Dobra, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - Septuaginta to jest greckie tłumaczenie Starego Testamentu? I Łukasz mógł pisać swoją greką tak żeby brzmiała jak tamto tłumaczenie, żeby dać efekt starożytności i powagi?
To trochę jak w polskich przekładach Biblii - kiedy czytasz starszy przekład to ma inny ciężar niż współczesny, nawet jak mówi to samo. Ciekawe że już wtedy tak działano.
Ale Froen, to właśnie jest rzecz z którą mam problem - bo z jednej strony rozumiem że nie wolno przykładać dzisiejszych miar do starożytnego tekstu. Ale z drugiej - skoro sam Łukasz we wstępie do Ewangelii pisze że dochował staranności i badał wszystko od podstaw, to sam sugeruje jakiś standard historyczności. Nie możemy tego zignorować.
Właśnie, Bronek ma rację z tym wstępem, bo to jest dość mocna deklaracja metodologiczna jak na starożytny tekst. Łukasz nie mówi 'objawiono mi' - mówi 'zbadałem'. To jest różnica.
Właśnie to jest sedno - Łukasz we wstępie do Ewangelii deklaruje metodę historyczną, a potem w Dziejach mamy mowy apostołów które są nie do zweryfikowania, bo żaden stenograf przy tym nie siedział. Thukidydes rozwiązywał to samo uczciwie - pisał wprost że mowy są jego rekonstrukcją tego co mogło być powiedziane. Łukasz tego nie robi. Więc czy to nieuczciwe czy po prostu inna konwencja?
Ale zaraz, bo to rozmywa odpowiedzialność autora. Nawet jeśli konwencja była znana, to różnica między 'rekonstruuję przemówienie Piotra' a 'cytuję przemówienie Piotra' jest ogromna dla kogoś kto nie jest w środku tej antycznej kultury czytelniczej. I właśnie taki ktoś czyta Dzieje przez dwa tysiące lat.
No właśnie to jest chyba moje pytanie sformułowane inaczej - kto był docelowym odbiorcą Dziejów? Bo jeśli Łukasz pisał dla jednej wykształconej hellenistycznej osoby albo środowiska, to mogła to być wewnętrzna konwencja którą wszyscy rozumieli. Ale tekst żyje dalej poza tym środowiskiem i to chyba Łukasz też przewidywał?
Czyli można powiedzieć że Łukasz zbierał to co wczesna wspólnota myślała o sobie i jak uzasadniała swoją wiarę, i ubrał to w dramatyczne przemówienia? Trochę jak ktoś kto pisze historię ruchu i rekonstruuje jego ideologię przez dialogi?
Słuchajcie, to co opisuje Eteria to trochę mój punkt wyjścia do całego tematu. Bo kiedy czytałem Dzieje to miałem wrażenie że czuć w tym tekście kogoś kto naprawdę wierzył w to co pisze i to właśnie budzi zaufanie - ale jednocześnie właśnie dlatego nie ma w tym dystansu. I nie wiem czy to czyni tekst bardziej czy mniej wiarygodnym.
Bronek, to jest bodajże najważniejsze zdanie w całym tym wątku. Wewnętrzne przekonanie autora to miecz obosieczny - daje autentyczność ale odbiera dystans krytyczny. I moim zdaniem to jest klucz do czytania nie tylko Dziejów ale każdego tekstu religijnego.
Cały czas czytam ten wątek i mam jedno pytanie które mi nie daje spokoju - czy badacze mają jakieś zewnętrzne potwierdzenia dla konkretnych zdarzeń z Dziejów? Nie teologiczne, ale historyczne, archaeological, cokolwiek? Bo rozmawiamy dużo o stylu i konwencji a mnie ciekawi twarda weryfikacja.
To mnie zastanawia od jakiegoś czasu - bo mówiliśmy dużo o mowach i cudach, ale co z podróżami Pawła? Tam są konkretne miejsca, daty, osoby. Fragment w pierwszej osobie liczby mnogiej, te słynne 'my' - czy to jest inna kategoria źródłowa niż reszta Dziejów?
Ale chyba tak musi być z tekstami tego rodzaju, nie? Nie możemy oczekiwać że starożytny autor zostawił nam cyfrowy zapis z metadanymi. Mnie bardziej zastanawia co to w ogóle zmienia - czy gdybyśmy wiedzieli na pewno że fragmenty 'my' to pamiętnik, to zmieniłoby naszą ocenę reszty tekstu?
Wróćmy może do kwestii którą Bronek podniósł wcześniej, bo wydaje mi się że trochę zginęła - on pytał czy to że Łukasz wierzył w to co pisze dodaje czy odbiera wiarygodność. I chyba nie odpowiedzieliśmy wprost. Bo teraz rozmawiamy o technikaliach a tamto pytanie było bardziej... egzystencjalne?
Bronek, ale to jest bardzo ważne rozróżnienie i nie jest takie oczywiste. Bo jeśli powiemy że prawda religijna i prawda historyczna to dwa osobne tory, to co robimy z konkretnymi twierdzeniami w Dziejach - na przykład że Piotr dosłownie wskrzesił Tabitę? To jest albo historyczne twierdzenie albo nie, nie można go trzymać w obu szufladach jednocześnie, prawda?
To mi przypomina coś - kiedyś czytałem że w tradycji żydowskiej midraszu też nie rozdziela się ostro historii od interpretacji teologicznej. Że tekst może być 'prawdziwy' na poziomie sensu bez bycia dosłownym. Czy Łukasz mógł pisać w podobnym trybie, skoro był zakorzeniony w tradycji żydowskiej przez Pawła i innych?
Mam pytanie do Froena - czy jest jakiś sposób żeby odróżnić fragment midraszowy od fragmentu kronikowego w obrębie samych Dziejów? Czy to jest kwestia gatunku czy naprawdę da się wewnątrz tekstu zobaczyć gdzie Łukasz przełącza tryby?
Rozmijają się konkretnie w czym? Bo mam gdzieś z tyłu głowy że była jakaś sprawa z chronologią Jerozolimy, ale nie pamiętam szczegółów. Ktoś może rozwinąć?
I właśnie to jest dla mnie pouczające - że mamy dwa świadectwa tej samej sprawy i są różne. To paradoksalnie daje mi większe zaufanie do obu, bo żaden nie jest po prostu kopią drugiego. Łukasz nie przepisywał Pawła, miał własne źródła albo własną interpretację. To brzmi autentyczniej niż gdyby wszystko się zgadzało co do joty.
To ciekawe co Bronek mówi o dwóch świadectwach, ale mam pytanie do Froena - czy różnica między Dziejami a Listem do Galatów w sprawie Soboru to różnica w faktach, czy w interpretacji tych samych faktów? Bo to chyba robi różnicę przy ocenie wiarygodności.
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie że krążymy wokół jednego - kto i dlaczego miał interes w tym żeby Dzieje wyglądały tak a nie inaczej. Bo Łukasz pisał dla kogoś i w jakimś celu. Czy nie warto spytać po prostu: komu służył ten obraz harmonijnego Kościoła?
Ale to by znaczyło że Łukasz pisał nie tyle o przeszłości co do teraźniejszości swoich czytelników. Używał historii apostołów żeby powiedzieć coś swoim współczesnym. Czy to jeszcze historia czy już kazanie?
Ale Tukidydes to jednak inna tradycja, nie? On pisał dla elity politycznej, Łukasz dla wspólnoty wiary. Czy to nie zmienia czegoś w tym jak czytamy te mowy apostołów - na przykład przemówienie Piotra w dniu Pięćdziesiątnicy? Froen, jak to wygląda od strony krytyki tekstu?
To mi daje do myślenia w inny sposób - bo jeśli forma była konwencjonalna a treść autentyczna, to może nie powinniśmy pytać czy Piotr powiedział dokładnie to co stoi w Dziejach, tylko czy stojące tam idee są naprawdę jego. A to jest inne pytanie i trochę mniej niemożliwe do odpowiedzi.
Bronek, to jest chyba najrozsądniejsza rzecz w całej tej dyskusji. Ale mam pytanie - jak odróżnić idee Piotra od idei Łukasza wpisanych w usta Piotra? Bo skoro forma jest Łukaszowa, to może i treść jest Łukaszowa?
Może nie da się rozstrzygnąć ostatecznie, ale można pytać o prawdopodobieństwo. Część mów Piotra ma cechy bardzo wczesnej chrystologii - Jezus jako 'sługa' a nie 'Logos', co jest bliższe judaizmowi niż późniejszej teologii greckiej. To może sugerować że Łukasz zachował coś starszego niż jego własna epoka.
To co Naparstnica mówi o wczesnej chrystologii jest dla mnie faktycznie przekonujące, ale mam pytanie - czy mamy inne teksty z tego samego okresu, które też używają tego tytułu 'sługa' wobec Jezusa? Bo jeśli to jest izolowany fragment tylko w Dziejach, to może to być zachowany relikt. A jeśli to wzorzec szerzej widoczny, to znaczy coś więcej o tym jak wyglądało najwcześniejsze chrześcijaństwo.
