Najgorętsza astrologiczna sprawa roku, więc dziwię się, że dopiero teraz osobny temat. Neptun wszedł na dobre 26 stycznia, Saturn dołączył 13 lutego, a koniunkcja była dokładna 20 lutego na 0°45' Barana. Czyli w gruncie rzeczy żyjemy już w tej rzeczywistości od trzech miesięcy, tylko nazwiska jeszcze się rozpoznają.
U mnie wjechało w 11. dom. Od stycznia rozpada się grupa znajomych, w której tkwiłam przez ostatnie 8 lat. Mnóstwo poczucia, że nigdy do nich do końca nie pasowałam, ale Saturn dorzucił trzeźwą obserwację, że trzymałam się tej grupy z lęku, nie z więzi. Klasyczne złuszczanie skorupy.
Mam pytanie z punktu początkującego trochę w tej koniunkcji - czy żeby ją odczuć, muszę mieć planety w Baranie? Bo nie mam ani jednej. Czy "dom" w którym to siedzi wystarczy?
Najsilniej odczuwają to osoby z planetami w pierwszych 5° znaków kardynalnych - Baran, Rak, Waga, Koziorożec. Tam koniunkcja przekłada się na kwadratury, opozycje i koniunkcje wprost. Jeśli masz Słońce na 2° Wagi, to przez 2026 i 2027 czeka cię opozycja Saturn/Neptun do Słońca i to jest temat życiowy.
U mnie ascendent na 0° Raka, więc dostaję kwadraturę Saturna i Neptuna do ascendentu jednocześnie. Od stycznia czuję, że nie wiem, kim jestem. Klasyczne rozmycie ego, do tego ten Mars-Pluton, który przelatywał w lutym, sprawił, że poczułem to fizycznie - tygodnie spalenia, brak siły, do tego dziwne emocjonalne erupcje.
