No mówiła że jak koń był bardzo przywiązany do gospodarza to po śmierci tego konia czasem słyszało się rżenie albo stukot kopyt na podwórku. I że to normalne, że koń po prostu jeszcze nie wie że ma odejść. Mówili na to 'stary bawi się' - jakby do tego konia mówili pieszczotliwie. Nikomu to nie przeszkadzało.
To co napisała Bernadetka brzmi jak klasyczne zjawisko które opisuje się w kontekście duchów - obecność która nie wie że jest martwa albo nie chce odejść. Ale tu chodzi o konia! Nigdy nie myślałam że takie doświadczenia mogą dotyczyć zwierząt. Czy ktoś miał coś podobnego osobiście?
Muszę powiedzieć że właśnie coś takiego miałam po śmierci mojego psa. Nie chcę żeby ktoś pomyślał że to fanaberia, ale przez kilka tygodni słyszałam jego pazury na parkiecie. W tym samym rytmie co chodził. I czułam że leży przy moich nogach wieczorami. Psychiatra by pewnie powiedział że to żałoba i złudzenia. Ale po przeczytaniu tego wątku zastanawiam się inaczej.
Orlikowa, takich relacji jest bardzo dużo i nie tylko od ludzi 'podatnych na sugestię'. Są badania nad żałobą po zwierzętach, które dokumentują dokładnie te same doświadczenia - słyszenie, czucie obecności, widzenie. Nauka nazywa to halucynacjami żałobnymi i mówi że są normalną częścią procesu. Ale pytanie czy to WYCZERPUJE wyjaśnienie - to już zupełnie inna sprawa.
Może właściwe pytanie to nie 'czy dusza istnieje' ale 'co te doświadczenia nam mówią o relacji między żywymi a umarłymi'. Bo zarówno w tradycjach szamańskich jak i w sintoizmie nie zaczyna się od metafizycznej definicji duszy - zaczyna się od relacji i od tego jak ta relacja trwa lub nie trwa po śmierci. Teoria jest wtórna wobec doświadczenia.
To co powiedział Anastazy wcześniej o rozróżnieniu między posiadaniem duszy a losem tej duszy po śmierci - i co teraz Zenith dorzuca o relacji zamiast metafizyki - to może być klucz do całej tej rozmowy. Bo może te tradycje które 'nie definiują duszy' wcale nie są mniej rozwinięte. Może po prostu zadają inne pytanie. Nie 'czym jest dusza zwierzęcia' ale 'co mi po śmierci zwierzęcia pozostaje i co ja temu zwierzęciu jestem winien'.
Zdecydowanie przychodziła sama. Ja nawet nie chciałam tego czuć, bo mnie to trochę przerażało. Ale właśnie ta nieoczekiwaność sprawiała że wierzyłam że to nie wyobraźnia. Jak siedziałam i myślałam o czymś zupełnie innym i nagle czułam ten ciężar przy nodze - to było bardzo konkretne. Nie mam żadnego wyjaśnienia.
Wąż domowy! Moja babcia też o tym mówiła, że nie wolno zabijać węża który żyje przy domu bo to przyniesie nieszczęście. Ale nigdy nie myślałam o tym w kategoriach duszy. To znaczy że ten wąż miał jakiś szczególny status, tak? Nie był zwykłym zwierzęciem?
Nigdy nie słyszałam o wężu domowym jako duszy przodka, to jest nowe. Ale właśnie dlatego mi się podoba ta rozmowa - bo okazuje się że w tych wierzeniach ludowych granica między duszą zwierzęcia a duszą człowieka była chyba znacznie bardziej płynna niż w teologii. Przodek wraca jako wąż, koń jeszcze chodzi po podwórku, pies kładzie się przy nodze...
To co Czarodka powiedziała o partnerze - to mi się bardzo zgadza z tym co czuję w pracy z energią. Nie wiem jak to nazwać tradycyjnie, ale mam wrażenie że pewne zwierzęta nie są 'pod nami' duchowo. Są obok. I może właśnie dlatego ich śmierć boli tak bardzo i zostawia tę obecność o której mówiła Orlikowa - bo coś realnego się urywa, a nie tylko nasze uczucia.
To 'obok' które Majka wprowadziła jest zresztą obecne w wielu tradycjach, choć różnie się je nazywa. W szamanizmie tunguskim zwierzęta pomocnicze szamana nie są mu podporządkowane - są sojusznikami. Szaman nie rozkazuje duchowi niedźwiedzia, on negocjuje, prosi, oddaje przysługi. To relacja między równymi, tyle że różnymi. I właśnie ta równość przy jednoczesnej różnicy sugeruje że dusza zwierzęcia nie jest 'mniejsza' - jest po prostu inna w swoim kształcie i celach.
Ja nie znam teologii franciszkańskiej, ale pamiętam że moja babcia - a była praktykującą katoliczką - nigdy nie wątpiła że jej pies ją w niebie czeka. I uważała to za oczywiste. Więc ta teologia Tomasza jakoś nie dotarła do ludzi, albo dotarła i została odrzucona.
To jest ciekawe co Bernadetka mówi, bo to znaczy że wiara ludowa szła inaczej niż oficjalna doktryna. Tak samo jak z tym wężem domowym - teologia by pewnie powiedziała że to zabobon, ale babcie wiedziały swoje.
Mam pytanie do Pustelnika albo Czarodki - czy w tradycjach które mówią że dusza zwierzęcia jest równorzędna, jest też coś o tym co się z nią dzieje po śmierci? Bo rozmawiamy dużo o tym że jest, że trwa, że bywa z nami - ale dokąd w końcu odchodzi?
Orlikowa, wydaje mi sie ze to rozróznienie istniało dlatego ze dla inuitów polowanie to byl srodek do zycia, a nie relacja osobista jak z psem. Psy mialy inny status - byly partnerami w pracy i zyciu. Moze ta tradycja miala inne zasady dla nich? Nie wiem tylko czy jest cos na ten temat zapisanego.
A wracając do słowiańskich - mam wrażenie że u nas w ogóle nie było filozoficznego systemu 'dokąd trafia dusza'. Był Nav jako kraina umarłych, ale czy zwierzęta tam trafiały - tego nie wiem. Czy ktoś się z tym spotkał w źródłach?
Dobra ale mam bardziej praktyczne pytanie - jeśli duch zwierzęcia może zostać przy nas i jeśli może być uwięziony przez naszą żałobę jak Pustelnik wcześniej mówił, to jak wiadomo czy duch który przy nas jest to jest ten nasz zwierzak, czy coś zupełnie innego? Czy jest jakiś sposób żeby to rozróżnić?
Myślę że to pytanie zakłada że te dwie rzeczy są rozłączne. A co jeśli nie są? W wielu tradycjach - i tybetańskiej, i w pewnych nurtach gnozy - nie ma ostrej granicy między 'zewnętrznym duchem' a 'wewnętrznym obrazem'. Projekcja nie znaczy że coś nie istnieje. Znaczy tylko że to co istnieje potrzebuje nas żeby się zamanifestować. To znowu wychodzi to co Pustelnik mówił o relacji jako warunku objawienia.
Czytam ten wątek od dawna i pierwszy raz piszę, bo ta ostatnia myśl Czarodki mnie zatrzymała. Że projekcja nie znaczy że coś nie istnieje. Bo ja właśnie tak czuję z moim kotem który odszedł rok temu - nie wiem czy go czuję naprawdę, ale to uczucie jest tak realne że nie umiem go nazwać tylko wyobraźnią. I ta myśl że może to nie jest wybór między 'prawdziwy duch' a 'moja wyobraźnia' - to mi przynosi jakąś ulgę.
To co napisała Czarodka - że projekcja nie znaczy że coś nie istnieje - siedzi mi w głowie. Bo przez rok od śmierci kota czułam że go przepędzam od siebie, bo mówiłam sobie 'to tylko wyobraźnia'. A może właśnie tym go trzymałam dalej od spokoju? Nie wiem jak to powiedzieć inaczej.
Ja próbowałam czegoś takiego po śmierci psa. Usiadłam, powiedziałam na głos że może iść, że dam sobie radę. Nie wiem czy to był rytuał czy nie, ale tej nocy po raz pierwszy spałam spokojnie od tygodnia. Znaczy to cokolwiek?
Słuchajcie, ja rozumiem że to jest piękne i wzruszające, ale wróćmy na chwilę do pytania Michalinki z wcześniej - dokąd te dusze w końcu trafiają? Bo mam wrażenie że krążymy wokół tego bez odpowiedzi. Czy któraś tradycja mówi to wprost?
A mnie zastanawia jedno - mówimy o tradycjach nordyckich, tybetańskich, inuickich, ale nikt jakoś nie wrócił do Słowian po tej kwestii Dominisi. Czy naprawdę nie ma żadnych tropów co z duszami zwierząt w Nav?
to jest dla mnie nowe - ze karmiono tez zwierzęta przy zaduszkach. gdzies to jest udokumentowane czy to jest taka rekonstrukcja? pytam bo chce wiedziec na ile to pewne, nie podważam
A czy ta tradycja karmienia przy zaduszkach dotyczyła tylko udomowionych zwierząt, czy też dzikich? Bo jeśli tylko tych domowych, to może chodziło nie o 'duszę zwierzęcia' jako taką, tylko o więź którą miały z konkretnym gospodarstwem? Trochę jak z tym powiązaniem nordyckim.
Michalinka zadała właśnie pytanie które mnie bardzo uderzyło. Bo może kryterium nie jest gatunek ani poziom świadomości, tylko relacja? Że dusza nie jest własnością zwierzęcia samego w sobie, tylko czymś co powstaje w kontakcie - między człowiekiem a zwierzęciem? I dlatego pies ma 'więcej duszy' niż wróbel nie dlatego że jest mądrzejszy, tylko że z kimś żył?
Orlikowa, to jest bardzo ładna myśl, ale trochę smutna. Bo co wtedy z dzikimi zwierzętami które nikogo nie znały? Z wilkiem w lesie, z krową zabijaną w rzeźni bez żadnej relacji? One by miały mniej wartą duszę tylko dlatego że nikt ich nie pokochał?
