Hej dziewczyny. Zbieram się w sobie od tygodni żeby to napisać, ale w końcu się przełamałam. Od pewnego czasu coraz bardziej mnie ciągnie do tematu wróżb i kart, ale ciągle mam w głowie jedno pytanie i to mnie zatrzymuje przed kupieniem talii i zaczęciem nauki. Czy do wróżenia trzeba mieć ten "dar"? Bo ja jestem totalnie zwykłą osobą, w rodzinie żadnej tradycji, sny mam normalne, nigdy nic mi się nie objawiło, prekognicji żadnej. Czy ja w ogóle mam czego szukać w tym temacie, czy lepiej dać sobie spokój i nie tracić czasu? Pytam serio, bo nie chcę zacząć i potem odbić się od ściany.
To pytanie tylko z pozoru jest proste. Najpierw musiałabyś sobie ustalić, co rozumiesz pod słowem "dar". Bo dla jednych to są wizje, dla drugich szczególna intuicja, dla trzecich umiejętność wyłapywania energii, a dla kolejnych w ogóle nic z tych rzeczy, tylko praca z symbolami. Wróżenie z kart to nie to samo, co jasnowidzenie. Można być całkiem dobrym tarocistą i nie widzieć ani jednej "wizji" w życiu.
Powiem inaczej. Każdy ma jakąś intuicję, tylko większość ludzi jej nie słucha albo zagłusza ją hałasem codzienności. Kwestia czy potrafisz się wyciszyć i tej intuicji dać dojść do głosu. Karty są pretekstem, żeby się zatrzymać i posłuchać siebie.
Ja totalnie się nie znam, ale od dziecka miałam coś takiego, że "wiedziałam", kiedy do mnie ktoś zadzwoni albo kto będzie pod drzwiami. Mama mówiła, że to po prababci, która podobno czytała z fusów po całej wsi. Ale to chyba nie to samo, co stawianie kart, nie?
Zgodzę się częściowo. Znam osoby, które mają mocną intuicję, a kart nie potrafią postawić bo nie umieją się skupić na systemie. I znam takie, które są technikami, znają każde znaczenie z książki, ale ich rozkłady są suche i nic z nich nie wynika dla pytającego. Trzeba mieć i jedno, i drugie po trochu.
Spór o "dar" jest stary jak samo wróżbiarstwo. W średniowieczu kłócili się, czy umiejętność wróżenia jest darem od Boga, kontaktem z innymi siłami, czy zwykłą sztuczką. Współcześnie też nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Sama widziałam ludzi bez żadnej "iskry", którzy po dwóch latach pracy z kartami wyciągali z rozkładów rzeczy, których by się nikt nie spodziewał.
Dorzucę, że tych mieszanych form jest najwięcej. Większość poważnych tarocistek ma jakiś tam rys intuicyjny - momentami coś im wpada do głowy bez powodu, czasem widzą obraz, czasem słyszą zdanie. Czysty technik bez ani jednego błysku to rzadkość, choć też się zdarza.
Wyżej dużo o tarocie, a wróżenie nie sprowadza się do tarota. Z dłoni, z fusów, z popiołu, z runów, z wahadełka - każda z tych metod ma trochę inny próg wejścia. Wahadełkiem nauczysz się robić proste pytania po tygodniu i będzie Ci działać. Tarot to nauka na lata, a chiromancja w ogóle to wiedza encyklopedyczna w połączeniu z czuciem.
Ja zaczynałam totalnie z poziomu zero i bez "daru" w cudzysłowie. Po pierwszych miesiącach miałam wrażenie, że to wszystko jest losowe. Po jakimś roku zaczęłam łapać, że niektóre układy mi się powtarzają w kontekstach, które potem realnie się sprawdzają. Teraz po latach mogę powiedzieć, że nie wiem czy to "dar", czy mózg po prostu wytrenował się w czytaniu wzorców.
Czyli was dobrze rozumiem, że ten "dar" to taki bonus, a podstawą jest jednak nauka i praktyka? Bo to mi trochę dodaje otuchy. Myślałam, że albo masz, albo nie i koniec tematu.
Tak by to wyglądało. Z tym, że niektórzy mówią, że bez choćby ziarna tego bonusu nigdy nie dojdziesz do poziomu, gdzie rozkłady naprawdę pracują. Że to jest jak słuch muzyczny - można nauczyć się grać z nut, ale jak nie masz słuchu, to nigdy nie zagrasz tak, żeby kogoś wzruszyć.
Dodałabym jeszcze jeden aspekt - są osoby, które mają mocną intuicję, ale są jej kompletnie nieświadome. Wiedzą rzeczy, ale tłumaczą sobie, że "to logiczne", "to oczywiste". Dopiero jak się człowiek nauczy obserwować swój własny strumień myśli, wyłapuje, że tam się sporo dzieje "z zewnątrz".
Mam znajomą, która jest sceptyczką do bólu, twierdzi że nie wierzy w nic poza tym, co fizyczne. A jak jej postawisz Tarota, to wyczytuje rzeczy z układu kart tak precyzyjnie, że szczęka opada. Pytała mnie, jak to tłumaczyć. Mówię - psychologicznie. Karty pokazują wzorce, a ona ma dobrego nosa do ich składania. Niech sobie tłumaczy jak chce, byle działało.
A ja mam odwrotny przykład. Znajoma "wróżka", która sobie reklamuje dar od urodzenia, przepowiednie na lewo i prawo. Słucham jej rozkładu i widzę, że karty mówią zupełnie co innego niż ona. Ona ma dar bajdurzenia, nie wróżenia. A ludzie się dają.
@Magicwoman Niestety, takich jest pełno. I to one psują reputację dziedzinie. Każdy, kto kupi sobie pelerynę i powie "od pokoleń w mojej rodzinie", potrafi mieć kolejkę klientek.
Wracając do pytania głównego - są tradycje, w których "dar" rozumie się jako otwarte kanały komunikacji z duchami opiekuńczymi. W innych jako wrażliwość na pole energetyczne osoby pytającej. W jeszcze innych jako bezpośredni kontakt z bóstwem. To są bardzo różne rzeczy i każda z nich wymaga innego podejścia.
