Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad taką kwestią - czy zwierzęta mają dusze? I nie pytam o to co nauka mówi, tylko co różne religie i tradycje duchowe o tym sądzą. Bo sama nie wiem co o tym myśleć. Mój pies zdechł kilka miesięcy temu i jakoś nie potrafię uwierzyć, że po prostu... zniknął. Słyszałam, że Słowianie podchodzili do tego inaczej niż chrześcijaństwo. Ktoś coś wie na ten temat?
To jest temat, przy którym różne tradycje naprawdę mocno się rozchodzą. W słowiańskiej wizji świata granica między człowiekiem a zwierzęciem była znacznie bardziej płynna niż w chrześcijaństwie. Zwierzęta mogły być przodkami, duchami opiekuńczymi, wcieleniami bóstw. Niedźwiedź na Rusi czy bóbr u Słowian zachodnich - to nie były 'tylko zwierzęta'. Miały swoją moc i swoją drogę po śmierci. Z kolei w tradycji Kościoła zachodniego dość wcześnie utrwaliła się myśl, że dusza nieśmiertelna to przywilej człowieka. Tomasza z Akwinu czytałem na ten temat i on faktycznie rozróżniał trzy rodzaje dusz - wegetatywną, zmysłową i rozumną. Tylko ta trzecia miała przeżywać śmierć.
Ale w hinduizmie jest przecież zupełnie inaczej, prawda? Atman - to pojęcie nieśmiertelnej jaźni - jest w każdej żywej istocie, nie tylko w ludzkiej. Dlatego krowa jest święta, dlatego dżiniści noszą maseczki żeby nie połknąć przypadkowo insekta. To wynika właśnie z przekonania, że każda żywa istota ma równie wartościową duszę. Ciekawe jak to zestawiamy ze słowiańskim podejściem, bo tam zdaje się chodziło bardziej o moc i rolę zwierzęcia niż o jakąś ogólną równość dusz?
A co z buddyzmem? Bo gdzieś czytałam, że tam też jest reinkarnacja przez różne formy życia, ale jakoś inaczej niż w hinduizmie. Nie bardzo rozumiem różnicę, jeśli ktoś mógłby wyjaśnić...
W buddyzmie nie ma atmana w hinduskim sensie - to ważne. Nie ma stałej, niezmiennej duszy, która wędruje. Jest strumień świadomości, ale bez trwałego 'ja' w środku. I ten strumień może przepływać przez formy zwierzęce - to jedna z sześciu sfer egzystencji. Narodziny jako zwierzę to skutek konkretnych działań, nie przypadek.
Wróćmy może do Słowian, bo to mnie szczególnie ciekawi. Słyszałam o takim pojęciu jak 'nawia' - czy dusze zwierząt też tam trafiały? Czy to był inny 'zaświat' niż dla ludzi?
To naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. W tradycjach łowieckich - a takie były też słowiańskie na długo przed rolnictwem - zabicie zwierzęcia wymagało pewnych rytuałów, przeprosin, wdzięczności. Podobnie jak u Ajnu czy syberyjskich szamanów. Nie było przekonania, że zwierzę nie ma duszy, tylko że jego dusza zasługuje na szacunek i musi być właściwie odprowadzona. Ofiara była aktem religijnym, a nie bezmyślnym unicestwieniem. Różnica polega na tym, że dla nich dusza zwierzęcia miała własną drogę i mogła wrócić - jeśli rytuał był dopełniony poprawnie.
Wchodzę w ten wątek, bo mi to przypomina coś z tradycji nordyckiej. Tam też są zwierzęta mające wyraźny status duchowy - fylgja to coś jak duch opiekuńczy, który często przybiera formę zwierzęcia i jest związany z konkretną osobą albo rodem. Po śmierci człowieka fylgja mogła przejść do kolejnego pokolenia. Czy to znaczy, że 'dusza zwierzęcia' i 'zwierzę jako duch ludzki' to czasem nakładające się pojęcia? Bo mi się zdaje, że wiele tradycji w ogóle nie robiło tej granicy, którą my dziś robimy.
A czy w islamie jest coś na ten temat? Bo wiem że muzułmanie nie jedzą wieprzowiny i mają różne zasady dotyczące zwierząt, ale nie wiem czy to ma związek z jakimś przekonaniem o duszy zwierzęcia.
Czekajcie, to coś innego mnie uderzyło. Wszyscy mówimy o tym co religie 'mówią oficjalnie', ale co z doświadczeniami ludzi? Bo ja naprawdę czułam obecność mojego kota po jego śmierci. Przez kilka tygodni słyszałam mruganie, czułam że coś skacze na łóżko. Czy to w ogóle jest jakieś pojęcie w tych tradycjach, że dusza zwierzęcia może zostać w domu po śmierci?
To co opisujecie to jest coś, o czym tradycje animistyczne mówiłyby zupełnie bez zdziwienia. W wielu kulturach - japońskiej, słowiańskiej, afrykańskiej - duch zwierzęcia domowego przywiązanego do człowieka i miejsca może przez jakiś czas jeszcze 'być'. To nie jest anomalia, tylko część naturalnego porządku. W shintoizmie duch zwierzęcia może stać się 'kami' miejsca jeśli było wystarczająco silne albo wyjątkowo związane z daną przestrzenią. To nie jest powszechna reguła, ale jest taka możliwość w ramach tej tradycji. Więc wasze doświadczenia, z perspektywy tych systemów, byłyby całkowicie zrozumiałe i niewymagające wyjaśnień.
Ale czekajcie, wróćmy do tego co napisał Pustelnik na końcu - że duch zwierzęcia domowego może przez jakiś czas 'być'. Mnie interesuje to 'przez jakiś czas' - jak długo? I co potem? Gdzie idzie?
Czyli japońskie yōkai to mogą być duchy zwierząt? Tego nie wiedziałam. Zawsze myślałam że to coś zupełnie innego, bardziej potwory niż duchy.
A co z chrześcijaństwem? Bo Orlikowa wspominała na początku że w jej domu mówiło się że zwierzęta duszy nie mają i koniec. Ale przecież w Biblii jest coś o tym że duch zwierząt schodzi w dół a duch człowieka idzie w górę? Czy to nie sugeruje że jednak jakiś duch jest?
No właśnie, Michalinka dotknęłaś czegoś ważnego. Bo jak byłam mała i umarł nasz pies, to ksiądz powiedział rodzicom dosłownie że modlenie się za zwierzę jest bez sensu bo nie ma ono duszy. A teraz czytam że to wcale nie takie pewne nawet w samym chrześcijaństwie. Trochę mnie to denerwuje że tak prosto to ucinano.
Naprawdę? JPII to powiedział? Pierwszy raz słyszę. I co, kościół się z tym zgodził czy przemilczano?
Czyli nawet w obrębie jednej religii jest taka różnica zdań co do duszy zwierzęcia? To mnie nie dziwi, bo w moim otoczeniu też są osoby bardzo religijne które uważają że ich zwierzęta będą kiedyś 'czekać po drugiej stronie'. I uważam że to piękna wiara, nawet jeśli nieoficjalna.
Te 'tęczowe mosty' to cała mitologia sama w sobie. Nie wiem skąd dokładnie pochodzi ten obraz, ale jest bardzo silny emocjonalnie. Ciekawa jestem czy Pustelnik wie czy ma to jakieś stare korzenie czy to raczej wspułczesna kreacja.
Ja się zastanawiam nad czymś innym - mówimy dużo o tym co religie mówią oficjalnie, ale co z ludowymi wierzeniami? Bo na wsi gdzie się wychowałam starzy ludzie mówili że jak zdechnie krowa albo koń to trzeba pewne rzeczy zrobić, żeby duch nie stał się złośliwy. To nie było z żadnych ksiąg, to była wiedza przekazywana ustnie.
Zaneczka - to jest właśnie to co mnie pociąga w tym temacie! Bo oficjalna religia to jedno, a to co żyło naprawdę w ludziach to drugie. Jakie to były rzeczy, jeśli możesz powiedzieć? Co trzeba było zrobić?
Szczerze to pamiętam tylko strzępy, byłam mała. Coś o tym żeby nie zostawiać ciała na noc bez żegnania, coś o tym że trzeba powiedzieć zwierzęciu że jest wolne i może odejść. Babcia mówiła że zwierzę które cierpiało albo zostało zdradzone zostaje i straszy. Brzmi to jak kompletne zabobony, ale jak byłam mała to brałam to śmiertelnie poważnie.
Zaneczka opisała coś co ma odpowiedniki w naprawdę wielu tradycjach. W szamanizmie syberyjskim istnieje przekonanie że dusze zwierząt, szczególnie tych które człowiek skrzywdził lub z którymi żył w bliskiej relacji, mogą 'utkwić' w pobliżu miejsca śmierci jeśli nie zostaną odprawione. Mówienie do umierającego lub martwego zwierzęcia, dawanie mu przyzwolenia na odejście - to nie jest bynajmniej tylko słowiański zwyczaj. Pojawia się od Syberii po Japonię. Pytanie do Zaneczki - czy babcia mówiła co się dzieje z takim zwierzęciem POTEM? Dokąd miało odejść?
Szczerze to tego nie wiem, za mała byłam żeby pytać o szczegóły. Pamiętam tylko że mówiła 'idź już, nie trzymaj się tutaj' albo coś w tym stylu. Dokąd - tego nie pamiętam żeby mówiła. Może do lasu? Babcia mieszkała na Podlasiu i tam dużo mówiło się o lesie jako miejscu gdzie duchy zwierząt wracają.
A może warto rozróżnić w tej dyskusji dwie rzeczy, bo mi się wydaje że je mieszamy? Jedno to pytanie czy zwierzęta MAJĄ duszę - czyli czy jest jakaś niematerialna część ich istoty. Drugie to pytanie co się z tą duszą dzieje PO ŚMIERCI. Bo można odpowiedzieć różnie na każde z tych pytań osobno, prawda? Religia może przyznawać zwierzęciu 'duszę życia' ale zaprzeczać jej nieśmiertelności.
Hej, ale czy to znaczy że w tej scholastycznej wersji zwierzę ma odczuwanie, ale to odczuwanie umiera razem z ciałem? Bo jeśli tak to jest to jednak dosyć smutne. Zwierzę czuje ból, miłość do człowieka, strach - a potem to wszystko po prostu... znika?
Przepraszam że trochę z boku, ale jak czytam tę rozmowę to mam wrażenie że każda religia i tradycja wymyśliła zupełnie co innego na ten temat. Czy jest w ogóle jakiś punkt zbieżny? Coś w czym się wszyscy zgadzają jeśli chodzi o dusze zwierząt?
Wracając do tego co mówiła Zaneczka o Podlasiu - ciekawi mnie czy ktoś wie więcej o regionalnych słowiańskich wierzeniach dotyczących zwierząt? Bo mam wrażenie że to jest kompletnie niezbadany temat, przynajmniej w materiałach które można łatwo znaleźć. Wszystko co czytam to albo ogólniki o słowiańskich bogach albo właśnie te fragmenty z etnografii przełomu XIX i XX wieku.
