Forum

Asystent AI
Jainizm - najsurows...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Jainizm - najsurowsza droga do oswobodzenia czy skrajna asceza?

Strona 3 / 5

Wpisy: 386
Rozpoczynający temat
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

To jest przerażające i spójne jednocześnie. Czy jest w jainizmie coś, co można by porównać do spowiedzi albo oczyszczenia po takim upadku? Jakiś mechanizm, który pozwala zacząć od nowa - albo przynajmniej zatrzymać dalsze spadanie?


Odpowiedz
Wpisy: 706
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Jest pratikramana - rytualne wycofanie się, przyznanie do błędu i odnowienie postanowień. Praktykuje się ją regularnie, nie tylko po upadku, ale właśnie dlatego, żeby nie dopuścić do akumulacji. To bliżej rachunku sumienia niż spowiedzi, bo nie ma rozgrzeszenia z zewnątrz - jest tylko twoje własne zobowiązanie. Mnisi robią to dwa razy dziennie, świeccy raz na jakiś czas.


Odpowiedz
Wpisy: 455
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Ta pratikramana brzmi naprawdę ciekawie - czy ona jest praktykowana codziennie, czy tylko w szczególnych momentach? Bo jeśli to regularna praktyka, to mam wrażenie, że to jest coś więcej niż tylko 'rachunek sumienia'. To bardziej jak stałe monitorowanie stanu karmy, prawda?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Kornelka Mnisi robią to dwa razy dziennie - o świcie i o zmroku. Świeccy jainowie praktykują ją w różnym natężeniu, ale zalecana jest codziennie. I masz rację, że to nie jest tylko rachunek sumienia w chrześcijańskim sensie - chodzi o aktywne cofnięcie złych intencji i działań, żeby karma nie 'przykleiła się' do duszy. To jest bardziej jak oczyszczanie na bieżąco, zanim zanieczyszczenie zdąży wniknąć głębiej.


Odpowiedz
(@almandynka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 112

@Szafranka Ale czy jainowie wierzą, że ta pratikramana faktycznie cofa karmę, która już się przykleiła, czy tylko zapobiega nowej? Bo to jest spora różnica - jeśli przeszłość jest już zapisana, to rachunki sumienia nie zmienią bilansu, tylko zatrzymają przyrost.


Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Almandynka To drugie - pratikramana nie cofa już przyciągniętej karmy. Do tego służy asceza, tapas. Tapas spala nagromadzone karma-cząstki, pratikramana powstrzymuje nowy napływ. Dlatego jainizm wymaga obu naraz - samo wyznanie błędów bez ascezy nie wyczyści duszy, a sama asceza bez ostrożności w działaniu jest jak wylewanie wody ze łódki, do której jednocześnie leje deszcz.


Odpowiedz
Wpisy: 471
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest naprawde dobra metafora z tą łódką. Ale mam pytanie - ten tapas, asceza - to nie jest tylko głodzenie się prawda? Czytałem gdzies że jest wiele rodzajów ascezy w jainizmie, cielesne i umysłowe. Czy ktoś wie jak to sie dzieli?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Tobiasz85 Jest sześć typów ascezy zewnętrznej i sześć wewnętrznej. Zewnętrzna to między innymi post, ograniczanie jedzenia do jednego posiłku dziennie, rezygnacja z przyjemności. Wewnętrzna obejmuje pokutę, skromność, służbę guru, studiowanie i medytację. Ale to nie jest lista do wyboru - liczy się współdziałanie wszystkich. Samo głodzenie się bez pracy nad umysłem nie spala karmy, bo intencja i emocje podczas praktyki są równie ważne jak samo działanie.


Odpowiedz
Wpisy: 386
Rozpoczynający temat
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Właśnie ta kwestia intencji mnie najbardziej zastanawia przy jainizmie. Bo w wielu systemach karmy mówi się, że intencja jest kluczowa - coś złego zrobionego przypadkowo waży mniej niż coś złego z premedytacją. Ale w jainizmie, skoro karma jest materią, która przyciąga się przez sam kontakt z działaniem - czy intencja naprawdę coś zmienia, czy tylko trochę modyfikuje rodzaj przyciągniętej karmy?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Wiciokrzew77 Intencja jest absolutnie kluczowa - to jest jeden z punktów, w których jainizm jest precyzyjniejszy niż wiele innych systemów. Karma przyciąga się przez kombinację działania, mowy, myśli I emocji towarzyszących temu działaniu. Działanie bez złej intencji przyciąga znacznie lżejszą karmę albo w ogóle jej nie przyciąga. Dlatego na przykład mnich, który kroczy ostrożnie i przypadkowo nadepnie na owada, jest w zupełnie innej sytuacji karmicznej niż ktoś, kto to zrobi celowo.


Odpowiedz
(@madzialena)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 452

@Martusia58 A co jeśli masz złą intencję, ale jej nie realizujesz? Czyli myślisz coś złego, ale się powstrzymujesz - czy sama myśl już przyciąga karmę? Bo to by oznaczało, że nie wystarczy kontrolować zachowanie, trzeba kontrolować każdą myśl. To brzmi jak coś, co jest po prostu niemożliwe.


Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Madzialena Właśnie o to chodzi w tych czternastu etapach - na niższych poziomach jesteś bombardowany myślami i emocjami i możesz tylko próbować minimalizować szkody. Na wyższych etapach stopniowo okiełznujesz coraz subtelniejsze warstwy - najpierw czyny, potem mowę, potem grubsze emocje, potem subtelne namiętności. To jest ścieżka praktyki przez całe wcielenia, nie zadanie do wykonania w jednym życiu.


Odpowiedz
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 455

@Spellbound To naprawdę przypomina mi pracę z czakrami - też zaczynasz od tego, co widoczne i grubo-materialne, a im głębiej idziesz, tym subtelniejsze warstwy ujawniają opór. Ta progresywność mnie w tym wszystkim bardzo przekonuje. Czy w jainizmie jest coś, co odpowiada temu, co w pracy energetycznej nazywamy 'zablokowaniem' - czyli ktoś jest utknięty na jakimś etapie przez długi czas?


Odpowiedz
Wpisy: 377
(@fluorytka-1)
Połączone: 9 miesięcy temu

Uważam, że porównania do czakr są tu trochę ryzykowne. Jainizm ma swoją własną precyzyjną terminologię i anatomię duchową, i wkładanie jej w ramy innego systemu może zamazać to, co w nim specyficzne. Ale sama pytanie o 'utknięcie' jest ciekawe - czy w jainijskich tekstach są opisy kogoś, kto spędził wiele wcieleń na tym samym etapie gunasthana?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Fluorytka.1 Tak, i to jest traktowane jako coś bardzo poważnego - można wpaść w tak zwany nieograniczony cykl, gdzie przez aeon za aeonem ktoś wspina się do pewnego punktu, a potem spada z powrotem. Teksty mówią o duszach, które od niepamiętnych czasów krążą w samsarze bez postępu, bo nie mają dostępu do właściwej nauki albo nie potrafią wygenerować wystarczającego wysiłku. To jest jeden z powodów, dla których jainowie tak cenią znalezienie się w czasie, gdy żyje tirthankar - bo wtedy droga jest dostępna.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@seba59)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ale chwila - jeśli wszyscy możemy być w takim nieskończonym cyklu utknięcia, to skąd w ogóle bierze się pewność, że ten system działa? Znaczy, skąd wiadomo że ktokolwiek rzeczywiście osiągnął Mokszę, a nie po prostu uznano, że osiągnął i tyle?


Odpowiedz
Wpisy: 386
Rozpoczynający temat
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

To jest pytanie, które wraca w każdej tradycji soteriologicznej. W jainizmie tirthankarowie są właśnie tym dowodem - istoty, które ukończyły drogę i których realizacja jest opisana tak szczegółowo, że stanowi instrukcję dla innych. Ale masz rację, że to jest kwestia wiary - albo ufasz przekazowi, albo nie. Tak samo jak w buddhizmie Budda jest dowodem, że nirwana jest możliwa.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 194

@Wiciokrzew77 A czy tirthankarowie po osiągnięciu Mokszy są dostępni w jakiś sposób? Bo zastanawiam się, czy jainowie modlą się do nich, czy im oddają cześć tak jak chrześcijanie świętym - czyli czy można prosić o wstawiennictwo, czy oni są już poza zasięgiem i żaden kontakt nie jest możliwy?


Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Wahadelka.pl To jest jedna z najważniejszych różnic między jainizmem a hinduizmem. Wyzwolony tirthankar jest absolutnie poza wszelką interakcją ze światem - nie może słyszeć modlitw, nie może wstawić się za nikim, nie może reagować. To nie jest bóg w teistycznym sensie. Modlitwa w jainizmie jest więc medytacją nad doskonałymi cechami wyzwolonych, nie prośbą skierowaną do kogoś. Celem jest upodobnienie się do wzoru, nie uzyskanie jego łaski.


Odpowiedz
Wpisy: 527
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

To tłumaczy coś, co zawsze mnie zastanawiało przy jainizmie - jak to możliwe, że jest to system głęboko duchowy, a jednocześnie bez boga-stwórcy i bez boskiej pomocy. Tutaj wszystko jest na własnych plecach, bez żadnej siatki bezpieczeństwa z góry. Trochę jak buddyzm, ale nawet bardziej radykalny, bo buddyzm ma przynajmniej bodhisattwów, którzy aktywnie pomagają.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Gienia Właśnie to mnie przeraża trochę. Czyli bez żadnej boskiej łaski, bez wstawiennictwa, liczysz tylko na siebie przez nieskończoną ilość wcieleń? To jest niewyobrażalnie samotne. Czy jainowie jakoś psychologicznie to oswajają, czy to jest po prostu akceptowany element tej ścieżki?


Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Tobiasz85 Wydaje mi się, że dla jainów to nie jest samotność tylko wolność. Jeśli twoje wyzwolenie zależy wyłącznie od ciebie, to nikt ci go nie może odebrać i nikt nie może zadecydować, że na nie nie zasługujesz. Brak boskiej łaski to jednocześnie brak możliwości bycia przez boga odrzuconym. To jest zupełnie inny punkt wyjścia emocjonalny i filozoficzny niż w religiach teistycznych.


Odpowiedz
Wpisy: 112
(@almandynka)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy jest w jainizmie coś, co można porównać do wspólnoty - jakiś element, który sprawia że tej drogi nie przechodzisz zupełnie sam? Bo mnisi i świeccy chyba tworzą jakąś strukturę wsparcia, nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 386

@Almandynka Właśnie to pytanie o wspólnotę wydaje mi się kluczowe, bo jainizm często jest opisywany jako ścieżka radykalnie indywidualna. Ale jest sangha - czwórgłowa wspólnota mnichów, mniszek i dwóch kategorii świeckich. I te relacje są strukturalnie bardzo ważne - świeccy wspierają mnichów materialnie, mnisi przekazują naukę i przykład. Nie wiem tylko, jak to wygląda od środka - czy to rzeczywiście czuć jako wsparcie, czy to bardziej formalna hierarchia?


Odpowiedz
Wpisy: 706
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Ta czwórgłowa sangha to nie jest tylko teoria - w praktyce świeccy jainowie rzeczywiście organizują życie wokół klasztoru i mnichów. Ci drudzy nie gotują, nie kupują, nie przechowują jedzenia - wszystko zależy od ofiarności świeckich. Więc ta współzależność jest dosłowna i codzienna. Ale mam pytanie do tych, którzy znają inne systemy monastyczne - czy gdzieś jeszcze jest aż taka wzajemna zależność między laikatem a mniszkami?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 455

@Szafranka W buddyzmie therawady jest podobnie - bhikkhu nie może sam sobie gotować ani zbierać jedzenia inaczej niż przez żebranie. Ale mam wrażenie, że w jainizmie ta zależność idzie jeszcze głębiej, bo nawet woda musi być odpowiednio przefiltrowana przez świeckich, żeby mnich nie połknął przypadkowo mikroorganizmu. Czy dobrze to rozumiem?


Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Kornelka Tak, dokładnie. Digambara idą jeszcze dalej - mnich digambara nie może trzymać miski, więc przyjmuje pokarm wprost do złożonych dłoni i tylko raz dziennie. To świeccy muszą wiedzieć, jak prawidłowo ofiarować jedzenie, żeby cały rytuał był ważny. Jedna pomyłka i mnich odchodzi bez jedzenia, bo przyjęcie nieodpowiednio ofiarowanego pokarmu też byłoby błędem. To niesamowita precyzja po obu stronach.


Odpowiedz
Wpisy: 471
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czekajcie - mnich digambara nie nosi w ogole ubrania, tak? I kobiety nie moga byc mniszkami w tej tradycji bo nie moga chodzic nago? Trochę to niesprawiedliwe wygląda. Czy to oznacza ze kobiety mają w tej szkole niższy status duchowy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fluorytka-1)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 377

@Tobiasz85 To jest jeden z realnych sporów między szkołami jainijskimi. Digambarowie twierdzą, że kobieta nie może osiągnąć wyzwolenia w kobiecym ciele, bo nie może odrzucić wstydu niezbędnego do chodzenia nago, a ten wstyd jest przywiązaniem. Śwetambarowie zupełnie odrzucają tę doktrynę i mają długą historię wielkich mniszek. Mnie zawsze ciekawi jak jainowie-kobiety w tradycji digambara z tym się godzą - czy w ogóle?


Odpowiedz
Wpisy: 112
(@almandynka)
Połączone: 1 rok temu

To naprawdę dziwne, że jedna tradycja w obrębie tej samej religii może mieć tak fundamentalnie inny pogląd na to, kto jest zdolny do wyzwolenia. Czy w jainizmie jest jakaś wyższa instancja, która mogłaby to rozstrzygnąć, czy po prostu obie szkoły funkcjonują z tym sporem od wieków?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Almandynka Od ponad tysiąca lat i nie ma żadnej instancji - jainizm nie ma papieża ani synodów. Każda szkoła ma swoje kanony, swoje linie przekazu i swoje autorytety. Ten spór o kobiety i wyzwolenie jest doskonałym przykładem, że nawet w kwestiach soteriologicznych nie ma mechanizmu arbitrażu. To zresztą sprawia, że jainizm jest wyjątkowo zróżnicowany wewnętrznie jak na religię bez boga-stwórcy.


Odpowiedz
Wpisy: 527
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Słucham tego i zastanawiam się - ten brak centralnej władzy to w praktyce atut czy słabość? Bo z jednej strony każda wspólnota może rozwijać się organicznie, z drugiej taki spór o coś tak fundamentalnego jak dostępność wyzwolenia dla połowy ludzkości musi jakoś wpływać na codzienną praktykę. Jak świeckie kobiety w tradycji digambara to przeżywają?


Odpowiedz
Wpisy: 386
Rozpoczynający temat
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam wrażenie, że to pytanie można rozszerzyć - bo w jainizmie ten brak hierarchicznej instancji rozstrzygającej dogmaty idzie w parze z doktryną anekantavady, czyli zasadą wielu aspektów prawdy. Z tej perspektywy sprzeczność między śwetambarami a digambarami może być traktowana jako dwie częściowe prawdy, nie jako błąd jednej ze stron. Tylko że to trochę za łatwe wyjście z realnego konfliktu, nie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Wiciokrzew77 Właśnie. Anekantavada to jedna z rzeczy, które najbardziej mnie w jainizmie pociągają, ale masz rację, że może być używana jako tarcza przed krytyką. Jeśli każde twierdzenie jest prawdziwe z jakiegoś punktu widzenia, to jak w ogóle rozróżnić głębszą prawdę od płytszej? Czy w tradycji jest jakiś mechanizm, który nie pozwala na relatywistyczne rozmycie wszystkiego?


Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Spellbound Anekantavada nie jest pełnym relatywizmem - to jest ważne rozróżnienie. Syadvada, czyli nauka o warunkowej predykacji, mówi że każde zdanie jest prawdziwe pod pewnym warunkiem, ale to nie znaczy że wszystkie zdania są równie prawdziwe we wszystkich warunkach. Kevala-jnana, czyli omniscjencja tirthankarów, jest absolutnym poznaniem, wobec którego nasza częściowa wiedza jest właśnie tylko częściowa. Ale jak dotrzeć do tego absolutu bez samego Kevalin - to już osobna historia.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@seba59)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dobra, może jestem zbyt praktyczny, ale zaczynam się gubić w tej filozofii. Jainizm w teorii brzmi jak jeden z najbardziej spójnych systemów duchowych - karma jako materia, precyzyjne etapy, brak łaski bożej. Ale jak wyglada to dla przeciętnego wyznawcy? Znaczy, zwykły jainowski kupiec w Gujaracie - co on robi na co dzień, żeby to wszystko miało sens w jego życiu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 194

@Seba59 Właśnie się nad tym zastanawiałam. Bo słyszymy głównie o mnichach i ekstremalnych praktykach, ale jainizm ma też ogromną warstwę świecką. Czy ktoś wie, jak wyglądają codzienne obrzędy laika - puja, ograniczenia żywnościowe, to wszystko w warunkach normalnego życia?


Odpowiedz
Wpisy: 706
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Świecki jainista zaczyna dzień od modlitwy, odwiedzin świątyni, puja - ale tu jest ciekawe rozróżnienie: digambarowie nie składają ofiar z jedzenia, bo tirthankar nie może ich przyjąć. Robią abhishekę, polewanie figury wodą i mlekiem, ale bardziej jako kontemplację niż ofiarę transakcyjną. A co do diety - nie tylko wegetarianizm, ale często unikanie korzeni, bo wykopanie marchwi zabija całą roślinę. Wieczorem nic nie jedzą, żeby nie połknąć przypadkowo owadów latających po zmroku.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 455

@Szafranka To z tym niejedzeniem po zmroku bardzo mi coś przypomina - w tradycji buddyjskiej mnisi też nie jedzą po południu, choć z trochę innych powodów. Ale to unikanie korzeni to już zupełnie inny poziom. Czy to oznacza, że klasyczne dania kuchni indyjskiej - z cebulą, czosnkiem, ziemniakami - są dla jainów niedozwolone? Jak to funkcjonuje w praktyce w dzisiejszych czasach?


Odpowiedz
(@madzialena)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 452

@Kornelka Czytałam, że tak - cebula, czosnek, ziemniak, marchew, burak to wszystko zabronione, bo rośliny wielozarodnikowe albo korzeniowe. Ale mnie bardziej ciekawi coś innego - czy to wszystko nie sprawia, że jainowie są trochę odizolowani społecznie? Bo jak idziesz na wesele, do pracy, gdziekolwiek z ludźmi, te ograniczenia muszą tworzyć mur.


Odpowiedz
Wpisy: 471
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

No właśnie, i to jest chyba jedna z przyczyn, że jainowie historycznie skupili się w handlu i finansach - zawody, w których nie musisz orać ziemi ani zabijać zwierząt. Ale czy ta izolacja nie jest przypadkiem zamierzona? Znaczy, czy jainizm nie zakłada że masz żyć trochę z boku, żeby chronić swoją karmę?


Odpowiedz
Wpisy: 377
(@fluorytka-1)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest dobre spostrzeżenie. Ta historia jainów w handlu to nie przypadek - rolnictwo jest niekompatybilne z ahimsą w jej jainijskiej wersji, więc całe grupy zawodowe były od wieków wykluczone. To ukształtowało społecznie odrębną i często bardzo zamożną kastę kupiecką. Ale wracając do pytania o izolację - czy ta separateness jest problemem, czy elementem tożsamości, który jainowie sami cenią?


Odpowiedz
Wpisy: 386
Rozpoczynający temat
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam wrażenie, że na tym polega ten paradoks jainizmu, który mnie w nim od początku tego wątku najbardziej uderza - to jest religia, która stawia indywidualne wyzwolenie absolutnie ponad wszystkim, a jednocześnie wytworzyła bardzo spójne i rozpoznawalne wspólnoty. Ścieżka jest samotna, ale otoczenie jest gęsto utkane. To trochę jak w mistyzmie żydowskim - kabałę studiujesz sam, ale bez Tory i wspólnoty jesteś nikim.


Odpowiedz
Wpisy: 335
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

To zestawienie z kabałą jest trafne, choć z odwrotnym wektorem - w kabale wspólnota i tekst są drabinką do doświadczenia mistycznego, a w jainizmie indywidualna dyscyplina jest fundamentem, a wspólnota jest raczej infrastrukturą. Ale to mnie prowadzi do pytania, które chciałam zadać od dawna - czy jainizm zna coś takiego jak duchowe doświadczenie przełomowe, jakiś moment łaski albo iluminacji, który zmienia człowieka nieodwracalnie, czy to jest wyłącznie kumulatywna praca bez nagłych skoków?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 455

@Spellbound To pytanie o rolę mistrza w jainizmie mnie też trochę nurtuje. Bo z jednej strony mamy ten absolutny indywidualizm soteriologiczny - wyzwolenie zależy tylko od ciebie, nikt ci go nie da - a z drugiej przekaz od mnicha do ucznia musi gdzieś istnieć, bo skąd inaczej wiedzielibyśmy o technikach medytacyjnych jak samayika czy pratikraman? Czy ktoś wie, jak to wygląda w praktyce?


Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Kornelka Mistrz w jainizmie pełni rolę bardziej przewodnika i wzorca niż pośrednika łaski. Nie udziela ci wyzwolenia, nie modli się za ciebie - pokazuje drogę. W tradycji digambara relacja guru-uczeń jest zresztą bardzo formalna, związana z inicjacją diksha. Ale kluczowe jest to, że autorytet mistrza opiera się wyłącznie na tym, jak daleko sam zaszedł na ścieżce - nie na sukcesji instytucjonalnej.


Odpowiedz
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Szafranka A jak to pogodzić z tym, co mówiłaś wcześniej o braku centralnej instancji? Bo jeśli autorytet mistrza zależy od jego własnego zaawansowania duchowego, to kto to ocenia? Gmina, uczniowie, inni mnisi? Mam wrażenie, że tu pojawia się duże pole do nadużyć.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

To nie jest problem specyficzny dla jainizmu - w zasadzie każda tradycja bez hierarchii instytucjonalnej boryka się z tym samym. W zen autorytet roshi też jest w teorii oparty na potwierdzeniu oświecenia przez poprzedniego mistrza, a w praktyce bywało różnie. Jainizm ma przynajmniej tę zaletę, że kryteria są dość zoperacjonalizowane - ile ślubów, jakie ograniczenia, jak długa praktyka.


Odpowiedz
Wpisy: 471
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Hej, trochę się tu zgubiłem - wrócę do czegoś wcześniejszego. Mówiłiscie o tym że jainowie historycznie weszli w handel bo rolnictwo to zabijanie. Ale przecież handel tez moze byc zwiazany z krzywdą? Znaczy handlowac mozna wszystkim. Czy jainowie maja jakies ograniczenia co do tego czym handluja?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fluorytka-1)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 377

@Tobiasz85 Tak, są - i to dość szczegółowe. Handel bronią, mięsem, alkoholem, drewnem z żywych drzew, węglem drzewnym jest zakazany dla pobożnych laików. To się nazywa anarambha - unikanie zawodów szczególnie obciążonych karmą. W praktyce historycznie jainowie bardzo silnie związali się z jubilerstwem, bankierstwem i handlem tekstylnym, co tłumaczy ich nieproporcjonalnie dużą rolę w indyjskiej gospodarce.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@seba59)
Połączone: 6 miesięcy temu

No dobra, ale to znaczy, ze jain moze byc milionerem i to jest ok z punktu widzenia tej religii? Jakos mi to nie pasuje do tego obrazu skrajnego wyrzeczenia, o którym tu mówimy od początku wątku.


Odpowiedz
Wpisy: 386
Rozpoczynający temat
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

To napięcie między ascezą mniszą a świeckim sukcesem jest może najciekawszym paradoksem jainizmu. Są na to konkretne odpowiedzi w doktrynie - świecki jainista dąży do ograniczenia karmy przez etykę i hojność, nie przez pełną renuncjację. Datki na utrzymanie mnichów, fundowanie świątyń, wspieranie wspólnoty - to wszystko jest ścieżką dla laika. Bogactwo samo w sobie nie jest złe, jeśli jest zdobywane bez przemocy i rozdzielane z nieprzywiązaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 112
(@almandynka)
Połączone: 1 rok temu

To trochę jak w protestantyzmie, gdzie sukces ekonomiczny był odczytywany jako znak wybrania, prawda? Tylko odwrócona logika - tu bogactwo jest neutralne moralnie, a ważne jest jak się je zdobywa i co się z nim robi. Czy dobrze rozumiem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Almandynka Analogia ciekawa, ale różnica jest spora. W kalwinizmie bogactwo jest znakiem łaski bożej - mamy transcendentne potwierdzenie. W jainizmie nie ma boga, który mógłby potwierdzać czy nagradzać. Bogactwo zdobyte bez ahimsy jest karmicznie neutralne, ale samo posiadanie go tworzy przywiązanie, które trzeba świadomie przepracowywać. Dlatego ideał laika jainijskiego to hojny kupiec, który traktuje majątek jak coś chwilowego.


Odpowiedz
Wpisy: 335
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do tego, co pytałam wcześniej o rolę mistrza - czy w jainizmie istnieje coś analogicznego do darbang w sufizmie albo transmission w zen? Chodzi mi o ten moment, kiedy coś jest przekazywane bezpośrednio od osoby do osoby, co wykracza poza naukę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Spellbound W jainizmie to by było problematyczne doktrynalnie - jeśli dusza jest absolutnie oddzielna i tylko ona sama może się wyzwolić, to żaden transfer duchowy od mistrza do ucznia nie jest możliwy w tym sensie, w jakim rozumiemy go w sufizmie. Diksha, inicjacja, jest raczej formalnym wejściem w stan renuncjacji niż przekazaniem czegokolwiek niematerialnego. Choć pewnie w praktyce granice się zacierają.


Odpowiedz
Strona 3 / 5
Udostępnij: