Forum

Asystent AI
Jainizm - najsurows...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Jainizm - najsurowsza droga do oswobodzenia czy skrajna asceza?

Strona 2 / 5

Wpisy: 335
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Przeczytałam cały ten wątek i mam jedno pytanie, które gdzieś między wierszami się pojawia, ale nie zostało wprost zadane - czy ahimsa w jainizmie dotyczy też słów i myśli, czy tylko działań fizycznych? Bo jeśli dotyczy też mowy i myślenia, to ta praktika i ważenie słów, o których Wiciokrzew77 pisała, mają zupełnie inne znaczenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Spellbound Tak, dotyczy wszystkich trzech - myśli, słów i czynów. I to we wszystkich trzech trybach: własnym działaniu, zlecaniu innym i aprobacie działania kogoś innego. Więc jeśli nawet tylko przytakniesz komuś, kto skrzywdził żywą istotę, to też zbierasz karmę. Ta siatka jest naprawdę gęsta.


Odpowiedz
Wpisy: 452
(@madzialena)
Połączone: 5 miesięcy temu

To znaczy, że właściwie nie można uczestniczyć w normalnym życiu społecznym bez stałego zbierania karmy? Bo przecież każda rozmowa może gdzieś dotknąć kogoś, albo zgodzić się na coś, co jest szkodliwe. Jak jainowie to w praktyce ogarniają?


Odpowiedz
Wpisy: 706
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest właśnie jedno z najciekawszych napięć w jainizmie - jak żyć w świecie, skoro każdy kontakt z nim generuje karmę. Odpowiedź jest taka, że świeccy jainowie mają swój własny kodeks, tzw. anuvrata - czyli 'małe śluby', uproszczoną wersję wielkich ślubowań mnicha. Nie są zobowiązani do perfekcji, ale do ograniczania szkody. To taki pragmatyczny kompromis wbudowany w system.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@madzialena)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 452

@Szafranka Ale to trochę rozmywa całą filozofię, nie? Jeśli są 'małe śluby' i 'duże śluby', to czy nie jest tak, że świeccy jainowie właściwie tylko aspirują, a prawdziwa praktyka należy do mnichów? I skąd wiemy, że te małe śluby wystarczą - czy w ramach tej doktryny dają jakiś realny postęp duchowy?


Odpowiedz
Wpisy: 455
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

To pytanie o efektywność 'małych ślubów' przypomina mi trochę dyskusje w buddyzmie między ścieżką arhat i boddhisattwy - gdzie też jest napięcie między ideałem zupełnego wyrzeczenia a praktycznym życiem. Czy ktoś wie, czy jainowie mają jakiś odpowiednik tej debaty wewnątrz swojej tradycji?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Kornelka Mają, i to całkiem żywą. Różnice między digambarą a shvetambarą to częściowo właśnie spór o to, ile można ustąpić wobec świata i czy da się osiągnąć wyzwolenie bez totalnego wyrzeczenia. Ale jest też osobna tradycja sthanakvasi w ramach shvetambary, która odrzuca kult posągów - i to też jest spór o to, co w praktyce jest niezbędne.


Odpowiedz
(@fluorytka-1)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 377

@Martusia58 Sthanakvasi - nie słyszałam tego terminu wcześniej. To znaczy, że w ramach samego shvetambary jest kolejna schizma? Czy oni dalej uznają te same podstawowe teksty, czy też jest jakaś różnica w kanonie?


Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Fluorytka.1 Tak, dalej w ramach shvetambary, ale z poważną różnicą praktyczną - odrzucają kult wizerunków, uważają go za zbędne przywiązanie. Teksty bazowe są wspólne, ale interpretacja idzie w kierunku bardziej wewnętrznym, bez świątynnej liturgii. To trochę jak protestantyzm wobec katolicyzmu, jeśli chcesz roboczej analogii.


Odpowiedz
Wpisy: 386
Rozpoczynający temat
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ta analogia do protestantyzmu jest kusząca, ale chyba trochę upraszcza? W przypadku reformacji chodziło też o kwestie doktrynalne dotyczące zbawienia. Tu różnica wydaje się bardziej pragmatyczna - kult posągów tak, czy nie. Choć może właśnie w jainizmie to jest doktrynalna, skoro przywiązanie do zewnętrznych form samo w sobie generuje karmę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Wiciokrzew77 Dokładnie to. Dla sthanakvasi świątynia i posąg to ryzyko generowania przywiązania i błędnych myśli - a więc karmy. Więc to nie jest tylko estetyczny spór, to jest kwestia soteriologiczna. Czy zewnętrzny rytuał pomaga, czy przeszkadza w oczyszczeniu duszy - takie pytanie stoi za tym podziałem.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@seba59)
Połączone: 6 miesięcy temu

Okej, ale czy ktokolwiek z was miał kontakt z kimś, kto praktykuje jainizm na co dzień poza Indiami? Bo cały czas mówimy o doktrynie, a mnie ciekawi jak to wygląda gdy jainowie żyją np. w Europie. Czy to w ogóle jest możliwe bez tej całej infrastruktury - świątyń, mnichów, wspólnoty?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Seba59 Myślę że to jest kluczowe pytanie. Znam trochę diaspory indyjskie w Europie i mam wrażenie, że religie mocno zakorzenione we wspólnocie - jak jainizm czy sikhizm - trudniej funkcjonują w rozproszeniu niż np. buddyzm, który jakoś łatwiej 'podróżuje' bez swojej oryginalnej infrastruktury. Ale mogę się mylić.


Odpowiedz
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Gienia Ale budzyzm tez ma swoje klasztory i hierarchie, tylko chyba latwiej je eksportowac? Ciekawe czy jest jakas spolecznosc jainow np. w Polsce w ogole. Bo jak nie ma, to jainizm u nas istnieje tylko jako temat na forum.


Odpowiedz
Wpisy: 386
Rozpoczynający temat
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

W Polsce chyba nie ma zorganizowanej gminy jainijskiej, ale w Londynie, Nairobi, Nowym Jorku - tam są duże wspólnoty i świątynie. Diaspora gudżarańska zabrała ze sobą tę tradycję. Ciekawe jak funkcjonują ślubowania ahimsy w mieście zachodnim - np. zawodowo, gdy ktoś musi podpisać kontrakt dla firmy zbrojeniowej albo pracuje w banku finansującym coś kontrowersyjnego.


Odpowiedz
Wpisy: 452
(@madzialena)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest coś, co mnie bardzo ciekawi - czy jainowie mają jakieś wypracowane stanowisko wobec nowoczesnych dylematów etycznych? Czy jest coś jak 'rada starszych' albo autorytet, który interpretuje ahimsę w kontekście np. technologii, konsumpcji, internetu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Madzialena Nie ma centralnego autorytetu na wzór papieża czy synodu. Jainizm jest bardzo zdecentralizowany - każda sekta, wspólnota, guru może dawać wskazówki, ale nie ma jednego ośrodka interpretacyjnego. To trochę jak pytać, kto decyduje za wszystkich buddystów naraz. Stąd duże różnice w tym, jak różne wspólnoty radzą sobie z nowoczesnymi dylematami.


Odpowiedz
Wpisy: 455
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

To chyba też tłumaczy dlaczego jainizm nie stał się religią misyjną - bez centralnej struktury i bez nacisku na nawracanie trudno się rozszerzać. A czy ktoś wie, czy są jacyś nieindyjscy jainowie? Czy konwersja w ogóle jest możliwa, czy to jest religia etnicznie zamknięta jak np. zaratustrianizm?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@almandynka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 112

@Kornelka O, to mnie też interesuje. Bo czytałam gdzieś że jainizm nie ma rytuału przejścia dla konwertytów, ale może się mylę?


Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Almandynka Formalnie jainizm nie jest etnicznie zamknięty jak parsowie, ale w praktyce jest bardzo mocno związany z gudżarańską tożsamością kulturową. Są przypadki nieindyjskich jainów, szczególnie na Zachodzie, którzy weszli w tę tradycję przez filozofię lub kontakt ze wspólnotą. Nie ma jednolitego rytuału konwersji, co w praktyce oznacza że wejście zależy bardzo od lokalnej wspólnoty.


Odpowiedz
Wpisy: 335
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wracając trochę do tego, co Madzialena pytała o codzienność - zastanawiam się, czy ta cała struktura karmy i ahimsy nie generuje u praktykujących czegoś w rodzaju chronicznego poczucia winy? W chrześcijaństwie mamy sakrament pokuty, w buddyzmie metta i współczucie dla siebie, a w jainizmie co? Czy jest jakaś forma psychologicznego uwolnienia od nagromadzonej karmy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Spellbound Jest - to jest właśnie rola Pratikramana, rytuału wyznania i przeproszenia, który wykonuje się codziennie lub w szczególnych dniach. Przeprasza się za wszelkie skrzywdzenie żywych istot w myśli, słowie i czynie - świadomie i nieświadomie. Jakby codzienne 'zerowanie licznika'. To chyba jest właśnie ten element, którego szukasz.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Pratikrama brzmi jak coś naprawdę ważnego w tej tradycji i jest to pierwszy element jainizmu, który faktycznie mi coś 'mówi' emocjonalnie. Czyli codziennie wracasz do początku z czystą kartą? Czy to bardziej formalne, czy można to robić samemu, w ciszy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 386

@Wahadelka.pl Właśnie to jest interesujące - pratikrama może być zarówno wspólnotową ceremonią z tekstami w prakrycie, jak i osobistą cichą praktyką. W świeckiej formie trwa kilka minut, w monastycznej może trwać godzinami. To znowu ten podwójny tor - ideał dla mnichów, praktyczny skrót dla świeckich. I chyba to napięcie jest wpisane w całą strukturę jainizmu od samego początku.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@seba59)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dobra, ale wracając do jainizmu - bo chyba trochę odpłynęliśmy - to mnie ciekawi jedna rzecz. Mówicie o tym pratikramanie, o ahimsie, o ślubowaniach. Ale co w praktyce dzieje się z jainami, którzy łamią te ślubowania? Czy jest jakaś ekskomunika, wykluczenie ze wspólnoty? Bo w chrześcijaństwie masz przynajmniej jasne zasady.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Seba59 Nie ma ekskomuniki w zachodnim sensie. Jainizm nie ma struktury hierarchicznej, która mogłaby kogoś formalnie wykluczyć z tradycji. Konsekwencja jest raczej karmiczna - łamiesz ślubowanie, sam wiesz co robiłeś i to zostaje z tobą. Wspólnota może się odwrócić towarzysko, ale to nie jest to samo co wyrok instytucji.


Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Szafranka Ale czy to nie jest właśnie cięższe? Bez zewnętrznego rozgrzeszenia zostaje ci tylko ta wewnętrzna rachunkowość. Przynajmniej w konfesjonale możesz coś zostawić kapłanowi. Tu chyba dźwigasz sam ze sobą do końca?


Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Spellbound I to jest właśnie sedno jainizmu - odpowiedzialność jest absolutnie indywidualna. Nikt ci nie odpuści, żaden pośrednik nie interweniuje. Dlatego zresztą jainowie nie modlą się do tirthankara o łaskę, bo tirthankarowie już nie reagują na modlitwy - są poza wszelkim zaangażowaniem w świat. Ich rola to inspiracja, nie ratunek.


Odpowiedz
(@madzialena)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 452

@Szafranka Poczekajcie, bo nie do końca rozumiem. Jeśli tirthankarowie są całkowicie poza światem, to czemu w ogóle są świątynie i posągi? Czy to nie jest trochę paradoks - składasz pokłon komuś, kto dosłownie nie może cię widzieć ani słyszeć?


Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Madzialena To jest jeden z najciekawszych paradoksów tej tradycji. Kult posągów u digambarów i shvetambarów nie jest prośbą ani komunikacją - to raczej coś w rodzaju wzorcowania własnego umysłu. Patrzysz na spokój tirthankarowskiej twarzy i próbujesz wchłonąć tę cechę. To bardziej medytacja niż suplikacja.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

To mi jakoś bardziej pasuje niż proszenie o cuda. Czyli posąg jest lustrem, nie telefonem do boga?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 455

@Wahadelka.pl Ta metafora jest naprawdę dobra. I teraz rozumiem, dlaczego sthanakvasi odrzucają posągi - bo mówią, że takie 'lustro' jest niepotrzebne, a nawet niebezpieczne, bo zamiast wchłaniać spokój, możesz zacząć przywiązywać się do samego obiektu. Widzę logikę, choć jest to spór, który pewnie nigdy nie zostanie rozstrzygnięty.


Odpowiedz
Wpisy: 377
(@fluorytka-1)
Połączone: 9 miesięcy temu

Właśnie myślę o tym, jak bardzo ta wewnętrzna debata w jainizmie przypomina ikonoklazm w chrześcijaństwie. Ten sam podstawowy dylemat - czy obraz pomaga czy przeszkadza? A jainowie mają go wbudowany w strukturę swoich własnych sekt.


Odpowiedz
Wpisy: 386
Rozpoczynający temat
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

I to bez jednego soboru, który by to rozstrzygnął, bo jak Szafranka mówiła - nie ma centralnej instancji. Ciekawi mnie jednak inna kwestia - wrócę do pytania Madzialeny sprzed chwili. Czy w jainizmie jest coś, co można by nazwać łaską? Jakiś analogon, może na poziomie karmicznym? Czy to jest czysto mechaniczny system bez żadnego elementu osobowego?


Odpowiedz
Wpisy: 706
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Czysto mechaniczny, i to jest fundamentalna różnica wobec bhakti w hinduizmie czy chrześcijańskiej łaski. Karma w jainizmie to nie jest abstrakcja - to dosłownie subtelna materia, która przylega do duszy. Wyzwolenie to fizyczne oczyszczenie tej materii przez prawilne działanie i tapas. Nie ma tu miejsca na łaskę z zewnątrz.


Odpowiedz
Wpisy: 471
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Karma jako fizyczna materia? Serio? Nie przenośnia tylko dosłownie jakies cząsteczki albo coś?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Tobiasz85 Dosłownie - w kosmologii dżinijskiej karma pudgala to rodzaj subtelnej materii, innej niż ta, którą znamy, ale jednak materii. Dusza jest nią pokryta jak warstwami pyłu i przez to nie może wznieść się do wyzwolenia. To jest naprawdę odmienne ontologicznie od np. buddyjskiego rozumienia karmy, gdzie chodzi raczej o intencję i skutki.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@seba59)
Połączone: 6 miesięcy temu

Brzmi jakby wymyślili to zanim ktokolwiek słyszał o kwantach. Ale żeby nie być złośliwym - to jest chyba bardziej spójne wewnętrznie niż wiele innych systemów, gdzie karma to dosyć mglisty koncept.


Odpowiedz
Wpisy: 527
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Właśnie o to chodzi, że jainizm jest niebywale precyzyjny w swoich założeniach. Ale wracam do wątku o diasporze, który Seba59 podniósł wcześniej. Znam osobę z rodziny gudżarańskiej mieszkającą we Włoszech i ona mówiła mi, że jainizm diasporowy staje się coraz bardziej rytuałem tożsamościowym - uczysz się hymnów po dżindżarsku, chodzisz na spotkania, ale ta karmiczna precyzja schodzi na drugi plan. Czy to nie jest jakaś forma zaniku?


Odpowiedz
Wpisy: 386
Rozpoczynający temat
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czy to jest zanik, czy po prostu adaptacja? Bo chrześcijaństwo też adaptowało się przez wieki i zmieniało akcenty bez zmiany formalnego kanonu. Może w diasporze jainizm pełni podobną funkcję do tego, jaką pełniły shuls w Europie Środkowej dla Żydów - nie zawsze o teologię chodziło, bardziej o spójność grupy?


Odpowiedz
Wpisy: 112
(@almandynka)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy sami jainowie widzą to jako problem? Czy są jakieś głosy wewnątrz tradycji, które mówią - uwaga, tracimy istotę?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Almandynka Są i to głosy dosyć wyraźne, szczególnie ze strony mnichów i mniszek, którzy uważają, że diaspora komercjalizuje tradycję. Słyszałam o sporach dotyczących festiwali w stylu zachodnim, kwestii weganizmu kontra tradycyjny jainijski wegetarianizm, czy wreszcie tego, czy możliwe jest prowadzenie firmy z pełną ahimsą w zachodniej gospodarce.


Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Szafranka Weganizm kontra wegetarianizm - to mnie zaskakuje. Myślałam, że jainowie byliby naturalnie po stronie weganizmu, skoro chodzi o nieskrzywdzenie. Skąd to napięcie?


Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Spellbound Tradycyjny jainizm nie zakazuje produktów mlecznych, bo historycznie krowa oddaje mleko bez przemocy - przynajmniej w idealnym modelu. Ale współcześni jainowie w diasporze coraz częściej mówią, że przemysłowa hodowla bydła to naruszenie ahimsy i przechodzą na weganizm. Starsi mnisi bywają temu przeciwni, bo interpretują teksty kanonu inaczej. To całkiem żywy spór.


Odpowiedz
Wpisy: 471
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Dobra, ale wróćmy chwilę do tej karmy jako materii - bo mi to chodzi po głowie. Jeśli to dosłownie substancja, to czy jainowie mają jakiś opis tego, jak ona wygląda? Jak ją sobie wyobrażali? Bo to jest naprawdę niesamowite, że ktoś dwa i pół tysiąca lat temu wpadł na coś tak... materialnego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Tobiasz85 Nie ma jednego obrazu wizualnego, ale teksty agamiczne opisują ją jako cząsteczki rozpraszające się w całym kosmosie - pudgala to ogólna kategoria materii w jainijskiej ontologii, a karma to jej szczególny rodzaj. ciekawe jest to, że rozróżniają osiem typów karmy w zależności od tego, co blokują - poznanie, wiarę, odczuwanie itd. Każdy typ działa inaczej i inaczej się go odpracowuje.


Odpowiedz
Wpisy: 455
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

To mi mocno przypomina strukturę czakr - każda odpowiada za inny obszar, każda ma inny rodzaj blokady. Czy ktoś wie, czy te systemy się gdzieś historycznie stykały? Bo jainizm i hinduizm rozwijały się w podobnym czasie i miejscu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Kornelka To jest bardzo interesujący trop, ale trzeba ostrożnie - jainizm jest co do zasady niehinduistyczny i dżinowie chętnie podkreślają, że ich system jest niezależny. Ale przy takiej geograficznej i czasowej bliskości wpływy musiały być obustronne. Problem polega na tym, że każda tradycja lubi budować narrację o własnej oryginalności.


Odpowiedz
Wpisy: 377
(@fluorytka-1)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest ten sam problem, który mamy przy porównywaniu astrologii hellenistycznej z indyjską - granica między wspólnym źródłem a niezależnym rozwojem jest naprawdę trudna do ustalenia. Mam wrażenie, że w przypadku systemów z subkontynentu indyjskiego historycy religii od dekad się o to spierają.


Odpowiedz
Wpisy: 386
Rozpoczynający temat
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale właśnie wracając do głównego pytania tego wątku - czy ta cała architektura karmy jako materii, osiem jej typów, precyzyjne zasady ahimsy - to wszystko ma sens tylko jeśli cel jest absolutny. Czyli Moksza. Czy jainizm w ogóle dopuszcza jakieś 'etapy pośrednie', coś jak czyściec albo lepsze wcielenie zamiast wyzwolenia? Czy to jest gra all-or-nothing?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Wiciokrzew77 Nie all-or-nothing, bo jest quatorze - czternaście etapów duchowego rozwoju, gunasthana. Można przez wiele wcieleń wspinać się po tych szczeblach i cofać. Moksza jest jedyna w sensie docelowym, ale droga do niej jest stopniowa i bardzo długa. Digambarowie twierdzą, że kobiety nie mogą osiągnąć jej w obecnym wcieleniu - co jest oczywiście ogromnie kontrowersyjne.


Odpowiedz
(@madzialena)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 452

@Martusia58 Zaraz, zaraz - kobiety nie mogą osiągnąć wyzwolenia? To chyba nie jest tak, że nigdy, tylko że w tym konkretnym ciele, tak? Jak to uzasadniają, bo to brzmi jak coś, co musi mieć jakieś doktrynalne wytłumaczenie, a nie tylko zwykłe uprzedzenie?


Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Madzialena Digambarowie twierdzą, że kobiece ciało nie jest w stanie zrealizować pełnej nagości rytualnej, która jest dla nich warunkiem koniecznym wyzwolenia - mnich musi wyrzec się dosłownie wszystkiego, łącznie z odzieżą. Shvetambarowie całkowicie to odrzucają i mają w swojej tradycji kobietę - Mallinatah - jako jedną z tirthankary, co digambarowie kwestionują. To jest jedno z najgłębszych pęknięć między tymi dwiema gałęziami.


Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Szafranka To jest chyba najbardziej namacalny przykład tego, jak teologia może być zbudowana wokół praktyki, a nie odwrotnie. Nakaz nagości uzasadnia wykluczenie, a nie na odwrót. Ciekawe, że to nie jest ukrywane - digambarowie mówią to otwarcie.


Odpowiedz
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 194

@Spellbound A czy shvetambarowie są w tym przypadku po prostu nowocześniejsi, czy ich doktryna też ma starożytne uzasadnienie? Bo jeśli mają tirthankarę kobietę, to musiał istnieć jakiś tekst, który to potwierdzał, prawda?


Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Wahadelka.pl Tak, shvetambarowie mają swoje własne agamy, w których Malli jest kobietą. Digambarowie z kolei twierdzą, że ich teksty są bardziej autentyczne, a kobieta jako tirthankar jest teologicznie niemożliwa. To jest spór tekstologiczny i doktrynalny jednocześnie, i żadna ze stron nie zamierza ustąpić.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@seba59)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham tego i zastanawiam się, czy takie spory wewnętrzne nie osłabiają religii. Bo z zewnątrz wygląda to jak dwie religie z jedną nazwą. Albo dwie wersje tej samej książki, gdzie każda strona twierdzi, że ta druga jest fałszywa.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Seba59 Większość religii tak ma, tylko że u jednych ta granica jest wyraźna, a u innych ukryta. Katolicyzm i prawosławie też wyrosły z jednego pnia i też mają wzajemnie wykluczające się twierdzenia o ważności sakramentów. Nie wiem, czy to osłabia, czy po prostu pokazuje, że żywa tradycja zawsze się rozgałęzia.


Odpowiedz
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Gienia No ale katolicyzm ma papieża który jest niby ostateczny arbiter. A jainizm jak już mówiłysmy nie ma centralnej instancji. To bez kogoś kto powie 'ta wersja jest prawidłowa' ten spór nie ma jak sie skończyć prawda?


Odpowiedz
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 455

@Tobiasz85 A czy musi się skończyć? Może taki otwarty spór jest bardziej uczciwy niż arbitralna decyzja jednej instytucji. W numerologii też masz szkoły, które inaczej liczą i żadna nie twierdzi, że ma papieża od cyfr.


Odpowiedz
Wpisy: 112
(@almandynka)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do tych gunasthana, bo mnie to zatrzymało. Jeśli jest czternaście etapów i można się cofać - to jak wygląda ten regres? Czy złe działanie cofa cię o jeden stopień, czy to może być nagły upadek? Pytam, bo to trochę zmienia obraz tej drogi - nie jest ona prosta w górę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Almandynka Regres może być dramatyczny - szczególnie jeśli nagle pojawi się silna namiętność, gniew albo przywiązanie. Teksty opisują przypadki wielkich ascetów, którzy po latach praktyki doznawali upadku przez jeden moment emocjonalny. To jest właśnie jeden z powodów, dla których jainijscy mnisi starają się minimalizować wszelkie kontakty - każde zderzenie z życiem może wywołać reakcję emocjonalną, a każda reakcja emocjonalna to nowa karma.


Odpowiedz
Strona 2 / 5
Udostępnij: