To ciekawe bo to stawia całą kwestię separacyjny plus miłosny w zupełnie innym świetle. Nie chodzi tylko o to żeby 'magicznie' odciąć jedną osobę i przyciągnąć drugą, ale żeby w międzyczasie coś z sobą zrobić. I w sumie to jest odpowiedź na pierwotne pytanie Czaromiry - nie możesz ich robić naraz właśnie dlatego że środkowy etap jest w tobie a nie w rytuałach.
No i właśnie to jest chyba odpowiedź której szukałam, tylko nie ta której chciałam. Miałam nadzieję że da się to zrobić szybciej, że jest jakiś sposób żeby te dwa etapy połączyć albo skrócić ten środkowy. A tu wychodzi że ten środkowy jest właściwie całym sednem.
ale czy ta środkowa praca to musi być rytuał? Pytam serio, bo jak ja to robiłam to część z tego była po prostu siedzenie i myslenie. Zapisywanie. Nie zawsze miałam świece ani cokolwiek, czasem po prostu robiłam to przy kawie wieczorem. Czy to liczy jako rytuał?
To mnie zastanawia - bo zawsze myślałam że rytuał to jest coś co wymaga jakiejś konkretnej formy. Ale jak to opisujecie to wygląda bardziej jak nastawienie i świadome działanie niż konkretny przepis. Czy wobec tego ta separacja i ta inwentura mogą wyglądać zupełnie inaczej u różnych osób i nadal działać tak samo?
ale co znaczy 'uczciwie odpowiada'? Jak wiadomo że się jest uczciwe wobec siebie a nie tylko sobie opowiada to co chce się usłyszeć? Bo mam wrazenie że to jest właśnie najtrudniejsza część
To jest chyba to co mnie najbardziej w tej rozmowie uderza - że te wzorce często nie są o tej konkretnej osobie tylko sięgają dalej. I separacyjny od jednej osoby może odkryć coś czego nie spodziewałaś się tam znaleźć.
To brzmi jak praca z internalizowanymi schematami przywiązania z teorii Bowlby'ego. On pisał że style przywiązania z dzieciństwa tworzą coś w rodzaju wewnętrznych modeli roboczych relacji - i te modele potem przykładamy do dorosłych związków niemal automatycznie. Może dlatego separacyjny tak często wychodzi poza samą osobę od której się odcinamy.
ale jak to zrobić technicznie? Bo mówisz o adresowaniu wzorca bezpośrednio ale ja nie bardzo wiem jak miałoby to wyglądać w praktyce. U mnie to wychodziło raczej organicznie przy tej inwenturze, nie planowałam że dojdę do czegoś głębszego.
Mam wrażenie że próbowanie zaplanowania 'dojdę do głębszego' to trochę sprzeczność sama w sobie. Te głębsze warstwy wychodzą kiedy jest przestrzeń, nie kiedy mamy na nie harmonogram. Dlatego ta inwentura działa - bo to jest otwarta forma a nie pytania z gotowymi odpowiedziami.
To powoduje kolejne pytanie bo przez cały wątek zakładałam że chcę przeprowadzić separacyjny i miłosny możliwie blisko siebie. A teraz zaczynam myśleć że może wcale nie wiem ile czasu mi zajmie ta środkowa część i nie powinnam zakładać z góry kiedy jestem gotowa na miłosny. Tylko jak człowiek ma w ogóle zaplanować cokolwiek jeśli nie wie ile to potrwa?
Nie planujesz. Planujesz etapy, nie daty. Wiesz że jest separacyjny, potem praca, potem miłosny. Nie wiesz ile potrwa środek i to jest ok. Jak zaczniesz spieszyć ten środek bo masz w głowie że 'za miesiąc robię miłosny' to będziesz skracać właśnie to co powinnaś rozciągnąć.
Ale jak w takim razie w ogóle rozpoznać że ta środkowa praca jest skończona? Nie chodzi mi o idealny stan, tylko jakiś sygnał że 'okej, mogę iść dalej'. Bo bez jakiegoś punktu odniesienia można siedzieć w tej inwenturze w nieskończoność i też nie ruszyć dalej.
