Ostatnio czytałam o przyprawach w rytuałach miłosnych i zauważyłam że ciągle wracają trzy: cynamon, goździk, kardamon. Wszędzie pisze się że to klasyka, ale rzadko ktoś tłumaczy konkretnie czemu akurat te i jak ich używać. Każdy daje inne propozycje – jedni do herbaty, drudzy palić na węgielku, trzeci kłaść pod świecę. Jak to wygląda w Waszej praktyce? Która przyprawa do czego, kiedy świeża, kiedy mielona?
Klasyka z głębokim uzasadnieniem. Cynamon – ogień, pasja, szybkie działanie, otwieranie drogi. Goździk – stałość, ochrona uczucia, pieczętowanie więzi. Kardamon – delikatność, zmysłowość, otwarcie serca. Każda z tych przypraw ma inny moment w rytuale i inną funkcję. Cynamon na początek (otwiera, rozpala), goździk na środek (utrzymuje, chroni), kardamon na zakończenie (zamyka pieczęcią czułości). Nie są wymienne, choć popularne przepisy traktują je jak zbiór jednorodny.
