To stykanie się zewnętrznego z wewnętrznym w konkretnej dacie bardzo mi odpowiada. W astrologii mówimy o tranzycie - planeta wraca do pozycji, którą zajmowała w chwili zdarzenia, i aktywuje to, co wtedy zostało zapisane w mapie. Może rocznicowy sen to coś podobnego - powrót układu, a nie zdarzenia.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i zastanawiam się nad czymś innym. Mówicie dużo o tym, co zniknęło - dźwięk, napięcie, zacisk. Ale czy w tym spokojniejszym roku pojawił się jakiś nowy element? Czy cisza po dźwięku była pusta, czy wypełniona czymś innym?
To jest niesamowite, że ściany mogą być bliżej albo dalej w tym samym śnie, w tym samym miejscu. Czy wy też tak macie, że w powracającym śnie niby wszystko jest takie samo, ale proporcje są inne? Ja mam jeden taki sen i zawsze mi się wydaje, że coś jest nie w skali.
A czy prowadzisz w dzienniku jakiś opis przestrzeni? Pytam, bo zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle da się to zapisać słowami, czy raczej trzeba rysować, żeby uchwycić te odległości.
To ciekawe, że rysunek pokazał coś, czego pamięć nie ujęła. Czyli ciało widziało, ale głowa nie rejestrowała. Albo rejestracja następuje dopiero, kiedy przekładasz to na coś zewnętrznego - linię, kształt. Myślę, że właśnie dlatego wiele tradycji onirycznych zalecało rysowanie zamiast samego pisania.
A czy te rysunki z różnych lat coś wam potem dały? Mam na myśli - oglądałaś je po czasie i zauważyłaś kolejną zmianę, czy to był jednorazowy wgląd? Bo zioła w dzienniku mają sens dopiero w sekwencji. Jeden zapis nic nie mówi.
Nie chce byc wścibska, ale to 'skończyło się coś co trwało bardzo długo' - czy ten koniec był bolesny, czy raczej ulga? Bo zastanawiam się, czy to ma związek z kierunkiem zmiany w śnie. Tzn. czy ból zacieśnia przestrzeń, a ulga ją otwiera, czy to nie takie proste?
Mam pytanie trochę z boku - czy wy w ogóle chcecie, żeby te sny przestały wracać? Pytam poważnie, bo słuchając tej rozmowy zaczynam myśleć, że może one są czymś, czego nie powinno się odpędzać. Sama mam sen, który wraca przy każdej rocznicy urodzin mojej mamy i jakoś nie wyobrażam sobie, że go nie ma.
To 'spotkanie na które się czeka' to dla mnie najpiękniejsze zdanie w tym wątku. Zastanawiam się, czy można jakoś przygotować się na to spotkanie, zanim rocznica nadejdzie - czy lepiej po prostu pozwolić, żeby sen przyszedł sam?
A czy to intensywniejsze śnienie przed rocznicą to inne sny, czy właśnie wariacje na temat tego jednego? Bo mnie zastanawia, czy ciało robi jakiś rozruch przed głównym wydarzeniem.
To co opisujesz ze tym przedpokojem to brzmi jak ciało szykuje sie samo. Mam podobnie przed rocznicą śmierci taty - tydzień wcześniej sny sa dziwne i urywane, a potem ta jedna noc jest jakby... kompletna? Nie wiedziałam, że to może byc wzorzec a nie przypadek.
To 'lżejsza' to chyba najdokładniejsze słowo na takie przebudzenie, jakie znam. Mam dokładnie to samo po śnie z mamą przy jej rocznicy. I zawsze trochę się boję, że jak zacznę to analizować za bardzo, to przestanie działać. Czy wy nie macie takiego lęku, że nadmierne badanie tych snów je jakoś... spłaszcza?
Wracając do tego, co powiedziała Sennaria o intensywniejszym śnieniu przed rocznicą - w astrologii byłoby to widoczne w tranzytach do Księżyca, który rządzi cyklami i pamięcią. Ciekawi mnie, czy ta intensywność narastała z roku na rok, czy jest mniej więcej na tym samym poziomie.
A w jakiej fazie zazwyczaj wypada twoja rocznica? Bo jeśli to jest stała data, to faza księżyca zmienia się co roku, a mimo to sen wraca. To by sugerowało, że data jest silniejsza niż faza - albo że mechanizm jest zupełnie inny niż lunar.
To rozróżnienie między warunkiem koniecznym a wzmacniającym jest ważne. W taroci też nie ma jednej karty, która determinuje wynik - jest układ. Data może być kluczem, który otwiera, a faza księżyca tylko ustawia oświetlenie w pokoju. Sennaria, a czy sny w nowiu i pełni różniły się od siebie jakością, nie fabułą?
To co opisujesz z tą różnicą w jakości przy tej samej fabule - to mi trochę przypomina, jak ta sama medytacja prowadzona przy różnych energiach daje różne głębokości wejścia. Zastanawiam się, czy da się to świadomie wykorzystać. Czyli celowo zaplanować rocznicę na nów, żeby zobaczyć sen w tej konturowej wersji - po co? Żeby może dostrzec coś, co normalnie ginie w szczegółach?
Przepraszam, że się wtrącę, ale czy ktoś mógłby mi powiedzieć jak w ogóle obliczyć ten rok osobisty? Bo słyszę o tym już trzeci raz w tym wątku i nie wiem, od czego zacząć. I przy okazji - czy takie rocznicowe sny mogą się przydarzyć komuś, kto nigdy nie miał żadnych wyraźnych snów przez całe życie, a nagle jeden zaczyna wracać?
To 'ważne dla mnie' to klucz, moim zdaniem. Moje rocznicowe sny zaczęły się po zdarzeniu, które z zewnątrz mogło wyglądać niepozornie - żadna śmierć, żadna katastrofa. A jednak dusza wyraźnie uznała, że to warte zapamiętania. Jakby dusza miała własny system ważności, niezależny od tego, co by powiedzieli inni.
Ale właśnie to mnie zastanawia - czy ten 'system ważności' jest stały? Tzn. czy sen wraca, bo dusza nadal uważa to za ważne, czy może wraca z przyzwyczajenia, bo wzorzec już jest wyryty? Bo to chyba nie jest to samo.
Te postacie, ktore sie pojawiły - rozpoznajesz je? Czy są to osoby z życia, czy zupełnie niezane twarze? Bo to by chyba dużo zmieniało w interpretacji.
To z babcią wyglądającą młodziej to mam ciarki, bo u mnie mama w rocznicowym śnie też pojawia się w innym wieku niż gdy odeszła. Jakby we śnie istniała w najlepszej wersji siebie. Zastanawiam się, czy to wyobraźnia buduje ją taką, jaką chciałabym pamiętać, czy może coś nam mówi o tym, jak wyglądają po drugiej stronie.
Czy ktoś próbował przed rocznicą jakoś... zaprosić konkretną osobę do snu? Nie wiem jak to działa, ale czytałam coś o intencji przed zaśnięciem. Bo słucham was i myślę, że chciałabym mieć taki sen, ale boję się też, że jeśli go 'zaplanuje', to będzie sztuczny.
Wracam do tej kwestii daty - bo mam wrażenie, że trochę uciekamy od tematu. Sennaria, czy twoja rocznica to data z kalendarza, którą znasz i pamiętasz świadomie? Bo zastanawiam się, czy sen wracałby, gdybyś przez jakiś czas nie wiedziała, kiedy ta rocznica wypada. Tzn. czy data działa przez świadomość, czy przez coś poza nią?
Ale czy to nie mogło być zwykłe - że podświadomość pamięta datę, nawet jeśli świadomość nie? Bo przecież mózg przetwarza czas i powtarzające się wzorce. Nie mówię, że to 'tylko mózg', ale czy da się to oddzielić? Tzn. skąd wiemy, że to dusza, a nie pamięć ciała?
W astrologii mamy coś, co może pomóc w tym rozróżnieniu - tranzyt Saturna wraca do dokładnie tego samego miejsca co 29 lat, a Księżyc wraca do swojej pozycji co 18-19 lat. To są cykle, które ciało może 'czuć' przez biopolę, nie przez świadomość. Sennaria, wiesz, ile lat temu miało miejsce to wydarzenie?
Dodam do tego, bo numerologia też ma tu coś do powiedzenia - jeśli rok osobisty pokrywa się z tym samym numerem co rok, w którym wydarzyło się to coś ważnego, to rocznica w takim roku jest szczególnie naładowana. Nie każda rocznica jest numerologicznie równa. Wala97, może warto sprawdzić, jaki rok osobisty miałaś w roku tego ważnego dla ciebie zdarzenia i porównać.
Rok osobisty to suma dnia i miesiąca urodzenia plus rok kalendarzowy, redukowana do jednej cyfry. Możesz to policzyć dla każdej swojej rocznicy. Jeśli chcesz, podaj mi swój dzień i miesiąc urodzenia na PW, to ci wyliczę. Ale jest jeszcze jedna kwestia - ważna jest też wibracja samej daty rocznicy jako takiej, niezależnie od twojego roku osobistego. Te dwa nakładają się i wtedy dopiero masz pełen obraz.
