Czytam ostatnio Dzieje Apostolskie i zastanawiam się, ile z tego, co tam opisano, to rzeczywiste zdarzenia historyczne, a ile to późniejsze ubarwienie albo wręcz legenda. Mam na myśli konkretnie te cuda - uzdrowienia, języki ognia, piorun walący Ananiasza i Safirę. Łukasz pisał to kilkadziesiąt lat po śmierci Jezusa, skąd miał te informacje? Czy ktoś tu miał okazję zgłębiać temat z perspektywy religioznawczej, a nie czysto apologetycznej?
Akurat czytałem niedawno coś o tym. Część badaczy uważa, że Łukasz korzystał ze źródeł pisanych, ale też z tradycji ustnej. Problem polega na tym, że tradycja ustna w tamtych kulturach działała inaczej niż myślimy - nie była tak zniekształcona jak telefon głuchy, bo środowiska rablnickie i wczesnochrześcijańskie miały metodyczne sposoby zapamiętywania. Ale i tak - od zdarzenia do zapisu minęło sporo czasu. Więc gdzie leży granica między relacją a legendą? Nie wiem, szczerze mówiąc.
Dobre pytanie stawiasz. Tylko że tu pojawia się jeszcze jeden wątek - czy sam Łukasz był naocznym świadkiem jakichkolwiek opisywanych zdarzeń? Bo część badaczy wskazuje, że fragmenty pisane w pierwszej osobie liczby mnogiej w Dziejach, te słynne sekcje 'my', sugerują, że gdzieś towarzyszył Pawłowi. Jeśli tak, to przynajmniej część relacji to świadectwo bezpośrednie. Ale o Pięćdziesiątnicy czy wniebowstąpieniu na pewno pisał z cudzych opowieści.
Rozstrzygnąć się raczej nie da, bo brakuje zewnętrznych dokumentów, które by to potwierdziły lub zaprzeczyły. Ale jest coś ciekawego - kiedy porównuje się Dzieje z Ewangelią Łukasza pod kątem stylu, widać dużą spójność. To samo sposób narracyjne, podobna wrażliwość na szczegół, zbliżone frazy teologiczne. Więc nawet jeśli to nie był naoczny świadek wszystkiego, to był rzemieślnikiem słowa, który rozumiał co opisuje. Pytanie tylko - czy rozumiał dosłownie, czy symbolicznie?
Mnie zawsze ciekawiło, że cuda w Dziejach mają bardzo konkretną strukturę. Nie są opisane jak bajki, są osadzone w konkretnych miejscach, przy konkretnych osobach z imionami. Lidda, Jafa, Filip Ewangelista, córki prorokujące - to są szczegóły, których zwykła legenda by nie potrzebowała. Legendy uogólniają. Czy to coś znaczy z perspektywy religioznawczej?
Szczegółowość to nie dowód historyczności, tyle mogę powiedzieć. Antyczne romanse i apokryfy też pełne są dokładnych imion i miejsc, a nikt ich nie traktuje jak kroniki. Myślę, że problem z Dziejami polega na tym, że ludzie albo chcą w nie wierzyć dosłownie, albo odrzucają całość jako fikcję. A to jest o wiele bardziej złożone.
Słucham tej dyskusji i mam pytanie trochę z boku - jak się ma do tego cała kwestia doświadczenia Ducha Świętego, o którym mówią Dzieje? Bo z perspektywy duchowej to nie jest tylko kwestia 'czy to się wydarzyło', ale też 'co to doświadczenie znaczyło dla tych ludzi'. Wspólnota jerozolimscy chrześcijanie wyraźnie przeżywali coś bardzo intensywnego. Czy religioznawcy mają na to jakiś model?
Przepraszam że wchodzę, ale nie do końca rozumiem - to znaczy że ta cała Pięćdziesiątnica mogła być takim jakby... duchowym przeżyciem grupy ludzi, które Łukasz opisał posługując się symbolem a nie dosłownym przekazem? Czy dobrze rozumiem?
No i tu wracamy do pytania, które Bronek postawił na początku - ile historii a ile legendy. Może to jest pytanie źle postawione? Może lepiej pytać: co ta narracja robiła dla wspólnoty, która ją czytała? Bo legenda w sensie pejoratywnym sugeruje fałsz, a przecież mit czy legenda religijna może nieść prawdę głębszą niż kronika.
Właśnie chciałem zapytać, bo mnie ciekawi jak Dzieje funkcjonowały zanim stały się 'Pismem Świętym' - czy były czytane publicznie w gminach, czy raczej krążyły jako prywatna lektura? Bo to by dużo mówiło o tym, jak szybko i przez kogo były weryfikowane.
Wydaje mi się, że jest tu jeszcze jeden aspekt - Dzieje legitymizują Pawła jako apostoła równego Dwunastu, mimo że sam Paweł w swoich listach walczy o to uznanie z dużym trudem. W Galacjanach jest niemal defensywny w tym temacie. A w Dziejach wszystko jest już ułożone i eleganckie. To napięcie mnie bardzo intryguje.
No oczywiście, nie twierdzę że kłamali. Ale selektywność przekazu to nie jest to samo co kłamstwo i myślę że właśnie o to chodzi w tym wątku - między historią a legendą jest wiele odcieni.
Właśnie, i to wracamy do sedna. Mnie zastanawia jeszcze jeden moment w Dziejach, który rzadko się komentuje - śmierć Ananiasza i Safiry w rozdziale piątym. To jest scena, która w żadnym liście Pawła się nie pojawia, nikt do niej nie nawiązuje. Jakby jej nie było. Czy ktoś ma jakiś pomysł dlaczego?
to znakomita obserwacja. Jedna hipoteza mówi, że ta opowieść to etiologia - wyjaśnienie skąd w późniejszej tradycji wzięła się surowa dyscyplina finansowa we wspólnocie. Inna, że to narracja wzorowana na historii Achana z Księgi Jozuego - ktoś zataja część tego, co miał oddać wspólnocie i ginie. Strukturalnie to jest niemal kopia.
Ale z drugiej strony - czy to wyklucza że coś się naprawdę wydarzyło? Może jakiś realny przypadek śmierci we wspólnocie został opisany przez Łukasza w formie nawiązującej do Pisma. To nie musi być albo-albo.
A ja mam takie bardzo podstawowe pytanie - kim w ogóle byli ci 'apostołowie' z tytułu? Bo w Dziejach to nie jest chyba stały krąg tych samych dwunastu osób przez cały czas, prawda?
I właśnie tam widać szwy. Sceny z Soboru Jerozolimskiego w Dziejach 15 wyglądają zupełnie inaczej niż to samo spotkanie opisane w Galacjanach 2. W Dziejach jest zgoda i harmonia, u Pawła jest ostra konfrontacja z Piotrem twarzą w twarz. Ktoś mocno wyredagował rzeczywistość.
a może właśnie to zgrzytanie jest ważne? Teksty bez napięcia są często albo propagandą albo podręcznikami. Właśnie dlatego że Dzieje 'zgrzytają' z Pawłem, z Józefem Flawiuszem, z archeologią - wiemy że nie są jednorodnym wymysłem jednej osoby. W tym zgrzytaniu jest jakaś pamięć o prawdziwych konfliktach i prawdziwych ludziach.
Czytam ten wątek od początku i w sumie mam pytanie, które może brzmi naiwnie, ale chcę się upewnić - czy w ogóle wiemy, kiedy Dzieje zostały napisane? Bo jeśli to było powiedzmy 80-90 lat po śmierci Jezusa, to chyba automatycznie zmienia wszystko w tej dyskusji o historyczności?
Właśnie to mnie uderzyło gdy zacząłem to czytać uważniej. Te paralele są za precyzyjne, żeby być przypadkowe. Ale mam z tym problem, bo nie wiem czy to oznacza, że Łukasz wymyślał zdarzenia dopasowując je do Pisma, czy po prostu tak interpretował realne zdarzenia, które znał ze źródeł. Może jedno i drugie naraz?
Bronek, właśnie to 'może jedno i drugie naraz' wydaje mi się najbardziej uczciwa odpowiedź. Ale to też sprawia, że tekst jest nierozplątawalny - nie możemy już wiedzieć, gdzie kończy się zdarzenie a zaczyna interpretacja. Czy to nie jest trochę frustrujące?
A mnie ciekawi jeszcze jedna rzecz - apostołowie w Dziejach wydają się dość jednolici, prawie bez charakterów. Piotr jest dzielny, Paweł jest gorliwy, wszyscy działają razem. Ale listy Pawła pokazują ludzi z masą konfliktów, ambicji, pretensji. Gdzie podziały się te osobowości w Dziejach?
Ale cofnijmy się na chwilę do tego co Bronek pisał o Ananiaszu i Safirze, bo mam jeszcze jedno pytanie z tym związane - ta scena jest wyjątkowo mroczna jak na Dzieje. Bóg dosłownie zabija dwoje ludzi za okłamanie wspólnoty w sprawie pieniędzy. Czy ktoś wie jak to interpretowała wczesna tradycja, bo dla mnie to brzmi niemal jak magia kary?
Słuchajcie, ale właśnie to mnie od początku ciągnie w tym temacie - bo ja nie jestem teologiem ani religioznawcą, czytałem Dzieje dość późno w życiu i uderzyło mnie to że z jednej strony tekst jest bardzo konkretny, daty, miejsca, imiona, a z drugiej zdarzają się w nim rzeczy które po prostu nie przystają do niczego co znamy. I nie mówię żeby obalać, tylko żeby rozumieć jak pierwsi chrześcijanie sami to odbierali.
Bronek - właśnie to zderzenie konkretności z cudownością jest kluczem do Dziejów. Łukasz ewidentnie pisał dla kogoś wykształconego, może dla środowisk hellenistycznych, i dlatego tak bardzo stara się zakotwiczać opowiadanie w realiach historycznych. Ale jednocześnie bez cudów jego narracja teologiczna nie miałaby sensu, bo cały sens Dziejów polega na tym że Duch działa w historii.
To co Froen mówi o konwencji jest ważne, bo przez to nie możemy oceniać Dziejów miarą nowoczesnego dziennikarstwa. Łukasz pisał jak dobry historyk swojej epoki - tyle że jego epoka miała inne standardy weryfikacji. Pytanie brzmi nie 'czy skłamał' tylko 'co dla niego znaczyło prawdziwe opisanie zdarzenia'.
No i tu jest właśnie ten problem ze źródłami - my po prostu nie wiemy ile Łukasz miał materiału źródłowego, a ile budował z typologii biblijnej. Niektórzy uczeni twierdzą że dla pierwszych rozdziałów Dziejów, tych jerozolimskich, musiał mieć jakieś aramejskie lub hebrajskie źródło, bo tam jest specyficzny styl odróżniający się od jego własnej greki.
