Czytam tę rozmowę od początku i jedno zdanie mi wróciło, to z Marselli, że ciepło było zaproszeniem a postać przyszła potem. Czy zaproszenie może być nieświadome? Czy można we śnie nie wiedzieć, że się kogoś zaprasza?
Marsella, to ważne pytanie i cieszę się, że je zadałaś. Ustawianie intencji przed snem nie jest tylko dla ochrony. Można go używać też do zaproszenia, do otwarcia, do zdefiniowania czego chcemy doświadczyć. Jeśli te sny są dla ciebie dobre i ciepłe, warto powiedzieć sobie świadomie przed zaśnięciem, że jesteś na to gotowa. To nie zmienia snów, ale zmienia twój stosunek do nich. Wiesz co chcesz, zamiast tylko reagować.
To jest klasyczny dylemat między praktyką aktywną a pasywną. I nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Niektórzy twierdzą, że intencja przyciąga, inni że blokuje. Mnie bardziej ciekawi co Marsella czuje w samym śnie, kiedy temperatura się pojawia. Czy jest zaskoczenie, czy raczej poczucie, że 'tak ma być'?
To co mówi Marsella o braku zdziwienia we śnie jest ciekawe. Bo jak we śnie coś jest naturalne, to może znaczy, że ta część nas która śni to akceptuje i rozumie. A część, która się budzi, już nie wie co z tym zrobić.
Słucham tej rozmowy i wracam do jednego: skoro zimno może być sygnałem i ciepło może być zaproszeniem, to czym się różnią te dwie rzeczy? Oba przyciągają uwagę, oba są odczuwalne fizycznie, oba poprzedzają jakieś zdarzenie. Może temperatura we śnie to po prostu język, a zimne i ciepłe to tylko różne słowa?
Czytam to i myślę, że może warto by zapytać o jeszcze jeden wymiar. Czy temperatura we śnie zmienia się stopniowo, czy jest nagła? Bo to co Trzygłow opisuje, ta wyraźna granica, to brzmi jak coś zupełnie innego niż gęste ciepło w ogrodzie Marselli, które było jak powietrze z wagą.
Ta nagłość mnie zastanawia. Czy nie jest tak, że nagła zmiana temperatury we śnie to bardziej sygnał uwagi, a stopniowa to tło emocjonalne? Jak alarm kontra klimat miejsca. I może właśnie dlatego różnie nas poruszają po przebudzeniu.
Mam pytanie do wszystkich, bo trochę pogubiłam się w tej rozmowie. Czy na koniec uważacie, że temperatura we śnie to coś, co pochodzi z wewnątrz, czyli z naszych emocji i energii, czy z zewnątrz, czyli od jakichś obecności lub miejsc? Bo mam wrażenie, że wszyscy mówią 'i jedno, i drugie', ale to nie jest odpowiedź.
No dobra, rozumiem co mówi Pentaklista o antenie i granicach, ale powiem szczerze, że takie tłumaczenie mnie nie satysfakcjonuje. Jak wszystko może być jednocześnie wewnętrzne i zewnętrzne, to w zasadzie nie powiedzieliśmy nic konkretnego o temperaturze we śnie. Marsella pytała o coś prostego, skąd to zimno, skąd ten żar, a my po kilkudziesięciu postach wciąż kręcimy się w kółko. Czy ktokolwiek tu miał sen, gdzie temperatura coś konkretnie zapowiedziała albo ostrzegła? Nie w sensie 'czułam ciepło i było fajnie', tylko że temperatura była sygnałem czegoś, co potem się sprawdziło?
