Czyli jakiś wspólny czas? Jak miejsce spotkania które nie należy do żadnej z was? To brzmi jak opis przestrzeni astralnej z niektórych tradycji - miejsce między, które nie ma datownika.
Nie mówię że konfabulowałaś. Ale pamięć semantyczna działa podskórnie - możesz znać szczegóły z rozmów rodzinnych bez świadomego dostępu do nich. Sen może je wyciągać i organizować w postać. Czy byłaś w stanie wskazać gdzie wcześniej mogłaś słyszeć te informacje?
Tu jest sedno. Nie chodzi o to żeby wierzyć lub nie wierzyć - chodzi o to że mamy relację o informacji, która pojawiła się przed dostępem do źródła. To jest wzorzec który w pracy z przekazem rodzinnym pojawia się nie raz. I nie da się tego zamknąć ani w 'to pamięć' ani w 'to duch'. Jest jakaś trzecia kategoria.
Przepraszam że przerywam - bo jestem tu zdecydowanie najmniej doświadczona - ale czy to pole informacyjne rodziny można w jakiś sposób otworzyć celowo? Albo zamknąć jeśli coś stamtąd przychodzi i jest za trudne?
To jest bardzo inne niż to co opisywała Anusia z jej snem o starszej kobiecie - tam było coś emocjonalnego, żal, płacz. Tutaj powaga i dystans. Ciekawe że ten sam typ doświadczenia - sen o osobie z odległej przeszłości - może mieć zupełnie inne odcienie. Czy myślisz że to zależy od relacji duszy z tą konkretną linią?
Albo od tego czego ta osoba przyszła - jedna przyszła z czymś niedomkniętym emocjonalnie, druga przyszła żeby coś przekazać. Różny cel, różny klimat spotkania. Czy to nie miałoby sensu?
To co napisała Dziedzilia o różnym celu wizyty - mnie to bardzo do czegoś trafia. Bo jak myślę o snach z moją babką, a ona żyła dawno temu i nie znałam jej osobiście, tylko ze zdjęć - te sny zawsze miały jakiś konkretny nastrój. Jakby przychodziła z czymś gotowym. A teraz czytam że ta kobieta Pelagiuszy przyszła z powagą i dystansem, i to brzmi właśnie jak ktoś kto niesie informację, nie emocję. Czy kiedykolwiek próbowałaś ją zapytać wprost - po co przyszłaś?
Próbowałam. Raz. Zapytałam 'czego ode mnie chcesz?' i sen się urwał natychmiast. Nie wiem czy to przypadek, czy pytanie zamknęło coś co powinno być otwarte. Od tamtej pory jej nie widziałam w tej formie. Przychodziła jeszcze raz albo dwa, ale tylko na chwilę, jakby z daleka.
To jest bardzo charakterystyczny wzorzec. Pytanie zadane wprost, szczególnie o cel wizyty, często działa jak przebudzacz - mózg albo sieć energetyczna, jak kto woli, reaguje na tę meta-świadomość. Interesujące jest coś innego: czy przed tym jak sen się urwał, zauważyłaś jakąś jej reakcję? Zmianę wyrazu, ruch, cokolwiek?
To jest ciekawy obrót. Że to nie przodek przychodzi do nas z przesłaniem, tylko że my jako śniący jesteśmy tym którzy coś im dają albo coś dla nich znaczą. Nigdy nie myślałam o tym od tej strony. Czy są tradycje które to opisują - że żywi odwiedzają umarłych, nie odwrotnie?
Zapisuję sobie ten wątek. Bo to co opisuje Pelagiusza - informacje z snu które potwierdziły się w dokumentach których wcześniej nie widziała - to jest dla mnie najważniejszy fragment całej rozmowy. Reszta jest interpretacją, a to jest fakt. Czy ktoś jeszcze w tym wątku miał podobne doświadczenie z osobą sprzed stu i więcej lat? Żeby to nie była tylko jedna relacja?
Imię mogło pojawić się ze skojarzenia z innymi imionami w rodzinie, z brzmieniem które gdzieś zasłyszałaś, ze starych list krzyżmowych które są publicznie dostępne. Nie mówię że tak było - mówię że nie możemy tego wykluczyć bez sprawdzenia drogi jaką ta informacja mogła dotrzeć.
Meliska, doceniam konsekwencję tej linii rozumowania, ale ona wymaga żeby za każdym razem zakładać że informacja musiała istnieć wcześniej w dostępnej formie. Kiedy mamy kilka relacji z tym wzorcem - Pelagiusza, Anusia, i innych których tu nie ma - pytanie zaczyna brzmieć inaczej. Nie 'skąd to pochodzi' ale 'dlaczego ten kanał jest spójny u wielu osób'.
Czytam to od początku i jedno mnie uderza - wszyscy opisujecie kobiety. Kobiety z odległej przeszłości, które przychodzą. Ani razu nie słyszałam żeby ktoś tu opisał rozmowę ze starym mężczyzną sprzed stu lat. Czy to tylko zbieg okoliczności w tym wątku, czy jest w tym jakaś prawidłowość?
Albo kobiety z przeszłości miały mniej przestrzeni do mówienia na jawie i szukają jej gdzie indziej. To jest może trochę poetyckie podejście, ale zastanawiam się czy niedomknięcia emocjonalne o których mówiłam wcześniej - te które przyciągają do snu - częściej zostawiały kobiety w tamtych epokach.
To co powiedziała Dziedzilia siedzi mi teraz w głowie. Ta kobieta ze snu nigdy nie miała poczucia niespełnienia - raczej odwrotnie, jakby wszystko co chciała powiedzieć, wreszcie mogła. Jakby śnienie było dla niej pierwszą możliwością żeby być wysłuchaną bez kontekstu swojej epoki. Nie wiem skąd to poczucie, ale towarzyszyło całej rozmowie.
To co Pelagiusza napisała na końcu - że ta kobieta wreszcie mogła być wysłuchana bez kontekstu - to mnie uderzyło. Bo jeśli sen daje komuś przestrzeń której nie miał za życia, to znaczy że sen nie jest tylko naszym doświadczeniem, prawda? Że jest wspólny w jakiś sposób? Albo przynajmniej - że coś po drugiej stronie też z niego korzysta?
Fabianek, to jest pytanie które zmienia cały układ. Bo do tej pory zakładaliśmy że to śniący jest centrum - że to jego podświadomość, jego pamięć, jego trauma albo pamięć duszy. A ty proponujesz żeby zapytać: kto jeszcze jest w tym śnie i po co? Nie wiem czy da się na to odpowiedzieć, ale to jest znacząco inne pytanie niż 'co mi ten sen mówi o mnie'.
