Nie do końca, bo uznanie istnienia dżinnów nie oznacza zachęty do kontaktowania się z nimi. Wręcz przeciwnie, w klasycznej teologii sunnickiej szukanie kontaktu z dżinnami jest kojarzone z praktykami zabronionymi. To trochę jak z demonologią w średniowiecznym chrześcijaństwie, demony istniały teologicznie, ale nie znaczyło to że możesz wywoływać.
To co Wierzbina pisze o demonologii chrześcijańskiej ma sens, ale chciałem dopytać - czy w islamie ta granica jest równie wyraźna? Bo w chrześcijaństwie masz z jednej strony oficjalny egzorcyzm jako rytuał kościelny, a z drugiej zakaz wywoływania duchów. Czyli kościół uznaje że byty istnieją, ale kontakt z nimi jest zakazany. Czy w islamie jest podobna logika?
A wracając do wyjścia z ciała, to czy ktoś wie jak to jest z islamską duszą? Znaczy w chrześcijaństwie masz duszę nieśmiertelną, w buddyzmie nie ma trwałego ja, a jak jest w islamie? Czy dusza może wychodzić z ciała według tej tradycji?
Islam ma pojęcie ruh i nafs, to dwa różne aspekty duchowe człowieka. Ruh to tchnienie od Boga, nafs to coś bliższego ego czy osobowości. Koran mówi że ruh jest domeną Boga i człowiek wie o nim mało. Nie ma tam rozbudowanej doktryny o astralnym ciele które wędruje. Ale są opisy wniebowstąpienia Proroka, czyli Miraj, i to jest interpretowane różnie - dosłownie fizycznie albo jako podróż duchowa.
Tylko żeby nie przesadzić z tym zestawianiem. Ibn Arabi pisze w ramach islamskiej metafizyki, bazuje na tawhid, jedności boga, i to jest fundament wszystkiego. Projekcja astralna w sensie Monroe to zupełnie inny model ontologiczny, tam nie ma boga w centrum, jest indywidualny eksperymentator. Zestawiać można, ale to nie to samo.
Ale to jest ogólny problem porównawczego religioznawstwa, nie tylko tej rozmowy. Pytanie czy szukamy podobieństw strukturalnych czy tożsamości doktrynalnych. Jak patrzysz strukturalnie, to wszędzie jest jakiś podmiot, jakiś ruch, jakaś inna przestrzeń i powrót. Jak patrzysz doktrynalnie, to każda tradycja mówi o czymś innym.
Przepraszam że wchodzę z czymś osobistym ale ta rozmowa o islamie i dżinnach przypomniała mi coś. Mam koleżankę z Maroka i ona opowiadała że jej babcia wierzyła że złe sny to są właśnie dżinny. Że jak śnisz coś strasznego to znaczy że dżinn cię dotknął. Czy to jest ortodoksja czy właśnie ta ludowa warstwa?
To właściwie w każdej tradycji jest ta sama struktura: oficjalna doktryna na górze i popularna praktyka pod spodem, która często się miesza. W katolicyzmie masz theologię o świętych i pod tym całą warstwę praktyk które kościół przez wieki tolerował bo nie mógł wytępić.
Fana to co dokładnie? Nie słyszałem tego słowa wcześniej.
Ale czekajcie, bo to otwiera coś ważnego. Mówimy o różnych celach: Monroe chce zachować świadomość i eksplorować, sufizm chce ją rozpuścić, buddyzm tybetański pracuje ze śnieniem żeby rozpoznać naturę umysłu. To są trzy różne projekty. Czy one mogą w ogóle być porównywalne skoro ich cel jest tak różny?
To jest właściwe pytanie i myślę że odpowiedź brzmi: technika może być analogiczna, filozofia fundamentalnie różna. Jak wchodzisz w odmienne stany metodami oddechowymi, to pewne neurobiologiczne procesy zachodzą niezależnie od twojej teologii. Co z tym robisz i jak to interpretujesz, to już zależy od ramy. I dlatego nie można powiedzieć że Monroe robił to samo co suficki mistrz, nawet jeśli stan mógł być podobny.
No właśnie, to jest pytanie które mnie nurtuje od początku tego wątku. W Monroe masz jakby stałe ja które podróżuje. Ale w sufizmie to ja się rozpuszcza. A w śnieniu lucydnym tybetańskim? Czy tam jest jakiś podmiot który wędruje czy raczej rozpoznaje że nie ma wędrówki?
w dzogczen i w tradycji śnienia według Namkhai Norbu to jest bardziej rozpoznanie. Nie ma podróżnika który jedzie do innego miejsca, jest świadomość która rozpoznaje że wszystkie stany są równorzędne. Sen, jawajność, bardo. Cel jest inny niż u Monroe, choć metoda na poziomie wejścia w sen może wyglądać podobnie.
Ale to trochę brzmi jak filozoficzna różnica która w praktyce może nie mieć znaczenia. Znaczy jeśli dwie osoby robią dokładnie to samo, wchodzą w stan między snem a jawą i mają świadome doświadczenia, to czy naprawdę ważne jest jak to nazywają?
To znaczy że samo myślenie o projekcji jako projekcji zmienia to co przeżywasz? Nigdy tak o tym nie myślałam. Zawsze zakładałam że doświadczenie jest jedno i tylko interpretacja jest różna.
To jest stary spór w filozofii mistycyzmu, Katz kontra Stace. Katz mówi że doświadczenie jest zawsze zapośredniczone przez kulturę i nie ma czystego doświadczenia mistycznego. Stace mówi że jest rdzeń który jest taki sam. I do dziś nie ma konsensusu.
Ja tam zawsze myślałem że jak wychodzisz z ciała to wychodzisz i tyle, nie ma różnicy w jakiej tradycji to robisz. Ale ta rozmowa mnie trochę zmienia.
Raz coś mi się zdarzyło przy zasypianiu, takie uczucie że zaczynam wypadać z siebie. Bardzo krótko, ale czułem jakby moje ciało zostało z tyłu. Nie wiem co to było, dlatego tu jestem w tym wątku.
Wracając na chwilę do dżinnów bo wątek gdzieś odpłynął. Rozumiem że w ortodoksyjnym islamie dżinny są bytem realnym, stworzonym z ognia, mającym wolną wolę. Ale czy to oznacza że mogą ingerować w to co się dzieje podczas snu albo wychodzenia z ciała? Czy jest jakaś doktryna na ten temat?
Dżinny w islamie to jest temat który właśnie oscyluje między ortodoksją a tym co Karrot wcześniej nazwał warstwą ludową. Koran potwierdza ich istnienie, jest nawet sura At-Dżinn. Ale szczegółowe opowieści o tym jak dżinny wchodzą w sny, opętują, pojawiają się w granicznych stanach świadomości, to już bardziej literatura i tradycja ludowa niż teologia.
Przepraszam że pytam bo może to głupie pytanie, ale czy dżinny to to samo co duchy? Zawsze myślałam że to synonim ale z tej rozmowy wynika że nie.
I właśnie dlatego pytanie z tytułu wątku o dżinny jest ciekawe. Bo jak dżinn to oddzielny gatunek z własną wolą, to spotkanie z nim podczas czegoś w rodzaju projekcji astralnej ma inny status niż spotkanie z wytworem własnej psychiki. To jest ontologicznie inne twierdzenie.
No ale skąd w ogóle można to rozstrzygnąć? Subiektywnie doświadczenie bytu który ma własną wolę i cię zaskakuje wygląda tak samo niezależnie od tego czy to projekcja psychiki czy realny dżinn. Chyba że ktoś ma pomysł jak to empirycznie odróżnić?
Wracając do tego co Ruta powiedziała o odróżnieniu. W niektórych tradycjach sufi jest coś takiego jak próba bytu, czyli rodzaj testu czy to co napotykasz ma własną wolę czy tylko reaguje na twoje oczekiwania. Ale to brzmi prosto a w praktyce jest bardzo trudne do przeprowadzenia.
To znaczy że nawet jak dżinn powie ci coś czego nie wiesz, to i tak możesz nie być pewien czy to nie twój własny umysł to wymyślił? To brzmi jak pułapka bez wyjścia.
Czyli ortodoksja islamska raczej mówi żeby się od tego trzymać z daleka? Trochę inaczej to sobie wyobrażałem, myślałem że skoro dżinny są częścią teologii to może jest jakaś usystematyzowana wiedza o kontakcie.
Jest, ale to jest wiedza o tym jak unikać kontaktu albo jak się bronić, nie jak go szukać. Ruqyah to są koraniczne formuły ochronne, stosowane zresztą do dziś przez muzułmańskich egzorcystów. Szukanie kontaktu to już zupełnie inna kategoria i tam zaczyna się napięcie między ortodoksją a praktykami ludowymi.
