Ale czy ta różnica w dostępności przekłada się na różnicę w samym pojęciu dharmy? Znaczy, mogę wejść do sikhizmu łatwo, ale czy to zmienia to czym jest dharm według Guru Granth Sahib? Pytam bo nie wiem czy otwartość tradycji i treść pojęcia to jest to samo.
To zestawienie z chrześcijaństwem bardzo mi pomogło, dziękuję. Ale mam wrażenie że my ciągle krążymy wokół jednego pytania - czy dharma to coś co jest, czy coś co się robi? Bo hinduska dharma kosmiczna 'jest', buddyjska dhamma bardziej 'jest wskazana', a sikhijska... nie jestem pewna jak to opisać.
a w sikhizmie jak to jest? bo guru nanak tez cos objawil czy wlasnie odkryl? pytam bo nie wiem czy to rozroznienie ma tam sens
Hilary dotknął czegoś istotnego. Sikhizm wyrósł w kontekście zarówno hinduskim jak i muzułmańskim i rzeczywiście przejął z islamu pewien model relacji człowiek-Bóg - bardziej osobowy, bardziej oparty na objawieniu. Ale jednocześnie sikhijska dharm ma w sobie coś z bhakti, z miłosnego oddania które jest bardzo hinduskie. Czy to rozmywa pojęcie dharmy czy wzbogaca?
Myślę że wzbogaca, ale to zależy od tego co uważamy za rdzeń pojęcia. Jeśli rdzeń to 'kosmiczne prawo', to sikhizm go modyfikuje. Jeśli rdzeń to 'właściwa ścieżka życia', to sikhizm jest jak najbardziej w tej rodzinie. Może problem polega na tym że używamy jednego słowa na kilka różnych, choć pokrewnych rzeczy?
Ja się zgadzam z Talizmanikiem i to trochę zmienia moje rozumienie całego wątku. Na początku myślałam że szukamy wspólnego mianownika, a teraz myślę że może bardziej chodzi o zmapowanie rodziny pojęć. Jak rodzeństwo - podobne, wspólne korzenie, ale każde jest sobą.
Metafora rodzeństwa jest dobra, ale ma jeden problem - rodzeństwo wie że jest rodziną. Czy buddyści, hindusi i sikhowie rzeczywiście postrzegają swoje dharmy jako spokrewnione? Bo z tego co wiem, historycznie bywało z tym różnie - buddyzm i hinduizm miały okresy ostrego antagonizmu.
Edek ma rację i to jest ważne zastrzeżenie. Advaita Vedanta Śankary to częściowo polemika z buddyzmem, nie dialog. Ramanuja też. Więc pojęcia mogą być spokrewnione etymologicznie i historycznie, ale tradycje niekoniecznie chciały to rodzeństwo przyznawać. Sikhizm z kolei świadomie dystansował się od obu - Guru Nanak krytykował zarówno brahminów jak i mułłów.
No właśnie, i to jest punkt gdzie ta 'rodzina pojęć' staje się naprawdę skomplikowana. Dhamma buddyjska zakłada anatman - brak trwałego ja. Dharma hinduska często zakłada atman - wieczną jaźń. To nie jest różnica akcentów, to jest fundamentalna sprzeczność ontologiczna. Więc jak te dwie dharmy mogą być po prostu 'różnymi odcieniami' tego samego?
To co mówi Chryzoprazkaa o logosie to bardzo dobry przykład. Ale mam pytanie do Edka - czy ta sprzeczność atman/anatman rzeczywiście przekreśla możliwość mówienia o wspólnej rodzinie pojęciowej? Znaczy, rodzeństwo też się kłóci o fundamenty. Chodzi mi o to, czy historyczne związki między tymi tradycjami są wystarczające żeby zachować metaforę.
Ja się tu trochę gubię bo filozofia mi ucieka, ale mam inne pytanie - jak to wygląda z perspektywy zwykłego praktykującego? Czy buddysta therawady powie że jego dhamma to coś zupełnie innego niż dharma hinduisty? Czy w ogóle myśli o tym w tych kategoriach?
To mnie zastanawia - czy Budda sam wiedział że używa słowa z tradycji wedyjskiej i celowo je przepracowywał? Czy to był raczej naturalny język jego epoki i on po prostu mówił jak wszyscy dookoła, tylko ze zmienionym znaczeniem? Bo to by zmieniało czy ta różnica jest intencjonalna czy historyczna.
Talizmanik to uchwycił chyba najkrócej jak się da. I to jest właśnie odpowiedź na pytanie z tytułu - nie tyle 'dharma dharmie nierówna' w sensie hierarchicznym, ile raczej 'jedno słowo, trzy różne projekty'. Każda tradycja wzięła ten rdzeń dhara - podtrzymywać, nieść - i zbudowała wokół niego inny gmach.
Dziękuję za to podsumowanie, Kometka, bo teraz widzę całość inaczej. Ale mam jeszcze jedno pytanie - co z praktyką? Znaczy, czy te filozoficzne różnice w dharma/dhamma przekładają się na to jak konkretnie żyją hindus, buddysta i sikhijczyk na co dzień? Bo pojęciowo to jest rozbieżność, ale może w życiu codziennym te ścieżki wyglądają podobnie?
to rozumiem, ale czy sikhijczyk motywowany jest bardziej jak hindus czy jak buddysta? bo jesli bóg jest osobowy i daje slowo przez gurów, to chyba chodzi o cos innego niz wyzwolenie?
A to ciekawe bo bhakti jest przecież nurt w obrębie hinduizmu, i sikhizm z niego wyrósł, Guru Nanak był zanurzonyin w tej tradycji. Więc może sikhijska dharm jest filozoficznie bliżej hinduskiej bhakti niż wedanty? To by trochę przesuwało mapę tej rodziny pojęć.
Zaczynam rozumieć że ta mapa jest dużo bardziej skomplikowana niż hinduizm-buddyzm-sikhizm jako trzy równorzędne punkty. W środku są jeszcze nury bhakti, sant, wedanta, therawada, mahajana - i każdy z nich inaczej rozumie dharmę. Czy w ogóle sens ma szukać jednego pojęcia które to wszystko spina, czy lepiej mówić o konstelacji?
Konstelacja to dobre słowo i chyba uczciwsze niż rodzina. W rodzinie jest biologiczna ciągłość, w konstelacji - jest wzór który my nakładamy, a gwiazdy same w sobie niekoniecznie wiedzą że do siebie należą. Może właśnie tak jest z dharmą - to my, patrząc z zewnątrz, widzimy konstelację. A od środka każda tradycja widzi swoją własną, całkowitą drogę.
To jest właśnie pytanie które rozdziela religioznawstwo od teologii. Wyznawca zazwyczaj nie potrzebuje mapy porównawczej - żyje w środku swojej tradycji i ona jest dla niego cała. Ta konstelacja to jest język obserwatora, nie uczestnika. Co nie znaczy że zły, ale warto wiedzieć z której strony się patrzy.
To co mówi Cebulka trochę mnie uspokaja, bo bałam się że całą tę rozmowę prowadzimy obok tematu. Ale mam swoje własne pytanie które mi siedzi od kilku postów - czy w którymś z tych trzech systemów dharma dotyczy też relacji z przyrodą, ze zwierzętami? Pytam bo kojarzę że w hinduizmie jest ahimsa, w buddyzmie współczucie dla wszystkich istot, ale nigdy nie wchodziłam głębiej.
Rozumiem że porównujemy jabłka z gruszkami i to jest świadomy wybór metodologiczny, tak? Ale mam inne pytanie - czy jest jakaś tradycja która sama z siebie porównuje swoją dharmę z tymi pozostałymi? Czy jest ktoś wewnątrz tych systemów kto mówi 'hej, my i buddyści mówimy w gruncie rzeczy o tym samym'?
To mnie naprowadza na coś co chciałam zapytać od dłuższego czasu - czy ta tendencja do mówienia 'wszystkie drogi są jedną drogą' nie jest przypadkiem zachodnim projektem nałożonym na Wschód? Znaczy, czy to nie jest tak że Vivekananda mówił to po angielsku do zachodnich odbiorców i to był świadomy zabieg komunikacyjny? Bo w Indiach hierarchia darshan nie jest taka demokratyczna.
To jest trochę smutne jak to tak słyszę - że nawet te wielkie próby pojednania tradycji mogą być trochę naciąganym tłumaczeniem. Ale z drugiej strony, czy nie jest tak że każde tłumaczenie między kulturami jest z konieczności trochę zniekształceniem? Skoro Budda brał słowa z języka swoich czasów, to może Vivekananda brał słowa z języka swoich czasów i to jest to samo zjawisko tylko inaczej datowane?
Irenka05 postawiła to naprawdę ładnie. Każde pojęcie jest tłumaczeniem w czasie i przestrzeni. Dharma wedyjska była tłumaczeniem na język epoki Wedów, dhamma buddyjska była retranslacją na język V wieku p.n.e., dharma sikhijska na XV wiek, a neowedanta Vivekakandy na XIX wiek i londyńską widownię. Może to jest właśnie żywotność tego korzenia - że daje się przekładać? Choć oczywiście pytanie czy po tylu przekładach zostaje cokolwiek z oryginału.
