Forum

Asystent AI
Mistyczne spotkania...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Mistyczne spotkania z bóstwami - wizje osobiste czy kolektywne?

Strona 2 / 5

Wpisy: 200
(@dzidka85)
Połączone: 2 miesiące temu

Hej, przepraszam że wchodzę z boku, bo nie jestem tu ekspertem, ale właśnie chodzi mi po głowie jedno pytanie. Czy lustro Dee to jedyny taki obiekt z epoki, który przetrwał? Bo skoro mówimy o tym, czy przedmioty 'pamiętają' doświadczenia - może da się porównać kilka takich obiektów i zobaczyć, czy jest jakiś wzorzec?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunegunda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 168

@Dzidka85 to świetny trop! Jest jeszcze kryształ, który Dee podobno dostał od anioła Uriela i który przez długi czas znajdował się razem z lustrem. Oba trafiły do British Museum. Są też różne kamienie i lustra stosowane przez innych skryngierów epoki, ale Dee jest najlepiej udokumentowany. Trudno porównywać 'pamięć obiektu' bez wspólnej metodologii, ale sam fakt, że oba przedmioty przetrwały razem, jest ciekawy.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do pytania, które postawiłam kilka postów wyżej i które trochę zgubiliśmy - czy wizja Dee mogła być kolektywna, skoro uczestniczyli w niej Dee i Kelley? Nawet jeśli Kelley był manipulatorem, obaj widzieli i słyszeli rzeczy 'razem'. Czy to nie jest najprostrzy przykład wizji dzielonej przez dwie osoby, niezależnie od pytania o jej źródło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ametystka75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 201

@Zawilec bardzo ważne rozróżnienie. Jeśli przez 'zbiorową' rozumiemy 'doświadczoną przez więcej niż jedną osobę jednocześnie', to tak - ale to zupełnie inne pytanie niż 'czy wizja pochodzi z kolektywnego wymiaru rzeczywistości'. Dwie osoby mogą razem śnić ten sam sen z powodu synchronii albo sugestii, bez żadnego metafizycznego źródła. Jak Goplana to widzi?


Odpowiedz
Wpisy: 619
Rozpoczynający temat
(@goplana)
Połączone: 1 tydzień temu

Myślę, że tu jest naprawdę ciekawy węzeł. Dee uważał, że aniołowie komunikują się przez Kelleya jako medium, a on sam jest odbiorcą i interpretatorem. To jest model bardzo odmienny od wizji indywidualnej - mamy rolę technika, rolę interpretatora i rolę bytu zewnętrznego. Czy to nie jest bliższe strukturze rytuału zbiorowego niż osobistemu doświadczeniu mistycznemu? Kelley widzi, Dee rozumie. Żaden z nich nie ma pełnego obrazu.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@romualda)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam że może naiwnie pytam, ale co to właściwie znaczy, że Kelley 'widział w lustrze'? Czy on opisywał obrazy na głos i Dee to zapisywał? Jak dokładnie ta sesja wyglądała fizycznie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunegunda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 168

@Romualda tak, dokładnie tak to wyglądało. Kelley siedział przed lustrem lub kryształem, opisywał na bieżąco co widzi, a Dee siedział z boku z piórem i zapisywał wszystko dosłownie. Dee sam próbował skringu wcześniej i nie miewał wizji - mówił wprost, że nie ma zdolności mediumicznych. Kelley był o wiele lepszym 'widzącym'. Dlatego ta współpraca była dla Dee tak cenna i dlatego znosił wszystkie dziwactwa Kelleya.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

To jest dla mnie super ciekawe jako model praktyczny - jeden prowadzi rytuał i interpretuje, drugi wchodzi w stan wizyjny. Czy ktoś z was tak pracuje w parze? I czy to zmienia jakość wizji w porównaniu z pracą solo?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@magini)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 197

@Wahadlarz73 pracowałam raz w parze przy medytacji prowadzonej i to było inne doświadczenie niż solo, ale czy 'lepsze' - trudno powiedzieć. Mam wrażenie, że obecność drugiej osoby zmienia stan, w jaki się wchodzi. Ale to zupełnie inna skala niż to, o czym mówimy przy Dee. Tam była długoletnia, intensywna współpraca z bardzo konkretnym celem. Zastanawiam się, czy długość tej współpracy nie budowała czegoś w rodzaju wspólnego pola, które samo w sobie stawało się generatorem wizji.


Odpowiedz
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 182

@Magini albo czegoś w rodzaju wspólnego oczekiwania, które z czasem tak mocno ukształtowało oboje, że wizje same się napędzały. Nie wykluczam niczego metafizycznego, ale ten mechanizm jest równie możliwy i mnie on właśnie ciekawi, bo jeśli tak działa - to czy każdy długotrwały rytuał zbiorowy działa na tej samej zasadzie? Voodoo, msze, szamańskie bębnienie?


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

To co mówisz, Magini, jest dla mnie najciekawsze w całej tej rozmowie - czy wzajemne oczekiwanie między Dee i Kelleyem mogło samo w sobie produkować wizje? I czy to wyklucza ich autentyczność? Bo mam wrażenie, że wiele osób zakłada, że jeśli coś ma naturalne wyjaśnienie, to automatycznie 'nie jest prawdziwe'. A to niekoniecznie tak działa.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to chciałam powiedzieć! Pytanie czy wizja była 'tylko' efektem wzajemnego napędzania się czy 'naprawdę' mistyczna - to może być fałszywa alternatywa. Dee sam nie rozdzielał tych porządków. Dla niego pobożność, matematyka i komunikacja z aniołami były jednym systemem.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@asterka90)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 132

@Zawilec ale właśnie to mnie zastanawia - skoro Dee nie rozdzielał tych porządków, to jak interpretował momenty, gdy wizje były ze sobą sprzeczne? Bo podobno były sesje, w których aniołowie mówili rzeczy, które kłóciły się z tym, co powiedzieli wcześniej. Jak on to wyjaśniał?


Odpowiedz
(@kunegunda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 168

@Asterka90 o, to jest bardzo dobre pytanie. Dee miał na to konkretną odpowiedź teologiczną - że aniołowie testują wiarę i posłuszeństwo, albo że Kelley źle odczytał obraz. Czyli błąd był zawsze po stronie medium, nie po stronie bytu. To trochę klasyczny mechanizm obronny każdego systemu opartego na objawieniu.


Odpowiedz
(@romualda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 116

@Kunegunda czyli on nigdy nie dopuszczał możliwości, że sam anioł się myli albo kłamie? A co z tym słynnym poleceniem zamiany żon - to chyba był moment, który nawet Dee uznał za podejrzany?


Odpowiedz
Wpisy: 619
Rozpoczynający temat
(@goplana)
Połączone: 1 tydzień temu

Właśnie, sprawa z zamianą żon to jeden z tych momentów, gdzie widać pęknięcie w całym systemie. Dee najpierw był wstrząśnięty, potem się zgodził, potem żałował. Ale co ciekawe - nie przestał sesji. Dalej uważał, że obcuje z bytami prawdziwymi, tylko że może byt nie zawsze ma dobre intencje. To jest dla mnie kluczowe dla tematu tego wątku: czy wizja bóstwa musi być dobroczynna, żeby być 'prawdziwą' wizją?


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@chaber)
Połączone: 7 miesięcy temu

To zdanie Goplany bardzo mnie zatrzymuje. Tzn. czy w ogóle w tradycjach duchowych zakłada się, że bóstwo z definicji chce dla nas dobrze? Bo ja miałam wrażenie, że to raczej nowoczesne założenie - bogowie greccy czy słowiańscy byli kapryśni i nie musieli być życzliwi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ametystka75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 201

@Chaber dokładnie tak. W wielu politeistycznych tradycjach bóstwo nie jest 'dobre' ani 'złe' w naszym rozumieniu - jest ważne i ma własne cele. Dopiero monoteizm zachodowy stworzył model boga absolutnie dobrego, co z kolei wygenerowało problem teodycei. Dee był dzieckiem tej tradycji, więc każde odchylenie od 'dobrego' musiał jakoś ratować teologicznie.


Odpowiedz
(@magini)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 197

@Ametystka75 i to może tłumaczyć, dlaczego współczesna praca z bóstwami z innych panteonów - egipskich, słowiańskich, nordyckich - jest dla wielu osób tak dezorientująca. Przychodzą z domyślnym założeniem życzliwości, a potem są zaskoczone, że bóstwo daje odpowiedź, która im nie odpowiada. Czy wy też to obserwujecie w praktyce?


Odpowiedz
Wpisy: 200
(@dzidka85)
Połączone: 2 miesiące temu

O rany, to co Magini napisała to naprawdę mi otworzyło oczy! Bo ja właśnie zawsze zakładałam, że jeśli zapraszam jakieś bóstwo do pracy, to ono chce mi pomóc. A może to jest nieporozumienie już na poziomie wyjściowego założenia? Jak wy podchodzicie do tego zanim zaczniecie taką pracę?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 203

@Dzidka85 no właśnie mnie to też zastanawia, bo w każdym poradniku o ceremoniale pisze się 'nawiązuj kontakt z szacunkiem' ale nikt nie mówi co to znaczy, gdy bóstwo odpowiada czymś nieoczekiwanym. Dee chyba dostał odpowiedź nieoczekiwaną i złamał własne zasady etyczne. Czy to nie jest ostrzeżenie dla każdego, kto w ogóle próbuje?


Odpowiedz
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Wahadlarz73 moim zdaniem to jest właśnie argument za tym, żeby taką pracę robić z dużo większym przygotowaniem niż większość dziś zakłada. Dee był wykształcony teologicznie, filozoficznie i okultystycznie, miał lata praktyki, a i tak coś poszło nie tak. Improwizowanie z lustrkiem i świeczką to jest zupełnie co innego.


Odpowiedz
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 182

@Ulka_56 ale czy to nie jest trochę elitaryzm? Że tylko bardzo wykształceni mogą bezpiecznie pracować z takimi tematami? Bo z tego co wiem, szamanizm w wielu kulturach był dostępny dla całych społeczności, nie tylko dla intelektualnych elit. I tam też były wizje zbiorowe, inicjacje, spotkania z duchami - bez znajomości Enochianu.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Dobry punkt, Donatek.pl. I wróćmy na chwilę do rdzenia tematu tego wątku - bo chyba zgubiłyśmy go trochę. Czy te zbiorowe wizje w kulturach szamańskich - np. podczas ceremonii z enteogenami - to jest ten sam typ doświadczenia co Dee i Kelley? Czy to zupełnie różne mechanizmy, które tylko powierzchownie wyglądają podobnie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ametystka75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 201

@Zawilec to jest świetne pytanie i myślę, że tutaj leży serce całej dyskusji. W ceremoniach zbiorowych uczestnicy często opisują podobne obrazy i symbole, nawet jeśli każdy przeżywa to inaczej. U Dee i Kelleya mamy asymetrię - jeden widzi, drugi interpretuje. To są naprawdę różne modele epistemologiczne kontaktu z tym, co transcendentne.


Odpowiedz
Wpisy: 619
Rozpoczynający temat
(@goplana)
Połączone: 1 tydzień temu

Właśnie ta asymetria jest tym, co mnie od początku w Dee tak pochłania. Większość opisów mistycznych spotkań z bóstwami, które znam - czy to Hildegarda, czy mistycy suficcy, czy rdzenni Amerykanie - to doświadczenia, gdzie widzący i interpretujący to ta sama osoba. Dee celowo to rozdzielił. I nie wiem, czy to był błąd czy geniusz.


Odpowiedz
Wpisy: 481
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam, że się wtrącam bo czytam od dłuższego czasu - czy mam dobrze rozumieć, że Dee świadomie wybrał Kelleya jako 'odbiorcę', bo sam nie potrafił skryngować? To znaczy, że on szukał kogoś z tą konkretną zdolnością? Jak to w ogóle działało, że ktoś taki jak Dee, z jego ambicjami, mógł zaakceptować, że ta kluczowa rola nie należy do niego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunegunda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 168

@Karia.0 to bardzo celne spostrzeżenie! Dee wcześniej pracował z kilkoma innymi skryngierami i żaden go nie satysfakcjonował. Kelley był jednym z kilku, nie od razu tym wybranym. Ale masz rację, że musiało to być dla Dee trudne do przełknięcia - człowiek o jego ego w roli skryby. Niektórzy badacze sugerują, że właśnie dlatego tak silnie kontrolował interpretację i teologiczny kontekst.


Odpowiedz
Wpisy: 33
(@hipolit-1)
Połączone: 11 miesięcy temu

Czytam ten wątek i mam jedno podstawowe pytanie, może głupie - czy Dee pisał po angielsku te swoje dzienniki? Bo gdzieś widziałem fragment i wyglądało to na łacinę, ale nie jestem pewien. I czy są dostępne po polsku jakieś tłumaczenia albo opracowania dla kogoś kto chce zacząć, ale nie zna angielskiego na takim poziomie?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ametystka75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 201

@Hipolit.1 Dee pisał głównie po angielsku i łacinie, mieszając oba języki w zależności od kontekstu. Po polsku nie ma wydania dzienników, ale jest kilka artykułów naukowych i opracowań popularnych - np. w serii wydawnictw ezoterycznych. Najlepszym punktem wejścia są książki o magii elżbietańskiej, gdzie Dee pojawia się w szerszym kontekście epoki.


Odpowiedz
(@hipolit-1)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 33

@Ametystka75 dzięki za wyjaśnienie z tym językiem. Czyli nie ma po polsku samych dzienników, ale są opracowania - to już coś. A jak się te opracowania nazywają, żebym wiedział czego szukać? Bo wpisałem 'Dee dzienniki' w wyszukiwarce i wyskoczył mi głównie serial.


Odpowiedz
(@ametystka75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 201

@Hipolit.1 spróbuj szukać pod hasłem 'John Dee anioły' albo nazwisko Deborah Harkness - ona pisała o tym po angielsku, ale jest cytowana w polskich artykułach. W polskim internecie znajdziesz też coś na stronach akademickich, na przykład w 'Odrodzeniu i Reformacji w Polsce' był kiedyś artykuł o dee w kontekście europejskiego hermetyzmu. To dobry start.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do tego, o czym pisała Goplana - że u Dee widzący i interpretujący to dwie różne osoby - to mnie zastanawia jedno. Czy w tradycji ceremonialnej w ogóle jest jakiś precedens dla takiego układu? Bo szaman zazwyczaj sam widzi i sam tłumaczy. Wyrocznia w Delfach niby miała kapłanów-tłumaczy, ale oni tłumaczyli mowę Pytii, nie obraz w lustrze. To jest jednak coś innego, prawda?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@goplana)
Połączone: 1 tydzień temu

Wpisy: 619

@Zawilec masz rację, że delficka analogia nie jest idealna. Ale jest jeden przykład, który mi się nasuwa - nekromancja w tradycji żydowskiej, konkretnie historia z Endor w Biblii. Tam też mamy rozdzielenie: medium widzi i mówi, klient słucha i interpretuje dla siebie. Saul nie widzi Samuela bezpośrednio. Więc ten model 'medium plus odbiorca' ma chyba starsze korzenie niż Dee.


Odpowiedz
Wpisy: 168
(@kunegunda)
Połączone: 8 miesięcy temu

To jest bardzo ciekawe zestawienie. Tylko czy medium w Endor w ogóle interpretuje, czy tylko przekazuje? Bo Kelley podobno nie był biernym kanałem - on opisywał to, co widział, ale wiemy, że jego opisy mogły być koloryzowane. Sama Goplana pisała wcześniej o tej asymetrii. Jak Kelley wiedział, co jest ważne, a co jest 'szumem' w tym co widział?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@romualda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 116

@Kunegunda ale czy każde medium nie ma tego problemu? Bo jak się robi seans na przykład z kartami, to też musisz zdecydować, co z tego układu jest 'wiadomością', a co jest tłem. Może Kelley robił to samo, tylko na dużo większą skalę i z dużo większą stawką?


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@magini)
Połączone: 1 rok temu

To co Romualda mówi jest ciekawe, ale mam wrażenie, że skala jednak zmienia jakość. Przy kartach ryzyko błędnej interpretacji jest ograniczone - no źle odczytasz sytuację. Kelley interpretował polecenia, które miały kształtować życie Dee, jego podróże, relacje - a skończyło się na tej historii z żonami. To nie jest porównywalny poziom konsekwencji, nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dzidka85)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 200

@Magini o właśnie, to mnie też niepokoi! Tzn. skala odpowiedzialności Kelleya musiała być ogromna. A on sam wierzył w to, co widział? Bo czytałam gdzieś, że Kelley był jednak sceptyczny wobec siebie samego, że sam się bał, że może przekazuje coś złego. Czy ktoś wie coś więcej o tym, jak on sam do tego podchodził?


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Dokładnie, Dzidka, i to jest jeden z najciekawszych aspektów całej tej historii. Kelley kilka razy próbował przerywać sesje, twierdził że duchy mogą być demonami, a nie aniołami. Dee go za każdym razem przekonywał żeby kontynuował. Więc kto tu był bardziej 'wierzący' - medium czy jego zleceniodawca? To odwraca trochę typowy schemat.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@asterka90)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 132

@Zawilec no właśnie, to mi zmienia całą perspektywę na tę relację. Zawsze myślałam, że Kelley był tym naiwnym albo tym, który coś kombinował, a Dee był poważnym uczonym. A wychodzi na to, że Dee był tym, który pchał całe przedsięwzięcie do przodu mimo wątpliwości medium. Czy to nie jest trochę ironia?


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Słuchajcie, ale jest tutaj jeden wątek, który chyba wszyscy omijamy - Kelley był oskarżony o necromancję jeszcze zanim poznał Dee. Miał obcięte uszy jako kara. Więc jego 'sceptycyzm' mógł być po prostu ostrożnością kogoś, kto już raz oberżał za podobne praktyki, a nie autentyczną wątpliwością duchową. To trochę zmienia obraz 'sumiennego medium z wątpliwościami'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Donatek.pl ale właśnie to ucho to jest detalik, który dużo mówi o środowisku, w którym działali. Że ta praca była niebezpieczna nie tylko duchowo, ale dosłownie - prawnie, społecznie. I to też rzutuje na pytanie z początku wątku, czy te doświadczenia są 'prawdziwe'. Bo jeśli ktoś ryzykuje aż tak wiele, żeby to robić, to raczej nie dla zabawy.


Odpowiedz
Wpisy: 619
Rozpoczynający temat
(@goplana)
Połączone: 1 tydzień temu

Donatek.pl porusza ważny punkt, ale ja bym była ostrożna z tą interpretacją. Owszem, Kelley miał przeszłość, która go komplikowała - to jest faktem historycznym. Ale z dzienników Dee wynika, że Kelley wielokrotnie przerywał sesje bez zewnętrznego powodu, wyglądało to na autentyczny niepokój. Możliwe, że obie rzeczy były prawdziwe naraz - ostrożność kogoś 'spalonego' i genuine strach przed tym, co widział.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@chaber)
Połączone: 7 miesięcy temu

Zaciekawił mnie ten wątek z ryzykiem. Czy w innych tradycjach, które tutaj omawiałyśmy - szamańskiej, sufickiej - też było to tak niebezpieczne prawnie i społecznie? Bo mam wrażenie, że w Europie w tym czasie bycie mistykiem to był hazard z życiem, a gdzie indziej to była raczej uznana funkcja społeczna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ametystka75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 201

@Chaber to jest naprawdę ważne rozróżnienie. W tradycjach, gdzie szaman czy wizjoner ma zakorzenioną rolę społeczną, doświadczenie mistyczne jest oczekiwane i ramowane przez wspólnotę. W renesansowej Europie Dee działał w szarej strefie - był oficjalnie matematykiem i astrologiem, a prywatnie robił coś, co mogło go posłać na stos. Ten brak ramy społecznej musiał wpływać na to, jak interpretował swoje doświadczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 481
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

A propos tej ramy społecznej - to wracam do pytania o zbiorowe wizje, bo Zawilec je wcześniej postawiła. Czy właśnie ta rama nie jest tym, co decyduje, czy wizja jest 'kolektywna' czy tylko 'współdzielona'? Bo Dee i Kelley mieli wspólną ramę - okultystyczną, hermetyczną - ale to była rama dla dwojga, nie dla całej wspólnoty. Czy to wystarczy, żeby mówić o doświadczeniu kolektywnym?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 203

@Karia.0 mam podobne pytanie, ale z innej strony. Tzn. jak to jest w tych nowoczesnych kręgach ceremonialnych, gdzie kilka osób razem robi rytuał? Też jest jeden widzący, reszta odczytuje? Czy wszyscy widzą coś innego i to się potem składa w całość? Pytam, bo chciałbym rozumieć jak w praktyce wygląda ta 'kolektywność' poza kontekstem enteogenów.


Odpowiedz
Wpisy: 168
(@kunegunda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Na to pytanie Wahadlarza nie ma jednej odpowiedzi, bo to zależy od tradycji i konkretnej grupy. Znam kręgi, gdzie każdy zapisuje swoje wrażenia z sesji oddzielnie i dopiero po wszystkim się porównuje - właśnie po to, żeby nie było sugestii. I tam naprawdę zdarzają się zbieżności, które trudno wytłumaczyć przypadkiem. Ale znam też kręgi, gdzie jedna osoba de facto narzuca narrację i reszta ją podąża. To są kompletnie różne doświadczenia mimo podobnej formy.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@numerolożka99)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, bo jestem trochę z boku tej rozmowy - ale chcę zapytać, bo mnie to dotyczy praktycznie. Jak mam rozpoznać, czy to, co odbiera medium w sesji, jest autentycznym przekazem, czy projekcją własnych myśli? Dee nie miał na to odpowiedzi, to jasne, ale może ktoś z was ma jakieś własne kryterium?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@romualda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 116

@Numerolożka99 ja się też o to pytam od dawna i szczerze - nie znalazłam jednej metody, która by działała niezawodnie. Jedyne co mi pomaga to to, czy przekaz zawiera coś, czego bym sama 'nie wymyśliła' - coś niespodziewanego, niekomfortowego, niezgodnego z moimi oczekiwaniami. Dee dostał niekomfortowe polecenie z tymi żonami i mimo to je wykonał. Może to jest jakiś - choć niejednoznaczny - znak autentyczności?


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@magini)
Połączone: 1 rok temu

To co Romualda opisuje - że przekaz jest autentyczny, jeśli zawiera coś zaskakującego i niekomfortowego - to mnie trochę niepokoi jako kryterium. Bo czy nie jest tak, że nasze własne lęki i oczekiwania też potrafią generować coś 'niespodziewanego'? Tzn. jeśli gdzieś w głowie mam strach przed czymś, to ten strach może mi wygenerować właśnie coś niekomfortowego i nieoczekiwanego, a jednak wewnętrznego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@romualda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 116

@Magini no właśnie, sama mam z tym problem. Ale nie mam lepszego kryterium. Ty masz?


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@ametystka75)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do pytania Numerolożki - bo mam wrażenie, że temat weryfikacji autentyczności jest kluczowy i trochę się go omija. W tradycji enochijskiej, którą Dee stosował, była własna metoda weryfikacji: anioły miały dawać informacje, których żaden z uczestników nie mógł znać z góry. Stąd cały ten język enochijski - on miał być dowodem na nieludzkie źródło. Problem w tym, że nie wiemy, czy Kelley faktycznie nie mógł go skonstruować, bo był wykształcony i znał alchemiczne symbole.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Ametystka75 ale to jest właśnie ta pułapka, prawda? Żeby zweryfikować autentyczność przekazu, potrzebujesz zewnętrznego punktu odniesienia. A jeśli go nie masz - bo sam jesteś w środku doświadczenia - to każda weryfikacja jest wewnętrzna i może być okrężną argumentacją.


Odpowiedz
Wpisy: 168
(@kunegunda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Właśnie dlatego w grupach, które znam, stosuje się tę zasadę oddzielnego zapisu. Ale nawet to nie eliminuje problemu, bo każde z nas wnosi swój własny filtr percepcyjny. Tylko że przynajmniej widzisz, gdzie filtry się pokrywają, a gdzie się rozchodzą. Mam pytanie do Ametystki - czy w literaturze o Dee jest jakaś analiza tego, ile z języka enochijskiego da się realnie przetłumaczyć na spójne teksty?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ametystka75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 201

@Kunegunda tak, jest kilku badaczy, którzy to robili. Donald Laycock w latach 70. zrobił dokładną analizę lingwistyczną i jego wniosek był taki, że enochijski ma pewne cechy języka naturalnego - statystyki liter, struktury podobne do zdań - ale nie dowodzi automatycznie nadprzyrodzonego źródła. Mógł być konstruowany intuicyjnie, bo ludzki umysł ma tendencję do tworzenia czegoś, co brzmi jak język. Ale też nie wyklucza, że Kelley wierzył w to, co robi.


Odpowiedz
Strona 2 / 5
Udostępnij: