W tarocie jest karta która mi tu przychodzi do głowy, Najwyższa Kapłanka. Siedzi w ciszy, nie mówi nic, zasłona za nią ukrywa coś czego nie widać. I nie jest tak że ma coś do ukrycia, po prostu nie wszystko jest do wypowiedzenia. Może postaci bez głosu są właśnie z tej kategorii, nie milczą dlatego że nie chcą, tylko dlatego że ich treść nie przechodzi przez słowa.
mam takie pytanie bo moze glupie ale, czy te postaci moga byc inne niz my mylimy? znaczy ze to nie jest duch ani przewodnik tylko moze jakacs czesc nas samych co nie umie mowic nawet do nas?
Przy pytaniu Dziedzilii muszę powiedzieć że dla mnie ta kobieta nie czuje się jak ja. Nie mam wrażenia że to moja część. Ma jakiś własny ciężar, własne centrum. Jakby była bardziej zakorzeniona niż ja w tym śnie. Trudno to inaczej opisać.
To co mówisz o zakorzenioniu to bardzo ciekawe. Bo sugeruje że ona jest w tym śnie bardziej na swoim terenie niż ty. Jakby to był jej sen a nie twój. Czy masz poczucie że ona była tam zanim ty się pojawiłaś?
Zastanawiam się czy postaci które są zakorzenione w śnie bardziej niż my, to mogą być te które przychodzą z konkretnym celem ale nie umieją go skomunikować bo my nie jesteśmy jeszcze gotowi na odbiór? Bo Marzanka od lat to widuje i może ta kobieta cały czas na coś czeka z jej strony?
To co Kaplanka mówi o wyczerpaniu mnie zatrzymuje. Bo teraz sobie przypominam że ta kobieta pojawiła się u mnie pierwszy raz właśnie po bardzo trudnym okresie. Nie w środku, ale tuż po. Jakby czekała aż coś we mnie opadnie. I przez lata wydawało mi się że to zbieg okoliczności, ale może jednak nie.
Słuchajcie, to jest ciekawy wzorzec. Kaplanka mówi o wyczerpaniu, Marzanka o trudnym czasie. Czy ktoś z was miał tę niemą postać pojawić się w momencie kiedy wszystko szło dobrze? Bo zastanawiam się czy te postacie mają dostęp tylko przez określone stany.
To co Cebulka napisała, o dystansie, to jest coś. Bo też mam w snach postać która jest bliżej albo dalej i nie rozumiałam tego. Myślałam że to przypadkowe. Ale jeśli to zależy od mojego stanu, to może dystans jest jakimś komunikatem?
Wracam do tego co Teodor50 pytał. Miałam ją raz w śnie który był zwykły, prawie banalny, śniłam że gotuję. I ta postać siedziała przy stole w kuchni i patrzyła. Nic trudnego się nie działo, byłam chyba nawet w dobrym humorze. Więc niekoniecznie tylko przez ból.
spokój. Ale taki jakby normalizujący. Jakby to było oczywiste że jest. I chyba właśnie dlatego przez długi czas w ogóle o tym nie myślałam, bo nie było strachu który by mnie obudził. Dopiero kiedy zaczęłam czytać ten wątek zrozumiałam że to było coś.
to znaczy ze te postci przychodzą tez jak jest normanie a my po prostu nie zauamzamy? ze moze sa czesciej niz myslimy ale sie nie wyrozniaja bo nie ma dramatu?
Dobra ale jak mam je zauważać jeśli nie ma strachu ani czegoś wyraźnego? Ja sny pamiętam zazwyczaj tylko te które mnie czymś uderzyły. Jak ktoś siedzi spokojnie przy stole to po prostu tego nie zapamiętam. Co z tym zrobić?
Ja też zaczęłam dziennik dopiero kiedy mi ktoś powiedział żeby nie oceniać czy sen wart jest zapisania. Przedtem odruchowo filtrowałam i nic z tego nie wynikało. Teraz zapisuję nawet jedno zdanie, i ta kobieta pojawiła się w moim dzienniku pięć razy zanim w ogóle wiedziałam że ją rozpoznaję.
Pięć razy i dopiero wtedy ją rozpoznałaś? To znaczy że za każdym razem miałaś wrażenie że to nowa postać, czy po prostu nie łączyłaś faktów?
To co mówisz o gestykulacji a nie twarzy jest bardzo precyzyjne. Ja nie mam niemej postaci w takim sensie, ale mam we śnie pewnego starszego mężczyznę i też go rozpoznaję po sposobie poruszania się, nie po wyglądzie. Jakby tożsamość tych postaci siedziała inaczej niż u ludzi których znamy na jawie.
Tak, ta kobieta u mnie też nie ma stałej twarzy. Ale zawsze wiem że to ona. Jest w tym coś co nie ma nazwy, jakby rozpoznanie które nie przechodzi przez wzrok. Teodor50, mam pytanie, czy twój mężczyzna kiedykolwiek mówi? Bo ciekawe czy ta różnica między niemymi a mówiącymi przewodnikami ma jakieś znaczenie.
Marzanka, on raz powiedział jedno słowo. Tylko jedno i nie pamiętam jakie, pamiętam tylko że to słowo było bardzo ważne i że zaraz po przebudzeniu było na końcu języka i zniknęło. Od tamtego czasu milczy. Jakby sprawdził czy słucham i uznał że w tej formie to nie działa.
To co Teodor50 opisał z tym jednym słowem bardzo mnie uderzyło, bo ja miałam coś podobnego, tylko odwrotnie. Moja postać nigdy nie mówiła, ale raz miałam wrażenie że zaraz coś powie, takie napięcie przed słowem, i potem cisza. I ta cisza była głośniejsza niż cokolwiek innego w tym śnie. Nie wiem jak to wytłumaczyć inaczej.
Słuchajcie, ja rozumiem że to duchowe i piękne i tak dalej, ale mam pytanie praktyczne. Skoro te postacie nie mówią i rozpoznaje się je po gestach i sposobie bycia, a nie po twarzy, to jak w ogóle zacząć to rozróżniać od zwykłej postaci tła którą mózg sobie wymyślił? Bo mam wrażenie że każdemu można teraz przypisać znaczenie.
Bernadka87 ma rację że można tu wpaść w pułapkę interpretowania wszystkiego. Ale ja myślę że jest jeden dość prosty test, przynajmniej dla mnie. Czy po przebudzeniu o tej postaci myślę? Nie dlatego że się bałam, nie dlatego że sen był dramatyczny, ale tak, po prostu ona zostaje. Postacie tła nie zostają.
ale jak cos zostaje to nie znaczy ze jest wazne, moze po prostu byłas bardziej przytomna w tym momencie snu? jak mnie cosik denerwuje w realu to mi sie sni i pamietam bo mam ladunke emocjonalny, nie dlatego ze to przeslanie
Mnie to co Martynka_W napisała bardzo otwiera. Bo ja nie mam niemej postaci, ale mam we śnie powtarzający się ptak, zawsze ten sam gatunek, zawsze w tym samym miejscu snu. Nie myślałam o nim jako o przewodniku, bardziej jako o elemencie krajobrazu. A może to jest to samo tylko inaczej?
To co Rozyczka77 opisuje jest ciekawe z perspektywy tej rozmowy. Bo właściwie zadajemy tu pytanie nie tylko o postacie ludzkie bez głosu, ale o coś szerszego, o obecności które nie mówią ale mają intencję. Czy zgadzacie się że to jest to samo zjawisko niezależnie od formy?
Teodor50, wydaje mi się że tak, choć trochę się waham. Bo moja kobieta ma coś czego ptak chyba nie ma, jakąś osobowość, jakiś punkt widzenia który czuję. Nie wiem czy to różnica formy czy różnica rodzaju istoty. Może różne typy przewodników mają różne formy?
Nawiązując do tego co Marzanka mówi o osobowości, w taroci jest takie rozróżnienie które może tu być pomocne, choć nie narzucam go jako jedyne. Są karty które reprezentują siły, i karty które reprezentują istoty. Woda, ogień, zwierzę to raczej siła, jakość energii. Postać z intencją i punktem widzenia to raczej istota. I może właśnie to jest ta granica.
przepraszam że się wtrącam bo trochę zgubiłam wątek ale chciałm zapytać, czy te niemi przewodnicy mogą byc komsik bliskim kto zmarł? bo moja babcia mi sie snila i nic nie mowiła tylko patrzyla i teraz nie wiem czy to ona czy cos innego
Dobra, ale chcę tu coś powiedzieć, bo trochę mi to w głowie siedzi. Jeśli mówimy że niema postać może być i bliską osobą która odeszła, i jakimś archetypicznym przewodnikiem, i zwierzęciem jak u Rozyczki77, to czy w ogóle da się to rozróżnić? Bo mam wrażenie że teraz każde zjawisko we śnie wpychamy do tej samej szufladki.
