Forum

Asystent AI
Niewidzialny domown...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Niewidzialny domownik - chowa rzeczy, odkłada gdzie indziej


Wpisy: 39
Rozpoczynający temat
(@zaintrygowana)
Połączone: 2 miesiące temu

Witam, piszę bo dzieją się u mnie w mieszkaniu rzeczy, których nie umiem sobie wytłumaczyć i jestem już naprawdę zmęczona. Krótko - od jakichś trzech miesięcy ciągle mi giną rzeczy. Klucze z miseczki przy drzwiach. Pierścionek po babci, który zdejmuję do mycia naczyń i odkładam zawsze w to samo miejsce. Okulary mojego męża. Ostatnio nawet pilot do telewizora. I co najdziwniejsze - po jakimś czasie znajduję te rzeczy, ale w zupełnie innym miejscu niż je zostawiłam. Pierścionek znalazłam w pralni między ręcznikami, choć NIGDY tam nie chodzę z biżuterią. Okulary były w lodówce. Tak, w lodówce. Mąż twierdzi że to ja je tam zostawiam i mam stwardnienie rozsiane czy coś. Mieszkamy we dwoje, bez dzieci, bez zwierząt. Nie wiem już co o tym myśleć. Czy ktoś z Was miał coś podobnego? Nigdy się tym nie zajmowałam, ale szukałam w sieci i trafiłam na to forum.


Odpowiedz
31 odpowiedzi
Wpisy: 2242
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

To bardzo rozpoznawalne. Większość z nas miała coś podobnego, albo zna kogoś bliskiego kto miał. Klucze i okulary to klasyczne przedmioty "zabierane". Plus lokalizacje - pralnia, lodówka, koszyk z owocami, parapet w pokoju, w którym nie bywasz - to też się powtarza. Zanim zaczniemy snuć interpretacje, powiedz proszę: czy w mieszkaniu wprowadziliście ostatnio jakieś zmiany? Remont, przeniesione meble, nowy mebel z drugiej ręki, antyk po kimś z rodziny? Plus - czy w okresie tych trzech miesięcy działo się coś emocjonalnie silnego u Ciebie lub męża? Stres w pracy, choroba w rodzinie, niedawna śmierć kogoś bliskiego?


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@zaintrygowana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 39

@Sauwak Tak, faktycznie. Trzy i pół miesiąca temu wprowadziliśmy się do mieszkania mojej zmarłej babci. Mieszkała tu sama przez ostatnie 20 lat, zmarła w grudniu. Zostawiła nam mieszkanie w testamencie. Nie remontowaliśmy, większość mebli zostawiliśmy jej. Niektóre nasze, część jej. Mąż mówił że "nie chce mieszkać między starymi rzeczami" ale ja się uparłam żeby trochę zostawić. Mam wrażenie że właśnie odkąd się wprowadziliśmy, zaczął się ten cały chaos.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Zaintrygowana To wiele wyjaśnia. Tradycja słowiańska na to ma swoje określenia - mówiłybyśmy że dom ma "starego gospodarza", którego my nazywamy Domowikiem. Po śmierci długoletniej mieszkanki energia miejsca jest jeszcze do niej "przypisana". Wchodzicie do tej energii jako nowi, ona Was poznaje. Często takie zachowania nowego mieszkania to po prostu rozpoznawanie - dom "sprawdza" co przynieśliście. Klucze giną i wracają, bo ktoś chce, żebyś go zauważyła.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Zaintrygowana Zanim pójdziesz w interpretacje energetyczne - sprawdź proste rzeczy. Przeprowadzka wywołuje u ludzi krótkotrwałe zaburzenia uwagi i pamięci miejsc. Mieszkasz w nowym układzie, ręka idzie automatycznie tam, gdzie kładła klucze w starym mieszkaniu. Mózg czasem "nakłada" stare mapy na nowe, stąd pomyłki. Pierścionek w pralni - mogłaś tam pójść z nim w ręku i bezmyślnie odłożyć. Okulary w lodówce - klasyka, naprawdę występuje przy zmęczeniu i wielozadaniowości. Plus stres po przeprowadzce wzmacnia te zjawiska. Nie mówię że Lady się myli, tylko że trzeba przesiać racjonalne hipotezy zanim pójdziemy w stronę "domowika".


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Hellan Częściowo się z Tobą zgadzam. Tylko że w opisie Zaintrygowanej kilka rzeczy nie pasuje do hipotezy "rozkojarzenie". Pierścionek po babci który "zawsze odkłada w to samo miejsce" - to jest automatyzm. Plus ZAINTRYGOWANA tego nie tłumaczy sobie sama jako rozkojarzenia - twierdzi że odkłada zawsze tak samo. Czyli ma świadomość zwyczaju. Trudniej tu o pomyłkę.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Zaintrygowana Mam pytanie. Kiedy pierwszy raz coś zniknęło - zwracała Pani na to uwagę, że "no, znowu, gdzie ja to położyłam", czy to było wręcz szokujące "TEGO TU NIE BYŁO"? Bo to są dwa różne sygnały.


Odpowiedz
(@zaintrygowana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 39

@Bylica To był szok. Pierwszy raz zniknął mi telefon. Położyłam go na blacie w kuchni, robiłam herbatę, nie wychodziłam z kuchni. Po trzech minutach nie ma. Szukałam pół godziny. Znalazłam za sześć dni, na półce z butami w przedpokoju. Nie mam jak go tam zostawić, nawet jakbym chciała. To było tak nieprawdopodobne, że spisałam to w kalendarzu. Potem zaczęło się więcej.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Zaintrygowana Telefon znaleziony po sześciu dniach na półce na buty to klasyka tego, co w literaturze anglosaskiej nazywa się "JOTT" (z ang. "Just One of Those Things" - czyli "po prostu jedna z tych rzeczy"). Mary Rose Barrington zebrała setki takich przypadków w swojej książce z 2018. Przedmiot znika w jednym miejscu, pojawia się w innym, czasem po dniach, czasem po tygodniach. Lokalizacje są nieoczywiste, a często wręcz "demonstracyjnie głupie". Półka z butami w przedpokoju - klasyczna kategoria "demonstracyjnego absurdu".


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Kapturek Świetnie że Barrington wjechała do tej rozmowy. Bo to nie jest temat tylko polski albo słowiański. Anglosasi mają swoje historie - "borrowers" (czyli "pożyczacze"), "brownies" (skrzaty domowe), "Tomte" (skandynawski domowy duch). Wszędzie na świecie ludzie opisują dokładnie ten sam wzór. Coś bierze, coś odkłada w dziwnym miejscu. Czasem oddaje, czasem nie. Czasem przedmioty nigdy nie wracają.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1991

@Lurisk Plus interesujące jest to, że Barrington wprowadziła klasyfikację - "walkabouts" ("wędrowcy") to przedmioty które znikają i wracają w to samo miejsce (po dniach czy tygodniach). "Comebacks" ("powracające") - znikają i pojawiają się gdzie indziej. "Flyaways" ("uciekinierzy") - znikają na zawsze. "Turn-ups" ("przybysze") - rzeczy pojawiające się znikąd. Każdy typ ma swoje cechy.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Krysztal Plus "windfalls" ("nieoczekiwane znaleziska") - przedmioty pojawiające się w nieoczekiwanych miejscach, należące do osoby, ale o których zapomniała. To wszystko są zjawiska osobne, choć łączy je niewytłumaczalne przemieszczenie. Zaintrygowana opisuje głównie "comebacks" (powraty) - znika z punktu A, pojawia się w punkcie B, niezwiązanym kontekstowo.


Odpowiedz
Wpisy: 39
Rozpoczynający temat
(@zaintrygowana)
Połączone: 2 miesiące temu

Pytam się, co właściwie mam z tym zrobić? Bo czytam Was i już sama nie wiem - to duch babci, jakiś domowik, mój mózg, czy może problemy z mężem? Bo widzę że mąż się ze mnie śmieje, ale ja przy nim też tracę cierpliwość. Czy mam się tego BAĆ? Czy to jest coś groźnego?


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Zaintrygowana Spokojnie. Nic Wam tu nie grozi. Sygnały które opisujesz to bardzo łagodna kategoria. Klucze i okulary w nieoczekiwanych miejscach - to nie jest agresja, to jest "obecność". Zazwyczaj coś chce zostać zauważone, to wszystko. Niegroźne. Nikt Cię nie krzywdzi, nic na Ciebie nie spada, nic Cię nie atakuje. To są subtelne sygnały, nie zagrożenie.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1380

@Zaintrygowana Plus tradycyjnie ludzie patrzyli na takie zjawiska wręcz pozytywnie. Dom miał swojego stałego mieszkańca, niewidzialnego, który pilnował porządku po swojemu. Nie zawsze rozumieliśmy jego logikę, ale wiedzieliśmy że jest obecny. To bardziej kwestia ustalenia "współżycia" niż walki czy strachu.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Zaintrygowana Trzeba odróżnić dwie rzeczy. Pierwsze - czy to faktyczne zjawisko niewytłumaczalne, czy zaburzenia uwagi po przeprowadzce. Drugie - jeśli jest niewytłumaczalne, to czy w tym mieszkaniu "coś" jest, czy energia po babci się jeszcze "rozwiewa". To są dwie różne diagnozy, dwie różne strategie.


Odpowiedz
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 777

@Zaintrygowana A jak wyglądały sprzęty babci? Pytam bo czasem rzeczy są "przywiązane" do innych rzeczy. Babcia miała coś, co szczególnie kochała? Lampę, zegar, lustro, pamiątkę?


Odpowiedz
(@zaintrygowana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 39

@Lalik Tak, miała stary zegar wahadłowy w salonie, jeszcze przedwojenny. Mamy go nadal, nie pozbyliśmy się. Plus kilka jej fotografii ślubnych w sypialni. I serwantka z porcelaną. Cała reszta - meble, lampy, dywany - jej.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Zaintrygowana Zegar wahadłowy - klasyczny "kotwicowy" przedmiot w starych domach. Pełni rolę punktu energetycznego, do którego "przyzwyczaja się" mieszkanie. Stojący od kilkudziesięciu lat w tym samym miejscu, ma swoją własną stabilność. Po śmierci babci ten zegar prawdopodobnie nadal "wybija" rytm jej życia, choć nikogo żywego już tam nie ma. Trochę jak metronom dawnej obecności.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Zaintrygowana Plus fotografie ślubne - to są obrazy z dużym ładunkiem emocjonalnym. Babcia patrzy na Was z tych zdjęć codziennie. To nie znaczy że to złe - po prostu wpływa na atmosferę mieszkania. Czy na fotografiach jest też zmarły dziadek?


Odpowiedz
(@zaintrygowana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 39

@Kunia Tak, są oboje na zdjęciach ślubnych. Dziadek umarł 25 lat temu. Babcia tylko jego trzymała na fotografii dużej, plus mniejsze ze ślubu. Mówiła że "go tu trzyma".


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Zaintrygowana Babcia "trzymała dziadka tu". To jest informacja. Czyli mieszkanie ma 25-letni nawyk obecności dziadka, plus 3-miesięczny ślad obecności babci. Plus Wy nowi. To są trzy warstwy energetyczne mieszkania. Coś się tam organizuje, miesza, sprawdza nawzajem. Stąd dziwne zachowania przedmiotów.


Odpowiedz
Wpisy: 856
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Z mojej praktyki - przy przeprowadzkach do mieszkań po zmarłych krewnych ten wzór się powtarza w 60-70% przypadków. Tylko że większość ludzi to ignoruje albo zwala na "stres". W tym kontekście Twoja sytuacja jest dosyć typowa.


Odpowiedz
Wpisy: 1047
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Dodam coś z polskiej tradycji ludowej. Babcie na wsi mówiły o "Ubożętach" - domowych skrzatach, które chowały rzeczy. Czasem żartem, czasem żeby zwrócić uwagę. Plus wątek "chowańca" - domowy duch, czasem przywiązany do konkretnego przedmiotu (lampy, lustra, mebla). To była stała część świata wiejskiej polski jeszcze 100 lat temu.


Odpowiedz
Wpisy: 2421
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wkraczam tu z konieczną korektą metodologii. Wszyscy budujemy interpretację na założeniu że za zjawiskiem stoi "obecność". Ale Zaintrygowana nie ma żadnych innych objawów - nie widzi postaci, nie słyszy kroków, nie ma wrażeń obecności. Ma tylko przemieszczające się przedmioty. To jest WĄSKA kategoria zjawisk. Może być tłumaczona dystraktorską teorią uwagi, plus czynnikiem ludzkim (mąż?), bez konieczności sięgania do energetyki.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Hellan To ważny punkt. Plus warto zapytać Zaintrygowaną - czy mąż mógł celowo lub nieświadomie przekładać te rzeczy? Bo to jest najprostsze racjonalne wyjaśnienie. Mężczyzna który ironizuje "no znowu zgubiłaś" mógł też ich przesuwać, świadomie albo nieświadomie.


Odpowiedz
(@zaintrygowana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 39

@Pajeczyna Myślałam o tym. Ale niektóre rzeczy ginęły, kiedy mąż był w pracy lub na delegacji. Pierścionek zniknął w niedzielę, mąż był wtedy u brata. Telefon zniknął gdy byłam sama w domu. Mąż akurat na te dni nie pasuje.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Zaintrygowana Ok, to wyklucza męża. Co prowadzi do dwóch poziomów. Pierwszy - własna uwaga, własny stres, własne automatyzmy. Drugi - "coś jeszcze". Większość przypadków zostaje na pierwszym poziomie. Ale Twój przypadek może być w mniejszości, która wymaga drugiego.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1317

@Pajeczyna Wracając do tego o czym powiedziałaś. Mary Rose Barrington podkreślała że kluczową cechą prawdziwego JOTT to jest niemożliwość obecności w lokalizacji końcowej. Telefon na półce na buty, gdy Zaintrygowana nie miała go w ręce w przedpokoju - to klasyczny JOTT. Pierścionek w pralni, gdy nie chodziła tam z pierścionkiem - klasyka. To są przypadki które po wykluczeniu pomyłki uwagi pozostają niewytłumaczalne.


Odpowiedz
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1424

@Cohen Plus to nie jest jednorazowe. Zaintrygowana opisuje kilka przedmiotów w przeciągu trzech miesięcy. Statystycznie pojedyncze "JOTT" da się odbić przypadkiem, seria - już trudniej. To jest argument za tym że coś tu się dzieje systematycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 2120
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Mam podobne doświadczenie, choć w mniejszej skali. Pierścionek po mamie zniknął mi z półki. Szukałem dwa tygodnie. Znalazłem w kieszeni płaszcza, którego od miesięcy nie zakładałem. Płaszcz wisiał w szafie, kieszeń sprawdzałem dziesięć razy. Niemożliwe, że tam włożyłem - nawet nie miałem dostępu do tego pierścionka w tym czasie. Ale tam był.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Whisper Klasyka. To pasuje do tego co opisał Cohen - lokalizacja, do której nie mogłeś sam przedmiot dostarczyć w okresie zniknięcia. Niewytłumaczalne. Mary Rose Barrington miała kilkadziesiąt takich przypadków w swojej kolekcji.


Odpowiedz
Udostępnij: