Czytałam ostatnio o historii relacji islamu z niemuzułmanami i natknęłam się na pojęcie dżizji. Rozumiem że to był jakiś podatek, ale nie mogę się połapać czy to była normalna praktyka tamtych czasów, czy od razu coś krzywdzącego. Ktoś wie więcej? Bo jedni piszą że to była ochrona, inni że to upokorzenie i że niemuzułmanie byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Chciałabym to po prostu zrozumieć bez oceniania, czy to było dobre czy złe, tylko co to w ogóle było i skąd się wzięło.
To całkiem ciekawe zagadnienie, bo dżizja to nie był twór islamu od podstaw. Ten rodzaj podatku od niemuzułmanów pojawia się już wcześniej w prawodawstwie starożytnym, m.in. u Persów i Bizancjum. Islam go po prostu skodyfikował w Koranie, w surze At-Tawba. Pytanie które zawsze mi się nasuwa przy tym temacie: w jakim kontekście o tym czytałaś? Bo to bardzo zmienia obraz tej instytucji.
Pamiętam że kiedyś rozmawiałam z kimś kto mówił, że dhimmici mieli w średniowieczu nierzadko lepiej niż chrześcijanie w Europie. Że mogli praktykować swoją wiarę, prowadzić domy modlitwy, a dżizja to była po prostu cena za to. Nie twierdzę że to idealne, ale w porównaniu z tym co się działo na przykład w czasie krucjat, to całkiem inny poziom.
Ja może z innej strony to ujmę, bo mnie interesuje bardziej jak to wyglądało w praktyce duchowej, nie tylko prawnej. Czy niemuzułmanie płacący tę dżizję mogli swobodnie na przykład budować kościoły, dzwonić dzwonami? Bo słyszałem że to zależało bardzo od tego kto rządził i kiedy.
Ale to znaczy że ta dżizja nie była płacona za pełnoprawne miejsce w społeczeństwie, tylko za prawo do bycia niemuzułmaninem? To trochę jakby istnienie kogoś było przywilejem wymagającym opłaty, nie?
No właśnie, bo można to czytać w dwie strony. Albo: masz szczęście, nie musisz iść na wojnę. Albo: nie masz prawa bronić tej ziemi, bo nie jesteś pełnoprawnym obywatelem. I to drugie czytanie jest chyba bliższe temu co faktycznie wynikało z praktyki społecznej, prawda?
A czy to się różniło zależnie od tego czy mówiliśmy o chrześcijanach, żydach czy na przykład zoroastrianach? Chyba nie wszyscy niemuzułmanie mieli ten sam status w prawie islamskim?
Mam wrażenie że każde duże imperium religijne miało jakiś system zarządzania innowiercami. Rzymianie, Mongołowie, Bizancjum, Osmanie. Czy ktoś wie czy w islamskim systemie dhimmi rzeczywiście można mówić o czymś wyjątkowym w porównaniu do innych imperiów? Mnie to interesuje właśnie z perspektywy historii duchowej, nie politycznej.
Osmański millet system to był chyba najbardziej rozwinięty przykład. Różne grupy religijne miały własne sądy, prawo rodzinne, własne szkoły. To było prawie jak federacja religijna wewnątrz jednego państwa. Na tle ówczesnej Europy to naprawdę wyglądało inaczej.
No to teraz mam pytanie które mnie naprawdę nurtuje. Czy w tradycji islamskiej dżizja jest nadal traktowana jako coś co powinno obowiązywać, czy to raczej historyczny artefakt? Bo słyszałam że niektóre ugrupowania próbowały ją przywrócić i to brzmi już całkiem inaczej niż średniowieczna historia.
Właśnie, to ważne pytanie. Jedno to rozmawiać o tym co było siedem wieków temu, drugie to co się dzieje teraz. Czy ktoś wie jak współcześni uczeni islamscy podchodzą do tej kwestii?
Czyli można powiedzieć że ISIS użyło dżizji jako narzędzia strachu, nie jako próby odtworzenia historycznego systemu? Bo to brzmi jakby chodziło bardziej o upokorzenie niż o jakieś prawo religijne.
dobre pytanie i uczciwa odpowiedź jest taka, że to zależy od źródła. W niektórych kompendiach prawa islamskiego takie przepisy faktycznie się pojawiają, ale historycy spierają się czy to były wymogi powszechnie egzekwowane czy raczej ideał prawny zapisany przez konkretnych uczonych. Między tekstem prawa a życiem codziennym zawsze jest przepaść.
To mi trochę przypomina jak czytałem o halasze w judaizmie, gdzie są zapisy których nikt już od wieków nie stosuje w praktyce, ale formalnie nadal istnieją. Czy to podobny mechanizm, że prawo żyje w tekstach, ale niekoniecznie w rzeczywistości?
I właśnie tutaj mnie to uderza. Dżizja jest przedziwna bo stoi na granicy między religią a polityką. Kto ją pobierał i kto decydował jak wysoka będzie? Czy to był imam, kalif, lokalny gubernator?
Właściwie to mnie zastanawia czy chrześcijanie w Europie nie mieli czegoś analogicznego. Żydzi płacili różne opłaty, Moriscos w Hiszpanii płacili haracze. Może różnica polega na tym że w islamie to było usystematyzowane teologicznie, a w Europie raczej jako opresja bez ideologicznego uzasadnienia?
Czy ktoś wie jak to się miało do sytuacji w Persji przed islamem? Bo zoroastrianie byli tam większością, a potem nagle stali się mniejszością płacącą dżizję. To musiał być ogromny wstrząs kulturowy i religijny. Jak oni na to patrzyli?
Parsowie to właśnie ten wątek który mnie zawsze fascynuje, bo to jest żywy przykład co się dzieje z religijną mniejszością przez wieki. I oni przetrwali nie tracąc tożsamości, co w kontekście całej tej dyskusji o dżizji wydaje się niemal paradoksem. Jak to możliwe?
myślę że zamknięta wspólnota potrafi przetrwać bardzo wiele pod warunkiem że ma silną wewnętrzną spójność. Sam zastanawiam się jak musiało wyglądać życie duchowe w takiej wspólnocie która na zewnątrz jest traktowana jako mniejszość podległa obcemu prawu, a w środku kultywuje własne rytuały i kosmologię. To musiało tworzyć bardzo silną duchową tożsamość.
Ale wracając do sedna tematu: czy dżizja jako system miała w sobie wbudowany mechanizm który sprawiał że mniejszości z czasem zanikały? Bo ekonomiczny nacisk przez kilka pokoleń musi dawać efekty. Kto płacił, a kto się nawracał żeby nie płacić?
To mnie bardzo zastanawia, bo z perspektywy duchowej mam wrażenie że są dwa zupełnie różne sposoby na zmianę wiary. Jeden to wewnętrzne przebudzenie, a drugi to zewnętrzna presja. I historia dżizji chyba jest przestrogą co się dzieje gdy czynnik ekonomiczny miesza się z religijnym. Jak sądzicie, czy takie wymuszone nawrócenia miały jakiś sens duchowy z punktu widzenia islamu?
To co napisała Goryczka na końcu bardzo mi zostało w głowie. Ten podział na nawrócenie z wewnętrznego przebudzenia a konwersję z ekonomicznej presji to coś co chyba dotyczy nie tylko islamu i dżizji. Czy w historii chrześcijaństwa nie było podobnych mechanizmów? Mam na myśli choćby przymusowe chrzciny albo sytuacje gdzie nieuznanie się za chrześcijanina oznaczało wykluczenie ze struktur władzy.
Dokładnie o to mi chodziło, że dżizja może być specyficznym przypadkiem czegoś bardziej powszechnego. Bo jeśli zmiana wiary wiązała się z awansem społecznym albo uwolnieniem od podatku, to czy różni się to zasadniczo od sytuacji gdzie szlachcic w Polsce przyjmował katolicyzm żeby zachować majątek? Pytam serio, bo nie jestem pewna gdzie jest granica.
To bardzo dobre pytanie Bogdan i myślę że tu jest pies pogrzebany w wielu takich dyskusjach. Kiedy mówimy że dżizja była opresją albo że była tolerancją, to już zakładamy jakiś punkt odniesienia. Ale z perspektywy VII wieku co było alternatywą? Wyniszczenie, wygnanie, całkowita asymilacja? Na tym tle dhimmi to całkiem konkretna ochrona.
To napięcie między literą prawa a duchem czasu jest naprawdę stare. W judaizmie mamy pojęcie takkanah, czyli rabiniczne zmiany dla dobra społeczności, które technicznie modyfikowały nawet starsze przepisy. Zastanawiam się czy w islamie klasycznym istniał podobny mechanizm pozwalający elastycznie podejść do takich kwestii jak dżizja.
Bogdan to jest chyba sedno problemu nie tylko dla islamu. W każdej żywej tradycji religijnej jest jakiś spór między tymi którzy mówią że tekst jest nienaruszalny a tymi którzy mówią że trzeba rozumieć ducha a nie literę. I oba obozy uważają że są wierni swojej tradycji.
I chyba dlatego tak trudno odpowiedzieć na pytanie z tytułu wątku, tzn. czy dżizja to podatek czy opresja. Bo odpowiedź zależy od tego który islam bierzemy pod uwagę. Wersję reformistyczną czy tradycjonalistyczną. I to nie jest uchylanie się od odpowiedzi, tylko uczciwe stwierdzenie że ta religia nie jest monolitem.
