Mam pytanie, bo nie mogłam nigdzie znaleźć konkretnej odpowiedzi. Robiłam ostatnio rytuał i w połowie zaklęcia totalnie mi uciekło zdanie, po prostu zgubił am miejsce w tekście i przeskoczył am kilka linijek. Dokończyłam od tego miejsca gdzie wróciłam. Czy to w ogóle ma sens kontynuować czy cały rytuał jest do powtórzenia od nowa? Czy niedokończone albo urwane zaklęcie może coś zepsuć?
To zależy mocno od tradycji, w jakiej pracujesz. Są systemy, gdzie tekst zaklęcia to tylko jeden z elementów i nie musi być idealny słowo w słowo, a są takie, gdzie sekwencja ma znaczenie i urwanie w środku rzeczywiście coś psuje. Jaki to był rytuał? Czy miał jakąś konkretną strukturę czy coś bardziej improwizowanego?
Powiem szczerze, ten temat wraca co jakiś czas i zawsze wywołuje dyskusję. Moim zdaniem intencja i skupienie mają większy ciężar niż literalne odtworzenie tekstu. Jeśli zaklęcie służy jako nośnik intencji, to potknięcie słowne nie unieważnia całości. Ale jeśli pracujesz ze strukturą rytualną, gdzie każde zdanie ma zamknąć konkretny etap, to inaczej.
O, właśnie miałam podobne pytanie, ale bałam się zapytać! Raz podczas rytuału całkiem zapomniałam fragmentu bo telefon zaczął dzwonić i oderwałam się na chwilę. Potem wróciłam, ale nie wiedziałam od którego miejsca zaczął się problem. Skończyłam i miałam przez tydzień wrażenie, że coś nie gra. Może właśnie przez to?
A czy jest jakaś różnica między tym, że ktoś zaklęcie czyta z kartki i zgubi linijkę, a kimś kto mówi z pamięci i coś mu wyskoczy nie tak? Pytam bo w ogóle nie wiem jak to działa od strony samego mechanizmu.
To ciekawe pytanie i właściwie dotyka sedna. W tradycji hermetycznej, szczególnie tej wywodzącej się z grimoires jak Klucz Salomona, tekst zaklęcia traktowano jako wibracyjną strukturę, gdzie kolejność słów i fraz tworzy coś w rodzaju zamkniętego obwodu. Pominięcie lub przestawienie było uznawane za zerwanie tego obwodu. Ale to jest specyficzne podejście. W Wicca, szczególnie po Gardnerze, nacisk jest bardziej na stan umysłu celebransa niż na perfekcję tekstu.
Rytuały miłosne mają całą osobną historię jeśli chodzi o podejście do słowa. Większość ludowych formuł miłosnych, te zapisywane w dawnych zielnikach czy zbiorach, często zawierała warianty i była przekazywana ustnie z modyfikacjami. Tzn. perfekcja tekstu nie była tam priorytetem. Priorytetem były konkretne działania, gesty, materiały. Tekst był wzmocnieniem, nie rdzeniem.
Według mnie dobra zasada jest taka: patrz na to, jak rytuał jest zbudowany. Jeśli tekst zaklęcia jest długi, podzielony na etapy, ma wyraźne wezwania do konkretnych sił lub bytów, i do każdej fazy tekstu przypisane są działania fizyczne, to tekst jest prawdopodobnie ważniejszy strukturalnie. Jeśli formuła jest krótka, powtarzalna i raczej mantryczna, to intencja bierze górę.
Ale czy to nie jest trochę tak jak z modlitwą? Np. jak ktoś się myli w litanii to nikt nie mówi, że cała modlitwa jest nieważna. A z drugiej strony słyszałam od babci, że pewne zamówienia ludowe musiały być powiedziane dokładnie, bo jedno słowo zmienione i nic nie działa. Skąd ta różnica?
To kwestia systemu, nie magii jako takiej. Modlitwa w tradycji chrześcijańskiej opiera się na relacji z Bogiem, gdzie intencja jest podstawą. Zamówienia ludowe działały jak kod, gdzie forma była nośnikiem konkretnej operacji. Analogia do kodu programu jest może ułomna, ale coś w niej jest - jeden błąd w linii kodu i program wyrzuca błąd. Jedno słowo zmienione w zamówieniu i działanie idzie nie tak.
To po co w ogóle robić rytuały jeśli tak łatwo o błąd? Czytałam że jak ktoś jest skupiony to efekty są szybkie, a tu wychodzi że nawet skupienie nie wystarczy jeśli się pomyli jedno słowo. Trochę zniechęcające.
Dzięki za tę dyskusję, naprawdę pomaga. Mam pytanie z innej strony: czy jeśli ktoś nie rozumie słów, bo np. zaklęcie jest w łacinie albo w staropolskim, to czy błąd wymowy ma takie samo znaczenie jak błąd osoby, która ten tekst rozumie? Intuicja podpowiada mi, że coś tu jest na rzeczy.
Jeśli chodzi o praktykę, to przy rytuałach miłosnych najczęściej spotykałam podejście, że urwanie lub zgubienie tekstu w połowie to sygnał do zamknięcia rytuału świadomym gestem, wypalenia świecy do końca albo odmówienia krótkiej formuły zamykającej, i powtórzenia całości za kilka dni. Nie z przekonania że tamto było złe, ale że niedokończone lepiej domknąć niż zostawić zawieszone.
Chyba gdzieś w połowie, może trochę dalej. Miałam zapisane na kartce, ale kartkę przesunęłam przypadkowo i przez chwilę szukałam gdzie byłam. Wróciłam mniej więcej w to samo miejsce, ale nie byłam pewna czy stamtąd zaczęłam czy wcześniej powtórzyłam fragment. Tak jakby się zdublowało lub urwało, sama nie wiem.
No właśnie, ja miałam podobne zawieszenie po tym moim telefonie i przez jakiś czas po tym czułam się dziwnie, jakby coś było niedopięte. Nie wiem czy to przez rytuał czy przez myślenie o nim, ale to uczucie minęło dopiero jak drugi raz usiadłam i spokojnie, bez pośpiechu, przeszłam przez to od nowa. Może to placebo, ale jakoś pomogło.
Ale jak to rozróżnić, czy to placebo czy nie? Przepraszam że wchodzę z tym, ale ten wątek pojawia się zawsze przy rytuałach i nigdy nie wiem jak to traktować. Jeśli ktoś czuje się lepiej po powtórzeniu, to czy to znaczy że rytuał 'zadziałał' czy że po prostu się uspokoił?
A ja mam inne pytanie bo mnie ten wątek z Lada.x ciekawi. Napisała że nie było w instrukcji co robić przy błędzie. Tzn. skąd ona miała ten rytuał? Bo jak jest z internetu albo z jakiegoś anonimowego źródła, to te instrukcje często są niekompletne i po prostu nie uwzględniają takich sytuacji.
Z internetu tak, z pewnego bloga. Tam był podany tekst, kilka wskazówek o świecach i tyle. Zero informacji co jak się coś pójdzie nie tak. Teraz widzę, że to był problem.
No i to właśnie mnie zawsze dziwiło, że te instrukcje z internetu są takie skrócone. Sama raz znalazłam podobny opis, jakiś rytuał na przyciągnięcie i tam też nie było słowa co zrobić w razie pomyłki albo przeszkody. Jakby autorzy zakładali, że wszystko pójdzie idealnie.
Bo też często te blogi przepisują od siebie nawzajem i nikt nie myśli o tym żeby dodać sekcję 'troubleshooting'. To nie jest tradycja przekazywana ustnie, gdzie mistrz pokazał ci co robić kiedy coś się nie uda. Tu ktoś wrzucił tekst, dostał lajki i tyle. Stąd te luki.
Ale czy to oznacza, że rytuały z internetu w ogóle nie mają sensu? Bo sporo osób z nich korzysta i nie wszystkie doświadczają problemów. Może po prostu większość rituałów jest wystarczająco prosta, żeby nie potrzebować tej wiedzy o wyjątkach?
Mam pytanie może trochę z boku, ale jak w ogóle wybrać dobry rytuał miłosny jeśli nie wiadomo co jest wiarygodne a co nie? Bo czytałam różne rzeczy i te wszystkie opisy brzmią podobnie, nie wiem jak ocenić czy coś jest przemyślane czy sklejone na szybko.
A wracając do Lada.x, skoro rytuał był z bloga bez pełnych instrukcji, czy w ogóle da się ocenić czy coś 'zadziałało nieprawidłowo', skoro nie wiadomo jak miało działać prawidłowo? To trochę jak oceniać przepis, którego się nie ma w całości.
Już sprawdziłam, blog jest, tekst jest, ale naprawdę nie ma nic o tym co zrobić w takiej sytuacji. Mam go teraz powtórzyć czy lepiej coś zmienić, albo poczekać jakiś czas?
Poczekaj chwilę, bo to zależy od kilku rzeczy. Jak długo minęło od pierwszego podejścia? I czy czujesz że jesteś teraz w spokojnym stanie emocjonalnym? Bo powtarzanie rytuału w pośpiechu, żeby 'naprawić' poprzednie podejście, to bardzo zły punkt wyjścia. Stan osoby robiącej rytuał ma znaczenie i to nie jest metafora.
Dobra, żeby nie zostawić Lada.x bez konkretnej odpowiedzi, bo pytanie było jasne: ile czasu minęło od tamtego podejścia? To nie jest pytanie bez powodu, bo jak to było parę dni temu, to sytuacja wygląda inaczej niż jak to było kilka tygodni temu i przez cały ten czas się nad tym zastanawiasz.
Kilka dni, dosłownie może pięć. I tak, myślę o tym cały czas, co pewnie nie pomaga.
