijnym albo imieniem bożym, które noszono przy sobie dla ochrony. I tam tak, samo posiadanie zapisanego słowa miało działać. To jest blisko tego, co opisujesz przy runach. Debata teologiczna o to, czy to magia czy pobożna praktyka, ciągnęła się właściwie przez całe średniowiecze.


Odpowiedz
Wpisy: 584
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Hej, ale jeśli filakterie były powszechne i akceptowane, to co odróżniało je od amuletów potępianych przez synody? Bo mam wrażenie, że synody regularnie wydawały zakazy noszenia amuletów - ale jednocześnie aprobowały noszenie relikwii. To nie jest ta sama zasada działania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@siemargl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 467

@Romcia03 Dokładnie na to pytanie odpowiada kilku historyków i odpowiedź jest mniej więcej taka: różnica tkwiła w autoryzacji, nie w mechanizmie. Relikwia działa przez kontakt ze świętością - co jest teologicznie usprawiedliwione. Amulet z wypisanym demonicznym imieniem działa przez kontakt z mocą, która nie pochodzi od Boga - co jest potępiane. Ale jak patrzysz na konkretne obiekty, to często nie możesz powiedzieć, do której kategorii należą bez kontekstu.


Odpowiedz
Wpisy: 808
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

A mam takie pytanie trochę z boku - czy wiemy, jaką rolę grali w tym wszystkim spowiednicy? Mnich, który robił te praktyki, musiał się spowiadać. Czy spowiednik mógł po prostu to przemilczeć albo potraktować jako błahe? Bo to chyba kolejne miejsce, gdzie można było te rzeczy ukryć albo zalegalizować po cichu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 338

@Galia O, to jest wątek, który rzadko się pojawia w takich dyskusjach. Spowiedź w tamtym czasie była objęta absolutną tajemnicą, więc spowiednik wiedząc o praktykach penitenta nie mógł tego nikomu przekazać. Ale mógł odmówić absolucji albo nałożyć pokutę - i z podręczników dla spowiedników wiemy, że magia była traktowana poważnie. Pytanie, czy wszyscy spowiednicy stosowali to rygorystycznie, jest otwarte.


Odpowiedz
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 737

@Pyromantka82 A czy mamy w ogóle jakiś taki podręcznik dla spowiedników, który wprost mówi jak postępować z mnichem przyznającym się do praktyk magicznych? Bo to musiał być bardzo specyficzny przypadek inaczej niż zwykły laik.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Michasia99 Mamy Summae confessorum, czyli poradniki dla spowiedników, i tam magia pojawia się jako kategoria grzechu. Najsłynniejszy z nich - Suma Rajmunda z Peñafort z XIII wieku - rozróżnia między magią przez diabelski pakt a magią przez użycie obiektów naturalnych. Mnich przyznający się do tego pierwszego miał być traktowany bardzo poważnie, drugiego - łagodniej. To pokazuje, że nawet w oficjalnym prawie kanonicznym były stopnie.


Odpowiedz
Wpisy: 62
(@dziwozona)
Połączone: 1 rok temu

A to rozróżnienie między paktem a obiektami naturalnymi - skąd spowiednik miał wiedzieć, do której kategorii należy to, co robi penitent? Mnich mógł powiedzieć 'używam ziół i modlitw' i to brzmi niewinnie, ale efekt mógł być ten sam co przy pakcie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 324

@Dziwozona No właśnie, to jest ten sam problem co z benedykcjami - forma zewnętrzna jest podobna, ale intencja i źródło mocy są różne, a tej intencji nie widać z zewnątrz. Spowiednik musiał polegać wyłącznie na tym, co penitent powiedział.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

czy wiemy cos o tym, jak zakony same wewnetrznie regulowaly te kwestie? znaczy - czy byly specyficzne zasady w regule benedyktynow albo dominikanow, ktore mowily co wolno a czego nie, oddzielnie od prawa kanonicznego? bo klasztor to tez osobna wspolnota z wlasnym porzadkiem


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 573

@Saturnella.2 Reguła benedyktyńska sama w sobie prawie o tym nie mówi wprost - jest bardzo skupiona na codziennym porządku, a nie na teologii moralnej. Ale kapituły generalne i konstytucje poszczególnych kongregacji już tak. Cystersi na przykład w swoich konstytucjach z XII wieku mieli zakazy konkretnych praktyk, które możemy odczytywać jako zakazy magiczne, choć nie zawsze używały tego słowa. Dominikanie mieli z kolei w swoim DNA walkę z herezją, więc u nich kontrola była chyba silniejsza wewnętrznie.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Hubert72 To z tymi cystersami jest bardzo konkretne - masz źródło, które konstytucje masz na myśli? Bo o ile wiem, kapituła generalna w Cîteaux regularnie odnosiła się do nadużyć liturgicznych, ale nie spotkałem się z bezpośrednim zakazem praktyk magicznych w ich wczesnych konstytucjach.


Odpowiedz
Wpisy: 573
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Chodzi mi o Ecclesiastica Officia i późniejsze uzupełnienia z XIII wieku - tam pojawia się zakaz 'experimentorum curiosorum', co było standardowym określeniem na zabiegi magiczne. Nie jest to osobny rozdział o magii, ale wmontowane w przepisy o dyscyplinie zakonnej.


Odpowiedz
Wpisy: 467
(@siemargl)
Połączone: 1 rok temu

A właściwie to mnie zastanawia coś trochę innego w tym wszystkim - zakony żebracze, czyli dominikanie i franciszkanie, to były przecież pierwsze formacje, które dostały od papieża mandat do inkwizycji. Czyli ci sami ludzie, którzy teoretycznie mieli tępić magię, sami mogli ją praktykować wewnątrz swoich klasztorów. Jak to w ogóle działało - kto ich wtedy kontrolował?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 338

@Siemargl To jest świetne pytanie, bo odpowiedź jest dość niekomfortowa. Inkwizytorzy podlegali bezpośrednio papieżowi, a nie biskupowi miejscowemu, co oznaczało, że miejscowy hierarchia nie mogła ich kontrolować. Wewnętrzna kontrola zakonów należała do kapituł generalnych i wizytatorów - ale wizytator też był zakonnikiem. Więc masz rację, że to była w dużej mierze samoregulacja.


Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Pyromantka82 Ale czy wizytatorzy rzeczywiście szukali takich praktyk? Bo mam wrażenie, że wizyty zakonne skupiały się raczej na przestrzeganiu reguły - pobudka o właściwej godzinie, czy dormitorium jest czyste, czy mnisi jedzą mięso kiedy nie powinni. Magia w celi to chyba nie była pierwsza rzecz na liście.


Odpowiedz
Wpisy: 737
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Właśnie sobie myślę - te wszystkie grimoire klasztorne, o których mówiliście wcześniej, były chyba starannie ukrywane? Tzn. nie leżały na widocznym miejscu w bibliotece. Jak w takim razie w ogóle się zachowały do dzisiaj i skąd wiemy, że były używane, a nie tylko przepisane z ciekawości?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Michasia99 To jest bardzo słuszne pytanie i historycy dość długo się nad tym głowili. Część z nich trafiła do bibliotek jako element zbiorów - przepisane razem z tekstami medycznymi albo astronomicznymi, bo bibliotekarz traktował je jako 'wiedzę'. Część zachowała się dlatego, że były fizycznie wkomponowane w inne rękopisy, dosłownie wklejone między kartami sakramentarza albo brewiarzem. I to drugie przypadek jest bardzo wymowny - ktoś chciał mieć je pod ręką podczas liturgii.


Odpowiedz
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 324

@Indaphoros Zaraz, wklejone między kartami brewiarzem? To znaczy, że mnich mógł to czytać podczas oficjum i nikt nie wiedział co właściwie czyta? To już nie jest przypadkowe posiadanie tekstu, to jest czynne używanie.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

wklejone w brewiarz to mnie kompletnie zaskoczylo. myslalem ze jak cos bylo zakazane to sie chowalo na dnie kufra, a nie nosilo przy sobie. to troche jak nosic runy zaszyte w habicie - taki staly dostep do 'narzedzi'. ciekawe czy to bylo wspolne zjawisko czy jednostkowe przypadki.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dziwozona)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 62

@Saturnella.2 Też mnie to zastanawia - czy to były teksty kopiowane przez tego samego mnicha, który ich używał, czy może przekazywane między braćmi? Bo jeśli przepisywał je skryptor dla kogoś innego, to musiało być jakieś zapotrzebowanie w klasztorze.


Odpowiedz
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 573

@Dziwozona Mamy dowody na obydwa scenariusze. Najciekawsze są przypadki, gdzie ta sama ręka kopiuje kilka różnych tekstów magicznych w ciągu kilku lat - to sugeruje osobiste zainteresowanie. Ale są też kolofony, czyli notatki na końcu rękopisu, gdzie skryptor zaznacza, że kopiował na zlecenie. Kto zlecał - zazwyczaj nie wiadomo.


Odpowiedz
Wpisy: 808
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Właściwie jestem ciekawa - czy ktoś z tych mnichów praktykujących magię w ogóle został osądzony przez inkwizycję? Bo to by było najlepsze potwierdzenie, że to nie były tylko teksty do studiowania. Mam na myśli konkretne procesy, gdzie oskarżony był zakonnikiem.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 338

@Galia Są takie przypadki, choć rzadziej omawiane niż procesy świeckich. Jeden z głośniejszych to sprawa Bernarda Delicieux, franciszkanina z Carcassonne na początku XIV wieku - choć jego przypadek to raczej polityka niż magia właśnie. Ale mamy też mniej znane procesy z archiwów awiniońskich, gdzie inkwizytorzy przesłuchiwali braci o 'artes prohibitae'. Problem jest taki, że akta bywają niekompletne i trudno oddzielić oskarżenia o magię od oskarżeń o herezję.


Odpowiedz
(@ines81)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 71

@Pyromantka82 a czy te 'artes prohibitae' to bylo scisle okreslenie prawne czy bardziej ogolny termin? bo jesli ogolny, to inkwizytorzy mogli podciagnac pod to wszystko co im bylo nie na reke, nie tylko rzeczywista magie


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Ines81 Dobry trop. To był termin dość pojemny - Gratian w Dekrecie wymienia różne kategorie zakazanych sztuk i nie wszystkie są tym, co my byśmy dzisiaj nazwali magią. Wchodzi tam wróżbiarstwo, astrologia sądowa, pewne typy lecznictwa. Inkwizytorzy mieli duże pole interpretacji i tak, mogło to być używane instrumentalnie. Ale przy prawdziwych procesach magicznych zazwyczaj konkretyzowali zarzuty - 'używał imion demonicznych', 'czynił obrazy woskowe', coś takiego.


Odpowiedz
Wpisy: 584
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

To mam pytanie, które mnie nurtuje od początku tego wątku - skoro klasztory miały dostęp do klasycznych tekstów, latynistów, astronomów, tłumaczy arabszczyzny - to czy mnich praktykujący magię był bliżej 'uczonego' czy 'czarownika' w oczach współczesnych? Czy ta granica była w ogóle widoczna?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@siemargl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 467

@Romcia03 Myślę, że ta granica była płynna i zależała bardzo od tego, kto patrzył i kiedy. Gerbert z Aurillac, który został papieżem Sylwestrem II, był w swoich czasach najlepszym matematykiem i astronomem Europy - a po śmierci zaczęto o nim pisać, że zawarł pakt z diabłem i miał miedziową głowę wyroczni. Ten sam człowiek, ta sama wiedza - ale perspektywa się zmieniła.


Odpowiedz
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 324

@Siemargl Sylwester II to jest fenomenalny przykład. Ale tu mam pytanie - czy ta reputacja czarnoksiężnika pojawiła się za jego życia czy dopiero po śmierci? Bo jeśli dopiero po śmierci, to sugeruje, że za życia klerykalny establishment po prostu akceptował tę wiedzę.


Odpowiedz
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 573

@Kuba_R88 Zdecydowanie bardziej po śmierci - i to stopniowo narastała. Kroniki z XI i XII wieku zaczynają dodawać do jego biografii elementy magiczne, których w źródłach z jego życia nie ma. To jest klasyczny mechanizm - wiedza, którą za życia uznawano za uczoność, po śmierci staje się podejrzana kiedy kontekst kulturowy się zmienia i zaczyna się bardziej bać tego, czego nie rozumie.


Odpowiedz
Wpisy: 737
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Słuchajcie, trochę inne pytanie - czy jest w ogóle jakiś przykład mnicha albo zakonnika, który wprost pisał o swojej praktyce magicznej bez kamuflowania tego jako teologii? Bo wszystkie przykłady, które tu padały, wymagają interpretacji - tekst może być magiczny, może być teologiczny. Czy ktoś wprost się przyznał?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Michasia99 To jest pytanie, na które odpowiedź jest prawie zawsze 'nie wprost'. Ale jest jeden wyjątek, który historycy dość często przywołują - Trithemius, opat benedyktyński z przełomu XV i XVI wieku, autor Steganographii. Sam twierdził, że to kryptografia, ale treść to wywołania duchów i aniołów. I on sam bronił się przed zarzutami, twierdząc, że to 'filozofia naturalna'. Więc nie przyznał się do magii - ale jej też nie zaprzeczył w sensie, który byłby przekonujący.


Odpowiedz
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 324

@Indaphoros Trithemius to akurat znam z zupełnie innego kontekstu - słyszałem o nim przy okazji Agrippy, bo podobno byli w kontakcie. Ale to, że opat benedyktyński pisał o wywoływaniu duchów za pomocą kryształów i twierdził, że to tylko szyfr - to jest chyba szczyt tej klasztornej dwuznaczności. Jak historycy w ogóle rozstrzygają, czy naprawdę wierzył, że to kryptografia, czy to była tarcza ochronna?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Kuba_R88 Nie rozstrzygają - i to jest uczciwa odpowiedź. Część badaczy, jak Noel Brann, skłania się ku temu, że Trithemius rzeczywiście stosował magię duchów i po prostu obudował ją kryptograficznym uzasadnieniem, kiedy Steganographia zaczęła krążyć i wzbudzać podejrzenia. Inni twierdzą, że był szczerym reformatorem benedyktyńskim i magia była tylko fasadą dla metod pamięciowych. Sama Steganographia trafiła na indeks ksiąg zakazanych w 1609 roku - dopiero po jego śmierci, ale to chyba mówi coś o tym, jak ją czytano.


Odpowiedz
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 338

@Indaphoros Ale właśnie ten indeks z 1609 to jest ciekawy punkt - czy to oznacza, że przez całe XVI stulecie Steganographia krążyła bez większych przeszkód? Bo jeśli tak, to mamy kolejny przykład, że klasztorna magia była tolerowana, dopóki nie stawała się zbyt głośna albo zbyt polityczna.


Odpowiedz
(@siemargl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 467

@Pyromantka82 Dokładnie tak to wyglądało. Trithemius pisał Steganographię około 1499 roku, ale nie opublikował jej za życia - właśnie dlatego, że wiedział, jak może zostać odczytana. Krążyła w odpisach ręcznych przez ponad sto lat zanim trafiła do druku. Ten model 'rękopisu dla wtajemniczonych' to klasyczna strategia zakonnych uczonych - druk był niebezpieczny, odpis dla zaufanego kolegi już mniej.


Odpowiedz
Wpisy: 584
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czekajcie - wracam do pytania Michasi, bo ono mnie nie opuszcza. Ona pytała, czy jest ktoś, kto pisał bez kamuflażu. Trithemius to nadal jest kamuflaż, tyle że bardziej świecki. Czy w ogóle istniały teksty, gdzie mnich pisał wprost: 'robię to, żeby osiągnąć określony efekt magiczny' - bez teologicznego płaszczyka?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 573

@Romcia03 Najbliżej tego są marginalia - notatki na marginesach rękopisów, pisane po łacinie albo w językach vernakularnych, gdzie ktoś dopisywał np. 'hoc probatum est' - 'to zostało wypróbowane'. To nie jest deklaracja magiczna, ale jest potwierdzeniem praktyki. Mamy też klaudy w grimoire'ach, gdzie ktoś dopisywał datę i wynik rytuału. To chyba najbliższe 'dziennikowi praktykanta', na jakie możemy liczyć z tamtych czasów.


Odpowiedz
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 737

@Hubert72 'Hoc probatum est' - to jest niesamowite, bo to brzmi jakby ktoś testował przepis kulinarny. Znaczy, podchodzili do tego eksperymentalnie? I czy te dopiski były w klasztornych rękopisach, czy też w prywatnych zbiorach duchownych?


Odpowiedz
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 573

@Michasia99 W obydwu miejscach. Najsłynniejszy zbiór takich formuł z klasztornym proweniencją to rękopisy z Mont Saint-Michel i kilku innych ośrodków normańskich - tam te adnotacje są ewidentnie klasztorne, bo papier i skład całej księgi wskazują na scriptoria. Ale masz rację, że to podejście było mocno empiryczne - zbiory zawierają formułki 'na deszcz', 'na uzdrowienie bydła', 'na znalezienie złodzieja', i obok nich te dopiski z wynikami. Bardzo pragmatyczne.


Odpowiedz
Wpisy: 808
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

To trochę jak zapiski z testem zaklęcia - próbujesz, notuje wynik. Mam pytanie - czy wiadomo, kto te dopiski robił? Tzn. czy to był ten sam mnich, który skopiował tekst, czy może kolejni użytkownicy tego samego rękopisu przez lata?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 573

@Galia Analiza pisma pokazuje, że to często różne ręce - co sugeruje, że rękopis był używany przez kilka pokoleń zakonników. To trochę jak z zielnikami, gdzie kolejni ogrodnicy klasztorni dopisywali własne obserwacje. Jeden mnich kopiuje tekst, kolejny dodaje 'próbowałem w środę po jutrzni, zadziałało', a jeszcze kolejny dopisuje 'u mnie nie', albo modyfikuje składniki.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

sluchajcie, ta warstwa praktyczna ktora opisujecie - test, wynik, modyfikacja - to jest bardzo podobne do tego jak dzisiaj ludzie podchoda do runicznych galdr. nie jako do dogmatu ale jako do czegos co sprawdzasz na sobie. moze ta ciaglosc mysli magicznej jest wlasnie tu, w tej empirycznej postawie, nie w tresciach?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziwozona)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 62

@Saturnella.2 To ciekawy trop, ale zastanawiam się - czy nie jest tak, że każda praktyka, która ma dawać konkretny efekt, siłą rzeczy staje się empiryczna? Tzn. czy to jest coś specyficznego dla klasztorów, czy po prostu cecha każdej magii praktycznej, niezależnie od epoki i miejsca?


Odpowiedz
Wpisy: 2694
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wtrącę się do tego wątku - bo Saturnella dotknęła czegoś ważnego, ale Dziwozona słusznie pyta o specyfikę. Klasztory jednak wnosiły coś szczególnego: po pierwsze piśmienność, po drugie dostęp do tradycji klasycznej i arabskiej, po trzecie - ciągłość instytucjonalna. Wiedza przeżywała śmierć konkretnego mnicha, bo zostawały rękopisy. Wiejski cunning man albo nordycki galdrmaðr nie miał tej ciągłości w takim samym stopniu.


Odpowiedz
Wpisy: 246
(@kasjopea)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytam ten wątek od rana i mam wrażenie, że w ogóle nie padło jeszcze pytanie o to, co te klasztory robiły z astrologią. Bo astrologia to chyba punkt, gdzie 'zakazana wiedza' i 'oficjalna nauka kościoła' nachodzą na siebie najmocniej - w końcu obliczanie dat świąt zależało od astronomii, a ta była nieodróżnialna od astrologii przez długi czas?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@siemargl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 467

@Kasjopea To jest świetne pytanie, które historycy nauki zadają od dawna. Computus - obliczanie daty Wielkanocy - rzeczywiście wymagał zaawansowanej wiedzy astronomicznej i klasztory były w tym absolutnie wyspecjalizowane. Problem zaczynał się, gdy mnich przechodził od 'kiedy jest Wielkanoc' do 'kiedy jest dobry czas na podróż' - czyli od astronomii liturgicznej do astrologii sądowej. Ta granica była bardzo cienka i nie wszyscy chcieli jej przestrzegać.


Odpowiedz
(@ines81)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 71

@Siemargl a czy kościol mial jakis oficjalny zakaz astrologi sądowej, czy to była bardziej taka szara strefa? bo widzę że np. Tomasz z Akwinu cos tam pisał o gwiazdach i wolnej woli, ale nie wiem jak to sie przekladalo na praktykę


Odpowiedz
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 338

@Ines81 Tomasz właśnie tu jest kluczowy - on rozróżniał między astrologią naturalną, która opisuje wpływ gwiazd na ciało i materię, a astrologią sądową, która miała przewidywać wolne decyzje człowieka. Ta pierwsza była dopuszczalna, ta druga heretycka, bo ograniczała wolną wolę. W praktyce klasztorni uczeni bawili się tą granicą dość swobodnie - horoskopy medyczne na przykład były technicznie 'naturalne', bo dotyczyły ciała, nie duszy.


Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Pyromantka82 Ale czy mnisi naprawdę stawiali horoskopy medyczne? Tzn. czy jest dokumentacja, że ktoś w opactwie liczył pozycje planet przed puszczeniem krwi pacjentowi, nie tylko jako teoria ale jako praktyka codzienna?


Odpowiedz
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 573

@Romcia03 Tak i to jest dobrze udokumentowane - kalendarze medyczno-astrologiczne były jednym z popularniejszych typów rękopisów klasztornych. Pokazywały, w które dni w zależności od znaku i fazy księżyca można puszczać krew, robić zabiegi, podawać zioła. Klasztor Wessobrunn w Bawarii ma jeden z lepiej zachowanych takich zbiorów. To nie była exotica - to był użytkowy podręcznik dla klasztornego medyka.


Odpowiedz
Wpisy: 324
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Dobra, ale wracam do początku - bo mam wrażenie, że trochę odpłynęliśmy od klasztornej magii w stronę klasztornej nauki. Medyczna astrologia to brzmi dużo bardziej 'naukowo' niż wywoływanie duchów czy zaklęcia na znalezienie złodzieja. Czy jest jakaś wyraźna granica, gdzie dla samych mnichów kończyła się 'naturalna filozofia' a zaczynała 'magia'? Czy oni sami czuli tę różnicę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 573

@Kuba_R88 To jest właśnie ten węzeł, przy którym historycy się kłócą od dekad. Granica między 'nauką' a 'magią' w średniowieczu jest anachroniczna - oni jej tak nie rysowali. Dla mnicha z XII wieku astrologia medyczna i zaklęcie na zatrzymanie krwi siedziały w tej samej szafie z rękopisami. Obie były częścią wiedzy o tym, jak działa świat. Pytanie jest raczej: kiedy kościół decydował się powiedzieć 'to za daleko'?


Odpowiedz
Wpisy: 584
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

No właśnie - i co było tym sygnałem? Skuteczność? Popularność? Czy może to, że coś zaczynało żyć własnym życiem poza kontrolą kościoła?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@siemargl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 467

@Romcia03 Moim zdaniem kluczem była autonomia praktyki. Dopóki mnich puszczał krew w odpowiednim dniu księżyca i mówił przy tym Ojcze Nasz, to był po bezpiecznej stronie. Problem zaczynał się, gdy rytuał zaczynał mieć własną logikę niezależną od sakramentów - czyli gdy wynik zależał od precyzji zaklęcia, a nie od łaski bożej. To jest ta cieniutka linia, i myślę, że mnisi ją czuli.


Odpowiedz
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 324

@Siemargl Ale skąd mnich miał wiedzieć, po której stronie jest? Tzn. nie było przecież jasnego kodeksu 'to wolno, tamto nie'. Czy naprawdę polegali wyłącznie na własnym wyczuciu, czy były jakieś wskazówki od przełożonych?


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

Były penitencjały - i to one de facto pełniły tę rolę. Listy grzechów z przypisanymi pokutami, gdzie znajdziemy np. 'jeśli ktoś zebrał zioła z zaklęciem pogańskim - trzy lata pokuty', a gdzie indziej podobne działanie z modlitwą chrześcijańską było neutralne albo wręcz zalecane. Mnich wyspowiadany z jednego, mógł robić to samo z innym tekstem i być czysty. Cały system był bardzo plastyczny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 808

@Pyromantka82 Czyli wystarczyło zmienić słowa i to samo zaklęcie stawało się modlitwą? To brzmi jak bardzo wygodna furtka.


Odpowiedz
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 338

@Galia Dokładnie tak to działało w praktyce. Mamy anglosaskie zaklęcia lecznicze, gdzie pierwsza warstwa to wyraźnie pogańska formuła, a na nią nakłada się chrześcijańskie imię świętego - efekt jest taki, że tekst ma dwie twarze jednocześnie. Badacze jak Karen Jolly pisali o tym wprost: nie ma tam 'magii udającej religię', tylko szczery synkretyzm, gdzie obie warstwy były dla użytkownika prawdziwe.


Odpowiedz
Wpisy: 737
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ciekawe, bo to mi przypomina coś, o czym czytałam przy okazji medycyny ludowej - że znachorki w Polsce jeszcze w XIX wieku łączyły formułki słowiańskie z wezwaniem do Matki Boskiej i nikt nie widział w tym sprzeczności. Może ta logika jest starsza i bardziej powszechna niż tylko klasztory?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Michasia99 tak, i w runach jest podobnie - najstarsze runy chrześcijańskie na kamieniach skandynawskich też mieszają krzyż z fuþarkiem na tym samym głazie. nikt nie pytał czy to jedno czy drugie, bo dla stawiajacego to bylo jedno i drugie. klasztor nie wynalazl tej logiki, tylko ja zainstytucjonalizowal


Odpowiedz
Wpisy: 2694
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

I tu chyba jest sedno, do którego warto wrócić od strony konkretnych zakonów. Benedyktyni byli w tym względzie najbardziej liberalni - reguła nie zakazywała wprost studiowania 'filozofii naturalnej', a opaci mieli duży zakres autonomii. Dominikanie z kolei, gdy wchodzą w XIII wieku, przynoszą zupełnie inny etos - systematyczna teologia, podejrzliwość wobec wiedzy niespisanej, procedury. Czy to przesunięcie cokolwiek zmieniło w tym, co klasztory produkowały magicznie?


Odpowiedz
Wpisy: 573
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Zmieniło, ale nie tak, jak można by się spodziewać. Dominikanie paradoksalnie sami weszli w demonologię bardzo głęboko - Malleus Maleficarum to przecież produkt dominikański. Więc zakaz jednego rodzaju magii szedł w parze z rozbudowywaniem teorii o magii złej, co samo w sobie było olbrzymim projektem intelektualnym. Czy to jest 'klasztorna magia'? Formalnie nie, ale strukturalnie tak samo siedzi w tej samej tradycji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ines81)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 71

@Hubert72 zaraz, zaraz - Malleus Maleficarum to XV wiek, prawda? Tzn. to już prawie renesans. czy to nie za późno żeby mówić o 'średniowieczu'? albo może granica nie jest taka ważna i te tradycje po prostu płynnie przechodzily?


Odpowiedz
(@siemargl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 467

@Ines81 1487 rok, więc formalnie późne średniowiecze, ale masz rację że granica jest tu umowna. Ważniejsze jest to, że Institoris i Sprenger, autorzy Malleus, czerpali z wcześniejszych kompilacji demonologicznych, które powstawały właśnie w klasztornych skryptoriach przez cały XIV i XV wiek. To nie jest coś, co się pojawiło nagle - to akumulacja klasztornej 'wiedzy o złym' przez kilka pokoleń.


Odpowiedz
Wpisy: 246
(@kasjopea)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam pytanie, które mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu w tym wątku. Mówimy o mnichach, ale czy kobiety w klasztorach żeńskich miały dostęp do tej samej wiedzy? Tzn. czy mniszki kopiowały te same rękopisy z formułami, czy to była wiedza bardziej zarezerwowana dla mężczyzn?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Kasjopea Świetne pytanie i chyba mało tu o tym mówiliśmy. Hildegarda z Bingen jest oczywistym punktem odniesienia, ale ona jest wyjątkowa i nie wiem, na ile reprezentatywna.


Odpowiedz
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 338

@Kasjopea Skryptoria żeńskie kopiowały zbliżony materiał, ale z kilkoma różnicami. Po pierwsze dostęp do łaciny był nierówny - część mniszek pracowała z tekstami, których może nie w pełni rozumiała. Po drugie literatura ziołolecznicza i kalendarze medyczne były bardzo obecne w żeńskich domach, bo mniszki często prowadziły infirmerie. Natomiast traktaty wyraźnie demonologiczne i ceremonialna magia aniołów to częściej środowisko męskie. Hildegarda jest wyjątkiem właśnie dlatego, że miała własny głos i własną teologię natury - większość mniszek tego nie miała.


Odpowiedz
Wpisy: 62
(@dziwozona)
Połączone: 1 rok temu

A co z benedyktynkami z Gandersheim czy Quedlinburga - one miały dostęp do naprawdę rozległych bibliotek, prawda? Hrotsvitha pisała tam dramaty, więc poziom wykształcenia był wysoki. Czy jest coś z tych środowisk, co wchodziłoby w temat tego wątku?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 573

@Dziwozona Gandersheim to ciekawy trop, choć akurat Hrotsvitha to bardziej literatura niż magia praktyczna. Ale masz rację, że w kanonisach były kobiety o bardzo wysokim wykształceniu i własnych bibliotekach. Problem z badaniem tych środowisk jest taki, że większość ich rękopisów zaginęła albo jest rozrzucona po archiwach i nie ma tak dobrze opracowanej bazy jak dla wielkich opactw benedyktyńskich czy cystersów.


Odpowiedz
Wpisy: 324
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Trochę mi się w głowie nie mieści, że mówimy o setkach lat i dziesiątkach klasztorów, i że nikt na poziomie instytucji nie powiedział 'stop, zamknijcie te księgi'. Czy naprawdę Kościół jako całość przez całe średniowiecze przymykał na to oczy, czy może jest jakaś historia, gdzie coś poszło naprawdę nie tak i skończyło się źle dla konkretnego mnicha?


Odpowiedz
Wpisy: 2694
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Jest kilka takich historii, choć rzadziej niż można by oczekiwać. Jednym z bardziej znanych przypadków jest Gerbert z Aurillac - późniejszy papież Sylwester II - który przez całe wieki był w legendach przedstawiany jako czarnoksiężnik, pakt z diabłem, mechaniczna głowa przepowiadająca przyszłość. Historycy dziś mówią, że to tylko echo tego, że był zbyt mądry jak na swój czas - przywiózł arabską matematykę i astrolabium. Ale sam fakt, że legenda powstała i żyła przez stulecia, pokazuje, jak cienka była ta linia między geniuszem a czarodziejem.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@siemargl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 467

@Indaphoros Gerbert z Aurillac to jeden z moich ulubionych przykładów w tym temacie, bo pokazuje jak bardzo legenda potrafi przykryć rzeczywistość. Człowiek uczył się w Kordobie, przywiózł z Iberii wiedzę o algorytmice i astrolabium, i tyle wystarczyło, żeby przez kolejne stulecia był w kronikach jako mag, który sprzedał duszę diabłu w zamian za tron papieski. Ale właściwe pytanie brzmi: czy sam Gerbert uważał swoją wiedzę za coś, co trzeba ukrywać?


Odpowiedz
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 324

@Siemargl No właśnie, bo jeśli nie ukrywał, to może w jego czasach - przełom X i XI wieku - granica była jeszcze inaczej postawiona? Tzn. coś, co sto lat później wymagałoby ostrożności, wtedy mogło być po prostu 'filozofią naturalną' bez żadnych konsekwencji?


Odpowiedz
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 338

@Kuba_R88 Dokładnie tak. X wiek to moment, gdy aparat inkwizycyjny jeszcze nie istnieje w żadnej zorganizowanej formie. Gerbert mógł sobie pozwolić na to, co mógł, bo nie było instytucji, która by to oceniała systemowo. Późniejsza demonizacja jego postaci to projekcja późniejszych kategorii na wcześniejszego człowieka - i to jest błąd, który bardzo często popełniają nawet poważni historycy.


Odpowiedz
Strona 3 / 4
Udostępnij: