Ale czekajcie - mowiliscie ze karma w jainizmie to jest cos fizycznego, jakby materia. Czy to znaczy ze jak jesz miesno to dosłownie wciągasz do siebie jakies cząstki karmy? Bo to brzmi zupelnie inaczej niz np. w hinduizmie.
I to właśnie mnie w tym najbardziej uderza - to jest system, który usuwa wszelką metaforę. Karma jest materią, dusza jest zabrudzonym kryształem, wyzwolenie to dosłowne oderwanie ostatniej warstwy. Nie wiem czy to upraszcza, czy komplikuje rozumienie, ale jest w tym jakaś brutalna konkretnisć.
Słucham tego i mam wrażenie, że to musi prowadzić do rodzaju obsesyjnego skupienia na każdym drobnym geście. Czy to nie jest psychologicznie wyczerpujące? Zakładam, że to może być coś zbliżonego do skrupulatności w pewnych nurtach chrześcijańskich, gdzie każdy grzech musi być rozliczony.
To jest bardzo trafne porównanie z chrześcijańską skrupulatnością. Sama się nad tym zastanawiałam - czy jainizm nie generuje permanentnego poczucia winy albo lęku? Bo z zewnątrz wygląda jak system, który czyni cię winnym za samo istnienie. Chodziłaś dzisiaj po trawie? Karma. Ugotowałaś coś na ogniu? Karma. Jak to się przeżywa od środka?
Czytałam kilka relacji ludzi, którzy wyrastali w jainijskich rodzinach, i paradoksalnie opisują to inaczej - nie jako lęk, ale jako trening uważności. Wiedzą, że nie da się żyć bez generowania jakiejś karmy, więc celem jest minimalizacja, nie perfekcja. Pewien jainijski nauczyciel podobno powiedział, że jeśli żyjesz ze strachem, to strach sam w sobie generuje złą karmę przez negatywną emocję.
A co z wegetarianizmem - bo jainizm idzie chyba dalej niż hinduizm w tej kwestii? Słyszałem że nie jedzą też pewnych warzyw.
To jest poziom szczegółowości, który mnie naprawdę zaskakuje. Czy są jakieś badania albo opisy, jak długo trwa przyswojenie tych zasad jako czegoś normalnego? Bo z zewnątrz to wygląda jak niekończąca się lista zakazów, ale pewnie jak się w tym wychowuje, to jest po prostu codzienność.
Zastanawiam się nad jedną rzeczą - jainizm w Indiach jest religią sporej części warstwy kupieckiej i handlowej. To jest paradoks, bo asceza i wyrzeczenie się dóbr trudno pogodzić z prowadzeniem interesów. Jak oni to rozwiązują?
Jest interpretacja, która to próbuje pogodzić - handel i rzemiosło były historycznie uznawane za zawody mniej szkodliwe niż rolnictwo, bo nie wymagają bezpośredniego zabijania zwierząt ani orania ziemi. Ale w praktyce to oczywiście napięcie nie znika. Zamożność jest z jednej strony sprzeczna z nieprzywiązaniem, z drugiej pozwala finansować świątynie i mnichów. Więc laik może być bogaty, jeśli używa bogactwa właściwie - to trochę jak protestancki model akumulacji z poczuciem odpowiedzialności moralnej, tylko w innym opakowaniu.
Ale to brzmi jak mechanizm, który można nadużywać. Czyli bogacę się przez całe życie, a potem daję na świątynię i wychodzę na czysto? To trochę jak odpusty w średniowiecznym katolicyzmie - kupujesz sobie zbawienie.
To jest coś, nad czym siedziałam dość długo próbując to zrozumieć. Bo z jednej strony to brzmi jak straszna samotność, a z drugiej - może to jest ostateczna forma odpowiedzialności za siebie? Żadne bóstwo nie przyjdzie i nie wyratuje cię z twojej własnej karmy. Wszystko, co zrobiłeś, zostaje z tobą i tylko ty możesz to odmienić.
A czy w jainizmie jest coś w rodzaju spowiedzi albo praktyki wyznawania win? Bo skoro emocje też generują karmę, to ciekawe czy jest jakiś rytuał oczyszczenia - nie wobec boga, ale może wobec wspólnoty?
Paryushana - coś o tym słyszałam, ale nie wiedziałam czym dokładnie jest. Czy to jest post? Bo kojarzę, że jainizm ma jakieś ekstremalne formy postu.
Wszystkich istot - to znaczy że ktoś przeprasza dosłownie robaki i mrówki które nadepnął przez cały rok?
Okej to ja musze zapytac - czy jest jakis zwiazek miedzy jainizmem a buddyzmem, bo te idee sa dość podobne? Ahimsa, karma, wyzwolenie ze swiata cierpienia... To chyba nie przypadek?
