Ten obraz z klamką jest dobry. W tarocie coś podobnego robi karta Dwójki Mieczy - postać z zawiązanymi oczami, dwa miecze skrzyżowane przed sercem. Nie jako blokada agresywna, ale jako coś, co czeka na gotowość. Drzwi są, klamka jest, ale ręce trzymają miecze i dopóki ich nie opuszczą, nie sięgną do klamki.
Zostańmy przy tym ominięciu środka, bo chcę dopytać. Sennaria, kiedy mówisz, że sen omija jądro - czy masz poczucie, że tam coś jest i jest ukryte, czy raczej że w tym miejscu snu jest po prostu pustka, przeskok, jakby taśma została wycięta?
Ten wzorzec w miejscu przeskoku mnie uderza. Bo co jeśli to nie jest ukrycie, tylko coś, czego nie da się pokazać obrazem? Są rzeczy, które nie mają formy wizualnej - uczucia, które nie mają nazwy, momenty, które istniały tylko jako doświadczenie wewnętrzne. Sen może po prostu nie mieć jak tego pokazać i dlatego przeskakuje.
To, co Ewunia pisze, czuję gdzieś intuicyjnie. Są sny, w których też mam wrażenie, że coś jest, ale nie ma kształtu. I wtedy zostaję z tym uczuciem, nie z obrazem. Może to jest właśnie ten środek?
To uczucie bez obrazu - tak, to jest moje. Po każdym takim śnie mam coś, co trudno nazwać. Nie smutek, nie strach. Coś pomiędzy. I długo mi trwało, zanim przestałam próbować tłumaczyć to słowami. Może właśnie dlatego nigdy nie napisałam środka - bo środek nie jest do zapisania. Jest do odczucia i odpuszczenia.
Ale skoro go nie można zapisać, to jak w ogóle z nim pracować? Bo mam wrażenie, że całą tę rozmowę staramy się do niego dotrzeć - zioła, tarot, numerologia, tranztyy - ale może on jest z gruntu nie do osiągnięcia żadną techniką?
Wracając jeszcze na chwilę do kwestii ziół - napisałam wcześniej o szałwii jako tej, która oczyszcza przestrzeń i pozwala na wyraźniejszy kontakt. Ale po tym, co teraz opisuje Sennaria o tym, że środek jest odczuwalny, nie widzialny, zastanawiam się, czy nie lepszym kierunkiem byłby bez czarny albo krwawnik. To zioła, które w tradycji pracują właśnie z granicą - nie z otwarciem, ale z towarzyszeniem przy granicy.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i dopiero teraz wchodzę, bo nie czułam, że mam coś wartościowego do dodania. Ale to, co napisała Sennaria o uczuciu pomiędzy, które nie jest smutkiem ani strachem - ja to mam po pewnym śnie, który mi wraca co kilka lat. Nie w konkretną datę, ale zawsze po czymś ważnym. I zawsze to samo 'pomiędzy'. Nigdy nie wiedziałam, jak to nazwać. Dziękuję, że w ogóle jest takie słowo jak właśnie to - odczucie bez nazwy.
Patrzę na tę rozmowę i uświadamiam sobie, że zaczęłam od pytania, czy dusza zapamiętuje daty. A teraz jesteśmy w miejscu, gdzie pytanie brzmi, czy jest coś w centrum, czego nie da się zobaczyć ani zapisać, tylko odczuć i odpuścić. I może to jest ta sama odpowiedź, tylko z innej strony. Dusza nie zapamiętuje daty jak kalendarz. Ona zapamiętuje to uczucie bez nazwy. I co roku wraca do niego, bo coś w niej nie chce go zostawić.
To, co napisała Sennaria na końcu, bardzo mnie poruszyło. Że zaczęło się od pytania o daty, a skończyło na pytaniu o coś, czego nie da się zobaczyć. I że to może być ta sama odpowiedź. Ja od razu pomyślałam o swoim śnie i poczułam, że to prawda - że daty są tylko zewnętrzną skórką, a w środku jest właśnie to niewidoczne coś. Ale czy to nie jest trochę za łatwe? Mam na myśli: czy to 'odpuścić' nie jest czasem sposobem na to, żeby nie musieć nic robić z tym, co przynosi sen?
Ale wróćcie na chwilę do tej rocznicowości, bo przez ten wątek o środku i przeskoku trochę mi to umknęło. Sennaria na początku pytała, czy dusza zapamiętuje daty - i czy po tej całej rozmowie ktoś ma jakiś pomysł, dlaczego akurat rocznica? Bo sen przychodzi sam, nie ma budzika. Skąd wie, kiedy ma wrócić?
Nightshade zadała pytanie, które jest dla mnie fundamentalne. Bo nie wiem, skąd sen wie. I właśnie ta niewiedzą żyję z tym od lat. Mogłabym powiedzieć, że ciało pamięta, bo są badania o tym, jak stres rocznicowy wpływa na ciało. Ale mój sen nie ma w sobie nic ze stresu - jest spokojny, raczej jak powrót niż nawiedzenie. Jakby ktoś przychodził z wizytą, nie z ostrzeżeniem.
Ten obraz wizyty mi się bardzo podoba. Bo wizyta zakłada, że ktoś po drugiej stronie też pamięta datę. Że to nie jest jednostronne. Że dusza albo cokolwiek jest tym gościem - ona również czeka na ten moment przez rok. Czy Sennaria ma poczucie, że to przychodzi z zewnątrz, czy z głębi siebie?
W numerologii jest coś, co mogłoby to wyjaśnić - cykl dziewięcioletni. Każda cyfra osobista wraca po dziewięciu latach i przynosi ze sobą podobne tematy. Ale rok po roku ta sama data ma swoją liczbę osobistą, która ewoluuje. Więc sen może nie być identyczny energetycznie - nawet jeśli jest wizualnie podobny. Sennaria, czy masz wrażenie, że sen zmienia jakość z roku na rok, nawet jeśli pozostaje ten sam?
To, co Sennaria mówi o dojrzewaniu do snu, bardzo mnie uderza. W pracy z czakrami podobnie opisuje się relację z powtarzającymi się doświadczeniami - nie chodzi o to, żeby je rozwiązać, ale żeby za każdym razem otwierać się na nie z szerszą przestrzenią w sobie. Jakbyś przez lata powiększała naczynie. Czy masz poczucie, że to 'patrzenie z boku' daje ci coś nowego, czego nie miałaś, gdy byłaś w środku?
To, co opisuje Sennaria - bycie w środku kontra patrzenie z boku - ja to czuję w jednym swoim śnie, który wraca. Na początku byłam przerażona. Teraz go prawie lubię, bo wiem, że się skończy i zostanie po nim to uczucie. Ale nie mam pojęcia, czy to znaczy, że 'przepracowałam' ten sen, czy po prostu do niego przywykłam. Czy to jest w ogóle różnica?
Wracając jeszcze do samej rocznicowości - zastanawiam się, czy nie ma tu czegoś ze starych tradycji zaznaczania czasu przez rośliny. Dziurawiec kwitnie zawsze wtedy, kiedy ma kwitnąć. Nie oblicza daty. Ale coś w nim jest przestrojone z rytmem roku. Może dusza działa podobnie - nie liczy, ale jest nastrojona na pewien moment jak zegar kwiatowy. Czy ktoś próbował notować, w jakiej fazie księżyca wypada ta rocznica?
To, co mówi Werbena o rytmie niezależnym od warunków zewnętrznych, daje mi do myślenia. Bo roślina nie potrzebuje pamiętać, że rok temu kwitła - ona po prostu odpowiada na coś, co jest stałe. Ale Sennaria opisuje coś innego. Nie tylko powtórzenie, ale też zmianę perspektywy. Czy roślina, która kwitnie w tym samym miejscu rok po roku, robi to inaczej za każdym razem? Nie wiem. A dusza chyba tak.
Nie wiem, czy 'wpływ' jest tu dobrym słowem. Roślina nie decyduje o kwitnieniu, ale to, jak ją traktujesz przez resztę roku - gleba, woda, słońce - wpływa na to, jak zakwitnie. Może praca ze snem rocznicowym dzieje się nie w samą noc, tylko przez cały rok. Co ty robisz z tym snem w ciągu roku? Czy w ogóle wracasz do niego?
Wracam. Zapisuję go co roku, porównuję zapisy. Ale nie próbuję go rozwiązać. Kiedyś próbowałam - to nie działało. Teraz bardziej go noszę niż analizuję.
A jak to wygląda w praktyce, że go 'nosisz'? To jest dla mnie trochę abstrakcyjne. Czy chodzi o to, ze go pamiętasz, czy ze coś z nim robisz? Bo mam jeden swój sen, który wraca, ale nie wiem czy go noszę, czy po prostu nie potrafię zapomnieć 🙂
Słucham tej rozmowy o dłoni i zasobie, i wracam do rocznicowości. Jeśli sen zmienia się z zacisku w zasób, to czy rocznica może mieć inną energię numerologiczną w roku, kiedy to przejście następuje? Czy Sennaria pamięta, który to mógł być rok - pierwszy, drugi, dziesiąty?
Dźwięk, który zniknął. To mnie bardzo uderza. Jakby sen powiedział: nie potrzebujesz już tego alarmu. Bo dźwięk w tle to przecież coś, co przyciąga uwagę, sygnalizuje, ostrzega. A cisza to już coś innego - może zaproszenie?
Przestałam gonić za tym snem mniej więcej po roku intensywnego zapisywania. Ale nie wiem, czy to była świadoma decyzja, czy po prostu się zmęczyłam. I wtedy rzeczywiście zaczął wracać inaczej - mniej urywany, spokojniejszy. Ale czy to reguła, czy tylko mój przypadek? Nie odważę się generalizować.
Odczucie chyba. Treść była podobna, ale po przebudzeniu nie było tego napięcia w klatce. Jakby ten sam film, ale inny dźwięk w tle. I teraz sama widzę, że używam twojego słowa - dźwięk. Może to wcale nie jest metafora, tylko dosłownie o to chodzi w takich snach.
Poczekajcie - czy wy mówiące o dźwięku w tle macie na mysli cos rzeczywistego, co slyszysz we snie, czy bardziej takie ogólne napiecie emocjonalne? Bo ja nie rozumiem, czy to jest dosłownie dźwięk, czy raczej jego ekwiwalent uczuciowy.
A czy pamiętasz, co się działo w tym roku poza samym snem? Pytam, bo nagłe zmiany w snach rocznicowych często pokrywają się z jakimś przełomem w zewnętrznym życiu - przeprowadzką, relacją, decyzją. Numerologicznie rok przejścia ma zwykle ładunek transformacyjny.
