Śnił mi się ostatnio brat bliźniak. Mam tylko starszą siostrę, nigdy nie byłam bliźniaczką, a jednak ta postać była mi absolutnie znajoma - jakbym znała go od zawsze. Rozmawialiśmy o rzeczach, których nie pamiętam dokładnie, ale po przebudzeniu miałam dziwne poczucie, że ta rozmowa była ważniejsza niż cokolwiek, co przydarzyło mi się w ostatnich tygodniach na jawie. Zastanawiam się, czy to mogło być spotkanie z jakąś częścią mnie samej, czy może z kimś z równoległej rzeczywistości. Czy ktoś z was miał podobne doświadczenie - bliźniaka, którego nie ma, a jednak we śnie jest zupełnie realny?
To bardzo ciekawy rodzaj snu. Zanim zacznę cokolwiek sugerować - opisz mi dokładniej, jak ta postać wyglądała. Czy była do ciebie podobna fizycznie? I co czułaś w trakcie rozmowy - czy to był spokój, niepokój, może coś pomiędzy?
Ten opis z tymi samymi rysami 'przełożonymi przez inne doświadczenia' bardzo mnie zastanawia. W tradycjach szamańskich i niektórych nurtach hermetycznych mówi się o czymś, co można by nazwać lustrzaną duszą - aspektem siebie, który rozwinął się inaczej, wybrał inne ścieżki. Nie jest to dokładnie to samo co alter ego, bo jest od ciebie odrębny, ale wywodzi się z tego samego źródła. Pytanie: czy w tej rozmowie miałaś poczucie, że on wie coś, czego ty nie wiesz?
Przepraszam, że wchodzę z innej strony, ale mam pytanie może trochę z boku - czy ty w ogóle wiesz, czy mogłaś mieć bliźniaka, który nie przeżył? Czytałam gdzieś o syndromie znikającego bliźniaka, gdzie jedno z dzieci jest wchłaniane we wczesnej ciąży. Podobno niektóre osoby czują przez całe życie, że czegoś lub kogoś im brakuje. Nie mówię, że to wyjaśnia sen, ale...
To co mówisz o tle i stopniowym przybliżaniu się jest bardzo charakterystyczne dla snów o istotach, które próbują nawiązać kontakt. Nie chcę od razu przyklejać etykietki 'duch bliźniaka', ale ta dynamika - najpierw obecność peryferyjna, potem bezpośrednia rozmowa - pojawia się też w relacjach o snach z przewodnikami. Czy masz jakieś poczucie, co go przyciągnęło akurat teraz? Czy dzieje się w twoim życiu coś, co mogłoby być jakimś progiem lub przełomem?
Zmiany i progi to klasyczny moment, kiedy takie sny się nasilają. Jakby podświadomość - albo coś za nią - wiedziała, że teraz potrzebujesz rozmowy, której nie możesz przeprowadzić z nikim z otoczenia. Mam pytanie do Domiceli albo Iwetki - jak odróżnić w takim śnie, czy rozmawiamy z aspektem siebie, czy z realnie odrębną duszą?
A mogę zapytac głupie pytanie? Skąd wiadomo ze ten blizniak to wlasnie blizniak a nie np jakis inny krewny z poprzedniego wcielenia? Bo podobienstwo twarzy mogłoby sugerowac tez kogos z rodziny, nie?
Słucham tej rozmowy od początku i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem, że to bardzo żywy i osobisty sen, z drugiej - trochę się boję, że za szybko wszyscy jedziemy w stronę 'to realna inna dusza'. Czy nie jest możliwe, że to po prostu symbol brakującej integracji jakiejś części osobowości? Jungowskie nieświadomość zbiorowa i cień też posługują się takimi postaciami.
Zastanawiam sie też nad tym, co powiedziala Saturnella o znikającym bliźniaku. Gdzies czytalam, ze takie osoby cale zycie mają poczucie jakby szukaly kogoś. Nie tylko we snach, ale w relacjach z innymi. Michasia, czy cos takiego ci odpowiada?
To jest bardzo ważna rzecz, którą właśnie powiedziałaś. To poczucie niespełnionej bliskości, której nie potrafi wypełnić żaden zewnętrzny człowiek, jest jednym z sygnałów, że może warto popracować z tym snem głębiej - nie tylko go interpretować, ale aktywnie z nim pracować. Czy próbowałaś kiedyś świadomego śnienia albo chociaż prowadzenia dziennika snów?
Dziennik snu to akurat mam od kilku miesięcy. Ale nie pisałam do postaci, raczej opisywałam sen jak obserwator. Myślisz, że to robi różnicę - pisanie do niego vs. opisywanie?
Ogromną. Opis to analiza - jesteś poza snem, patrzysz na niego z zewnątrz. Dialog to zaproszenie - traktujesz postać jak kogoś, kto może odpowiedzieć. To całkowicie zmienia intencję, a intencja w pracy z marzeniami sennymi ma znaczenie.
Mam pytanie do Domiceli, bo to mnie ciekawi od strony praktycznej - jak prowadzić taki pisany dialog, żeby nie skończyć na tym, że po prostu piszesz obie strony ze swojej głowy? Bo wydaje mi się, że łatwo tu wpaść w pułapkę i tak naprawdę rozmawiać sama ze sobą, tylko inaczej.
Ale czy to nie jest trochę tak, że sami decydujemy, co jest 'zaskakujące', a co nie? Mogę mieć jakieś przekonanie gdzieś głęboko i nie być go świadoma, a potem kiedy 'bliźniak we śnie' mi je mówi, uznam to za objawienie. Nie mówię, że tak jest w przypadku Michasi, tylko że nie wiem, jak odróżnić.
Zatrzymałam się na tym co napisała Michasia wcześniej - że w relacjach zawsze szukała czegoś, czego nikt nie wypełnił. Michasia, jak to się czuje teraz po tym śnie? Czy coś się zmieniło w tym poczuciu, nawet trochę?
A czy ktos wie, czy ta ulga po śnie albo po nazwaniu może sie utrzymac, czy po kilku dniach wraca wszystko do normy? Bo mam wrazenie ze mi czesto tak jest ze cos przezyje we snie i zaraz potem czuje cos waznego, a po tygodniu juz zapomniane.
Wróćmy na chwilę do samej postaci, bo mnie to interesuje - Michasia mówiła, że on miał inny zestaw odpowiedzi, jakby żył w tym samym czasie z innym doświadczeniem. Czy w tej rozmowie cokolwiek z tego co powiedział zostało ci po przebudzeniu? Jakieś konkretne słowo, zdanie?
Och, to brzmi jak coś, co sama mogłabyś sobie powiedzieć, jak w terapii, kiedy terapeuta zadaje pytanie i nagle słyszysz swoją odpowiedź. Ale nie umiem ocenić, czy to właśnie to, czy naprawdę coś z zewnątrz. Domicela, jak to słyszysz?
Dawno nic nie pisałam w tym wątku, ale to zdanie mnie zatrzymało. Mam podobne doświadczenie - nie z bliźniakiem, ale z postacią we śnie, która powiedziała mi coś bardzo podobnego w sensie. I przez długi czas myślałam, że to ja to wymyśliłam, ale potem okazało się, że to odnosiło się do czegoś, czego wtedy jeszcze nie rozumiałam. Więc nie wiem. Chyba nie zawsze da się rozstrzygnąć od razu.
Słucham was i mam wrażenie, że im dłużej o tym rozmawiamy, tym mniej mi zależy na tym, żeby rozstrzygnąć 'co to było'. Bardziej chcę po prostu wrócić do tej rozmowy. Jakby to zdanie otworzyło drzwi i teraz chcę wejść.
Michasia, to zdanie o chowaniu - i teraz chcesz wejść w te drzwi. Ale jak? Masz jakiś pomysł, jak wrócić do tej konkretnej rozmowy? Bo mam wrażenie, że właśnie tu jest sedno - nie interpretacja, tylko kontynuacja.
Szczerze? Nie wiem. Wiem, że chcę. Próbowałam zasypiając myśleć o nim, ale to było bardziej jak wysilanie się, żeby coś wywołać, i oczywiście nic nie przyszło. Może właśnie o to chodzi - że nie da się tego wezwać siłą woli?
Dokładnie tego się spodziewałam. Wysilanie uwagi przed snem często blokuje, bo wchodzi racjonalny umysł i 'zarządza' procesem. Czy próbowałaś pisać do niego w dzienniku tuż przed zaśnięciem, bez czytania z powrotem tego co piszesz?
A dlaczego głupie miałoby być pisanie do kogoś, kto już się pojawił? To nie jest bardziej absurdalne niż modlitwa, a miliony ludzi modli się codziennie bez poczucia głupoty.
Mam pytanie, bo to mnie ciekawi od strony praktycznej - to pisanie 'w ciemno', czy Domicela ma na myśli dosłownie w ciemności, w nocy, bez patrzenia na to co piszesz? Bo znam technikę pisania automatycznego i zastanawiam się, czy to jest to samo.
Chcę wrócić do tego, co powiedziała Michasia chwilę temu - że chce wejść w te drzwi, a nie rozstrzygać, co to było. To jest zmiana. Na początku tego wątku było dużo pytań o naturę, o to 'czy to ja sama', o równoległe rzeczywistości. A teraz mówi o kontynuacji. Czy czujesz tę różnicę, Michasia?
Ale ja dalej mam pytanie, bo mi w glowie zostalo - czy jak wracamy do snu 'na żądanie', to nie robimy czegoś ryzykownego? Czytalam gdzies ze forcowanie takich snów moze przyciagnac cos niepożądanego zamiast tego czego szukamy.
