Czytam to i myślę - czy ktoś z was w ogóle miał osobiste doświadczenie z czymś podobnym? Nie mówię o seansie z Dee, oczywiście :), ale o jakiejś sesji, gdzie pojawiło się coś, czego się nie spodziewałaś i nie wiedziałaś, skąd to przychodzi? Bo ta rozmowa jest bardzo teoretyczna i zastanawiam się, jak to wygląda od środka.
Dzidka, miałam kilka takich momentów przy pracy z miejscami mocy - nie w seansach mediumicznych, ale przy tzw. odczytywaniu miejsca. Raz powiedziałam coś o historii konkretnego miejsca, o czym potem okazało się, że jest potwierdzone lokalną kroniką. Ale uczciwie mówię - nie wiem, czy to było intuicyjne wyciąganie z nieświadomości czegoś, co gdzieś wcześniej przeczytałam, czy coś innego. I to jest właśnie pytanie, które nie daje mi spokoju od lat.
Ale czy to w ogóle ma znaczenie, skąd to pochodzi? Znaczy - jeśli informacja jest trafna i pomocna, to czy źródło zmienia jej wartość? Pytam serio, bo mam wrażenie, że część dyskusji kręci się wokół pytania 'czy to autentyczne', a może pytanie powinno brzmieć 'czy to działa i komu służy'.
A tak praktycznie - czy jest jakaś metoda, żeby sprawdzić, z jakim bytem się ma kontakt? Czytałem różne rzeczy, że chodzi o rodzaj energii, o to, co byt od ciebie chce, ale to wszystko jest dość mgliste. Dee i Kelley mieli swój protokół, ale jak to wygląda dzisiaj w pracy ceremonialnej?
Ta historia z wymianą żon jest naprawdę szokująca i nigdy jej nie rozumiałam w kontekście tych seansów. Czy Dee uwierzył, że to naprawdę aniołowie nakazali tę wymianę? Bo to by oznaczało, że jego racjonalny filtr kompletnie się wyłączył.
Ulka, to jest właśnie ten moment, w którym cała sprawa staje się najciemniejsza. Dee opisał to w dziennikach z widoczną udręką - jakby chciał wierzyć w autentyczność przekazu, a jednocześnie wiedział, że coś jest nie tak. Część badaczy uważa, że to był moment, gdy Kelley przetestował, jak daleko sięga kontrola nad Dee. Ale jest też interpretacja, że obaj byli głęboko wciągnięci w system, który sam się napędzał i żadne z nich nie było już w stanie wyjść.
To trochę brzmi jak opis systemu, który się zamknął sam w sobie. Czy są inne przykłady w historii mistyki, gdzie coś podobnego się stało - wizje, które zaczęły wymagać coraz więcej od wizjonera i jego otoczenia?
To co Ametystka mówi o kościelnym protokole jest ciekawe, bo wraca do pytania, które pojawiło się wcześniej o ramie społecznej. Czy właśnie dlatego instytucje religijne tak pilnie kontrolują, kto jest uznanym mistykiem, a kto nie? Żeby nie dopuścić do tego, że wizja zaczyna żyć własnym życiem i wciągać ludzi?
Okej, ale ja wciąż nie mam odpowiedzi na swoje pierwotne pytanie, które tu wrzuciłam 🙂 Czy jest jakaś praktyczna metoda weryfikacji, czy tylko teoria? Bo rozumiem, że historycznie to jest skomplikowane, ale co robić dzisiaj, kiedy coś się odbiera i nie wiadomo, skąd pochodzi?
Problemem jest to, że Jung i Dee tak naprawdę mówią o tym samym zjawisku, tylko używają różnych języków. Ale tradycje ceremonialne mają na to konkretną odpowiedź - i to nie jest odpowiedź psychologiczna. Chodzi o to, że byt zewnętrzny zachowuje się w sposób, którego Twoja psychika nie może przewidzieć ani zaplanować. Jeśli dostajesz informację strukturalnie odmienną od tego, co Twój umysł mógłby wygenerować - inny rytm, inną logikę narracyjną - to jest to wskazówka. Nie dowód, ale wskazówka.
Wrócę do Dee, bo mi się wydaje, że ten wątek psychiki kontra zewnętrzne byty jest właśnie w jego przypadku wyjątkowo ostry. On był matematykiem - rozumiał logikę, strukturę, dowód. I jednak dał się wciągnąć w coś, co z zewnątrz wygląda jak stopniowe zacieranie granicy między krytyką a wiarą. Pytanie, które mnie najbardziej nurtuje: czy on w ogóle miał momenty zwątpienia, które notował?
Tak, miał. Moric Beebe i Charlotte Fell Smith, którzy analizowali jego dzienniki, wskazują na kilka momentów, gdzie Dee wprost zapisał coś w stylu 'obawiam się, że to nie jest to, czym się wydaje'. Ale za każdym razem wracał do seansów - bo Kelley dawał mu kolejne przekazy, które go przekonywały. To jest właśnie ta dynamika, o której Goplana mówiła wcześniej w kontekście zamkniętego systemu.
To ciekawe, że obaj mogli być jednocześnie w jakimś sensie ofiarami tego procesu. Nawet jeśli Kelley coś inscenizował na początku, to po latach mógł już sam nie wiedzieć, gdzie kończy się gra, a gdzie zaczyna coś, w co naprawdę wierzy. Chyba znam ten mechanizm z innych kontekstów - kiedy wchodzisz głęboko w jakiś system przekonań, granica między 'performowaniem' a 'przeżywaniem' się zaciera.
Okej, ale wracając do praktyki - bo ta dyskusja jest świetna, ale kręcimy się trochę w kółko. Czy ktoś tu pracował z systemem enochijskim albo czymś podobnym i może powiedzieć, jak to wygląda od środka? Nie historycznie, tylko własne doświadczenie?
Słucham tej rozmowy i myślę o tym, co Dee stracił na tych seansach - żonę, reputację, pieniądze. Niezależnie od tego, czy anioły były prawdziwe, cena była realna. Czy jest jakaś tradycja, która wprost mówi o ryzyku takiego kontaktu? Nie w sensie demonologicznym, tylko po prostu - ostrzeżenia dla tych, którzy chcą wejść za głęboko?
Romualda, owszem. W wielu tradycjach szamańskich jest pojęcie 'choroby szamańskiej' - inicjacyjnego kryzysu, przez który przechodzi kandydat zanim zostanie uznany za zdolnego do pracy z bytami. I ważne jest, że nie każdy, kto przez taki kryzys przechodzi, wychodzi z niego jako szaman. Część po prostu zostaje w nim. Dee nie miał nikogo, kto by go przez to przeprowadził z zewnątrz - był sam ze swoją wiedzą i z Kelleyem.
A ja mam pytanie może trochę z innej strony - czy jest cokolwiek z systemu enochijskiego, co faktycznie się sprawdziło? Znaczy, jakieś przepowiednie, informacje, coś konkretnego i weryfikowalnego? Bo rozmawiamy dużo o procesie i ryzyku, ale co z produktem tych seansów?
Wracając do pytania Asterki o to, co konkretnie się sprawdziło - muszę powiedzieć jedno, bo to ważne. System enochijski nie jest systemem przepowiedni. To raczej system kontaktu, mapa terenu, a nie maszynka do wróżenia. Więc pytanie 'co się sprawdziło' jest trochę jak pytanie, czy mapa geograficzna jest prawdziwa. Sprawdza się albo nie, zależnie od tego, czy prowadzi do konkretnego miejsca. I według relacji złotoświtowców, którzy ten system wskrzesili w XIX wieku - prowadzi, ale nie zawsze tam, gdzie chciałeś dotrzeć.
Złoty Świt zostawił sporo zapisów, ale większość była ściśle tajna i do dziś nie wszystko zostało opublikowane. Crowley część tego ujawnił, ale w charakterystyczny dla siebie sposób, czyli z własnym komentarzem, który wszystko zaciemnia. Mathers i Westcott byli bardziej skrupulatni - ich notatki z pracy z tablicami enochijskimi sugerują, że doświadczali czegoś spójnego między sobą. To jest ten moment, który moim zdaniem jest kluczowy - gdy dwie osoby niezależnie opisują to samo.
Ten wątek o spójności relacji między praktykami jest moim zdaniem kluczowy dla całego tematu. Bo Goplana zaczęła od pytania, czy to wizje osobiste czy kolektywne - i właśnie tu jest serce tej różnicy. Jeśli dwie osoby bez porozumienia widzą to samo, to jest mocniejszy argument. Ale czy w historii pracy z systemem enochijskim są takie przypadki? Dee i Kelley to nie jest dobry przykład, bo Kelley był medium, a Dee obserwatorem - ich relacje nie były symetryczne.
Zawilec dotknęła czegoś, o czym myślałam czytając wszystkie poprzednie posty. Asymetria ról u Dee i Kelleya to jest może klucz do całej tej historii. Dee był obserwatorem cudzego doświadczenia i nigdy do końca nie wiedział, co Kelley naprawdę widzi. Jego dzienniki są pełne tej niepewności - próbuje zweryfikować, pyta aniołów o szczegóły, sprawdza wewnętrzną spójność. Czyli sam stosował coś w rodzaju protokołu weryfikacji, tylko bez świadomości metodologicznej. Co myślicie - czy taka weryfikacja od wewnątrz systemu w ogóle może cokolwiek udowodnić?
To jest dokładnie to pytanie, które zadaję sobie po każdej głębszej pracy. Weryfikacja od wewnątrz systemu jest jak pytanie świadka, czy jego zeznania są prawdziwe. On może być szczery w stu procentach i nadal się mylić. Ale z drugiej strony - jeśli nie masz żadnego zewnętrznego punktu odniesienia, to jedyne co masz to spójność wewnętrzna i własna uważność. I to nie jest nic - to jest po prostu wszystko, co jest dostępne.
Właśnie te polecenia sprzeczne z etyką to jest coś, o czym chciałam zapytać od jakiegoś czasu. Bo wiem, że pod koniec seansów anioły miały rzekomo zaproponować wymianę żon między Dee a Kelleyem. To brzmi na tyle absurdalnie, że zawsze zakładałam, że to była prowokacja Kelleya. Ale Dee to zapisał i podobno wykonał. Jak tradycje, o których Goplana mówiła w kontekście choroby szamańskiej, odnoszą się do testów etycznych narzucanych przez byty?
Romualda, to jest jedno z tych pytań, przy których musimy być ostrożni, bo różne tradycje dają tu zaskakująco różne odpowiedzi. W tradycji tybetańskiej istnieje pojęcie 'crazy wisdom' - nauczyciel albo byt może dawać polecenia, które naruszają konwencjonalną moralność, właśnie po to, żeby rozbić ego ucznia. Ale - i to jest wielkie ale - taka tradycja zakłada, że jest ktoś, kto może potwierdzić autentyczność i intencję dawcy polecenia. Dee nie miał takiego autorytetu zewnętrznego. Był sam w tym ocenianiu.
To znaczy, że ten cały system enochijski jest bezpieczny tylko w grupie z jakimś przewodnikiem? Bo jak słucham tej rozmowy, to mam wrażenie, że solowa praca z tym jest dosłownie jak wchodzenie do nieznanego lasu bez mapy i bez telefonu. Czy ktoś tu w ogóle uważa, że można to robić samemu i bezpiecznie?
Słuchajcie, chcę wrócić do czegoś, co powiedziała Goplana o Dee jako obserwatorze cudzego doświadczenia. Bo mi się wydaje, że to jest też pytanie o nas w tej dyskusji - my też jesteśmy obserwatorami cudzych relacji, historycznych, przefiltrowanych przez wieki. Czy w ogóle możemy ocenić, co Dee naprawdę doświadczył, mając tylko jego dzienniki i cudze interpretacje tych dzienników?
To co Ulka_56 napisała to mnie właściwie zatrzymało. Czytamy Dee przez Casaubona, przez Woolleya, przez dziesiątki komentatorów, i każdy z nich wniósł swoje założenia. Trochę jak w tej zabawie w głuchy telefon, ale rozciągniętej na czterysta lat. Zastanawiam się, czy jest jakikolwiek fragment jego zapisków, który jest naprawdę bezpośredni, bez pośredników.
