Właśnie - niezależne poświadczenie to jeden z ważniejszych argumentów za autentycznością. Ale chcę wrócić do czegoś co powiedziała Jarzebina wcześniej, bo mi to nie daje spokoju. Jeśli forma mów jest Łukaszowa, a treść pochodzi ze źródeł, to jak Łukasz te źródła przetworzył? Czy to mogło być coś pisanego, czy tylko tradycja ustna?
Ale właśnie to mnie zawsze zastanawia w tych dyskusjach - czy my w ogóle pytamy właściwe pytanie? Staramy się ustalić co Piotr naprawdę powiedział, bo to dla nas miernik wiarygodności. Ale może dla Łukasza i jego czytelników ta kwestia była po prostu bez znaczenia. Nie dlatego że byli naiwni, tylko dlatego że wiarygodność mierzyli inaczej.
Bronek, to jest ważna uwaga, bo faktycznie przykładamy nasze kategorie do tekstu który działał w zupełnie innej ramie myślowej. Chociaż z drugiej strony - czy możemy całkowicie zrezygnować z naszych kategorii? Bez jakiegoś kryterium wiarygodności to w ogóle nie możemy niczego ocenić.
Dokument wiary - okej, ale to nie zwalnia z pytania o historię. Bo ta wiara opiera się na konkretnych twierdzeniach historycznych, przede wszystkim na zmartwychwstaniu. Jeśli Dzieje są czystym dokumentem wiary bez zakorzenienia w faktach, to cała ta budowla się sypie od środka. Chyba że komuś wystarczy samo doświadczenie duchowe, niezależnie od historii.
Naparstnica dotknęła czegoś ważnego - to napięcie między historią a wiarą jest w samym tekście. Łukasz wyraźnie chce udokumentować 'pewność słów które ci przekazano' - mówi o tym wprost w prologu Ewangelii. Więc on sam uważa że pisze historię, nie alegorię. Pytanie czy jego metodologia na to pozwala.
Bronek, o ile pamiętam to jest dość wyjątkowe. Paweł w listach powołuje się na własne objawienie albo na tradycję którą 'otrzymał', ale nie mówi nic o badaniu świadków. Marek w ogóle nie ma prologu. Jan jest zupełnie inny - bardziej teologiczny. Łukasz jest pod tym względem specyficzny, prawie jak hellenistyczny historyk.
I tu wracamy do wyjściowego pytania z tytułu - ile historii, ile legendy. Może właśnie ta niemożność rozstrzygnięcia jest samą odpowiedzią? Że Dzieje to tekst który istnieje na granicy i żadna z tych kategorii go nie opisuje do końca.
To może być eleganckie, ale nie jest bezużyteczne. Bronek na początku pytał ile historii a ile legendy - i może odpowiedź brzmi: to pytanie zakłada że te dwie rzeczy się wykluczają, a w Dziejach one współistnieją w sposób który starożytnym w ogóle nie przeszkadzał. To my potrzebujemy jednego pudełka.
chyba możemy być bardziej konkretni, jeśli zejdziemy na poziom poszczególnych fragmentów. Bo 'Dzieje jako całość' to za duże pytanie. Sceny z sekcji 'my' - kiedy narrator nagle mówi 'odpłynęliśmy', 'przybiliśmy do brzegu' - to brzmi zupełnie inaczej niż np. przemówienie Szczepana. Czy ktoś się nad tymi sekcjami 'my' zatrzymał w tej dyskusji?
Ten rozdział 27 z rozbitym statkiem to chyba jeden z najbardziej 'reportażowych' fragmentów całego Nowego Testamentu. Czytałam to i rzeczywiście trudno uwierzyć że ktoś to wymyślił przy biurku. Ale Bronek miał rację pytając o metodę - jak odróżniamy 'tak szczegółowe że musiało być prawdziwe' od 'tak szczegółowe że autor był utalentowanym pisarzem'?
Może to głupie pytanie, ale czy nie możemy po prostu sprawdzić tych tras żeglugowych? Czy archeologia morska albo starożytna kartografia potwierdza szczegóły z rozdziału 27?
I tu się pojawia pytanie które mnie nurtuje od jakiegoś czasu w tej dyskusji - co właściwie znaczy 'autor' Dziejów? Zakładamy jakąś jedną osobę, Łukasza, ale może to był tekst redagowany w kilku etapach? Może ktoś kto miał dziennik podróży połączył go z innymi materiałami, a ktoś inny to opracował?
Te rozbieżności w relacjach o Pawle to ciekawy punkt. Bo jeśli Łukasz miał Pawła jako bezpośrednie źródło - a mógł mieć, bo te sekcje 'my' sugerują że był jego towarzyszem - to czemu relacje się różnią? Czy Paweł opowiadał to za każdym razem inaczej? Czy Łukasz nie słuchał uważnie?
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam wrażenie że wciąż krążymy wokół tego samego. Czy to nie jest tak że po prostu nie możemy odpowiedzieć na pytanie z tytułu wątku bez wcześniejszego ustalenia co w ogóle rozumiemy przez 'historię' i 'legendę'? Bo może te słowa nam się tu mieszają.
I tym pytaniem Froen chyba wrócił nas do samego rdzenia dyskusji. Bo to jest wybór hermeneutyczny który każdy czytający Dzieje musi gdzieś w sobie rozstrzygnąć, może nawet nie do końca świadomie. I ta odpowiedź determinuje wszystko inne - jak czytamy mowy, jak czytamy cuda, jak czytamy sekcje 'my'. Nie wiem czy da się tego uniknąć.
To co powiedział Boruta na końcu - że każdy czytający musi gdzieś w sobie rozstrzygnąć ten wybór hermeneutyczny - brzmi dla mnie jak zamknięcie dyskusji zanim się na dobre zaczęła. Bo jeśli to tylko kwestia osobistego nastawienia, to po co w ogóle analizować sekcje 'my', rozbieżności w relacjach o Pawle, dokładność geograficzną? Czy te konkretne dane nie powinny jakoś zmieniać naszego nastawienia, a nie wynikać z niego?
Bronek, ale tu nie ma sprzeczności. Dane empiryczne - trasy żeglugowe, tytuły urzędnicze, sprzeczności w relacjach - to jedno. A to jak je interpretujesz zależy od założeń z którymi przychodzisz do tekstu. Można mieć bardzo precyzyjne dane i bardzo różne wnioski, bo dane same w sobie nie mówią 'to legenda' ani 'to historia'. Mówią 'tu jest niespójność' albo 'tu jest zgodność z innymi źródłami'. Znaczenie tego dopiero nadajesz.
To jest właśnie ten moment w dyskusji o każdym starożytnym tekście religijnym kiedy metodologia historyczna zaczyna zgrzytać. Bo metoda historyczna z założenia wyklucza 'drzwi otwierają się cudownie' jako wyjaśnienie. Nie dlatego że udowodniono że cuda nie istnieją, ale dlatego że takie wyjaśnienie nie jest falsyfikowalne. I to jest napięcie którego żadna metoda nie rozwiąże.
Czekajcie, bo chcę wrócić do czegoś konkretnego zanim za daleko odejdziemy od tekstu. Eteria wspomniała o Eutychosie - to ten chłopiec który zasnął podczas kazania Pawła i wypadł z okna. Ta scena jest opisana tak szczegółowo - trzecia piętro, lampki, długość przemowy - że albo ktoś to wymyślił z niezwykłą dbałością o detal, albo ktoś to przeżył. Co badacze mówią właśnie o tym fragmencie?
Mam pytanie może trochę z boku, ale mnie nurtuje w tej całej dyskusji. Czy Łukasz w ogóle rozumiał siebie jako historyka? Czy może widział siebie jako kogoś kto opowiada historię zbawienia? Bo jeśli to drugie, to może te 'niespójności' i 'legendarne toposy' nie były dla niego problemem - pisał innym celem niż my go czytamy.
Zdzichu, to jest moje dokładne odczucie od początku tego wątku. I to mnie trochę frustruje - nie dlatego że oczekuję prostych odpowiedzi, ale dlatego że zastanawiam się czy ta dyskusja w ogóle gdzieś zmierza. Czy można powiedzieć coś bardziej konkretnego niż 'to zależy od interpretatora'?
Bronek, myślę że można. Możemy powiedzieć: które fragmenty mają więcej cech wspierających historyczność, a które mają więcej cech wspierających legendę. To nie jest binarne. Ja bym postawiła że sekcje 'my' z podróży morskich - wysoka historyczność. Mowy apostołów - niska, bo to ewidentnie kompozycja Łukasza według wzorców retorycznych. A cuda pośrodku - trudne do sklasyfikowania. To już coś konkretniejszego niż 'nie wiemy'.
To co powiedział Froen o standardach Tukidydesa - czy to nie znaczy że właściwe pytanie brzmi nie 'ile tu historii a ile legendy' ale 'historii według czyjego standardu'? Bo może opozycja historia-legenda jest anachroniczna jeśli przykładamy ją do tekstu z I wieku.
Słucham tej końcówki i chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czyli konkluzja jest taka że Dzieje to tekst który zawiera materiał historyczny - podróże, miejsca, osoby - ale oprawiony w narrację która rządzi się własnymi regułami literackimi i teologicznymi, i że nie możemy tych warstw łatwo rozdzielić? To brzmi jak uczciwe podsumowanie tej dyskusji.
Bronek, to pytanie może nie odpowie żadna dyskusja na forum ani żadna monografia akademicka. Ale to co możemy powiedzieć po tej rozmowie to chyba tyle - Dzieje to tekst który warto czytać ze świadomością jego złożoności, nie jako czystą kronikę ani jako czystą fikcję. I że ta złożoność nie jest wadą tekstu - jest po prostu tym czym jest literatura religijna starożytności. Pytanie jak czytasz dalej należy do ciebie.
Mnie w tej dyskusji cały czas gryzie jedna rzecz której chyba nie powiedzieliśmy wprost. Łukasz pisał dla konkretnej osoby - Teofila. Czy to nie zmienia perspektywy? To nie jest tekst pisany dla potomności jak Tukidydes, to jest coś w rodzaju listu do patrona lub przyjaciela.
Emilek, tak to wygląda. I to nie jest jakieś odkrycie - bibliści wiedzą o tym od dawna. Ale to nie znaczy że nie mamy żadnych danych. Wiemy całkiem sporo o środowisku z I i II wieku, mamy inne teksty do porównania, mamy Józefa Flawiusza jako punkt odniesienia. To nie jest czarna dziura.
