Ciekawa dyskusja, ale chcę zapytać Malachitki o coś konkretnego - skąd wiesz, która jest głośniejsza? To brzmi jak intuicja, ale czy jest jakiś sposób, żeby to sprawdzić przed snem, a nie po fakcie?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale to zdanie Malachitki o ciele mnie zatrzymało. Bo jak Michasia opisywała tego bliźniaka od początku - ten jego spokój, to 'wiem, ale ty też wiesz' - to brzmiało dokładnie jak to, co ona sama czuje w ciele, ale czego jeszcze nie powiedziała sobie w słowach. Czy możliwe, że to dlatego właśnie ta postać?
Michasia, a ta spokojność - pamiętasz, czy w śnie czułaś do niego zazdrość? Czy raczej ulgę, że ktoś taki istnieje?
To co opisujesz - ta ulga bycia z kimś, kto 'po prostu wie' - brzmi jak coś bardzo głębokiego i niekoniecznie tylko o śnie. Marlenka wcześniej pytała, czy to nie jest po prostu coś co nosimy w sobie, tylko nie umiemy sami do siebie tak mówić. I chyba to właśnie.
To co Florka napisała na końcu - o tej uldze bycia z kimś, kto po prostu wie - to mi się wydaje ważniejsze niż cała dyskusja o równoległych rzeczywistościach. Bo pytanie 'czy to naprawdę bliźniak z innego wymiaru' jest ciekawe, ale pytanie 'czego mi brakuje, że taka postać w ogóle się pojawiła' jest chyba dużo bliżej sedna.
A czy to jest dobry argument? Bo wyobraźnia też potrafi nas zaskoczyć. Śnienie wcale nie musi produkować tylko echo naszych oczekiwań. Czasem sen pokazuje coś, czego świadomie nie przyjmujemy do wiadomości - i to właśnie dlatego brzmi 'zewnętrznie'.
Ale jak to odczucie nie jest subiektywne? Tzn. skąd wiadomo ze uczucie 'dostałam coś z zewnatrz' nie jest po prostu inna forma tej samej projekcji, tylko głębszej? Nie czepiaam sie, naprawdę pytam bo sama miałam podobne sny i nie wiem jak to sprawdzić.
Michasia, a czy on kiedykolwiek powiedział coś, co potem się potwierdziło? Jakiś detal, który nie był jeszcze prawdą w chwili snu, a stał się?
Raz powiedział, że 'to miejsce już nie będzie takie samo' - i kilka tygodni później dowiedziałam się, że dom rodzinny mojej mamy idzie na sprzedaż. Ale nie wiem, czy to nie było zwykłe przeczucie. Sama też mogłam to gdzieś podskórnie wyczuwać.
No ale to właśnie jest ciekawe, bo numerologicznie rok, w którym Michasia opisuje te sny jako najintensywniejsze, to u niej rok zmiany osobistej. Nie chcę wchodzić w szczegóły bez daty urodzenia, ale ta zbieżność 'dom już nie będzie taki sam' ze zmianą w linii rodzinnej - to brzmi jak coś więcej niż przypadek.
To jest ważny wątek, ale chcę wrócić do samego bliźniaka, bo mi się wydaje, że trochę odeszliśmy. Michasia, czy on zawsze wygląda tak samo? Czy zmieniał się przez te lata, w których się pojawia?
To bardzo ciekawy szczegół. Wersja ciebie z konkretnego momentu, zafiksowana w czasie. To może oznaczać, że nie chodzi o bliźniaka jako oddzielną istotę, tylko o jakiś odłamek siebie - może nawet z konkretnego przełomowego okresu - który w ten sposób prosi o uwagę.
Michasia, i on pojawił się wtedy jako ktoś spokojny i wiedzący, kiedy ty byłaś w środku zagubiona. To jest naprawdę wymowne. Nie jako diagnoza, ale jako obraz - ta ulga, którą opisujesz, może być właśnie tęsknotą za tą swoją częścią, która gdzieś po drodze ucichła.
To zdanie Niezapominajki mnie zatrzymało. 'Tęsknota za tą swoją częścią, która gdzieś po drodze uciekła.' Siedemnastolatka, która zgubiła się przy zmianie szkoły i utracie bliskich - i nagle we śnie pojawia się ktoś spokojny, wiedzący, z twarzą. Może on nie przyszedł znikąd. Może zawsze był w środku, tylko nie miał jak się odezwać na jawie.
Właśnie i tu jest pytanie do Ciebie, Michasia - czy od tamtego momentu, kiedy te sny się zaczęły, czułaś się w jakiś sposób mniej zagubiona? Nie dlatego że życie się ułożyło, ale wewnętrznie - jakbyś miała w sobie kogoś, do kogo można się odwołać?
To, co teraz opisujesz, to jest coś zupełnie innego niż na początku wątku. Na początku pytałaś, czy to równoległa rzeczywistość, czy osobna istota. A teraz mówisz o wewnętrznym głosie, który pozostał po snach. Czy to zmienia twoje myślenie o tym, kim on jest?
Mam wrażenie, że gdzieś po drodze temat się przesunął z 'bliźniak z innej rzeczywistości' na 'wewnętrzna figura terapeutyczna'. Nie mówię że jedno wyklucza drugie, ale to dość duży skok. Michasia, w którą stronę ty sama skłaniasz się bardziej?
Ten szczegół jest naprawdę ciekawy. Że mówi bez oceniania. Bo wewnętrzny krytyk, który u większości ludzi jest najgłośniejszy, rządzi właśnie rozkazami i ocenami. Skoro on tego nie robi - to albo jest czymś spoza ego, albo jest tą częścią siebie, którą jakoś udało się ochronić przed tym krytykiem.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale chce sie upewnic - czy ktoras z was miala podobnego 'kogoś' w snach, niekoniecznie bliźniaka, ale stała postać z tym samym głosem i sposobem mówienia? Bo czytam to i mam wrażenie ze cos mi w glowie klik.
To jest naprawdę ważny wątek. Figury przewodnie w snach często zachowują ten wygląd, w którym się zamanifestowały pierwszy raz - jakby ich forma była związana z momentem kontaktu, a nie z naszym własnym starzeniem. Michasia, czy próbowałaś kiedyś w trakcie snu zapytać go wprost, kim jest?
To jest mocna odpowiedź. 'Jestem tym, czego się nie boisz' - czyli przeciwieństwo cienia. W snach cień to ta część siebie, której się wstydzimy albo boimy. Jeśli on jest tym, czego się nie boisz, to może być twoją najspokojniejszą, najbardziej zintegrowaną częścią. Albo czymś, co tę integrację reprezentuje.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i muszę zapytać - czy ktoś brał pod uwagę, że to może być rzeczywiście duch, tylko nie bliźniaka, ale kogoś bliskiego z linii rodzinnej? Niekiedy przodkowie przyjmują formę zbliżoną do nas, żeby zmniejszyć dystans. Michasia, czy wiesz coś o stratach w rodzinie przed twoim urodzeniem?
Michasia, to jest wątek, który mógłby wiele wyjaśnić - albo przynajmniej dodać kolejną warstwę. Dziecko urodzone i nieżyjące często pozostaje w polu rodzinnym jako obecność nieuświadomiona. Nie mówię, że na pewno tak jest, bo to wymaga rozmowy z kimś, kto potrafi pracować z ustawieniami rodzinnymi albo podobną metodą. Ale to zdecydowanie coś, co warto poczuć, a nie od razu analizować.
Ale czy to nie jest trochę daleko idące? Przeskakujemy od bliźniaka z równoległej rzeczywistości, przez fragment duszy, wewnętrzną figurę terapeutyczną, do ducha nienarodzonego dziecka z linii rodowej. Każda z tych koncepcji jest wewnętrznie spójna, ale razem tworzą trochę kalejdoskop. Michasia, co TY czujesz, że to jest - nie co może być, tylko co czujesz?
'Jestem tym, czego się nie boisz' i 'jest swój' - to dwa zdania, które razem mówią coś bardzo konkretnego. Michasia, czy masz poczucie, że on pojawia się częściej wtedy, gdy jesteś w jakimś trudnym momencie, czy raczej przychodzi niezależnie od tego, co się dzieje w życiu na jawie?
To co mówisz o spokoju - to jest ciekawe. Bo większość osób mówi odwrotnie, że takie postaci pojawiają się przy napięciu. Jeśli on przychodzi przy ciszy wewnętrznej, to może właśnie wtedy jesteś wystarczająco otwarta, żeby go 'usłyszeć'. Salomea63, czy w pracy z przodkami też jest taki wzorzec - że kontakt jest łatwiejszy przy wyciszeniu niż przy kryzysie?
Wróćmy na chwilę do tej kwestii bliźniaka jako takiego, bo mi to umknęło w tej dyskusji. Michasia, czy on kiedykolwiek mówił coś, co dotyczyło twojego ciała albo zdrowia? Pytam, bo jeden z tropów, który tu nie padł, to że bliźniaki wanishing - bliźniak, który znika w łonie matki - czasem zostawiają podobno pewien ślad energetyczny.
