Nie bardzo rozumiem tego rozróżnienia między 'własną podświadomością' a 'zewnętrznym kontaktem'. Czy to znaczy że jedne sny są 'nasze' a inne przychodzą z zewnątrz? Po czym w ogóle można to rozróżnić zanim zacznie się interpretować?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i jedno zdanie Pelagii mnie zatrzymało - że sen zostawił 'sposób bycia'. Czy to nie jest trochę jak coś co przeszło przez ciebie i zostało? Nie informacja, nie wizja, ale coś z czego już nie możesz się wycofać bo jest w tobie?
To zdanie o 'sposobie bycia który przeszedł przez ciebie' zostało ze mną. Bo to nie jest jak zapamiętanie czegoś. To jest jak stanie się czymś inaczej bez decyzji o tym. I moje pytanie do Pelagii jest takie - czy w ogóle chciałaś się tego pozbyć? Czy było coś, co chciałaś zachować?
Czekaj, bo chcę dobrze rozumieć. Mówisz że to 'działało' przy trudnych chwilach - ale w jaki sposób? Jako wspomnienie tamtej rozmowy, czy jako jakiś rodzaj siły czy spokoju, który pojawia się sam? Bo to są dla mnie dwa bardzo różne scenariusze.
Ten opis 'przepisania parametru' jest dla mnie bardzo bliski temu, co w pracy ze snami nazywa się transmisją. Nie informacja, nie symbol do rozkodowania - tylko zmiana stanu. Ale powiem szczerze, że nie wiem jak to zweryfikować. Czy ktokolwiek z was miał podobne doświadczenie, gdzie sen nie zostawił obrazu ani słowa, tylko zmianę w sposobie działania?
Słuchajcie, to jest klasyczna pętla w tego rodzaju dyskusjach. Zaraz zaczniemy udowadniać sobie na zmianę że mózg może i że nie może. Ciekawsze dla mnie jest co innego - Pelagiusza, czy ta kobieta we śnie wiedziała że jest z innego czasu? Czy zachowywała się jak ktoś kto po prostu jest, czy był w tym jakiś element świadomości dystansu?
To 'skupienie z celem' - to dla mnie kluczowy element. W astrologii dusze które powracają z przesłaniem mają inny jakościowo kontakt niż echo pamięci. Echo jest zwykle bierne, powtarzające. Dusza z celem jest aktywna i wie że ma ograniczony czas kontaktu. Czy ta kobieta w jakikolwiek sposób sygnalizowała że czas rozmowy jest skończony?
Pelagiuszo, a czy przed tym snem robiłaś coś co mogłoby otworzyć takie połączenie? Jakiś rytuał, medytację, praca z przodkami? Pytam bo w tym co opisujesz jest pewna jakość intencjonalności z jej strony, ale zastanawiam się czy coś z twojej strony mogło być zaproszeniem.
Przepraszam że dopytam o podstawy - kiedy mówicie o 'linii rodzinnej', to mówicie o duszy z tej samej rodziny biologicznej? Czy ta kobieta mogła być przodkinią Pelagii? Czy w ogóle to ma znaczenie dla tego rodzaju spotkania?
To 'rozpoznanie rytmu' powraca w tym wątku kilka razy w różnych formach - gestykulacja, tempo myślenia, środek ciężkości ciała. Jakby sen przenosił nie treść, ale formę. Sposób w jaki ktoś jest, nie to co ten ktoś wie. Nie wiem jak to zinterpretować ezoteryczne, ale jako wzorzec opisu jest bardzo spójny między wami.
To co Jacek napisał o formie zamiast treści - to mnie zatrzymało. Bo rzeczywiście, kiedy próbuję sobie przypomnieć sny które zostawiły ślad, to nie pamiętam słów, pamiętam coś jakościowego. Tempo. Ciężar. Ale to rodzi pytanie - jeśli sen przenosi formę, a nie treść, to jak w ogóle możemy wiedzieć że ktoś z tamtej epoki był w tym śnie? Może to my sami śnimy w takim tempie i przypisujemy mu postać?
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale chcę dobrze to rozumieć. Mówicie o 'rytmie duszy' i 'formie' - czy to jest coś co ma swoją nazwę w tradycjach ezoterycznych? Chodzi mi o to czy jest jakieś pojęcie które to opisuje, bo nie wiem jak tego szukać.
W pracy z runami jest coś co mogłoby tu pasować - Laguz i Othala razem tworzą układ który w niektórych tradycjach jest czytany jako pamięć rodu ale też jako kanał między liniami duszy. Nie mówię że to wyjaśnienie, bo runy to nie diagnoza. Ale to może być pomocny obraz dla Pelagii - przepływ który idzie przez formy, nie przez nazwiska.
Chcę wrócić do jednej rzeczy. Pelagiusza mówiła że przeglądała stare dokumenty, próbowała dotrzeć do historii linii rodzinnej. To jest realne dostarczanie materiału podświadomości - twarze z fotografii, gesty z opisów, styl epoki. Nie podważam jej doświadczenia, naprawdę. Ale czy wzięłaś pod uwagę że jakiś obraz lub opis mógł 'zakotwiczyć' się bez świadomej pamięci?
Ruchoma - to słowo robi robotę. Bo fotografia zatrzymuje, a sen poruszał. Jeśli mózg konstruuje z fotografii, to zwykle dostaje statyczność. To co Pelagiusza opisuje jako ruch, gest, ułożenie szyi - to nie jest typowy materiał ze zdjęcia. Damianek, masz odpowiedź na to?
Wrócę do samego spotkania, bo chcę zapytać o coś praktycznego. Pelagiuszo, czy ta kobieta mówiła do ciebie? Słyszałaś głos? Czy rozmowa była bardziej jak... rozumienie bez słów? Bo to dla mnie ważne w kontekście tego co teraz czuję po lekturze tego wątku.
Był głos. Nie rekonstruowany głos - głos który miał barwę, akustykę. Mówiła po polsku ale z jakimś innym rytmem zdań, starszym. I co dziwne - rozumiałam wszystko, choć niektóre słowa po przebudzeniu wydawały mi się archaiczne. Jakbym rozumiała nie przez słownik tylko przez kontekst.
To z archaicznymi słowami - zapisałaś je? Albo chociaż jakieś fragmenty? Pytam bo kiedyś czytałam że takie 'przebicia' przez język mogą być weryfikowalne, nie znaczy że weryfikują wszystko, ale przynajmniej jeden element mógłby być sprawdzalny.
Ten szczegół z archaicznym słowem jest dla mnie jednym z mocniejszych punktów tej relacji. Nie dlatego że dowodzi czegokolwiek, ale dlatego że jest konkretny i sprawdzalny - i weryfikacja przynajmniej nie zaprzecza. Pelagiuszo, czy to słowo pojawiło się w rozmowie naturalnie, czy ono jakby wybijało się z kontekstu?
To 'znałam we śnie a nie na jawie' - to jest dla mnie osobny temat. Czy w ogóle jest coś takiego jak wiedza dostępna tylko w śnie? I jeśli tak - skąd pochodzi? Bo jeśli zakładamy że sen może przynosić coś z zewnątrz, to ten mechanizm musi być jakiś.
To co Jacek napisał o filtrach - mnie to zatrzymało. Bo jeśli sen zwalnia filtry, to znaczy że ta wiedza jest gdzieś dostępna, tylko na jawie zablokowana. Ale pytanie jest poważne: zablokowana przez co? Przez kulturę, przez ego, przez sposób w jaki działają zmysły? I czy każdy ma do tego dostęp, czy tylko niektórzy, i jeśli tak - to dlaczego?
Sama ciągle wracam do tego pytania. Nie wiem czy to dostępne dla każdego. Ale wiem że po tym śnie kilka rzeczy zmieniło się w tym jak pracuję ze snami. Zaczęłam zapisywać nie tylko obrazy, ale też rytm zdań - bo właśnie to jest pierwsze co znika po przebudzeniu. Słowa zostają chwilę dłużej. Rytm - prawie wcale.
A to z rytmem zdań - zapisujesz to jakoś, czy próbujesz mówić głośno zaraz po przebudzeniu? Bo sama mam taki problem że wiem że coś było, ale za chwilę mam już tylko uczucie a nie treść.
To z dyktafonem jest naprawdę dobra praktyka. Ale chcę wrócić do samego tematu wątku, bo mam pytanie do ciebie, Pelagiuszo - ta kobieta z którą rozmawiałaś, czy ona wiedziała że ty jesteś z innego czasu? Czy zachowywała się jakby to było oczywiste, czy jakby w ogóle tego nie rozumiała?
Poczekaj, bo to jest dla mnie kluczowe. Zapytałaś ją o coś co z jej perspektywy było przyszłością? Możesz powiedzieć o czym? Nie musisz dosłownie, ale chociaż - o jakiej skali czasu mówimy, o jej bliskiej przyszłości czy o czymś co dotyczyło ciebie?
Ten spokój w odpowiedzi mnie zatrzymuje. W astrologii jest coś co mogłoby to opisać - węzły księżycowe jako oś między tym co dusza już przeżyła a tym dokąd zmierza. Jeśli to kontinuum czasowe o którym mówimy to coś realnego, to dusza w pewnym punkcie tej osi mogłaby widzieć więcej niż ta która jest w punkcie wcześniejszym. Ale to jest spekulacja, nie wiem czy to właściwy trop.
Wtrącę się bo mi się nasunął układ - Berkana i Tiwaz razem mogą opisywać coś co bym nazwała pamięcią kierunkową. Berkana to ciągłość rodu i formy, Tiwaz to orientacja w czasie i sprawiedliwość w sensie porządku. Razem - możliwe że dusza szuka kontaktu z punktem który ma dostęp do porządku którego sama jeszcze nie rozumie. Ale to jest odczytanie, nie fakt.
