To mi przypomina jak w tarocie Wieża może znaczyć katastrofę albo oczyszczenie - ta sama karta, różne szkoły, różne interpretacje. Ale kiedy wiesz z jakiego kąta patrzysz, nagle wszystko staje się jasne. Może z dharmą jest tak samo - potrzebny jest kontekst tradycji żeby słowo działało?
hej a co z tymi ludzmi co sa na pograniczu tradycji, moja znajoma na przyklad studiowala buddyzm i teraz praktykuje tez kirtan ktory jest hinduistyczny. ona sobie sklada wlasna dharme czy to nie ma sensu z zadnego punktu widzenia?
A można w ogóle mieszać te tradycje bez tego żeby traciły sens? Bo jak to co Edek mówił o zobowiązaniu - jeśli dharma wymaga czegoś konkretnego i różne tradycje wymagają różnych rzeczy, to jak pogodzić dwa zestawy wymagań jednocześnie?
Glicynia dotknęła czegoś co gryzie mnie przez całą tę dyskusję. Jest różnica między szczerym synkretyzmem który kogoś przemienia a takim pobieraniem po trochu, które nikogo nic nie kosztuje. I chyba właśnie w tej kwestii dharma jest dobrym testem - jeśli twoja 'dharma' nigdy cię nie uwiera, nigdy czegoś od ciebie nie wymaga, to może to jeszcze nie jest dharma w żadnym z tych trzech sensów.
Kometka powiedziała coś ważnego o tym teście - że dharma coś musi kosztować. Ale jak mam to sprawdzić u siebie? Serio pytam, bo zbieram się do medytacji od miesięcy i cały czas czytam o tradycjach, ale nic mnie nie boli, nic mnie nie kosztuje. Czy to znaczy że nie mam jeszcze żadnej dharmy?
To jest naprawdę dobre pytanie. W Mahabharacie jest moment kiedy Ardżuna dokładnie to pyta - 'skąd wiem jaka jest moja dharma jeśli obowiązki się kłócą?' I Kriszna mu nie daje prostej odpowiedzi, tylko mówi działaj bez przywiązania do owocu. Więc może szukanie samej siebie jest już działaniem zgodnym z dharmą?
ale w dzisejszych czasach to chyba nikt nie wie w jakiej varnie jest urodozny. moja znajoma o ktorej mowilem wczesniej powiedzilaby ze jest siudra bo rodzice biedni ale sama jest lekarzem. wiec ktora varna to jej dharma?
Przy tarocie mam podobne doświadczenie z rozkładami - różne szkoły inaczej przypisują karty do pojęć, i ktoś z zewnątrz myśli że tarot to jeden system, a tak naprawdę w środku jest kilka konkurujących podejść. Może dharma w hinduizmie jest jak właśnie tarot - jedna nazwa, wiele szkół, i dopiero kiedy wiesz do której należysz, mapa zaczyna działać?
Chcę się upewnić że dobrze rozumiem - czy to znaczy że buddyjska dhamma jest bardziej 'demokratyczna' w sensie że nie zależy od urodzenia ani od szkoły do której należysz? Bo jeśli tak, to rozumiem czemu mogła być atrakcyjna dla ludzi spoza wyższych warn.
Hilary dobrze wyczuł historyczny kontekst. Budda nauczał w językach lokalnych, nie po sanskrycie, i wprost kwestionował autorytet warn. To był element jego nauczania, nie przypadek. Ale z dhammą buddyjską też nie jest tak prosto - mamy therawadę, madhjamakę, wadżrajanę, i każda ma nieco inne rozumienie nawet tego czym jest dhamma jako nauka kontra dhamma jako prawda rzeczywistości.
Czyli każda z tych trzech wielkich tradycji jest sama w sobie rozbita na szkoły które inaczej rozumieją dharmę? To dopiero problem z porównywaniem. Może porównujemy nie trzy pojęcia dharmy ale kilkanaście?
A wracając do sikhizmu, bo trochę wypadł z rozmowy - czy ktoś wie jak sikhijska dharma radzi sobie z tym problemem wielości szkół? Znaczy, sikhizm jest stosunkowo młody, ma jeden święty tekst, Guru Granth Sahib, i nie ma kanonicznych komentarzy tak jak hinduizm. Czy to nie upraszcza sprawy?
Jest jeszcze jeden wątek który chciałem rzucić bo mi nie daje spokoju. Mówiliśmy o tym że buddyzm wziął słowo dharmy i przepisał znaczenie. Ale czy to nie jest to co robi każda tradycja która rośnie - pożycza struktury językowe otoczenia i napełnia je własną treścią? Sikhizm zrobił to samo z terminologią wedyjską i suficką jednocześnie. Może to jest właśnie mechanizm tworzenia nowej dharmy?
to znaczy ze dharma sie wciaz zmienia i moze byc nowa? bo jak tak to moze ta moja znajoma nie miesza dwoch dharm tylko tworzy trzecia kora bedzie jej wlasna?
Wincenty trafił w coś co mnie mocno uderza na koniec tej dyskusji. Wszystkie trzy tradycje - hinduizm, buddyzm, sikhizm - powstały w momencie gdy ktoś powiedział 'słowo jest to samo, ale znaczenie musi być inne'. I każdorazowo ta zmiana znaczenia nie była abstrakcją - miała twarz człowieka, Kriszny, Buddy, Nanaka. Więc może pytanie nie brzmi 'która dharma jest prawdziwa' ale 'do czyjego rozumienia dharmy jesteś gotów coś złożyć w ofierze'?
Dobra, muszę się zatrzymać przy tym co napisała Kometka na końcu. Że każda z tych tradycji powstała w momencie gdy ktoś powiedział 'znaczenie musi być inne'. Ale czy to nie oznacza że dharma jest z natury pojęciem które się opiera definicji? Bo może właśnie o to chodzi - żeby nie dało się jej zamknąć?
Irenka zadała pytanie które mnie zatrzymuje. Myślę że część słuchaczy Buddy słyszała go właśnie jako komentarz, dlatego część braminów się do niego przyłączyła, a część była wrogo nastawiona. To samo słowo tworzy most i mur jednocześnie, zależnie od tego skąd przychodzisz. I może dlatego to pojęcie przetrwało tak długo - bo jest wystarczająco pojemne żeby każdy mógł przez chwilę myśleć że mówi o tym samym.
To co napisała Kometka o moście i murze - czuję to mocno ale nie wiem czy dobrze rozumiem. Czy to znaczy że dharma jest celowo wieloznaczna, czy że po prostu nikt nigdy nie usiadł i nie powiedział 'dobra, ustalmy definicję'? Bo to są dwa zupełnie różne powody dla tej samej wieloznaczności.
no wlasnie to samo myslalem o tej mojej znajomej. ona sie uwaza za hinduistke ale zna pudie, swieta, moze kilka mantr. nie czytala wedow. wiec czy jej dharma jest 'oficjalna' wedlug tych mimansakow czy nie?
System warstwowy to świetne określenie i właśnie to mnie uderza w porównaniu z sikhizmem. Guru Granth Sahib nie jest podzielony na 'dla wtajemniczonych' i 'dla zwykłych' - jest śpiewany w całości w każdym gurudwarze i każdy może słuchać. Nie ma Mimansów i Puranów jako różnych poziomów. To robi dużą różnicę w tym jak dharma dociera do ludzi.
Wracam do pytania które Glicynia zadała parę postów wyżej, bo mi nie daje spokoju. Celowa wieloznaczność czy historyczna - a co jeśli to w ogóle nie jest pytanie na które da się odpowiedzieć z zewnątrz? Znaczy, jeśli jestem buddystą to odpowiem inaczej niż jeśli jestem hindusem. Czy my w ogóle możemy porównywać te dharmy stojąc poza którąkolwiek z nich?
Talizmanik dotknął czegoś co mnie niepokoi w całej tej dyskusji. Akademickie religioznawstwo próbuje stać 'poza' i porównywać, ale każde porównanie zakłada jakiś punkt odniesienia. Kiedy mówimy 'buddyjska dhamma jest bardziej egalitarna', to porównujemy do czego? Do hinduizmu brahmanistycznego, do kastowej praktyki, do ideałów które sam hinduizm dekonstruuje? Może uczciwie możemy powiedzieć tylko tyle jak każda tradycja rozumie siebie.
A to nie jest trochę poddanie się? Jeśli możemy mówić tylko o tym jak każda tradycja rozumie siebie, to po co w ogóle ten wątek 'dharma dharmie nierówna'? Pytam serio, nie złośliwie - bo może właśnie chodzi o to żeby zobaczyć różnice, a nie je ujednolicać?
Ta dyskusja sprawia że zaczęłam myśleć o czymś osobistym. Kiedy zaczęłam szukać swojej drogi duchowej, patrzałam na te tradycje z zewnątrz i myślałam że znajdę jedną 'właściwą' dharmę dla siebie. A teraz myślę że może to pytanie w ogóle jest źle postawione. Może dharmę się nie wybiera jak buty.
Na pytanie Hilary i Glicyni chciałbym odpowiedzieć ostrożnie. Każda z tych tradycji ma coś co można by nazwać 'dharmą szukającego' - wedyjskie pojęcie mumukszy, kogoś kto pragnie wyzwolenia, buddyjska Szlachetna Ośmioraka Ścieżka która zaczyna się od właściwego poglądu, sikhijska nasikhia czyli gotowość do nauki. Może zanim zapytamy 'która dharma' warto zapytać czy samo szukanie jest już jej częścią, tak jak mówiła wcześniej Kometka o Ardżunie.
'Wersja eksportowa' to ostre sformułowanie, Edek. Czy to nie jest trochę jak mówienie że buddyzm tybetański w Ameryce jest gorszy od tego w Tybecie? Przecież każda tradycja zmienia się przenosząc do nowego kontekstu, i nie zawsze jest to utrata czegoś.
Chryzoprazkaa ma punkt, ale wracając do pytania Hilary o bariery wejścia - chyba najuczciwiej jest powiedzieć że te trzy tradycje mają bardzo różne koncepcje tego kto 'należy'. W sikhizmie inicjacja amrit jest otwarta dla każdego. W therawadzie wystarczy schronienie w Trzech Klejnotach. Hinduizm jest w tej kwestii najbardziej zróżnicowany wewnętrznie.
