No i właśnie, tak mogło być. Koc, zimna sypialnia, odsłonięte ramię. Nie każde zimno w półśnie musi być sygnałem z innego wymiaru. Rozumiem, że szukacie wzorców i to może być ciekawe ćwiczenie obserwacji, ale same w sobie odczucia temperaturowe to za mało, żeby wyciągać daleko idące wnioski.
Oboje macie rację w swoich punktach i właśnie dlatego potrzebny jest ten materiał z dziennika, o którym mówiłem wcześniej. Intuicja bez danych to za mało, dane bez kontekstu też. Marsella, jak będziesz prowadzić te notatki przez kilka tygodni, to przyjdź z konkretnymi przykładami, bo wtedy da się naprawdę coś z tym zrobić, a nie kręcić się w kółko.
Słucham tej rozmowy od początku i jedno mnie zastanawia. Wszyscy rozmawiamy o tym, czy to jest energetyczne, fizyczne, symboliczne. Ale nikt nie zapytał Marselli o to, czy te sny z zimnem mają jakiś wspólny nastrój poza samą temperaturą. Bo może wzorzec nie leży w samym zimnie, tylko w tym, co mu towarzyszy za każdym razem.
Marsella, to co opisujesz z samotnością i zimnem, i zbliżeniem i ciepłem, to chyba najważniejsza rzecz, jaką do tej pory powiedziałaś w tym wątku. Nie chodzi o to, jaka jest temperatura, tylko kto lub co jest obok. Może to jest właśnie klucz do interpretacji tych snów.
To wcale nie brzmi dziwnie. Osoby bez wyraźnej tożsamości pojawiają się w snach bardzo często. Ale to co ciekawe, to że u Marselli ta obecność komunikuje się wyłącznie przez temperaturę, jakby nie miała innego języka. Czy ktoś jeszcze tu miał podobne doświadczenie, że jakaś postać ze snu nie dała się zidentyfikować, ale dawała wyraźnie jakiś sygnał fizyczny?
Miałem raz coś podobnego. Nie temperatura, ale nacisk, jakby ktoś siedział na skraju łóżka we śnie i czułem to ciężarem, ale nikogo nie widziałem. Zastanawiam się, czy to jest ten sam rodzaj obecności co u Marselli, tylko przez inny zmysł.
Wracając do tego, co powiedziała Selenitka, to temperatura jako sygnał relacyjny, a nie środowiskowy, ma swoje miejsce w różnych tradycjach pracy z energią. Zimno przy braku obecności, ciepło przy zbliżeniu. Marsella, czy pamiętasz, czy w snach z zimnem jest jakaś konkretna przestrzeń? Wnętrze, otwarta przestrzeń, coś rozpoznawalnego?
Poczekalni. To słowo mnie zatrzymało. Czy ta przestrzeń ma jakieś wyjście? Drzwi, korytarz, cokolwiek, co sugerowałoby, że skądś przyszłaś albo gdzieś możesz pójść?
A jak w takim śnie pojawia się to zimno, to czy czujesz je z jakiegoś konkretnego kierunku? Jakby od ściany, z góry, od podłogi? Czy po prostu jest wszędzie naraz?
Słuchajcie, ja rozumiem, że ta rozmowa idzie w bardzo poetyckim kierunku i pewne rzeczy brzmią naprawdę spójnie jako opis doświadczenia. Ale zastanawiam się, czy nie zaczynamy budować interpretacji z okruchów, bo każde nowe szczegółe, które Marsella podaje, pasuje do poprzedniej teorii. To może być efekt tego, że pytania prowadzą w określonym kierunku.
Obie strony mają rację i to jest w sumie sedno całej pracy z pamięcią snów. Każde przypomnienie zmienia wspomnienie trochę. Ale Marsella opisała to zimno i tę samotność już w pierwszym poście, zanim zaczęły padać pytania. To jest jakiś punkt wyjścia, który nie był sugerowany. Reszta to doprecyzowanie, nie konstruowanie od zera.
Zastanawiam się, czy to co Marsella opisuje jako przestrzeń bez wyjść i zimno z przodu, mogłoby być jakimś progiem. Nie poczekalnią, ale miejscem przed przejściem. Niektóre tradycje mówią o przestrzeniach między poziomami, gdzie temperatura jest właśnie takim sygnałem, że granica jest blisko. Marsella, czy w tym śnie masz jakieś przeczucie, że zaraz coś się zmieni albo że powinna coś zrobić?
To co Marsella opisała w tym ostatnim poście, to już nie jest poczekalnią. To próg. I pytanie, które mnie teraz nurtuje: czy to ciepło pojawia się zawsze po tym poczuciu oczekiwania, czy bywa też inaczej? Bo jeśli jest jakaś sekwencja, zimno najpierw, potem oczekiwanie, potem ciepło i obecność, to to jest wzorzec, a nie przypadek.
Pamiętnik snów to byłby tu dobry pomysł. Nawet kilka słów zaraz po przebudzeniu, temperatura, nastrój, czy była obecność. Po miesiącu widać wzorce, których w głowie nie da się uchwycić. Marsella, czy pamiętasz, czy te sny zdarzają się w konkretnych momentach życia, czy są równomiernie rozłożone?
Wróćmy do tej sekwencji, bo Bylica trafiła w coś ważnego. Jeśli zimno poprzedza ciepło, to może zimno nie jest stanem docelowym, tylko przejściem. Marsella, czy w momencie kiedy pojawia się to ciepło i obecność, czujesz ulgę? Coś jakby rozwiązanie napięcia?
Odpowiedź bez pytania. To mnie uderzyło. Czy to nie jest trochę tak jak ze snami proroczymi, gdzie sens dociera do ciebie zanim rozumiesz do czego? Mam wrażenie, że Marsella dostaje jakiś przekaz, tylko forma jest bardzo nielinearna.
Ja chciałam zapytać o coś innego. Marsella, czy po tych snach z ciepłem i obecnością budzisz się jakoś inaczej niż po snach z zimnem? Inne samopoczucie, inne tempo powrotu do jawy? Bo zastanawiam się, czy temperatura snu jakoś przekłada się na to, jak zaczynasz dzień.
A czy to gwałtowne budzenie po zimnych snach zdarza się o stałych godzinach? Pytam, bo niektóre tradycje łączą konkretne pory nocy z różnymi warstwami snu i przejściami między nimi. Jeśli zimno pojawia się zawsze w tej samej fazie, to może to mówić coś o tym, z jakiego poziomu pochodzi.
Słucham tej rozmowy od dawna i jedno mnie zastanawia. Marsella mówi, że ta obecność w ciepłych snach nie ma twarzy ani głosu. Czy ona kiedykolwiek próbowała do niej mówić? Nie w sensie na głos, ale we śnie, w tej przestrzeni?
To ciekawe, bo bierność we śnie jest bardzo charakterystyczna dla pierwszego etapu pracy ze snami. Zanim zaczniemy świadomie działać, przez długi czas jesteśmy obserwatorami lub odbiorcami. Czy ta bierność, o której mówisz Marsella, jest podobna do tej z jawy, czy we śnie czujesz ją inaczej?
Mam pytanie do całej rozmowy, bo trochę mi umknęło. Czy ktoś z was próbował przed snem jakoś wpłynąć na temperaturę, którą się czuje? Mam na myśli kamienie, kadzidła, cokolwiek, żeby sprawdzić, czy można sterować tym, co się czuje w śnie. Czy to w ogóle tak działa?
To jest właśnie argument za tym pamiętnikiem snów, o którym mówił ktoś wcześniej. Bez zapisu nie ma porównania, a bez porównania nie wiesz, co zmienia a co nie. Marsella, gdybyś przez kilka tygodni zapisywała te temperatury po każdym przebudzeniu, to myślisz, że byłabyś w stanie zobaczyć jakiś wzorzec? Albo cokolwiek, co by ci pomogło zrozumieć, skąd to pochodzi?
To ciekawe pytanie, Trzygłow05. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy bym wtedy wyciągnęła z tego jakieś wnioski. Boję się, że zapisałabym tylko 'znowu zimno' albo 'znowu ciepło' i nie wiedziałabym co z tym zrobić. Ale może macie rację, że bez zapisu to wszystko zostaje w głowie i się miesza.
Marsella, a czy te gwałtowne przebudzenia po zimnych snach zdarzają się może w zbliżonych godzinach? Bo pytałam o to wcześniej i trochę mi umknęło. Nie chodzi mi o dokładną godzinę co do minuty, ale o jakiś zakres. Między pierwszą a trzecią, między czwartą a szóstą. To mogłoby mówić sporo o tym, z jakiej fazy snu się wyrywasz.
Znowu wracamy do zasłony między światami i szczególnych godzin. Nie chcę gasić rozmowy, ale czy to nie jest tak, że każdą godzinę można jakoś przypisać do czegoś? O trzeciej zasłona, o czwartej coś innego, i tak dalej. Marsella, nie wiem, może po prostu masz lżejszy sen w drugiej połowie nocy i dlatego budzisz się częściej po zimnych snach?
Nie wiem, o której dokładnie się budzę po zimnych snach. Nigdy nie patrzyłam na zegarek, bo pierwsza myśl to zawsze to uczucie, nie czas. Ale teraz zacznę zwracać uwagę. Jasminka, jak długo powinnam to obserwować, żeby miało sens?
Przynajmniej kilka tygodni, żeby zebrać więcej niż dwa albo trzy przypadki. Jeden tydzień to za mało. Ale nawet kilka notatek z godziną i tym, czy sen był zimny czy ciepły, da jakiś zarys. Nie musisz pisać całych opisów, wystarczą trzy słowa i czas.
