Mam takie pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Robię różne rytuały miłosne, głównie z intencją przyciągnięcia lub pogłębienia uczucia, i prawie zawsze są tam słowa 'kocham', 'kochaj mnie', 'moja miłość' itp. Ale ostatnio zaczęłam się zastanawiać co z osobami, które mają jakiś blok na to słowo? Znam kogoś, kto dosłownie fizycznie reaguje źle na słowo 'kochaj' - coś w nim zamiera, odpycha to. Czy w ogóle ma sens robić rytuał z tym słowem jeśli osoba, na którą rytuał jest kierowany, ma do niego awersję? Czy słowa w rytuale mają aż takie znaczenie, że trzeba je dostosowywać?
To bardzo ciekawe pytanie i szczerze to sama się nad tym zastanawiałam przy jednym ze swoich rytuałów. Miałam sytuację gdzie pracowałam z intencją dla kogoś, kto wyrósł w domu gdzie słowo 'miłość' w ogóle nie padało - i intuicyjnie zmieniłam tekst na coś bardziej neutralnego emocjonalnie, coś w stylu 'bliski mojemu sercu', 'przyciągam do siebie'. Czy to był błąd? Nie wiem. Efekt był, więc może nie.
To jest głębszy temat niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Słowa w rytuale to nie są tylko dźwięki - niosą ze sobą ładunek emocjonalny i skojarzenia kulturowe, a te są bardzo indywidualne. Jeśli ktoś słyszy 'kochaj' i jego ciało się spina, to ta reakcja nie znika tylko dlatego, że rytuał jest skierowany 'do niego'. Pytanie czy rytuał działa na poziomie słów dosłownie, czy na poziomie intencji za nimi stojącej.
Ale właśnie - jeśli chodzi o intencję, to po co w ogóle zmieniać słowa? Skoro intencja jest ta sama, nieważne jak to nazwiemy? Czy to nie jest tak, że my sami bardziej skupiamy się na słowach, a energia idzie i tak tam gdzie idzie?
Przepraszam że się wtrącam ale nie bardzo rozumiem - jak to możliwe, że ktoś ma 'fobię' na słowo 'kochaj'? To znaczy, że w ogóle nie może go słuchać, czy że sam nie potrafi go powiedzieć? Bo to chyba trochę inne rzeczy, nie?
Ja mam trochę podobnie z tym. Nie tyle fobia, ale jak ktoś za szybko mówi 'kocham cię', to coś we mnie się zamyka zamiast otwierać. I zastanawiam się czy to znaczy, że rytuały miłosne skierowane na mnie też jakby... trafiają w ścianę? Jak to w ogóle działa z punktu widzenia energetycznego?
Dokładnie, i tu wychodzi stare pytanie które zresztą toczy się w różnych miejscach - czy rytuały miłosne działają 'na kogoś' czy 'przez siebie'. Bo jeśli to drugie, to całe to rozważanie o słowach dostosowanych do wrażliwości drugiej osoby trochę odpada. Dostosowujesz dla siebie, nie dla niej.
Mam w notatkach coś ciekawego z tego tematu - czytałam kiedyś o tradycji hoodoo, gdzie w oryginalnych tekstach rytuałów miłosnych słowo 'love' bardzo rzadko pojawia się dosłownie. Częściej mówi się o 'drawing near', 'sweet attachment', 'bound to me'. To nie jest przypadek - w tej tradycji zakładano, że zbyt bezpośrednie nazywanie emocji może je 'przestraszyć'. Trochę jakby energia miłości była płochliwa i lepiej ją okrążać niż atakować wprost.
Nie wiedziałam, że to takie skomplikowane. Myślałam, że rytuał miłosny to piszesz 'kocham go, niech mnie pokocha' i gotowe. A tu wychodzi, że same słowa mogą coś psuć albo naprawiać. Jak w ogóle ktoś wie, jakich słów użyć jeśli nie zna drugiej osoby za dobrze?
To jest właśnie trudność z rytuałami miłosnymi - im więcej wiesz o osobie, tym lepiej możesz 'dostroić' intencję. Ale nawet przy dobrym znajomym trudno wiedzieć co siedzi głęboko. Może mieć blok na słowo 'miłość' a nie mieć go na 'bliskość', albo odwrotnie.
Mnie zastanawia coś innego - czy ta fobia na słowo 'kochaj' nie jest sama w sobie jakimś sygnałem, który powinniśmy brać pod uwagę zanim w ogóle zaczniemy rytuał? Jakby to było ostrzeżenie, że ta osoba nie jest gotowa, nie jest otwarta. Ja ostatnio miałam sen, gdzie ktoś bliski odwracał się za każdym razem kiedy próbowałam do niego podejść. I potem dowiedziałam się, że ta osoba ma właśnie takie trudności z bliskością. Może to miało jakiś związek?
Tak, i właśnie o to mi chodziło kiedy szukałam informacji o rytuałach - wszędzie piszą co robić, ale nie piszą co się dzieje kiedy 'cel' jest jakoś zablokowany. Czy rytuał wtedy po prostu nie działa, czy działa słabiej, czy działa inaczej?
To zależy też od tego czego chcemy tym rytuałem. Jeśli celem jest dosłowne 'sprawianie' żeby ktoś poczuł coś konkretnego, to blok tej osoby może rzeczywiście być przeszkodą. Ale jeśli celem jest stworzenie warunków do naturalnego zbliżenia - usunięcie przeszkód, wzmocnienie przepływu między dwoma ludźmi - to bloki są właśnie tym co taki rytuał powinien adresować, nie omijać.
No właśnie, brzmi jak dużo pracy, ale jednocześnie ma to sens. Tylko zastanawiam się - skąd niby wiadomo, że ten blok już 'zdjęty'? Że można przejść do następnego kroku? Czy jest jakiś znak, czy po prostu po czasie zakładamy, że zadziałało?
To jest moim zdaniem jeden z najtrudniejszych momentów w całej tej robocie - ocenić czy coś się zmieniło, czy nam się tylko wydaje. Sama miałam taką sytuację gdzie robiłam kilka etapów z rzędu i za każdym razem myślałam 'może jeszcze nie czas'. W końcu stwierdziłam, że chyba po prostu szukam wymówki żeby nie przejść do trudniejszego etapu.
Szczerze? Nie ma jednego pewnego sygnału. Możesz obserwować jak ta osoba reaguje na pewne tematy, czy jej mowa ciała się zmienia kiedy mówisz o bliższych relacjach, czy zaczyna sama inicjować głębszy kontakt. Ale to wymaga czasu i uważności, nie da się tego zmierzyć.
Mam w notatkach coś z tradycji luizjańskiej - tam pracuje się często w cyklach księżycowych i zakłada się, że jeden pełny cykl to minimum na przepracowanie jednego 'warstwy' bloku. Ale to oczywiście bardzo umowne. Ciekawsze jest to, że tamte tradycje w ogóle traktują takie bloki jako osobny temat do pracy, nie jako przeszkodę do ominięcia.
Przepraszam, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - mówicie, że te same słowa mogą kogoś blokować, bo mają dla niego złe skojarzenia z przeszłości? To trochę jak ze zwykłą psychologią, nie? Jakby ktoś miał złe doświadczenia z daną osobą i samo jej imię go ściska?
Ale wtedy pojawia się pytanie - jeśli to jest tak naprawdę problem psychologiczny, to czy rytuał w ogóle jest właściwym podejściem? Czy nie powinno to iść przez terapię zamiast przez zmianę słów w zaklęciu?
Moim zdaniem to nie jest albo-albo. Rytuał może działać równolegle z terapią albo zamiast niej jeśli ktoś woli taką drogę. Ale rozumiem skąd to pytanie - też czasem mam wrażenie, że niektórzy sięgają po rytuały zamiast zmierzyć się z czymś bardziej bezpośrednio.
Ja bym tu dodała jeszcze jeden wątek - a co jeśli ta osoba, o której mówimy, nie chce być 'odblokowana'? Mam na myśli, że ten blok może być jej sposobem na ochronę siebie. Właśnie ostatnio miałam sen, który bardzo do mnie przemówił - ktoś zamurowany w środku domu, i wszystko wyglądało normalnie z zewnątrz. I zastanawiam się czy takie mury nie są czasem świadomym wyborem, nawet jeśli nieświadomym.
To jest właśnie ta kwestia z którą się borykam. Ta osoba nie prosiła mnie żeby robić dla niej rytuał, ja sama wpadłam na ten pomysł bo jej zależy na tym związku ale jakby... nie potrafi tego wyrazić. No i nie wiem teraz czy modyfikowanie słów w rytuale to jeszcze okej, czy już za bardzo ingeruję w coś co nie jest moje.
Dziękuję za tę szczerość, bo to naprawdę ważne co napisałaś. Sama kiedyś byłam w podobnej sytuacji i właśnie ta wątpliwość - czy mam prawo - była dla mnie największym hamulcem. I ostatecznie zdecydowałam że nie będę robić nic bez choćby niepisanego przyzwolenia. Ale jak to sprawdzić - nie mam pojęcia do dziś.
Kwestia zgody w rytuałach to temat na osobny wątek, ale powiem krótko - różne tradycje mają zupełnie różne podejście do tego. W niektórych każda praca bez wiedzy osoby jest traktowana jak naruszenie, w innych uważa się, że dobra intencja wystarcza. Nie ma jednej odpowiedzi.
No to teraz mam pytanie do Wienczyslawa - bo ona wspomniała na początku tego wątku o konkretnej osobie. Czy ten rytuał, o którym mówiłaś, to coś gotowego skąd zaczerpnęłaś, czy tworzysz własny? Bo to chyba zmienia odpowiedź na całe pytanie o zamienniki.
No to odpowiem Gabrysieńce, bo to ważne pytanie. Korzystam z gotowego rytuału, który znalazłam na jednej z anglojęzycznych stron poświęconych folk magic. Tam było bardzo konkretnie napisane, że słowa mają być wypowiadane dokładnie tak jak w tekście, bo 'the words carry the weight of the working'. Ale jednocześnie w komentarzach pod tym rytuałem kilka osób pisało, że zamieniały pewne frazy i działało. Więc jestem kompletnie zdezorientowana co z tym zrobić.
Okej, więc mamy konkretny przypadek - gotowy rytuał z tradycji folk magic, anglojęzyczny. To trochę zmienia perspektywę, bo folk magic zazwyczaj jest bardziej pragmatyczna niż ceremonialna. Czy to było coś z nurtu Appalachian folk magic, hoodoo, czy coś innego? Bo te tradycje mają różne podejście do modyfikacji.
