Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad czymś, co powtarza mi się już od dłuższego czasu. W snach pojawiają się osoby, które nigdy nic nie mówią. Dosłownie ani słowa. Ale jakoś wiem, czego chcą, czuję ich intencje jak coś oczywistego, jakbym rozumiała język, którego nie ma. Jedna z takich postaci jest mi bliska, choć na jawie nie kojarzę jej twarzy. Stoi, patrzy, czasem wskazuje kierunek. Nie wiem, czy to przewodnik, czy może ktoś z moich przodków. Czy ktoś jeszcze miewa takie doświadczenia z niemymi postaciami?
Tak, i to dosyć często. Zastanawiam się, czy ta niemość nie jest właśnie formą komunikacji bardziej pierwotnej niż słowa. Jakby te istoty porozumiewały się bezpośrednio z czymś głębszym w nas, z czymś, co rozumie bez języka. Mam taką jedną postać, starszego mężczyznę, który zawsze milczy, ale jego obecność jest dla mnie czymś w rodzaju kierunkowskazu. Czuję po przebudzeniu, że coś mi pokazał, choć obrazu właściwie nie pamiętam. Masz wrażenie, że ta postać z twojego snu jest zawsze tą samą osobą?
W tradycji wielu kultur głos był uważany za sposób ducha, ale milczenie za sposób duszy. Postaci bez głosu w snach pojawiają się w opisach szamańskich jako 'cichy pomocnik' i właśnie ta cecha, niemota, ma być sygnałem, że przekaz pochodzi z wyższego poziomu niż codzienne myśli. Ale mam do was pytanie, bo to jest dla mnie kluczowe: czy te postaci robią coś, wskazują, prowadzą, czy po prostu stoją i patrzą?
U mnie zawsze tylko stoją i patrzą i szczerze mówiąc to mnie bardziej niepokoi niż gdyby coś mówiły. Czytałam gdzieś, że postaci bez twarzy albo bez głosu mogą być projekcjami lęku. Skąd wiemy, że to przewodnik, a nie coś, co się tylko za niego podszywa?
A czy te postacie bez głosu mogą mieć coś wspólnego z paraliżem sennym? Bo podczas paraliżu też czasem widuje się postaci, które są zupełnie nieme, tylko obserwują. Zastanawiam się, czy to ten sam 'typ' istoty, czy zupełnie co innego.
W tarocie Milczenie jest atrybutem Kapłanki, która wie, ale nie mówi wprost. Wiedzę przekazuje przez symbole, gesty, kontekst. Kiedy czytam o tych niemych postaciach ze snów, myślę właśnie o tym archetypie. Ktoś, kto wyczerpał słowa, bo słowa są za małe na to, co chce powiedzieć. Marzanko, czy ta postać kiedykolwiek dała ci coś do ręki albo wskazała konkretny przedmiot?
drzwi w polu to bardzo silny symbol przejścia, i to przejścia poza kontekstem, bo nie ma wokół żadnej ściany, żadnej konstrukcji. Same drzwi. To może wskazywać na decyzję, którą musisz podjąć bez oparcia o zewnętrzne ramy. A otwarta, pusta ręka w tradycji symbolicznej może oznaczać zarówno oddanie jak i oczekiwanie na coś, co jeszcze nie nadeszło. Czy w tym czasie, kiedy miałaś ten sen z drzwiami, coś się zmieniało w twoim życiu?
Ja mam taką niemą postać od lat i nigdy mi nie wskazała niczego konkretnego, po prostu chodzi za mną w snach. Nie złośliwie, ale jakoś wytrwale. Zastanawiam się, czy jej milczenie nie jest odpowiedzią na moje własne milczenie w jakiejś sprawie.
Czytam to i mam gęsią skórkę bo u mnie bylo exzatnie to samo, postać bez głosu ale wskazywała mi zawsze na lewo. Zawsze. I przez długi czas nie wiedziałam co to może znachzyć, aż się okazało że przez lewe ramię przechodziły u mnie wszystkie ważne decyzje, w sensie że jak miałam wybrać coś trudnego to zawsze potem sie okazywało że 'lewy' wybor byl tym lepszym. Czy to mozliwe ze kierunek we śnie tez niesie znaczenie?
Boże jak dobrze, że ktoś w końcu założył ten temat, bo ja od miesięcy zastanawiam się dokładnie nad tym samym. Mam postać, która przychodzi kiedy jestem w snach w kłopotliwej sytuacji i po prostu staje między mną a tym, co mi zagraża. Ani słowa. Ale po przebudzeniu czuję się bezpieczniejsza. Czy takie działanie ochronne bez żadnej komunikacji słownej to nie jest właśnie to, co robią prawdziwi opiekunowie?
To rozróżnienie przewodnik versus strażnik wydaje mi się bardzo trafne. Bo ta moja postać robi obydwie rzeczy w różnych snach. Raz prowadzi, raz staje w miejscu i nie wpuszcza mnie gdzieś. Czy to może być jedna istota z różnymi funkcjami, czy może przychodź do mnie różne, tylko podobne do siebie?
Ta myśl o jednej istocie z różnymi funkcjami jest dla mnie bardzo żywa. Moja postać też robiła różne rzeczy w różnych snach, i długo myślałam, że to kilka różnych bytów. Dopiero kiedy zaczęłam prowadzić dziennik snów i porównywać, zobaczyłam pewien wzorzec zachowania, takie charakterystyczne wyczekiwanie zanim coś zrobi. Zawsze ten sam rytm. Czy twoja postać ma jakiś taki rozpoznawalny gest albo zachowanie, które powtarza się niezależnie od roli?
A co ten obrót może znaczyć? Że odchodzi dobrowolnie, że jej czas minął, że zostawia cię z tym, co pokazała? Bo odwrócenie się plecami to bardzo dwuznaczny gest, w zależności od kultury może być zerwaniem albo właśnie zaproszeniem do podążania.
To co piszesz o plecach bardzo mi coś otwiera. Moja postać nigdy się nie odwraca, chodzi za mną i zawsze widzę ją za sobą, kiedy się odwracam. Jakby była strażnikiem tyłów. Ale jeśli dobrze rozumiem tę symbolikę z tarota, to może właśnie to jest jej rola, pilnować tego, za co sama nie chcę się obejrzeć?
Ta rozmowa o plecach i odwracaniu się to jest coś, o czym nigdy nie myślałam w kontekście swojej postaci. Moja zawsze jest zwrócona do mnie przodem, kiedy staje między mną a zagrożeniem. Nigdy się nie odwraca. Zastanawiam się teraz, czy to właśnie dlatego, że jej funkcja jest inna, ona nie prowadzi i nie odprowadza, ona blokuje. Czy ktoś jeszcze miał postać, która dosłownie ustawiała się jako bariera?
U mnie nie było tak wyraznie, ale raz mi się śniło że staneła miedzy mną a jakimś czarnym kształtem, nie wiem czy to byl sen symboliczny ale wiem ze jak się obudziłam to nie bałam się, jak bym miała pewność ze byłam chroniona
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, bo mnie to interesuje z trochę innej strony. Czy ktoś próbował podczas snu lucydnego bezpośrednio zapytać taką postać, dlaczego milczy? Nie gestem, nie intuicją, tylko wprost, słowem?
Próbowałam raz. Powiedziałam wprost, w środku snu: dlaczego nic nie mówisz. I wie ktoś co się stało? Zniknęła natychmiast. Nie odwróciła się, po prostu jej nie było. I to było jedyne przebudzenie, po którym czułam coś w rodzaju winy, jakbym zrobiła coś nie tak.
To jest bardzo wymowne. Że samo pytanie o milczenie je przerwało. Jakby milczenie było warunkiem kontaktu, a nie jego brakiem. Jak dotknięcie czegoś, czego dotykać nie trzeba, żeby zadziałało.
To pytanie będzie wracało w każdej takiej rozmowie i myślę, że nie ma na nie ostatecznej odpowiedzi, bo nie da się tego rozstrzygnąć od zewnątrz. Ale jest jedno kryterium, które pojawia się konsekwentnie w relacjach osób, które opisują takie postacie: zmiana, która zostaje po przebudzeniu. Nie obraz, nie emocja, ale realna zmiana w tym, jak ktoś widzi swoją sytuację. Jeśli to tylko generowanie snu, ta zmiana nie powinna być trwała.
Dokładnie to samo chciałam napisać i dziękuję, że to padło tak wyraźnie. Po każdym śnie z moją niemą postacią wstaję z czymś, czego wcześniej nie miałam. Nie informacją, bardziej poczuciem, że wiem, w którą stronę iść. Żaden zwykły sen nigdy mi tego nie dał.
Ale to, co powiedziała Kaplanka, żeby nie uciec od niego: to, że wstajesz z poczuciem kierunku, to jest właśnie ta różnica, której szukam. Bo moje pytanie o mózg i generowanie nie było złośliwe, po prostu nie miałem żadnego osobistego punktu odniesienia. Ale jeśli efekt jest trwały i konkretny, to to już coś znaczy.
Kiedy ona zniknęła po moim pytaniu, to właśnie to poczucie winy mnie zatrzymało przy tym śnie na długo. Nie smutek, nie żal, tylko wina. I zastanawiam się teraz, czy to przypadek, że tak to odczułam, czy milczące postaci naprawdę zostawiają po sobie taki ślad, żebyś wiedziała, że coś przekroczyłaś.
to poczucie winy po przekroczeniu czegoś w śnie to bardzo rzadka rzecz, bo zazwyczaj śniący nie odczuwa moralnie swoich snów tak intensywnie po przebudzeniu. Czy to było pierwsze takie przebudzenie, czy wcześniej też zdarzało ci się budzić z czymś, co przypominało wyrzut sumienia?
Słuchając tego o tym zadłużeniu, myślę o swojej postaci, która chodzi za mną. Nigdy mnie nie dotknęła, nigdy nic nie powiedziała, ale jest jakaś forma kontraktu w tym, jak ona za mną chodzi. Jakby sama jej obecność coś ode mnie brała albo dawała, nie wiem które.
To, co Rozyczka opisuje jako brak zmiany, może być jego własnym sygnałem. W tarocie są karty, które nie przynoszą przesłania wprost, tylko stabilizują. Może ta postać nie jest wysłannikiem, tylko stabilizatorem. Czymś, co sprawia, że nic nie odpływa.
To rozróżnienie między posłańcem a stabilizatorem jest moim zdaniem kluczowe dla tego tematu. W tradycjach szamańskich istnieje rozróżnienie między duchem pomocniczym a duchem towarzyszącym. Pomocniczy działa, towarzyszący jest. I co ważne, tego drugiego nie pyta się o nic, bo pytanie zmienia relację.
