Mam taki problem i nie wiem co zrobić. Zrobiłam rytuał na zbliżenie z partnerem, nic skomplikowanego, świeczki, jego zdjęcie, trochę ziół. On przypadkiem zobaczył kilka rzeczy leżących na biurku i zaczął pytać co to jest. Skłamałam, że to jakieś zapachy do relaksu. Potem długo miałam z tym problem w głowie, bo czułam że coś jest nie tak z tym kłamstwem. Ale z drugiej strony on ma bardzo sceptyczne podejście do takich rzeczy i wiem że by się po prostu przestraszył albo wyśmiał. Czy mówi się partnerowi o takich rzeczach? Jak wy to robicie?
To jest chyba jeden z trudniejszych tematów jeśli chodzi o relację z kimś spoza tego świata. Sama miałam podobnie, chłopak widział kiedyś moje karty i był ciekawy, ale jak powiedziałam że czasem robię rytuały to od razu zrobiło się dziwnie. Nie wyśmiał, ale czułam że coś mu to nie odpowiada. Z tym kłamstwem masz rację że to zostaje. Nie wiem czy odpowiedź jest prosta.
Ale właściwie czego się bał w tym co zobaczył? Pytam bo to chyba ważne czy to był strach przed nieznanym, czy bardziej że mu się to kojarzy z czymś złym? Bo to trochę zmienia sytuację.
Tu jest właśnie sedno. To że on by się bał, albo że ma negatywne skojarzenia, to rozumiem, ale rytuał na zbliżenie z partnerem to już inny poziom rozmowy niż sama praktyka ezoteryczna. Tu wchodzi kwestia jego zgody, i to jest coś czego nie można pominąć. Nie mówię że to co zrobiłaś było złe, ale warto się zastanowić co właściwie chciałaś osiągnąć i czy gdyby wiedział, to by zmienił zdanie o tym związku.
A czy rytuał na zbliżenie to w ogóle coś co działa bez jego wiedzy? Pytam szczerze bo nigdy nie robiłam czegoś takiego i nie wiem jak to działa od strony... czy on musi jakoś uczestniczyć żeby to miało sens?
Ja to czytam z boku i mam inne pytanie. Czemu w ogóle zakładamy że partner musi się bać? Mój znajomy jest sceptyczny ale jak mu tłumaczę pewne rzeczy to po prostu słucha, nawet jeśli nie wierzy. Może problem nie jest w rytuałach tylko w tym jak się o tym rozmawia?
Mnie zastanawia to kłamstwo o zapachach. Nie oceniam, sama pewnie bym tak samo zrobiła. Ale czy po czasie nie jest ciężej? Bo jak się raz skłamie to potem jest ta myśl że on żyje z jakimś obrazem który jest nieprawdziwy. I co, kłamie się dalej żeby to podtrzymać?
Dokładnie to samo myślę co Rdestowa.ka. Jedno małe kłamstwo żeby uniknąć rozmowy, a potem trzeba pilnować żeby historia się zgadzała. Znam to z opowieści znajomych, nie z własnego doświadczenia bo u mnie partner wie o kartach. Ale rytuały to inna para kaloszy.
Szczerość w związku to podstawa, wszyscy to wiemy. Ale jest różnica między szczerością a wyznawaniem każdego szczegółu swojego życia duchowego. Nikt nie mówi partnerowi o każdej modlitwie czy każdej wizji. Rytuał to trochę tak samo, to wasza prywatna sprawa. Choć przyznam że rytuał skierowany konkretnie na partnera to inna sytuacja.
Ja w ogóle nie rozumiem po co ukrywać coś takiego. Jeśli intencja jest dobra, to czego się wstydzić? Mój były by się na pewno bał i śmiał, ale to był jego problem. Nie jego życie duchowe.
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie z zewnątrz bo sam jestem raczej sceptyczny. Skoro część z was wierzy że rytuał działa i wpływa na tę drugą osobę, to czy ta osoba nie powinna mieć jakiegoś głosu w tej sprawie? To mnie zastanawia bardziej niż sam fakt kłamstwa.
Czuję że trochę odeszłyśmy od mojego pytania, ale jednocześnie to wszystko do niego wraca. Bo właśnie sama nie wiem czy moje kłamstwo to był błąd w sensie relacyjnym, czy może też w sensie etycznym wobec samego rytuału. Jakoś mi ten spokój nie wrócił od tamtej chwili.
A ja mam inne pytanie do całej rozmowy. Czy wy w ogóle rozróżniacie rytuał na zbliżenie od rytuału na przywiązanie? Bo dla mnie to dwie różne rzeczy i nie wiem czy tu cały czas mówimy o tym samym. Jedno to może być wzmocnienie tego co już jest, a drugie to już bardziej... no nie wiem jak to nazwać.
To było coś na... no właśnie, trudno mi to nazwać. Bardziej na otwarcie między nami, żebyśmy zaczęli ze sobą lepiej gadać. Nie na to żeby on się we mnie zakochał czy coś takiego. Mieliśmy taki okres że rozmawialiśmy tylko o bieżących rzeczach i to zaczęło mnie przytłaczać.
Okej ale jeśli to miało na niego wpłynąć w sensie tego jak się zachowuje w rozmowie, to czy on nie powinien o tym wiedzieć? Serio pytam, bo jakby ktoś zrobił coś podobnego do mnie bez mojej wiedzy to bym się poczuł dziwnie. Nawet jeśli intencja byłaby dobra.
Ale zaraz, bo ja się tu gubię. Jeśli rytuał działa poprzez intencję i siły zewnętrzne, a nie przez bezpośrednią ingerencję, to czy to naprawdę różni się od zwykłego życzenia komuś czegoś dobrego? Modlę się żebyś był zdrowy i nie pytam cię o zgodę.
Intencjonalność jest kluczowa w każdej praktyce energetycznej, to podstawa. Im precyzyjniejsza intencja tym silniejsze działanie, stąd różnica między ogólną modlitwą a rytuałem. Ale myślę że wy tutaj mieszacie poziomy, bo kwestia etyczna i kwestia skuteczności to dwa różne zagadnienia.
To znaczy że po tym rytuale nie zaczęliście lepiej gadać? Bo jak rozumiem to był cel, żebyście się bardziej otworzyli na siebie.
Trochę tak, trochę nie. Przez chwilę było lepiej, jakieś dwa tygodnie po. Potem znowu wróciło do tego samego. Nie wiem czy to rytuał, nie wiem czy to przypadek, nie wiem nic w sumie.
A robiłaś go raz czy kilka razy? Bo może to jest też kwestia tego że jednorazowe rzeczy po prostu nie wystarczają, szczególnie jeśli problem jest głębszy w relacji.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam wrażenie że pytanie z tytułu wątku, czyli mówić czy nie mówić, zeszło na drugi plan. A może warto do niego wrócić, bo Idalka chyba nadal nie ma odpowiedzi. Mam jedno pytanie do niej: gdybyś powiedziała mu prawdę teraz, to czego się boisz bardziej, jego reakcji czy tego że zmieni obraz sytuacji?
To co napisałaś na końcu, że boisz się że wyjdzie na to iż zrobiłaś coś na niego bez pytania, to chyba jest sedno całej sprawy. Bo tak naprawdę to nie jest kwestia czy powiedzieć czy nie. To jest kwestia tego, co myślisz o tym co zrobiłaś. Jakbyś czuła że to było okay, to by cię tak nie gryzło.
Ale właśnie nie wiem czy to tak prosto działa. Można czuć niepokój z powodu kłamstwa, a nie z powodu rytuału. To są dwie różne rzeczy i Idalka chyba właśnie to mówi, że sama nie wie z czego ten spokój nie wraca.
A ja mam pytanie bo mnie to nurtuje od kilku postów. Czy on w ogóle pyta o to co się stało? Znaczy czy on sam wyczuwa że coś jest nie tak, czy tylko ona to czuje?
On nie pyta. Chyba nie wyczuwa nic. Albo wyczuwa i nie pyta bo też nie chce. Tego nie wiem. Ale te dwa tygodnie kiedy było lepiej to były naprawdę dobre tygodnie, rozmawialiśmy inaczej, więcej, lżej. I właśnie to że to wróciło do poprzedniego jest dla mnie trudniejsze niż sama kwestia czy powiedzieć.
Więc tak naprawdę pytanie nie brzmi już tylko czy powiedzieć prawdę, tylko co zrobić żeby tamto wróciło. Tak?
Właśnie to samo pomyślałam co Hortensja. I zastanawiam się czy gdybyś mu powiedziała prawdę, to czy to nie otworzyłoby tej rozmowy której szukałaś? Nie mówię że rytuał, ale sam fakt że powiesz mu coś trudnego. Czasem powiedzenie czegoś nieoczekiwanego to samo w sobie uruchamia jakiś dialog.
