I tu właśnie jest sedno. To nadmierne myślenie podczas przerwy to nie jest problem z cierpliwością, to jest sygnał że coś w polu emocjonalnym jeszcze nie zostało zamknięte. Pytanie do Czaromiry - co się pojawia jak myślisz za dużo? Tamta osoba, czy raczej lęk co będzie z nową relacją?
A to jest ciekawe bo lęk o nową relacje to nie jest to samo co przywiązanie do starej. To juz inny rodzaj pracy i nie wiem czy separacyjny w ogóle na to odpowiada. Separacyjny jest o więzi z konkretną osobą, nie o naszym własnym lęku przed kolejnym związkiem.
Czyli rozumiem że separacyjny odpowiada za konkretne połączenie, a te głębsze wzorce to jest już inna praca - ale to oznacza że można je robić równolegle z przyciągającym? Wzorzec z jednej strony, nowa relacja z drugiej?
Nie wiem czy to takie proste. Jak pracujesz jednocześnie z wzorcem i z przyciąganiem to ryzykujesz że intencja się rozmywa. Bo z jednej strony mówisz wszechświatowi chcę kogoś nowego, a z drugiej jednocześnie zajmujesz się tym co przeszkadza. Trochę jak szukanie nowej pracy i jednocześnie terapia na burn-out - technicznie możliwe ale energetycznie wyczerpujące.
A czy ktoś tu w ogóle robił tak że separacyjny, potem przerwa z labradorytym jak Zbyszek pisał, a potem przyciągający - i jak to wyszło? Bo dyskutujemy o teorii ale ciekawi mnie jak to wygląda w praktyce.
Ja robiłam coś podobnego. Nie dokładnie taki schemat ale separacyjny i po kilku tygodniach przyciągający. Przerwa była nieplanowana bo po prostu nie czułam gotowości wcześniej. Nie miałam wtedy labradorytu świadomie przy sobie, ale teraz jak myślę o tym czasie to był spokojny. Może przypadek, może nie.
Czytam i myślę że to porównanie jako odruch to jest bardzo konkretny sygnał. Nie pomyślałabym o tym sama, ale teraz jak to napisałaś to chyba właśnie to mam. Każda nowa osoba jest automatycznie mierzona tamtą.
To brzmi jakby separacyjny w mojej sytuacji był tylko pierwszym krokiem z kilku, nie rozwiązaniem. I teraz zastanawiam się czy w ogóle warto go robić teraz jeśli i tak nie jestem gotowa na wszystko co po nim. Może to jest głupie pytanie ale szczerze - czy można zrobić separacyjny i celowo odczekać dłużej z przyciągającym, pół roku, rok?
Dobra, to rozumiem. Tylko teraz mam nowe pytanie które mi się pojawiło - jeśli zacznę separacyjny i w trakcie tej przerwy okaże się że jednak jest więcej przywiązania niż myślałam, to co wtedy? Przerywam? Czekam dłużej? Czy to w ogóle możliwe żeby separacyjny pokazał coś czego się nie spodziewałam?
To się zdarza częściej niż myślisz. Rytuał separacyjny działa na kilku poziomach i to co się pojawia po nim - albo w trakcie - nie zawsze jest tym czego człowiek się spodziewał. Czasem wychodzi więcej, czasem mniej. Czekanie dłużej ma sens, przerywanie w połowie zwykle nie.
To zależy od konkretnego rytuału. Są takie które zamykają się jednej nocy i są takie które pracują przez kilka dni, np. z gasnącą świecą przez siedem dni albo z węzłami. W tych drugich przerywanie naprawdę ma znaczenie bo energetycznie coś zostaje otwarte w połowie.
Węzły mogą być i tam i tam, w zależności od intencji. Przy separacyjnym zamiast wiązać rozwiązujesz, albo palisz sznurek, albo zakopujesz. Intencja odwrotna, ale materiał ten sam. Chociaż szczerze to przy separacyjnym rzadziej używa się węzłów niż przy przyciągających.
Właśnie o tym mówiłam wcześniej. Ta moja przerwa była dłuższa niż planowałam i na początku mnie to frustrowało, bo miałam wrażenie że stoję w miejscu. Ale teraz widzę że ten czas był potrzebny właśnie dlatego że separacyjny wyciągnął rzeczy których się nie spodziewałam.
Trochę jedno i drugie, ale bardziej z sobą. Zaczęłam rozumieć dlaczego w tamtej relacji trwałam dłużej niż powinnam. I to nie był wniosek który przyszedł od razu, tylko tak jakby powoli się układał przez kilka tygodni po rytuale.
To jest to czego Czaromira moze się bać najbardziej. Nie tyle samego rytuału, co tego co po nim wyjdzie. Mam racje Czaromiro?
A kiedy będziesz miała głowę? Bo to pytanie można sobie zadawać w nieskończoność. Nie mówię tego złośliwie, ale to jest klasyczny mechanizm odkładania właśnie wtedy gdy coś zaczyna się zbliżać. Masz teraz pytanie o rytuał, ale za chwilę jak już wiesz kiedy zrobić, pojawi się inne pytanie dlaczego akurat teraz.
To brzmi jakby jedyną odpowiedzią było po prostu robić mimo że nie czujesz pełnej gotowości. Tylko jak to połączyć z tym co wcześniej mówiła Morion.ka o odpowiedniej kolejności i tym że jednak stan emocjonalny ma znaczenie? Trochę sprzeczne.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i nie wszystko rozumiem, ale mam jedno pytanie które mi siedzi w głowie - czy te wszystkie kamienie, labradoryt, różowy kwarc i reszta, to są rzeczy które faktycznie zmieniają coś w rytuale, czy to jest bardziej taki dodatkowy element psychologiczny? Pytam szczerze, bez złośliwości.
No dobra, to jeszcze mam jedno pytanie bo wciąż siedzę przy tym kamieni wątku - jeśli kamień służy głównie skupieniu intencji, to czy ma znaczenie z jakiego jest źródła? Bo widzę że sprzedają labradoryt i z Madagaskaru i z Finlandii i ceny są różne, ale nie wiem czy to ma jakiekolwiek przełożenie na cokolwiek poza estetyką.
A co miałby to być ten wyraźny znak? Bo to brzmi jak coś co mogłabyś czekać bardzo długo.
Nie wiem. Może kiedy przestanę o nim myśleć codziennie? Albo kiedy nie będzie mi żal? Sama nie wiem co właściwie czekam.
To jest problem z tym pytaniem o znak - on prawie nigdy nie przychodzi sam. Zazwyczaj to rytuał albo jakaś konkretna decyzja jest tym co w ogóle otwiera przestrzeń na zmianę. Myślenie w stylu 'zaczekam aż samo przejdzie' i rytuał separacyjny to dwie bardzo różne strategie i rzadko się miesza je z sukcesem.
To troche tak jak z odchudzaniem. Wszyscy czekaja na ten odpowiedni poniedziałek 🙂 Ale serio - Czaromira, ten znak którego szukasz to często właśnie ten moment kiedy zaczynasz pytać na forum czy robić cokolwiek. Może to jest już twój znak.
Chyba że nie chciałam słyszeć. Wygodniej było myśleć że jeszcze nie czas i że brakuje mi jakiegoś elementu który muszę znaleźć. Takie odkładanie ma swoją logikę - nie musisz się konfrontować z efektami.
To jest clou całej rozmowy tak naprawdę. Strach przed efektami rytuału separacyjnego jest większy niż strach przed samym rytuałem. I to dotyczy zarówno sytuacji gdzie ktoś robi go solo jak i kiedy planuje potem miłosny na kogoś innego - bo ten drugi wymaga już naprawdę czystej intencji, a ta nie pojawia się dopóki stare jest niezakończone.
Hej, a wracając do pierwotnego pytania z wątku bo troszkę odeszliśmy - czy ktoś próbował robić separacyjny i miłosny jednocześnie albo z bardzo małą przerwą? Nie pytam żeby polecać, tylko żeby wiedzieć jak to wygląda w praktyce, bo cała ta rozmowa kręci się wokół kolejności ale nie słyszałem jeszcze żadnej konkretnej historii kogoś kto próbował je nakładać.
Znam kogoś kto próbował i mniej więcej tydzień po separacyjnym zaczął miłosny. Powiedział że czuł się jakby ciągnął coś w dwóch kierunkach naraz. Nie wiem czy to efekt rytuałów czy po prostu psychika, ale efektu miłosnego w zasadzie nie było.
