Mam wrażenie, że temat okadzania jest u nas często sprowadzany do "zioło spalone w sklepowej kadzielnicy", a klasyczny polski zestaw - bylica, jałowiec, dziewięciornik - to są trzy zupełnie różne rośliny, każda do innego użycia. Mieszanie ich bez różnicowania jest częstym błędem początkujących. U mnie te trzy stoją w trzech osobnych woreczkach, używam ich w różnych sytuacjach i prawie nigdy razem. Co o tym myślicie?
Dokładnie. Bylica to oczyszczanie energetyczne i wsparcie pracy wewnętrznej (snów, wróżenia, medytacji). Jałowiec to twarde czyszczenie i wypędzanie - po chorobie, śmierci, konflikcie. Dziewięciornik - ochrona, blokada, antywirus na poziomie energetycznym. Trzy zupełnie inne funkcje. Łączenie ma sens tylko w bardzo konkretnych sytuacjach (nowy dom, po długim ciężkim okresie), nie jako codzienne praktyki.
Tu się muszę zatrzymać - czym dokładnie jest dziewięciornik? Bo szukałem w polskich źródłach botanicznych i wychodzi mi Parnassia palustris (grass of Parnassus, błotnik), ale w wielu wątkach o magii ziołowej to wygląda na coś zupełnie innego.
Dorzucę dla porządku - w pracach Henslowy ("Rośliny dziko rosnące w kulturze ludu polskiego") oraz Moszyńskiego oba znaczenia są opisane, plus ich regionalne mieszanie. To nie jest błąd terminologiczny, to jest realna polifonia ludowej taksonomii. W praktyce trzeba po prostu pytać "który dziewięciornik" jak zaczynamy poważnie pracować.
Moja babka używała "dziewięciornika" w sensie wiązanki dziewięciu ziół - bylica, dziurawiec, ruta, krwawnik, mięta polna, cząber, koper, lebioda, piołun. Właśnie taka kompozycja wisiała u niej w sionkach przez cały rok. Dla niej "iść po dziewięciornik" znaczyło iść w pole z koszykiem na konkretne dziewięć ziół, nie po jakąś jedną roślinę. To jest jeszcze trzecie znaczenie tej samej nazwy.
Czyli jeśli ktoś sprzedaje "dziewięciornik suszony" w sklepie ezoterycznym, można dostać dosłownie cokolwiek?
A wracając do bylicy - jakie konkretnie odmiany się używa? Bo sam termin "Artemisia" obejmuje sporo gatunków, a w praktyce widziałam zarówno bylicę zwyczajną, jak i piołun, jak i boże drzewko jako "bylicę".
A jak konkretnie się okadza? Bo widzę różne opisy - jedni biorą garstkę suszonych ziół i puszczają na rozżarzonym węglu, drudzy podpalają cały pęk i machają nim po pokojach.
