a skad wiadomo co mysleli o tym starożytni? bo guru nanak czy budda to sa konktretne historyczne postaci i mozna czytac ich slowa. ale hinduizm jest taki stary ze chyba nikt nie wie co ta dharma znaczyla na samym poczatku?
Przepraszam że się wtrącę z czymś bardzo podstawowym, ale właśnie dotarło do mnie coś. Mówimy że w buddyzmie nie ma boga, w hinduizmie bogowie podlegają dharmie, a w sikhizmie jest jeden osobowy Bóg. To zupełnie trzy różne teologie. Jak w ogóle to samo słowo może być w centrum każdej z nich i cokolwiek znaczyć? To musi prowadzić do zamieszania w głowach wyznawców którzy mają do czynienia z sąsiadami z innej tradycji, nie?
Zazdroszczę takiej rozmowie z kimś z Mumbaju. Ale to co Cebulka powiedziała o codziennym rozumieniu - to mnie uderza. Bo my tu przez tyle postów analizujemy filozofię, a może dla przeciętnego wyznawcy dharma to po prostu 'tak trzeba żyć żeby było dobrze'? I czy nie jest tak że ta codzienność jest ważniejsza niż metafizyczne rozróżnienia?
To co Edek mówi o Ambedkarze jest niesamowite jeśli się nad tym zastanowić. Człowiek zmienia religię bo zmiana pojęcia dharmy na dhammę daje mu godność której hinduska dharma mu odmawiała. To znaczy że różnica między tymi słowami ma dosłownie polityczny i ludzki wymiar, nie tylko akademicki. Czy ktoś wie ile osób poszło za Ambedkarem?
Kilka milionów osób zmieniło religię żeby uciec od jednego rozumienia dharmy ku innemu - i ja o tym nigdy nie słyszałam. To jest naprawdę coś. Czy neobuddyzm Ambedkara to jest standardowy buddyzm czy stworzył jakiś własny odłam?
I tu wracamy do sedna tematu, bo to wszystko dzieje się właśnie dlatego że dharma, dhamma i dharam to nie synonimy - to trzy różne wizje tego jak świat powinien być urządzony. Ambedkar dokonał świadomego wyboru filozoficznego który miał konsekwencje polityczne i społeczne. Buddyjska dhamma mówiła mu: twoje urodzenie nie definiuje twojej wartości. Hinduska dharma - w pewnym swojm odłamie - mówiła coś przeciwnego. To nie jest spór o słówka.
to co kometka napisala na koncu jest ciekawe - ambedkar dokonanal wyboru filozoficznego. ale czy zwykly czlowiek konwertujacy razem z nim rozumial ta roznice miedzy dhamma a dharma? czy po prostu chcial uciec od systemu ktory go krzywdzil i buddyzm byl narzedziem?
To jest świetny punkt i chyba odpowiedź brzmi tak - Ambedkar dosłownie napisał własną wersję buddyzmu. Jego 'The Buddha and His Dhamma' to nie jest komentarz do Tipitaki, to nowa interpretacja. Odrzucił reinkarnację, odrzucił pojęcie karmy jako mechanizmu wyjaśniającego cierpienie ubogich. Więc dhamma w jego ujęciu to już coś innego niż therawada czy zen, prawda?
Sikhijski dharam ma rzeczywiście mocno etyczny i wspólnotowy wymiar. Jest seva - służba bez oczekiwania nagrody, jest sangat - wspólnota. Dharam to trochę 'jak żyć razem jako człowiek'. Ale nie wiem czy to odpowiada na pytanie Irenki o wewnętrzne podziały - bo w sikhizmie nie ma takiej filozoficznej szkoły debaty jak w hinduizmie czy buddyzmie. Ktoś wie więcej?
Mnie to przypomina różnicę między działaniem z ego a działaniem bez ego w filozofii wschodniej w ogóle. W Bhagavadgicie jest ten fragment o działaniu bez przywiązania do owoców czynu - i to jest dharma właśnie. Sikhijska seva wydaje się być tym samym impulsem, tylko bez hinduskiej otoczki. Czy ktoś wie czy Guru Nanak znał Bhagavadgitę?
a ta bhagavadgita to jest hinduistyczna? bo sie myla mi te teksty. to jest ten gdzie kriszna mowi do wojownika?
No właśnie, i tu mam problem z tym przykładem Bhagavadgity. Bo Kriszna mówi Ardżunie: twoja dharma wojownika wymaga żebyś zabijał. To jest przykład dharmy kastowej w czystej postaci. I to jest ten aspekt który Ambedkar odrzucił w całości. Czyli ten sam tekst jest jednocześnie szczytem hinduskiej filozofii dla jednych i dowodem na opresyjność systemu dla innych?
To znaczy że jedno słowo w jednym tekście może być podstawą dla zupełnie sprzecznych światopoglądów. Czy buddyjska dhamma ma podobny problem? Czy są teksty palijskie gdzie dhamma jest interpretowana tak różnie że wyznawcy się kłócą?
Mam takie wrażenie po tej rozmowie że dharma to jest słowo-klucz, ale klucz który pasuje do bardzo wielu zamków naraz. I każda tradycja twierdzi że ma ten właściwy zamek. Czy to jest problem samego słowa czy problem ludzi którzy je używają?
Ale czy ta wieloznaczność to nie jest cecha charakterystyczna takich pojęć-kluczy w ogóle? Bo np. słowo 'logos' w grece znaczy jednocześnie słowo, rozum, porządek świata. I nikt nie mówi że trzeba wybrać jedno znaczenie.
Wracając do pytania Irenki sprzed kilku postów - czy w buddyzmie są spory o dhammę podobne do tych w hinduizmie? Coś mi mówi że tak, bo różnica między therawadą a mahajana to właściwie spór o to co Budda naprawdę miał na myśli mówiąc o dhammie jako prawdzie.
A może to jest tak że każdy słyszał dokładnie to co był gotowy usłyszeć? Bo czytałam gdzieś że Budda podobno dostosowywał nauczania do słuchacza. Że mówił co innego do mnicha a co innego do laika.
Ten upaya mnie bardzo trafia. Bo to znaczy że sama dhamma - jako prawda - jest jedna, ale jej formy są wielorakie. Trochę jak w tarocie gdzie karta może znaczyć różne rzeczy dla różnych ludzi, ale archetyp pod spodem jest stały. Choć wiem że to porównanie może być naciągane.
To mi trochę pomaga. Czyli nie ma jednej odpowiedzi na 'jaka jest moja dharma' bo to zależy od tradycji w której pracujesz i od tego kim jesteś? Ale jak ktoś nie jest przypisany do żadnej z tych tradycji to co? Jak ma znaleźć swoją dharmę?
O właśnie, bo ja chciałem to powiedzieć od jakiegoś czasu - czy dharma w sensie New Age to w ogóle jest to samo słowo? Bo jeśli każdy może sobie zdefiniować własną dharmę to czy to nie jest zaprzeczenie całej idei?
Glicynia trafia w coś ważnego. We wszystkich trzech tradycjach dharma ma wymiar zobowiązania - coś jest od ciebie wymagane, coś jest normą której musisz się trzymać. Nawet sikhijska seva to jest obowiązek, nie opcja. New Age wersja dharmy jako 'mojego powołania' jest dużo bardziej indywidualistyczna i nie generuje żadnych twardych wymogów.
Czyli możemy powiedzieć że wspólnym mianownikiem dla hinduizmu, buddyzmu i sikhizmu jest to że dharma wymaga czegoś od człowieka - jakiegoś działania lub postawy? Mimo że każda tradycja mówi co innego co dokładnie jest wymagane?
I tu jest chyba fundamentalna różnica z nowoczesnym myśleniem gdzie to rzeczywistość ma się dostosować do człowieka, do jego potrzeb i pragnień. Dharma zawsze stawia człowieka w relacji do czegoś większego. Ciekawe że wszystkie trzy tradycje to łączy, mimo tylu różnic między nimi.
ale jak Cebulka mowi ze dharma stawia czlowieka w relacji do czegos wiekszego to mnie zastanawia - w sikhizmie to 'cos wiekszego' to Bóg osobowy, w buddyzmie nie ma boga osobowego a w hinduizmie bogów jest tysiące. i ta sama dharma ma to spinac?
Wedyjska dharma jest starsza - pojawia się już w Rygwedzie, a to kilka wieków przed Buddą. Ale ciekawostka - Budda przejął słowo z tradycji, w której żył i nadał mu własne znaczenie, trochę na przekór. To było może celowe - wzięcie czegoś dobrze znane i przepisanie go od środka.
Ale jeśli tak, to sikhizm to robi jeszcze raz - bierze słowo które ma już dwie warstwy znaczeniowe, hinduistyczną i buddyjską, i nakłada trzecią. Ile można piętrować pojęcia zanim się kompletnie rozłączą od jakiegokolwiek wspólnego sensu?
Przepraszam że wchodzę z takim przyziemnym pytaniem ale - czy to znaczy że jak ktoś mówi 'żyję zgodnie z dharmą' to właściwie nie wiemy co ma na myśli dopóki nie powie z jakiej tradycji pochodzi? Bo z tej rozmowy wynika że to zdanie może znaczyć trzy różne rzeczy.
