Czytałam ostatnio sporo o Apokalipsie Jana i za każdym razem wracam do tej jednej postaci - Niewiasty obleczonej w słońce z rozdziału 12. Kościół przez wieki przyklejał jej etykietę Maryi albo Kościoła jako instytucji, ale wcześni chrześcijanie widzieli ją zupełnie inaczej. Mam wrażenie, że ta figura jest znacznie starsza niż samo chrześcijaństwo i że Jan pisząc Apokalipsę, sięgał po obrazy, które jego czytelnicy rozpoznawali z zupełnie innych tradycji. Ciekawi mnie szczególnie to, skąd wzięło się to słońce, księżyc pod stopami i wieniec z gwiazd - bo to nie brzmi jak opis Maryi z Nazaretu, to brzmi jak opis bogini. Co wy o tym myślicie? Czy ktoś tu śledził, jak ta interpretacja zmieniała się przez pierwsze wieki?
Ten motyw słońca, księżyca i dwunastu gwiazd to klasyczny schemat kosmicznej bogini - widzisz go u Izydy, widzisz go u Kybele, widzisz go nawet w babilońskich wyobrażeniach Inanny. W I wieku w basenie Morza Śródziemnego to był jeden z najbardziej rozpoznawalnych ikonograficznych kodów. Czytelnicy Apokalipsy - a pisana była przecież do konkretnych wspólnot w Azji Mniejszej - byli otoczeni świątyniami Artemidy, Kybele, Izydy. Jan musiał świadomie grać tymi skojarzeniami albo przynajmniej wiedział, że jego czytelnicy je zrobią. Pytanie jest dla mnie inne: czy ta Niewiasta to alegoria wspólnoty, konkretna postać boska, czy może obydwoje naraz? Bo gnostycy na przykład mieli tu zupełnie oddzielną historię.
Ten mit o Leto to ciekawa teza, ale mam pytanie - czy mamy jakieś dowody że wspolnoty do których była adresowana Apokalipsa faktycznie znały ten mit na tyle dobrze żeby go rozpoznać? Bo jedno to że badacze to widzą, drugie że ówcześni czytelnicy to łapali.
Ja zawsze myślałam, że ta Niewiasta to po prostu Maryja i tyle, tak się uczyłam i tak jest w katechezie. Ale jak czytam ten wątek, to zaczynam myśleć, że to naprawdę jest coś dużo szerszego. Chociaż mam jedno zastrzeżenie - czy nie jest tak, że Kościół celowo nałożył na tę postać obraz Maryi właśnie po to, żeby zepchnąć te starsze skojarzenia z boginią? Coś jakby przejąć kult i przykryć go nową warstwą?
Właśnie o to mi chodzi - w II i III wieku mamy całe spektrum interpretacji. Ireneusz z Lyonu widział w Niewieście symbol Kościoła, który rodzi Chrystusa do świata. Ale już Hipolit Rzymski pisał o niej jako o duszy w ogólnym sensie. A Tertulian w ogóle nie był zainteresowany tą postacią maryjnie. Maryjna interpretacja konsoliduje się naprawdę dopiero po Efezie, i to nie jest bez znaczenia. Wcześniej ta figura była znacznie bardziej otwarta. Czy to nie mówi czegoś o tym, jak interpretacja tekstu może być narzucana przez politykę kościelną?
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale - skąd wiemy, co 'wcześni chrześcijanie' rzeczywiście myśleli? Mamy tylko teksty, które przetrwały, a te przetrwały dlatego, że Kościół uznał je za ważne do zachowania. Czy nie jest tak, że nasze okno na wczesne chrześcijaństwo jest z definicji zdeformowane przez późniejszą ortodoksję?
Chciałam zapytać o coś konkretnego - ta scena z dzieckiem porwanym do Boga i kobietą uciekającą na pustynię, to brzmi jak jakaś narracja o wygnaniu. Czy w jakiejś tradycji ta pustynia jest ważna symbolicznie? Bo kojarzę pustynię z oczyszczeniem, z przejściem, ale nie wiem, jak to się wpisuje w całość tego obrazu.
Słucham tej dyskusji i myślę o czymś innym - ta figura dwunastu gwiazd jako korony. W astrologii hellenistycznej dwanaście gwiazd to Zodiak, a Zodiak to obraz czasu i losu. Kobieta nosząca Zodiak jako koronę to dosłownie ktoś, kto panuje nad przeznaczeniem. To jest dla mnie czytelny sygnał, że Jan mówi o kimś lub czymś ponadczasowym, nie o konkretnej historycznej postaci. Ciekawe, że nikt w kościelnych interpretacjach przez wieki tego astronomicznego wymiaru nie podnosił.
Ja mam takie intuicyjne odczucie, że ta Niewiasta jest zbiorową - jakby skupiała w sobie wszystkie wcześniejsze boginie i przekształcała je w jeden symbol. Nie wiem, czy to jest zgodne z tym co piszecie, ale jak patrzę na ten opis, to widzę coś, co chce pomieścić w sobie za dużo, żeby być tylko jedną konkretną postacią.
Czy ta Niewiasta miała jakiś kult w pierwszych wiekach? Tzn. czy ludzie modlili się do niej jako do konkretnej istoty, czy od początku była tylko symbolem?
Wracając do początku tej rozmowy - Eleonorka pytała, jak interpretacja tej postaci zmieniała się przez pierwsze wieki. Chciałabym się upewnić, że dobrze rozumiem: mamy kilka równoległych śladów, prawda? Kościelny - Niewiasta jako Kościół lub Maryja, gnostycki - Niewiasta jako Sofia, i hellenistyczny - Niewiasta jako kosmiczna bogini w stylu Izydy czy Kybele. Czy te trzy ścieżki były w ogóle świadome swojego istnienia, tzn. czy autorzy kościelni wiedzieli o gnostyckich interpretacjach i na nie reagowali?
To mnie zastanawia - jeśli Ireneusz cytuje gnostyków, to znaczy, że ich teksty były w obiegu w tych samych środowiskach co jego własne pisma. Czy to oznacza, że zwykli wierni mogli czytać i jedno, i drugie? Jak wyglądało to praktycznie?
Właśnie - to mnie zawsze uderza, że mówimy o 'wczesnym chrześcijaństwie' jakby to była jedna rzecz. A to chyba były dziesiątki różnych rzeczy, które dopiero z czasem zostały jakoś posklejane albo rozbite. Czy Niewiasta z rozdziału 12 mogła mieć zupełnie inne znaczenie w Antiochii niż w Efezie?
Wracam do tego co mówiłem o Zodiaku - bo to mi się nie daje spokojnie odłożyć. Jeśli dwanaście gwiazd to naprawdę odniesienie do Zodiaku, to ta postać dosłownie nosi czas na głowie. A księżyc u stóp sugeruje, że czas lunarny jest jej poddany. Czy ktoś wie, czy w hellenistycznej astrologii istniał taki obraz panowania nad cyklem lunarnym?
A ja mam może głupie pytanie, ale - czy te wszystkie warstwy znaczeń były świadome dla autora Apokalipsy? Tzn. czy Jan celowo sięgał po ikonografię Izydy i mity o Leto, czy to raczej wchodziło do tekstu nieświadomie, bo żył w świecie pełnym tych obrazów?
To jest trochę jak ze snami, prawda? Czasem śnimy o symbolach, o których nie wiemy że je znamy, a one i tak coś znaczą. Autor mógł po prostu widzieć i opisywać, a kulturowy bagaż szedł za tym automatycznie. Mam wrażenie, że szukanie 'intencji' autora może tu być pułapką.
Słuchajcie, a czy ta Niewiasta mogła być konkretną kobietą? Tzn. czy ktoś w historii wczesnego Kościoła był z nią utożsamiany? Nie mówię o Maryi, bo to oczywiste, ale o kimś innym - może jakiejś prorokini albo przywódczyni wspólnoty?
Mam pytanie do Eleonorki, bo pojawił się tu wątek montanistów - czy montanizm też walczył o interpretację Apokalipsy? Tzn. czy ta księga była dla nich szczególnie ważna, skoro tak mocno akcentowali prorocki charakter wiary?
Czy to znaczy, że Niewiasta mogła być 'przejmowana' przez różne grupy jako symbol właśnie dlatego, że była wystarczająco wieloznaczna? Że jej siła polegała na tej otwartości, a nie na jednoznaczności?
To może nie chodzi o dogadanie się, tylko o posiadanie wspólnego języka obrazów. Niewiasta nie musiała znaczyć dokładnie tego samego w Efezie i w Antiochii, żeby dawała obu wspólnotom poczucie, że mówią o czymś wielkim. Czy to nie jest zresztą tak, że religia działa właśnie przez takie nienasycone symbole?
To trafne spostrzeżenie. Wzrost liczby wiernych i rozproszenie geograficzne wymuszały ujednolicenie. Ale warto dodać, że w przypadku Apokalipsy był jeszcze jeden czynnik - kolejne nieudane oczekiwania paruzji. Kiedy Chrystus nie przychodzi powtórnie w oczekiwanym czasie, tekst musi zostać odczytany inaczej. I Niewiasta też. Jej ból rodzenia musi być jakoś przepracowany symbolicznie, a nie dosłownie-czasowo.
Wracając do wątku montanistów, który tu się pojawił - mam wrażenie, że ich podejście do Apokalipsy było zupełnie inne niż to, co potem zwyciężyło. Czy u nich Niewiasta mogła być bardziej aktywną figurą proroczą, a nie symbolem Kościoła w sensie instytucjonalnym?
Czyli montaniści to były kobiety-prorokinie i do tego odwoływali się do tekstu, w którym centralna postać to kobieta w bólu rodzenia. To brzmi jak coś więcej niż przypadek. Czy to nie znaczy, że ta figura mogła być dla nich dosłownie wzorcem dla kobiecej roli w wspólnocie?
Czy jest jakaś praca naukowa, która zestawia te dwa ruchy - ograniczanie kobiet w Kościele i historię interpretacji rozdziału 12? Bo to, co piszecie, brzmi jak gotowa teza badawcza, a nie wiem, czy ktoś to już opracował.
Chcę wrócić do tego wątku astrologicznego, bo czuję, że za szybko go odpuściliśmy. Wega wspomniała o Aionie - tej hellenistycznej figurze czasu w wieńcu Zodiaku. Czy ktoś zna ikonografię tego bóstwa dokładnie? Bo jeśli Jan widział takie przedstawienia w Efezie czy Patmos, to ten wieniec dwunastu gwiazd mógł być dosłownie rozpoznawalnym cytatem wizualnym.
Mam takie laickie pytanie, przepraszam jeśli jest oczywiste - czy Jan, kiedy pisał na Patmos, mógł w ogóle znać aleksandryjską ikonografię? To znaczy, jak daleko dochodziły te obrazy? Przez handel? Przez pielgrzymów?
Ale czy to nie jest trochę zbyt wygodne wyjaśnienie? To znaczy, mówi się 'Jan widział ikonografię Izydy i przelał ją na papier' - ale skąd wiemy, że to nie był odwrotny kierunek? Że to kult Izydy w jakimś momencie przejął chrześcijańskie obrazy? Chronologia jest tu kluczowa i nie jest taka prosta.
