A myślisz że ta fobia to coś co ona sama rozumie? Znaczy - czy ona wie że ma taki opór, czy to coś nieuświadomionego? Bo to by dużo zmieniało w całej tej sytuacji.
No właśnie o to mi chodziło w tym pytaniu. Bo jeśli ktoś nie może usłyszeć słowa 'kochaj' bez silnej reakcji, to jakaś historia za tym stoi. I rytuał który 'obejdzie' to słowo nie dotknie tej historii w żaden sposób - ona dalej tam będzie.
Mnie ta rozmowa dała dużo do myślenia, naprawdę. Ale chcę wrócić do jednej rzeczy - czy ktoś tu kiedyś faktycznie zmienił słowa w jakimś rytuale i miał wrażenie że to coś zmieniło? Nie mówię o skutkach dla drugiej osoby, tylko o samym odczuciu podczas wykonywania?
Ja zmieniałam raz - nie słowo 'kochaj', ale inne sformułowanie które mi nie pasowało, brzmiało jakby ktoś inny to pisał, nie ja. I jak użyłam własnych słów to faktycznie coś było inaczej, bardziej... moje. Ale nie wiem czy to było 'lepiej' magicznie czy po prostu czułam się mniej sztywno.
Eklektyzm ma swoje wady ale to jest osobny temat i chyba na niego nie ma miejsca w tym wątku. Wracając do Wienczysławy - z tej rozmowy wyłonił się chyba wyraźny obraz: nie ma jednej odpowiedzi na pytanie czy zmieniać słowa, bo wszystko zależy od tego czemu ta zmiana miałaby służyć. Jeśli chodzi o to żeby rytuał lepiej pasował do twojej intencji - może mieć sens. Jeśli ma być sposobem na uniknięcie własnych wątpliwości co do tego czy masz prawo robić to co robisz - to słowa nie rozwiążą problemu.
