Cebulka, to mnie uderzyło. Bo czasem budzę się z poczuciem że coś było powiedziane, ale zaginęło w tym przejściu między snem a jawą. Że może słowa były, tylko ja ich nie zdążyłam złapać.
Właśnie dlatego zaczynam notować od razu po przebudzeniu, nawet wrażenia bez słów. Nigdy nie mam pewności co przepada w tych pierwszych sekundach kiedy umysł jeszcze nie jest w pełni tutaj.
No dobra, ale właśnie tu jest ten moment gdzie musiałbym zapytać, czy to nie jest efekt potwierdzenia? Że szukamy dopasowania i kiedy je znajdziemy, czujemy pewność, ale gdyby nie było notatki, też byśmy żyli dalej nie wiedząc że coś się zgadza. Nie mówię że ta postać nic nie znaczy, tylko że nasze mózgi są naprawdę dobre w znajdowaniu wzorów.
...nie mówię że to niemożliwe, tylko że nasza pamięć jest bardzo plastyczna i chętnie tworzy połączenia. Ale rozumiem że dla kogoś kto to przeżył, to jest zupełnie inne poczucie niż szukanie wzorów na siłę.
Wracając do tego co powiedziałam o milczeniu po ich stronie - zastanawiam się czy to w ogóle jest kwestia języka. Bo kiedy moja postać coś mi 'mówi', to nie jest jak słyszenie słów. To jest bardziej jak wiedzenie. Nagle wiem co ona chce mi pokazać, bez żadnego przekazu werbalnego.
Cebulka, u mnie identycznie. I właśnie dlatego ten wątek o milczeniu jest dla mnie ważny, bo ta kobieta która do mnie przychodzi nigdy nie otwiera ust, ale ja zawsze wiem po co przyszła. Jakby informacja przenosiła się inaczej niż przez słowa.
a czy ta wiedza po przebudzeniu zostaje? Bo w tarocie kiedy pracuję intuicyjnie, czasem mam bardzo silne poczucie znaczenia danej karty, które znika jak tylko zacznę myśleć słowami. Zastanawiam się czy to jest podobny mechanizm, że pewne treści istnieją tylko póki nie próbujemy ich ubierać w język.
A ja się zastanawiam czy w ogóle da się to opisać słowami i może właśnie dlatego postaci w snach nie mówią? Może to co chcą przekazać po prostu nie ma odpowiednika w żadnym języku mówionym?
Mnie też to pytanie nurtuje od kiedy zaczęłam czytać ten wątek. Forma ludzka musi coś znaczyć. Bo mózg albo dusza, cokolwiek to generuje, miała wybór i wybrała człowieka.
Może też chodzi o to że ludzka postać wyzwala w nas zaufanie albo jego brak w sposób który inny symbol nie wyzwoli. Jak widzę człowieka w śnie, nawet niewyraźnego, to od razu reaguję emocjonalnie. Na symbol reagowałabym inaczej, bardziej chłodno.
I to chłodne reagowanie mogłoby właśnie przeszkadzać w odbiorze. Może te postaci są ludźmi właśnie po to żebyśmy w ogóle zwrócili na nie uwagę i poczuli coś w związku z ich obecnością.
u mnie ta moja postac jest akurat bardziej jak cien niz czlowiek, ale ja i tak czuje ze to ktos a nie cos. jakby ksztalt byl ludzki chociaz nie widze szczegolw. czy wy tez nie widzicie twarzy?
To z tą twarzą to jest coś co mnie od dawna interesuje. Czytałam że w sennikach jungowskich postać bez rozpoznawalnej twarzy jest właśnie tą warstwą psyche która jeszcze nie ma imienia, nie została jeszcze przez nas zidentyfikowana. Więc może nie widzimy twarzy nie dlatego że jej nie ma, tylko dlatego że jeszcze nie wiemy kim ona jest.
To są dwa bardzo różne założenia i każde prowadzi gdzie indziej. Jola sugeruje że tajemnica jest warunkiem ich działania. Teodor50 że tajemnica jest przeszkodą. Marzanka, ty która masz tę postać najdłużej z nas tu obecnych, co ty czujesz? Czy czujesz że zbliżasz się do rozpoznania, czy że to nie jest celem?
Martynka_W, myślę o tym i nie wiem. Mam wrażenie że znam ją coraz lepiej, ale nie w sensie że za chwilę będę wiedziała jak ma na imię. Raczej w sensie że wiem jak się z nią czuję, co jej obecność przynosi. I może to jest właśnie ten rodzaj poznania który jest tu możliwy. Nie imię, nie twarz, tylko jakość.
To co Marzanka napisała o 'jakości' jest chyba najlepszym podsumowaniem tego co wiele z nas tu próbuje opisać. Że te milczące postaci nie są zagadką do rozwiązania, tylko relacją do przeżywania. I może właśnie dlatego milczą, bo relacja nie potrzebuje słów żeby być prawdziwa.
To co napisała Kaplanka o relacji bez słów mnie uderzyło, bo wcześniej myślałam o tych postaciach jak o zagadkach. Że trzeba je rozgryźć. A może to naprawdę nie o to chodzi i one są bardziej jak... nie wiem, jak ktoś kto po prostu jest obok?
No ale co to w ogóle znaczy że 'nie działają w tym trybie'? Bo dla mnie to brzmi jak tłumaczenie czegoś co nie działa. Jak ktoś ci milczy to albo nie ma nic do powiedzenia, albo nie umie, albo celowo ukrywa. Które z tych trzech?
Wróćmy może do tej kwestii którą poruszył Teodor50, bo ona mnie nie opuszcza. To pytanie czy rozpoznanie twarzy otworzyłoby komunikację, czy zamknęło całą relację. Bo mam wrażenie że oba scenariusze są równie prawdopodobne i nie wiem jak można by to sprawdzić.
U mnie ta kobieta jest co do zasady taka sama od lat, ale są sny kiedy mam wrażenie że jest bliżej. Nie że widzę twarz lepiej, tylko że jakby przestrzeń między nami jest mniejsza. I w tych snach czuję jakby więcej, mocniej. Czy to może być to o czym mówi Teodor50?
Marzanka, tak, właśnie o to mi chodziło. Że może 'rozpoznanie' nie jest wzrokowe. Że ta bliskość którą opisujesz to jest też rodzaj poznania. Bardziej energetycznego niż wizualnego.
Mnie zastanawia coś innego. Wszyscy mówimy o postaciach które przychodzą do nas, ale czy ktoś kiedyś próbował aktywnie nawiązać kontakt w samym śnie? Nie czekać aż postać coś zrobi, tylko samemu wyjść naprzeciw?
ej a ja sie zastanwiam, czy jak postac milczy to moze ona tak samo nie wie jak do nas mowic? moze te bariery sa po obu stronach i ona tez szuka jakiegos jezyka?
Czytam was od dłuższej chwili i myślę o tym co Kaplanka opisała, że stały naprzeciwko siebie i było spokojnie. Bo u mnie też jest ten spokój, ale dopiero kiedy przestaję czegoś chcieć od tej kobiety. Jak tylko mam to oczekiwanie, że coś powie, zrobi, pokaże, to sen jakby gęstnieje. Jakby sama moja chęć coś blokowała.
Tak, dokładnie to! Dziękuję że to nazwałaś, bo ja nie umiałam tego ująć w słowa. To oczekiwanie jest jak szum który przykrywa wszystko inne. A kiedy odpuszczam i po prostu jestem z tą postacią, to jest zupełnie inny rodzaj kontaktu. Cichy, ale jakiś wyraźniejszy.
to bardzo konkretna obserwacja. Mam pytanie do tego. Czy ten spokój który czujesz, kiedy przestajesz oczekiwać, przychodzi w śnie, czy dopiero po przebudzeniu, kiedy o tym myślisz?
To co Marzanka mówi o oczekiwaniu które blokuje, przypomina mi coś z medytacji. Że cel jest przeszkodą. Jakby sama intencja dotarcia gdzieś oddala to miejsce. Może postaci bez głosu działają na podobnej zasadzie?
