Ten motyw kości mnie bardzo uderza, bo łączy się z czymś co wcześniej powiedziała Andromeda o etyce - tam gdzie dusza zwierzęcia jest traktowana poważnie pojawia się system zobowiązań. I tutaj to zobowiązanie jest bardzo konkretne - musisz zwrócić kości. Musisz wykonać rytuał. Bo inaczej duch nie wróci i następne polowanie się nie uda. To jest etyka wbudowana w interes własny, ale mimo to jest etyką.
Czytam od początku i mam jedno pytanie które może być proste - czy w jakiejkolwiek z tych tradycji jest powiedziane wprost że zwierzę idzie po śmierci do nieba albo jakiegoś odpowiednika? Nie jako duch który się odradza tylko jako dusza która trafia gdzieś konkretnie?
Mnie to pytanie Zaneczki61 też od dawna nurtuje i właśnie z tego powodu nigdy do końca nie mogłam przyjąć chrześcijaństwa takim jakim jest oficjalnie. Jak pies może być tak bardzo oddany i kochający i nie mieć duszy która gdzieś idzie? To mi nie pasuje jakoś intuicyjnie.
Wracając do pytania Zaneczki61 o 'gdzieś konkretnie' - w tradycji nordyckiej jest coś takiego jak Fólkvangr i Valhalla dla ludzi, ale zwierzęta Odyna jak Huginn i Muninn czy wilki Geri i Freki są wymieniane jako byty które po prostu istnieją przy bogach. Nie trafiam na mitologię która wprost mówi 'zwierzę idzie tu albo tam' jak dusza ludzka, ale obecność zwierząt przy bóstwach sugeruje że nie znikają - po prostu ich status pośmiertny jest inaczej opisany albo pominięty milczeniem.
A wracając do Słowian bo trochę znowu odpłynęliśmy - czy w folklorze słowiańskim są jakieś konkretne miejsca dokąd zwierzę idzie po śmierci? Coś jak Nawia dla ludzi albo jakiś odpowiednik? Bo rozmawiamy o duszach zwierząt ale nie wiem czy był jakiś słowiański odpowiednik zaświatów dla nich.
Chcę wrócić do pytania Orlikowej68 o rozróżnienie dusza-w-ptaku versus dusza-ptaka, bo myślę że w większości tradycji archaicznych to rozróżnienie po prostu nie istniało. Dusza jest płynna, może zamieszkiwać różne ciała, jest bardziej jak jakość lub siła niż jak indywidualna persona. Dopiero tradycje z silną koncepcją indywidualnego 'ja' - abrahamowe, a w pewnym stopniu też hinduizm vedantyjski - muszą rozstrzygać kto czyją duszą jest. W tradycjach szamańskich przenikanie między gatunkami jest wbudowane w ontologię.
Ale żeby nie było że to tylko problem abstrakcyjny - ta hierarchia ma bardzo konkretne konsekwencje. Jeśli zwierzę nie ma duszy albo ma duszę 'gorszą', to można je traktować jako rzecz. Jeśli ma duszę równą ludzkiej, to zabicie go jest czymś zupełnie innym. Więc ta teologia przekłada się bezpośrednio na etykę i na to jak wygląda hodowla, polowania, jedzenie mięsa. To nie jest tylko pytanie akademickie.
Mam wrażenie że w tej rozmowie zakładamy trochę że 'dusza' znaczy to samo we wszystkich tradycjach, tylko jedne przyznają ją zwierzętom a inne nie. A co jeśli sam termin jest zupełnie innym pojęciem u Słowian, w hinduizmie i w chrześcijaństwie? Może porównujemy rzeczy które wyglądają tak samo ale są czymś innym?
To znaczy że my przez całą tę rozmowę mogłyśmy mówić o zupełnie różnych rzeczach używając tego samego słowa? Bo teraz się zastanawiam czy kiedy intuicyjnie czuję że mój pies 'ma duszę', to co właściwie czuję - że ma atman, że ma dżiwę, że ma coś co idzie do nieba, czy po prostu że jest kimś a nie czymś?
To pytanie które sobie zadałam po ostatnim poście chodzi mi po głowie - że może kiedy czuję że mój pies 'ma duszę', to jest to intuicja animistyczna? Że czuję w nim tę samą siłę życiową co w sobie, nie jakiś chrześcijański odpowiednik zbawienia. I teraz zastanawiam się czy to w ogóle jest jakaś tradycja czy po prostu ja tak czuję i szukam dla siebie uzasadnienia.
Przepraszam że wchodzę z boku ale chcę się upewnić że dobrze śledzę - czy w hinduizmie jest tak że każde zwierzę ma swój własny atman, który jest w samsarze razem z ludzkimi, i pies może się urodzić jako człowiek i odwrotnie? Bo jeśli tak to rozumiem czemu ahimsa ma tam takie znaczenie, bo dosłownie możesz zabić kogoś kto był twoim przodkiem.
