Spędzamy dzisiaj razem cały dzień, wyskoczyliśmy za miasto. Tak dobrze mi z nim, jakby ktoś przewinął czas do momentu zanim wszystko się popsuło, tylko że teraz oboje bardziej to doceniamy. Nie chcę za dużo pisać, żeby nie zapeszyć tego kruchego szczęścia.
Dzisiaj wstałam, zrobiłam sobie późne śniadanie, czytam książkę, którą zaczęłam jeszcze chyba zimą i nigdy nie skończyłam. Staram się traktować te dni jako czas dla siebie, a nie tylko jako kolejne odhaczone w oczekiwaniu. Różnie wychodzi, ale próbuję.
Dzisiaj nastrój gdzieś pomiędzy. Nie dół, nie góra, takie zawieszenie. Najgorsze są chyba te niedzielne popołudnia, kiedy wiadomo że za chwilę nowy tydzień, a w sumie nic się nie zmienia. Ale szarlotki jeszcze trochę zostało, więc nie jest tak źle 🙂
Kończę ten weekend trochę spokojniejsza niż go zaczynałam. Cisza od niego dalej trwa, ale uczę się powoli żyć obok tej ciszy, zamiast cały czas się w nią wsłuchiwać. Może to pierwszy mały krok.
No. Dziś zakończyło się lustro.
i chyba zakończyła się nadzieja.
Szło super. Nawet o ślubie coś było.
Popsułam chcąc wiedzieć czy my na serio coś zaczynamy. Od słowa do słowa, poszła kłótnia.
Dwa dni afery.
dziś suche pytanie czy się uspokoiłam.
i cisza.
chyba podjęłam decyzję o zakończeniu tej relacji. Nie ma sensu. Nie wiem czy on będzie chciał gadać. Czy się nie wystraszył. Czy nie wycofał.
Koncze, że dwa dni sobie dam i zablokuje zeby nie widzieć i nie myśleć.
Nie popełniajcie mojego błędu.
To co się przez ostatnie tygodnie działo to była zasługa rytuałów.
życzę Wam wszystkim szczęścia. Ja się poddaję.
Poniedziałek przywitał mnie deszczem i jakoś od razu mniej raźno. W weekend było mi lżej, a dzisiaj rano znowu ten ciężar w środku. Dziwne jak pogoda potrafi wpłynąć na nastrój, albo może to tylko wymówka i siedzi to gdzieś głębiej. Sama już nie wiem.
Wróciłam z pracy i zastałam pustą lodówkę, więc zmusiłam się do wyjścia na zakupy. Ostatnio nawet takie zwykłe rzeczy potrafią być wyzwaniem. Przeszłam się, kupiłam coś dobrego do jedzenia, teraz siedzę w domu.
U mnie dzisiaj spokojnie, on po pracy wpadł na chwilę, przywiózł mi kwiaty bez okazji. Stoję teraz i patrzę na nie w wazonie i nie mogę uwierzyć jak bardzo zmieniło się wszystko w ciągu kilku tygodni. Wam też tego życzę, całym sercem, i wierzę że to przyjdzie.
