A moge zapytać, czy te milczące postacie mogą byc różne w zaleznośći od okresu zycia? Bo moja jakoś sie zmieniła, kiedyś widziałam starszą kobietę, teraz to jakiś cień bez kształtu i nie wiem czy to ta sama istota czy inna
Zastanawiam się nad tym, co Martynka powiedziała o szamanizmie i duchu towarzyszącym. Czy to znaczy, że te postaci są z zewnątrz, z jakiegoś innego poziomu, czy mogą być częścią nas samych? Bo te dwie odpowiedzi chyba prowadzą do bardzo różnych wniosków.
Czytam ten temat od początku i trochę się gubię, bo nigdy nie miałam takiego snu. Ale mam pytanie, może głupie: czy jeśli ktoś nigdy nie śnił o milczącej postaci, to znaczy, że jej nie ma, czy że po prostu jej nie pamięta?
Słuchając tej rozmowy o pamiętaniu i niepamiętaniu, zaczęłam się zastanawiać, czy moja kobieta ze snu pojawiała się wcześniej, zanim ją zauważyłam. Bo jest coś takiego, że odkąd wiem, że ona jest, widzę ją regularnie. A wcześniej? Nie wiem. Może byłam po prostu niepiśmienna w snach.
Niepiśmienna w snach, to piękne określenie. Ale czy to znaczy, że te postaci czekają aż je zauważymy? Że jakby... mają cierpliwość?
Wolę nie mieszać woli i intencji, bo to dwa różne pojęcia. Kamień zepchnięty ze wzgórza toczy się z konsekwencją, ale bez intencji. Może milczące postaci działają podobnie, podążają za jakąś zasadą, nie za decyzją. I to właśnie może tłumaczyć, dlaczego milczą, bo mówienie wymagałoby intencji.
Ja przez całą tę rozmowę o woli i intencji myślę o tym, jak moja postać za mną chodzi. I zdaję sobie teraz sprawę, że nigdy nie wiem, czy ona idzie za mną, bo tak zdecydowała, czy dlatego, że ja ją za sobą ciągnę. Może to ja jestem źródłem ruchu, a ona tylko odpowiada.
A jak jest z wami kiedy postać jest nieruchoma? Bo moja czasem stoi i w ogole sie nie rusza, i zastanawiam sie czy to znaczy że ja też w tamtym momencie gdzieś utknęłam w życiu, czy to bez związku
Dziedzilia, to jest coś, co mnie uderza w tym wątku ogólnie. Że te postaci zdają się odzwierciedlać nas, nie nas prowadzić. Moja kobieta milczy i ja milczę o pewnych rzeczach w życiu. Przypadek?
Ale zaraz, jeśli one odzwierciedlają nas, to dlaczego budzą takie emocje? Zwykłe lustro nie budzi. A tutaj wiele osób mówi o niepokoju, o uczuciu zadłużenia, o poczuciu, że ktoś tam jest. To chyba nie jest tylko odbicie?
Ale ja nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro te postaci nie mówią, to skąd wiecie, że to właśnie one, a nie po prostu przypadkowe tło snu? Jak rozróżniacie, czy ta cicha figura to ktoś ważny, czy po prostu element scenografii?
No dobra, to rozumiem, że czujesz to nakierowanie. Ale mam pytanie do was wszystkich, bo nadal mi to nie daje spokoju. Czy to uczucie, że postać jest ku wam skierowana, pojawia się od razu jak tylko ją zobaczycie? Czy to rośnie w trakcie snu?
Podobnie u mnie, to jest natychmiastowe. I właśnie to sprawia, że trudno mi to złożyć na karb wyobraźni. Bo wyobraźnia pracuje wolniej, buduje, układa. A tutaj to jest po prostu fakt snu, tak samo jak fakt, że stoję na ziemi.
ale moment, to co opisujesz, ta natychmiastowość, to jest dokładnie jak działają skojarzenia we śnie. Mózg we śnie nie przetwarza sekwencyjnie, tylko rzuca gotowe pakiety znaczeń. Więc ta pewność, że postać patrzy, mogłaby być właśnie takim pakietem, nie dowodem na cokolwiek zewnętrznego.
Ja się gubię trochę w tym rozróżnieniu na zewnętrzne i wewnętrzne, bo moja postać, ta która za mną chodzi, nigdy mnie nie prowadzi nigdzie konkretnego. Nie wskazuje. Chodzi za mną. I właśnie to jest dla mnie największa zagadka tego tematu, milcząca postać, która niczego nie sugeruje.
To mnie uderzyło co Rozyczka napisała, bo moja postać też nigdy nie pojawia sie w chaotycznych snach. Tylko w takich spokojnych, gdzie ja jestem gdzies i po prostu stoję lub ide. Przypadek?
Dziedzilia, dokładnie to samo. Moja kobieta nigdy nie jest w snach gdzie coś się dzieje, gdzie uciekam, gdzie jest tłum. Tylko w snach z pewną ciszą. I zaczynam myśleć, że może milczące postaci potrzebują tego samego co my żeby usłyszeć ciszę, przestrzeni.
No ale ja mam inaczej, moja pojawia się czasem właśnie w momentach intensywnych. Stoi w rogu kiedy dookoła dzieje się coś niepokojącego. Jakby pilnowała. Więc to nie jest chyba reguła że tylko w spokoju.
Ale to co Bernadka opisuje, to właśnie brzmi jak przewodnik duchowy, nie? Milczący, ale obecny, regulujący twój stan emocjonalny bez żadnej akcji. Czy ktoś próbował kiedyś celowo przywołać taką postać? Albo nawiązać z nią kontakt wewnątrz snu?
To co Jola opisuje, ta postać która wskazuje ale nie prowadzi, jest dla mnie najciekawszym wątkiem całej tej rozmowy. Bo to jest dokładnie zachowanie kogoś, kto szanuje twoją autonomię. Nie mówi ci co robić. Pokazuje że jest opcja. I to może być ważniejsze niż jakikolwiek głos.
To co Martynka napisała na końcu, o szanowaniu autonomii, zostało mi w głowie. Bo jak to przetłumaczyć na codzienność? Że jeśli ta postać pokazuje drzwi ale nie otwiera, to może chodzi o to, że coś w nas samych musi te drzwi otworzyć?
Cebulka, a skąd ta postać wie, co nam pokazać? Bo moja kobieta nigdy mi nie wskazała czegoś przypadkowego. Zawsze to było coś, co potem okazywało się ważne, nawet jeśli tamtej nocy nie rozumiałam po co.
i to jest chyba kluczowe pytanie tego wątku. Czy postać wie, czy ty wiesz, ale projektujesz to przez postać? Bo obie wersje są ciekawe, tylko implikują zupełnie co innego.
Mnie to pojęcie wyższego ja zawsze trochę dezorientowało. Czy to znaczy, że ta postać to my, tylko w lepszej wersji? Bo moja nie wydaje mi się mną. Jest za bardzo obca.
Ta spokojność to coś, co wiele osób tu opisuje. Moja też jest zawsze spokojna, nawet kiedy stoi w rogu podczas złego snu. I myślę sobie, że może to jest właśnie cecha tych postaci, że nigdy nie reagują emocjonalnie na to co się dzieje w śnie. Stoją ponad tym.
u mnie to samo, ta spokojna postac nigdy nie wygladla na przestraszona albo zdenerwowana. Tylko ja sie boje, ona nie. Jakby widziala cos czego ja nie widze i dlatego wie ze nie ma sie czego bac
Jest jeszcze jedna możliwość, która mnie dręczy od jakiegoś czasu. A co jeśli one mówią, tylko my nie słyszymy? I milczenie jest po naszej stronie, nie po ich?
