Chcę poważnie pogadać o ewokacji goetycznej, bo widzę dwie skrajności w internecie i obie są nieznośne. Z jednej strony Crowleyowcy tłumaczący wszystko psychologicznie - "Bune to twój wewnętrzny archetyp obfitości" - z drugiej dzieciaki które "zawarły pakt z Belialem" obejrzawszy filmik na YouTube. Realnej praktyki z gdzieś między, opartej na konkrecie, nie widać. Co u was, jak to robicie, jakie są wasze rzeczywiste doświadczenia, łącznie z tym co poszło nie tak.
Najpierw rozróżnijmy szkoły, bo "goecja" znaczy dziś co najmniej pięć różnych rzeczy. Solomońska klasyka (pełna ceremonia z kręgiem, trójkątem, mosiężnym naczyniem, w schemacie chrześcijańskim Mathersa-Crowleya), demonolatria (S. Connolly i inni - praca jako z bóstwami, bez komendy), chaos magic (Carroll, Hine, Spare) - zredukowane do efektywności, podejście Runyona (mirror scrying jako metoda kontaktu), wreszcie współcześni autorzy łączący goecję z PGM i greckim materiałem chtonicznym (Stratton-Kent). To są realnie inne praktyki, choć nazywają się tym samym słowem.
Z bardziej akademickiej strony - kto chce zrozumieć źródła, niech sięgnie po edycje Stephena Skinnera. Wydanie Lemegetonu pod jego redakcją z Davidem Rankine ma porównanie wszystkich znanych manuskryptów, łącznie z tym że Mathers-Crowley pominęli kilka rzeczy i poprzestawiali porządek. Plus Aaron Leitch "Secrets of the Magickal Grimoires" - dobry przegląd duchowości grimuarowej w kontekście religijno-historycznym. To jest fundament, do którego się wraca.
Od czego praktycznie zacząć, jeśli ktoś chce wejść w to porządnie? Bo czytałem trochę Crowleya, ale to wszystko trochę ezoteryczny galimatias zanim się dojdzie do konkretu.
