Wróćmy jednak do dharmy, bo mam pytanie które mnie gryzie od jakiegoś czasu. Jak buddyzm therawady traktuje samą naukę Buddy jako dhammę - czy to znaczy że dharma jest bytem wiecznym, który Budda tylko odkrył, czy ona zaistniała razem z jego nauczaniem? Bo to ma kolosalne znaczenie dla tego jak rozumiemy cały ten porządek.
Czyli w therawadzie było wielu Buddów? Myślałem że Budda jest jeden, historyczny, ten z drzewa figowego i tak dalej.
A czy w sikhizmie dharma ma jakiś związek z kastą? Pytam bo skoro sikhizm odrzucał system kastowy, to może też odrzucał tę hinduską dharmę przypisaną do urodzenia?
Co to znaczy soteriologiczny? Przepraszam ze pytam o podstawy ale chce rozumiec.
Soteriologia to po prostu nauka o zbawieniu albo wyzwoleniu - w jakim sensie i przez co człowiek może być 'ocalony' od cierpienia, samsary, grzechu, zależnie od tradycji. Buddyzm skupia się na wygaszeniu cierpienia przez własną pracę, sikhizm mówi o łasce Boga, stąd to rozróżnienie Edka.
Czyli buddyzm nie ma Boga w tym sensie, a dharma tam funkcjonuje bez żadnej boskiej sankcji? Bo jak dla mnie to jest dość trudne do wyobrażenia - porządek moralny bez kogoś kto go ustanowił.
Ta zachęta do samodzielnego sprawdzenia to piękna rzecz, ale mnie zastanawia jedna rzecz - czy w praktyce buddyzm therawady nie stał się jednak dość dogmatyczny? Czy mnisi naprawdę zachęcają świeckich do kwestionowania, czy jednak kanon palijski jest traktowany jak niepodważalne pismo?
Świetne pytanie Hilary, bo właśnie tak. W oficjalnym buddyzmie tajskim dhamma bywa sprowadzona do zasług, datków na klasztor, przestrzegania świąt - to taka dhamma społeczna, rytualna. Ajahn Chah natomiast wracał do dhamy jako bezpośredniego wglądu w naturę umysłu. Słowo to samo, ale to co za nim stoi potrafi być naprawdę odległe.
To mnie wraca do pierwotnego pytania które postawiłam na początku wątku - czy słowo 'dharma' jest w ogóle przekładalne, czy to jeden z tych terminów których nie wolno tłumaczyć bo się coś gubi. Bo jeśli Tajlandczyk mówi dhamma, hinduski bramin mówi dharma, a sikh mówi dharam - to mamy do czynienia z tym samym pojęciem czy tylko podobnym brzmieniem?
Też o tym myślę od początku tej rozmowy. Mam wrażenie że to jest jak słowo 'miłość' - wszyscy go używają, wszyscy się rozumieją, ale gdy zaczniesz drążyć, okazuje się że każdy mówi o czymś innym. Czy ktoś zna jakiś dobry przekład dharmy który nie kłamie?
Przepraszam że wtrącam, ale chciałam zapytać o coś praktycznego. Skoro hinduska dharma jest związana z urodzeniem i kastą - co to oznaczało dla kobiet? Czy kobieta miała swoją dharmę po prostu dlatego że była kobietą, bez względu na to czego chciała?
Mirabai to ta hinduska mistyczka co do ślubu z Krishną? Słyszałam o niej kiedyś, ale nie wiedziałam że to było takie kontrowersyjne w swoim czasie. Jak reagowała jej rodzina?
Dobra, ale to mi rodzi pytanie - jeśli w hinduizmie dharma jest przypisana do urodzenia i płci, a mimo to pojawiają się tacy ludzie jak Mirabai czy Kabir którzy ją łamią i są potem czczeni jako święci, to co to mówi o samym systemie? Że jest wewnętrznie sprzeczny?
To nie jest sprzeczność, to raczej napięcie które hinduizm świadomie wbudował w siebie. Bhakti jako ścieżka miała to do siebie że stawiała bezpośrednią relację z Bogiem ponad wszelkie hierarchie - kastę, płeć, wykształcenie. Ale ta ścieżka była w pewnym sensie 'wyjątkiem od reguły', nie zastąpieniem reguły. Normalny hindu miał dalej przestrzegać swojej dharmy, a bhakti było dla tych których Bóg 'wybrał'.
To jest coś co mnie bardzo zastanawia - w sikhizmie jak rozumiem nie ma tej hierarchii ścieżek? Każdy ma taką samą relację z Waheguru, bez względu na urodzenie? Bo to by znaczyło że sikhijska dharma jest z definicji bardziej egalitarna niż hinduska.
Pięć sfer w sikhizmie - to jest coś o czym w ogóle nie wiedziałam. Czy to jest opisane szczegółowo w Guru Granth Sahib? I jak te sfery mają się do hinduskich loka czy buddyjskich światów?
To jest naprawdę piękna koncepcja, że dharma jest nie tylko zasadą jak żyć, ale też etapem w duchowej drodze. Zupełnie inaczej to pojmuję niż na początku tego wątku. Ale mam jeszcze pytanie - czy buddyzm tybetański traktuje dharmę inaczej niż therawada? Bo to chyba inna gałąź zupełnie?
Czekajcie, bo mnie coraz bardziej gubi ta rozmowa w dobrym sensie. Zaczęliśmy od prostego pytania jak trzy religie rozumieją jedno słowo, a teraz mamy sfery kosmiczne w sikhizmie, kobiecą dharmę w hinduizmie i dwa różne buddyzmy. Czy ktoś mógłby powiedzieć wprost - gdzie jest największa różnica? Hindus, buddysta i sikhijczyk przy jednym stole, kto z kim się bardziej zgadza?
To co Kometka napisała o przekładzie jako decyzji filozoficznej uderzyło mnie mocno. Zastanawiam się czy to nie jest problem wszystkich świętych tekstów, nie tylko tych indyjskich. Jak tłumaczymy 'logos' z Ewangelii Jana - 'słowo', 'rozum', 'sens'? Każdy wybór czegoś nie uchwyci. Ale wróćmy do dharmy - czy ktoś wie jak pierwsi europejscy orientaliści tłumaczyli to słowo? Jakiego wyboru dokonali i dlaczego?
a moze dlatego tak trudno to zrozumiec ze my w europie myslimy o prawie jako o tym co ktos ustalil a tam to jest jakies prawo ktore po prostu JEST jak grawitacja? to by wyjasnialo dlaczego nikt nie pisze ze dharme ktos stworzyl
To jest coś na co nie byłem zupełnie przygotowany czytając ten wątek. Czy to oznacza że hinduizm jest bliżej czegoś jak stoickie 'logos' albo taoistyczne 'tao' niż bliżej chrześcijańskiego Boga? Bo tao też jest przed bogami, też jest bezosobowe. Nie twierdzę że to to samo, ale podobieństwo jest uderzające.
To gdzie w tym buddyzm? Bo Budda chyba nie wierzył w bogów jako coś ważnego? A mimo to mówił o dharmie jako o czymś fundamentalnym. Jak to działa jeśli nie ma kosmicznego porządku przed bogami tylko... jest nauka?
Chciałem dorzucić jeden wątek który tu nie padł. W buddyzmie mahajany pojawia się pojęcie buddha-dhamma albo dharmadhatu - coś w rodzaju 'przestrzeni dharmy', podstawy rzeczywistości z której wyłaniają się wszystkie zjawiska. To jest bliższe hinduskiej sanatana dharmie niż wczesny buddyzm pali. Mahajana jest starsza niż tybetański buddyzm, więc to nie jest tylko tybetańska specyfika. Czy ktoś się z tym spotkał?
I Budda w wielu nurtach hinduizmu stał się awatarem Wisznu - to jest absolutne szczyty synkretyzmu. System który chciał uciec od hierarchii i ofiar wedyjskich zostaje wchłonięty przez ten właśnie system jako jedna z jego manifestacji. Myślę że to pokazuje jak bardzo dharma w hinduizmie jest elastyczna i pojemna - może przyjąć niemal wszystko i to zneutralizować.
To co Kometka napisała o Buddzie jako awatarze Wisznu to jest naprawdę mocne. Buddyzm wychodzi z hinduizmu żeby się od niego uwolnić, a system go wciąga z powrotem. Ale wracając do dharmy - mam pytanie które mi chodzi po głowie od kilku postów. Jeśli w sikhizmie dharam to bardziej 'żyć uczciwie wobec innych', to czy sikhizm w ogóle potrzebuje tej całej kosmicznej warstwy? Guru Nanak chyba upraszczał celowo?
To mnie zastanawia - czy te trzy tradycje w ogóle zgodziłyby się że rozmawiają o tym samym? Bo my tu zestawiamy dharma/dhamma/dharam i zakładamy że to jeden byt pojęciowy który każda religia inaczej interpretuje. Ale może hinduski pundit, buddyjski mnich i sikhijski granthi powiedzieliby że to są trzy zupełnie różne rzeczy które przypadkowo brzmią podobnie?
Mam wrażenie że to pytanie Chryzoprazkaa dotyka czegoś bardzo ważnego. Bo religioznawstwo akademickie operuje kategoriami porównawczymi - zestawia pojęcia różnych tradycji. Ale wyznawcy często mają opór wobec takich porównań, bo widzą w tym zamazywanie różnic. Buddyści therawady w Sri Lance na przykład bardzo mocno akcentują że ich dhamma nie ma nic wspólnego z hinduską dharma. To jest dla nich kwestia tożsamości, nie tylko semantyki.
