Dobra, po prostu powiem wprost - mam wrażenie że ta dyskusja zaczęła się od konkretnego pytania o dusze zwierząt, a teraz dryfujemy między animizmem, etyką, zaduszkami i relacjami. Czy ktoś może zebrać w jednym miejscu co faktycznie różne tradycje mówią wprost? Bo gubię się.
Mnie cały czas nurtuje ta hinduska reinkarnacja bo jeśli zwierzę ma duszę która się odradza, to czy może się odrodzić jako człowiek? Czy jest jakiś kierunek w tej wędrówce? Pytam bo wydaje mi się że gdzieś czytałam że w hinduizmie jest hierarchia form i nie zawsze idzie 'w górę'.
Mnie uderza że hinduizm i nordycka mitologia idą w zupełnie różne strony ale obie traktują dusze zwierząt poważnie. W nordyckiej nie ma reinkarnacji w tym sensie - tam Sleipnir jest Sleipnirem na zawsze, ma tożsamość własną. Żadnej hierarchii form. Czy ktoś zna jeszcze inne systemy gdzie zwierzę ma duszę trwałą, nie przelotną?
To co mówi Dominisia mi się skojarzyło z czymś - czy w tradycjach inuickich jest podobnie? Bo pamiętam że wcześniej ktoś o tym wspominał ale nie rozwinęliśmy tego wątku.
Dobra, to mam nowe pytanie - skoro mamy tyle systemów gdzie dusza zwierzęcia jest realna i działa w jakiś sposób, to co ze zwierzętami które ludzie jedzą masowo, bez żadnych rytuałów? W świetle tych tradycji to powinno mieć jakieś skutki, nie?
moze wlasnie dlatego w tych tradycjach nie ma odpowiedzi na to pytanie - bo byl budowany dla innego swiata. ale to nie znaczy ze koncepcja duszy zwierzecia sie nie broni, tylko ze jej zastosowanie do dzisiejszych realiow wymaga wlasnego przemyslenia
Znam jedną osobę która jest ze środowiska rodzimowierczego i ona mówi że każdorazowo przed posiłkiem mięsnym robi krótkie podziękowanie - nie modlitwę w sensie religijnym, ale intencję. Mówi że to nie jest magiczne zaklęcie tylko próba utrzymania tej świadomości że coś żyło. Nie wiem czy to 'wystarczy' w świetle którejś tradycji, ale coś mi w tym gra.
Słucham całej tej rozmowy od dawna i mam jedno proste pytanie które mnie prześladuje - jeśli pies czy kot umiera, to gdzie jego dusza idzie według tradycji słowiańskiej? Pustelnik mówił o zaduszkach ale to nie jest odpowiedź na to gdzie. Nav, raj, coś pomiędzy?
Pustelnik powiedział coś ważnego - 'milczenie źródeł'. I zastanawiam się czy to milczenie nie jest samo w sobie informacją. Może dla dawnych Słowian granica między duszą ludzką a zwierzęcą była mniej sztywna niż my dzisiaj zakładamy szukając konkretnego systemu? Może dlatego nie czuli potrzeby opisywania tego osobno.
To co Orlikowa68 napisała na końcu naprawdę mnie zatrzymało - że milczenie źródeł może być informacją. Ale chcę dopytać, bo nie jestem pewna czy dobrze to czytam. Czy mówisz że Słowianie może po prostu nie odróżniali duszy ludzkiej od zwierzęcej na poziomie koncepcyjnym? Że to my teraz nakładamy tę siatkę rozróżnień, a oni jej nie potrzebowali?
To jest jedna z możliwości i uważam ją za poważną. Mamy kilka tropów pośrednich - totemizm rodowy, kult zwierząt opiekuńczych, bajki w których zwierzę mówi ludzkim głosem i ma pełną podmiotowość - ale żadnego tekstu który wprost mówi 'dusza psa idzie tam, dusza człowieka idzie tam'. Może dlatego że pytanie się po prostu nie pojawiało w tej formie. W świecie gdzie niedźwiedź to twój przodek, pytanie 'czy niedźwiedź ma duszę' nie ma sensu. Oczywiste.
To mnie zastanawia właśnie w kontekście tego co Dominisia mówiła o szamanizmie syberyjskim. Bo tam nie ma problemu z dowodami - żywa tradycja, nagrani szamani, etnografowie siedzieli tam przez dekady. I tam odpowiedź na pytanie o duszę zwierzęcia jest bardzo konkretna. Może warto porównać z jakimś żywym systemem zamiast rekonstruować martwy?
Połączenie syberyjsko-słowiańskie jest prawdopodobne ale to droga przez stepy i tam byli pośrednicy - ludy tureckie, mongolskie, ugrofińskie. Ajnu których ktoś wcześniej wspominał to zupełnie osobna gałąź. Pytanie nie brzmi czy był kontakt, tylko co z niego zostało w słowiańskiej warstwie wierzeń, a to bardzo trudno wyodrębnić.
Wracam do wątku który trochę urwał się wcześniej, bo wydaje mi się ważny. Bernadetka66 mówiła o tej osobie ze środowiska rodzimowierczego która robi intencję przed posiłkiem mięsnym. To brzmi jakby ktoś próbował zbudować swój własny rytuał w odpowiedzi na brak gotowej tradycji. Mam pytanie do Bernadetki66 - czy ta osoba mówi że to jej wystarcza, że coś z tego czuje, czy robi to bardziej z poczucia powinności?
Poczekajcie - Pustelnik powiedział że Tomasz z Akwinu uznawał 'duszę zmysłową' u zwierząt. Czy to znaczy że oficjalnie, teologicznie, Kościół catholicki uznawał jakąś formę duszy u zwierząt i po prostu stwierdził że jest śmiertelna? To dla mnie nowe i chciałabym to dobrze zrozumieć.
Trójpodział duszy u Arystotelesa - wegetatywna, zmysłowa, rozumna - przejął Tomasz i wbudował w teologię. Zwierzęta mają dwie pierwsze, człowiek wszystkie trzy. Zmysłowa ginie razem z ciałem bo nie jest nieśmiertelna. Więc tak, oficjalnie scholastyka mówiła że zwierzę ma coś więcej niż samo ciało, ale to 'coś' nie przeżywa śmierci. To wyjaśnia czemu przez wieki Kościół nie miał rytuałów dla zwierząt.
Więc scholastyka mówiła że zwierzęta mają duszę zmysłową która ginie z ciałem - ale czy Kościół kiedykolwiek to oficjalnie dogmatyzował? Znaczy czy jest jakaś encyklika albo sobór który to stwierdził wprost, czy to zostało na poziomie teologicznych rozważań Tomasza i podobnych?
pan stworzenia kontra brat w stworzeniu - to jest bardzo wyrazne rozejscie. i ciekawe ze w tradycjach ktore mowia ze zwierze ma dusze pelna albo prawie pelna, czesto nie ma tej hierarchii. szaman nie jest panem zwierzecia, jest partnerem albo wrecz petintem. mysliwy inuicki prosi o pozwolenie, nie bierze bo mu sie nalezy.
Właśnie to mnie uderza w tej całej dyskusji - że pytanie o duszę zwierzęcia jest tak naprawdę pytaniem o to jak człowiek siebie widzi w stosunku do reszty. Czy jestem nad, obok czy wewnątrz? Mam rację czy to zbyt uproszczone?
Właśnie o to mi chodziło kiedy zakładałam ten temat - że to pytanie o duszę zwierzęcia nie jest abstrakcyjne, ono zmienia całą etykę życia. Czy ktoś wie jak to wygląda w hinduizmie? Bo tam jest i reinkarnacja i ahimsa i ochrona krowy, ale czy to wynika właśnie z przekonania o duszy zwierzęcia, czy z czegoś innego?
Hinduizm to nie jest jeden system więc trudno generalizować, ale w wielu nurtach - szczególnie w wedancie i w dżinizmie który wyrastał z podobnego podłoża - dusza czyli atman lub dżiwa nie ma gatunkowej granicy. Każda żywa istota jest manifestacją tej samej zasady. Krowa jest święta nie dlatego że jest wyjątkiem, ale dlatego że jest symbolem całości - her holiness jest symboliczna, nie gatunkowa. Ahimsa wynika wprost z przekonania że zabijając zwierzę ranisz tego samego atmana który jest w tobie.
Wracając do pytania które padło wcześniej o ugrofińskie tradycje - sprawdziłam kilka źródeł i jest tam jeszcze jeden element który nie pojawił się w tej rozmowie. W tradycji estońskiej i fińskiej pojęcie 'loom' czyli stworzenie odnosi się do istot które mają własny los wpisany w istnienie, nie tylko biologiczne życie. To nie jest dokładnie dusza w sensie indyjskim ani chrześcijańskim, ale zakłada że zwierzę ma coś własnego, nieusuwalnego. Myśliwy który nie respektuje tego losu zwierzęcia naraża na szwank własny.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie które może być naiwne - czy w którymś z tych systemów jest miejsce na to że zwierzę może odmówić? Znaczy szaman pyta, ale czy zwierzę kiedyś mówi nie i co wtedy?
Wracam do tego co powiedziała Ravenna84 o syberyjskim duchu zwierzęcia gotowym oddać życie - jest tam jeszcze jeden element który warto postawić obok hinduskiej koncepcji. W tradycjach tunguskich duch zwierzęcia po śmierci nie ginie tylko wraca do swojego właściciela, duchowego pana gatunku, i może się odrodzić. To jest rodzaj reinkarnacji wewnątrz gatunku. Czy w hinduizmie też jest taki mechanizm czy dusza wychodzi poza gatunek?
A mnie zastanawia jak to wygląda od strony słowiańskiej, bo jakoś w tej rozmowie weszliśmy mocno w Syberię i Indie, a przecież Orlikowa68 pytała też o Słowian. Czy u Słowian była jakaś analogia do tego szamańskiego dialogu z duchem zwierzęcia? Niedźwiedź był przecież szczególnie czczony, wilk też - ale czy to był kult zwierzęcia jako bytu duchowego, czy raczej symbol?
Honorata właśnie to mnie interesowało od początku, dziękuję że wracasz do tematu. Bo mam wrażenie że ze słowiańskim rozumieniem duszy zwierzęcia jest najtrudniej - źródeł mało, chrześcijaństwo dużo zniszczyło, a to co zostało to głównie zakazy kościelne które mówią czego nie robić, ale nie mówią co dokładnie ludzie wierzyli.
W słowiańskiej tradycji niedźwiedź miał status wyjątkowy - był nazywany właśnie nie po imieniu, bo imię było zbyt niebezpieczne, stąd 'miś', 'brunek', to są eufemizmy. To klasyczny zabieg który stosuje się wobec bytów bardzo silnych duchowo. Podobnie z wilkiem. Ale czy to oznacza że mieli duszę w rozumieniu bliskim szamańskiemu - tego nie wiemy wprost. Mamy ślady w obrzędach, na przykład praktyki z kośćmi niedźwiedzia przypominają syberyjskie - kości składano w określony sposób żeby duch mógł się odrodzić. To sugeruje że tak, myślano o odrodzeniu.
