Coś, co mnie cały czas męczy. Po niektórych moich pracach miewam wyjątkowo wyraziste sny – czasem z elementami pasującymi do intencji, czasem zupełnie z innej beczki, ale zapamiętane na długo. Po innych pracach śpię jak kamień i nic. Pytanie – czy te sny w ogóle coś znaczą, czy to raczej autosugestia, bo mózg "był rozgrzany" tematem? Bo widzę że na forum opinie są podzielone.
U mnie zalezy mocno od tego, ktorego dnia po pracy. Pierwsze trzy noce po wiekszej pracy traktuje powaznie, bo to wtedy podswiadomosc przerabia swieza energie. Po tygodniu juz mniej, po dwoch tygodniach to sa zwykle sny. Reszta to dla mnie klasyczne przeniesienie codziennosci w nocna faze i nie podpinalbym tego pod rytual.
Stara dyskusja i nigdy nie znajdziemy konsensu, ale wrzuce swoje – ludzie potwornie idealizuja sny po rytualach. Spales po pracy, na ktorej sie zaangazowales emocjonalnie, w pomieszczeniu pelnym dymu kadzidlanego, po godzinach koncentracji. Sen jest po prostu intensywniejszy niz zwykle, bo organizm ma wiecej do przerobienia. To biologia, nie magia. Reszta to confirmation bias.
